Polonia Winnipegu
 Numer 60

             5 lutego, 2009      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu

Poza gniazdem. Wizerunki emigrantki polskiej w Kanadzie w XX wieku. Książka prof. Marii Anny Jarochowskiej.

INDEX

POZA  GNIAZDEM. WIZERUNKI  EMIGRANTKI  POLSKIEJ  W  KANADZIE  W  XX  WIEKU


CZĘŚĆ DRUGA : W pojedynkę

ROZDZIAŁ V Co to znaczy emigrować?


Większość imigrantów z lat 1979-2000 przybywała pewna siebie i swoich decyzji, a niektórzy czuli się Kanadyjczykami natychmiast po lądowaniu samolotu ich wiozącego. Jerzy Swiech, jeden z imigrantów tego etapu tak opisał rozmowę, którą miał ze starszą panią z Kongresu Polonii w Toronto. Jego rozmówczyni miała za sobą trzydziestoparoletnie doświadczenie kanadyjskie: " ...pani owa powiedziała...Niech się pan nie martwi, będzie dobrze ! Tylko wytrzymać te pierwsze pięć lat. W Kanadzie trzeba się pomęczyć te pięć lat, a potem...Ale ja nie przyjechałem do Kanady, by się męczyć ! - nie wytrzymałem - ani jednego roku, a cóż dopiero pięć lat! Starsza pani popatrzała na mnie spłoszona. Przepraszam panią - powiedziałem, ostatecznie nie zasłużyła sobie na jakieś gwałtowne sprzeciwy - Chciałem tylko dodać, że mam dobry zawód i duże doświadczenie. A przede wszystkim mam poczucie, że wreszcie jestem u siebie... Polska została za nami jak zamknięty rozdział. Czasem piękny we wspomnieniach, na razie często okrutny w snach"[210] Nieco dalej J. Swiech pisze także "Rozróżniam trzy kategorie ludzi, którzy zmienili miejsce swego pobytu. Do pierwszej należą ludzie którzy traktują siebie jako "stale mieszkających za granicą". Są to ci , którzy pieczołowicie dbają o ważność polskich paszportów i o to by " być w porządku" wobec władz krajowych, bo nigdy nic nie wiadomo"

"Drudzy to ci, co przyjmując konieczność losu emigracyjnego stale żyją sprawami pozostawionego za sobą kraju, są gotowi do uczestnictwa w jego problemach. To są tacy, którzy później gdy 4 czerwca 1989 roku nadeszły wybory w PRL agitowali za udziałem i sami w nich aktywnie uczestniczyli wierząc, że się przyczynią do zmian zachodzących tam daleko między Bugiem a Odrą. Trzecią kategorię stanowią ludzie, dla których Kanada jest miejscem za "tymi drzwiami ostatecznymi". To ci którzy stwierdzili owego 4 czerwca: wybierać mogę parlament kanadyjski. Na jakiej podstawie Kanadyjczyk może ingerować w wewnętrzne sprawy innego kraju nie znając nawet kandydatów do sejmu?" [211] J. Swiech, architekt z zawodu dzięki swojej przebojowości oraz dzięki posiadaniu dobrego zawodu bardzo prędko osiągnie poziom życia odpowiadający jego życzeniom. W swoich wspomnieniach nie pisze, że czuje się obywatelem świata, ale widać, że nie ma problemów ze zmianą kulturowej przynależności, często określanej i cenionej tutaj jako roots (korzenie) które w ostatnich latach ub. stulecia i także obecnie tak bardzo są poszukiwane przez drugie, trzecie, a czasami dziesiąte pokolenie.

Nie wszyscy imigranci z tego okresu mieli podobne podejście do swego pobytu w Kanadzie. Jedna z respondentek naszej ankiety ma krańcowo odmienne podejście. Pisze ona :"Mój pobyt na emigracji zmienił moje uczucia w stosunku do Polski. Kraj i kultura mi zobojętniały.(ale) żałuję w ogóle przyjazdu do Kanady" [212] Większość imigrantek z tej fali mieści się jak zwykle pomiędzy dwoma krańcowymi przedziałami próbując pogodzić asymilację w Nowym Kraju z zachowaniem kultury polskiej. Jedna z respondentek ankiety tak podchodzi do bi-kulturalizmu polsko-kanadyjskiego ..."Ja zresztą nie czuję się Kanadyjką, tylko Polką zamieszkałą w Kanadzie. Dziwi mnie zawsze dlaczego my Polacy mamy być Polakami tylko w Polsce... Już gdzie indziej jesteśmy najwyżej Polonią. Dlaczego np. Francuz może całe życie mieszkać w Maroku, czy gdzie indziej, a jest Francuzem, ma w swoim kraju pełne prawa a nie pół-prawa jak my. Dlaczego ja miałabym piec indyka na dzień dziękczynienia ? To byłaby poza!"[213] Charakterystyczne, że jako dowód bi-kulturalizmu wybrała indyka, czyli najłatwiejszy (przez wspólną biesiadę) sposób uszanowania kultury państwa, w którym żyje, a dla nas to dowód oczywisty konfuzji własnej tożsamości.

Autorka wspomnień zatytułowanych " Nie rezygnować", a podpisanych pseudonimem "Rozbitkowie" jeszcze inaczej pisze o sprawach godzenia kultury polskiej z kanadyjską :"Teraz chciałabym rozważyć kwestię, która mnie nurtuje od dawna. Mianowicie na ile Polak (zwłaszcza mieszkający w Polsce) powinien, czy też musi zajmować się wszystkimi przemianami społeczno-politycznymi jakie tam się dokonują... Będąc jeszcze w Polsce czasami zazdrościłam mieszkańcom wolnych krajów, gdzie człowiek, który nie interesuje się polityką może trzymać się od niej z daleka, że może żyć w kręgu takich spraw, które sam sobie wybrał...W Polsce niemal moralnym nakazem jest włączać się w tę walkę i to nie tylko milczącym poparciem, ale konkretnym działaniem..."[214] Autorka tej wypowiedzi broni się przed polskim rozpolitykowaniem i odróżnia je od kultury. Zapewne po przybyciu do Kanady porównuje je ze spokojem tutejszego życia. Być może, że słowa J. Swiecha cytowane na wstępie tego rozdziału były także podyktowane zniechęceniem wynikającym z faktu wszechobecnej polityki zatruwającej w Polsce życie niejednej osobie.

Rozpad komunizmu w latach 80-tych i następujące po nim trudności gospodarcze i polityczne nadal istniejące w Polsce, spowodowały, że na emigracji znalazło się wielu ludzi zupełnie nieprzygotowanych do życia w innej kulturze, o czym oczywiście ani oni, ani Kanadyjczycy nie mogli wiedzieć. Kanada wybierała spośród kandydatów do wyjazdu przede wszystkim ludzi młodych, po studiach, albo z paroletnią praktyką w swoim zawodzie. Ceniono przedsiębiorczość i wykształcenie, a na kobiety patrzano jako na matki przyszłych Kanadyjczyków. Przybyszom ofiarowywano materialną pomoc i życzliwość w adaptacji do nowej kultury, zakładając, że po wstępnym okresie nowi członkowie społeczeństwa wejdą w jego spokojny nurt. Przybywało też wtedy wielu emigrantów zaangażowanych w pracach solidarnościowych, którzy mając do wyboru więzienie albo emigrację wybierali wyjazd z Kraju. Anna, autorka eseju "Uporczywie do celu" pisze : " Przed rokiem o tej porze Andrzej był w więzieniu, a ja chora i wściekła z bezsilności miotałam się między zaprzyjaźnionym księdzem, który dodawał mi ducha, a prokuraturą, która na żądanie SB przygotowywała proces....(teraz - mój dopisek) Jesteśmy na miejscu naszego zesłania. Małe miasteczko, prawie środek Kanady. Poznaję nowych Polaków, mieszkamy w domu pewnych 80-ciolatków. Przychodzą ich znajomi i chcą nas zobaczyć. Jestem czujna i wrażliwa, wyłapuję ich słowa i gesty i dzielę, natychmiast analizuję, może niepotrzebnie... Słyszę czasem słowa które mnie bolą : teraz to młodym wszystko dają, kiedy myśmy przyjechali nie było nic, tylko lasy, lasy... Jak im powiedzieć że te 10 tysięcy kilometrów to nie turystyka i przygoda. To łzy, żal do Polaków, że przez szykany zmuszono nas do wyjazdu ."[215] Ta szczera wypowiedź to pomieszanie norm społecznych polskich i kanadyjskich. Autorka, mimo, że ma wyższe wykształcenie, nie może się wyzbyć pretensji do Kanady za to co jej zrobiono w Polsce. Podejrzliwie patrzy na przyjmujących ją Kanadyjczyków tak jakby to byli członkowie Urzędu Bezpieczeństwa. Annie nie przyszło do głowy, że rzeczywiście imigrantom z jej epoki było lepiej niż dawniejszym, że sponsorzy jej rodziny musieli poświęcić sporo czasu na załatwianie formalności sprowadzania Polaków, że musieli urzędom imigracyjnym dać gwarancję mieszkania i utrzymania dla nowo przybywających przez rok jeśli sponsorem była organizacja i przez 10 lat jeśli była nią osoba prywatna.- i że to bywa dużym ryzykiem finansowym. Dla sponsorów ze Starej Emigracji było oczywiste, że nowi przybysze dostali się do "lepszego świata" i że powinni to docenić. Tymczasem Anna, autorka wspomnień uważa że " lepszy świat" był w Polsce a tu w Kanadzie jest "zesłanie" czyli coś porównywalnego do Sybiru lub Kazachstanu w latach 1939 i następnych. Emigranci "solidarnościowcy" uznawali, że przybycie do Kanady było skutkiem wyrzucenia z Polski czyli karą, bardzo niesprawiedliwą i krzywdzącą. I jak tu wytłumaczyć, że rząd kanadyjski patrzy na otwarcie swoich drzwi jako na start nowego życia, a nie zesłanie? To już nie 10 tysięcy kilometrów od ówczesnej Polski, jak pisze autorka wspomnień, ale zupełnie inna planeta. Natychmiast więc zaczęło się nieporozumienie, mały prywatny konflikt nikomu niepotrzebny, który mógłby wogóle nie zaistnieć, gdyby nowo przybyli więcej wiedzieli o Kanadzie. A tak urażenie i niechęć pozostały po obu stronach." Przecież wiadomo, że początki emigracji są zawsze ciężkie, a taka postawa jak tej pani, jest po prostu ubieraniem się w niezasłużoną bohaterskość", starsza pani, wyraźnie od dawna zamieszkała w Kanadzie poczuła się urażona brakiem uznania całej pomocy, którą Kanada ofiarowała wygnanym z Polski politycznym imigrantom solidarnościowym, kiedy w skromniutkiej bibliotece "Zgody" spotkałyśmy się jako klientki. Warto dodać, że wśród sponsorowanych większość nie była nastawiona tak podejrzliwie i krytycznie jak Anna i cały proceder często kończono wzajemną życzliwością i zadowoleniem, a w niektórych przypadkach nowymi przyjaźniami.

W latach 80-tych bywały też polskie imigrantki, które sądziły, że emigracja nada ich życiu jakiś głębszy sens i że dzięki temu życie ich stanie się pełniejsze. Iwona Majewska ujęła swoje wspomnienia w sposób następujący : Czasami przerażał mnie zaklęty krąg polityczny i moralny Polaków, krąg, z którego nie widać wyjścia. Wierzyłam wprawdzie że "to się skończy", ale to nie poprawiało mi nastroju. Straszne były te wieczne dyskusje polityczne, te nocne Polaków rozmowy nie prowadzące do żadnych wniosków. Czasami straszna myśl , że może nie żyję pełnie, że radość domem, rodziną są ochłapami kultury, to może nie wszystko co świat może mi dać, że mogłabym i ja i dzieci i mąż mieć więcej przyjemnych chwil, moglibyśmy pokusić się o więcej, niż nam załatwią rodzice, znajomi, państwo wreszcie"[216]

Dość często jako przyczynę chęci wyjazdu z Polski podawano "bo w Polsce już nie można było żyć". Nie jest pewne,czy to wyrażało przekonanie, że należy się im od życia coś więcej, niż to co mogli osiągnąć w Starym Kraju (tak jak pisała Iwona Majewska), czy też po prostu przed wyjazdem widzieli imigrację tylko w kolorach różowych. Wielu miało w Polsce dobre warunki materialne, dom czasem z basenem, samochód, nie należeli do prześladowanych, ani biednych. Niewielkie doświadczenia w poznawaniu zagranicy uzbierane podczas wakacyjnych wyjazdów na pracę do Szwecji lub Niemiec, rzadziej do Anglii utwierdzały ich w przekonaniu, że w Polsce jest źle i że należy szukać szczęścia w innych krajach. Kanada nadal była uważana za jeden z najlepszych krajów dla emigrantów.

Kobiety tej fazy emigracyjnej są podobne do swoich mężczyzn. Są pewne siebie i głęboko przekonane o własnym prawie do szczęścia i stanowienia o losie swoim i ewentualnie swoich dzieci i męża. Podkreśla to Kasia, która pisze : Kiedyś jeden z moich szefów zrobił jakąś bardzo negatywną uwagę na temat Polaków i Ukrainców. Na co ja spojrzałam na niego i rzekłam - Hej, hej nie zapominaj że ja tu jestem ! On na to : - No tak, ale ja mówię o typowych Polakach, a ty jesteś nietypowa. No bo ty jesteś...taka...pewna siebie"[217] Wierzą w swoje szczęście i we własne zdolności. Wnoszą do Kanady swoje wykształcenie poparte latami doświadczenia zawodowego i nie mają żadnego kompleksu niższości wobec Kanadyjczyków, tak czasami widocznego w poprzednich falach emigracji polskiej. Niektóre znają język angielski, inne żyły już w krajach francusko-języcznych, a ofiarowywane przez Kanadę ułatwienia dla imigrantów przyjmują często jako dowód tego, jak bardzo Kanadzie zależy na nich. Były to przecież lata kiedy było modne podziwiać Polaków i zachwycać się ich odwagą w realizowaniu bezkrwawego przewrotu antykomunistycznego. Na fali tej światowej życzliwości imigrantki epoki solidarnościowej i lat po niej następujących czuły się wszędzie mile widziane i utwierdzały się w przekonaniu o słuszności opuszczenia Polski na zawsze, lub przynajmniej o powszechnie ogarniającej ich życzliwości w Nowym Kraju. Frustracja, którą odczuwały w Polsce, niezależnie od tego, czy była powodowana ideologiczną przepaścią między społeczeństwem i reżymem, czy też trudnościami przebicia się przez niewidzialny mur izolacji Polski od świata, szybko maszerującego naprzód, powodowała, że kobiety te z wyjątkami takimi jak cytowana powyżej Anna patrzały na swoją emigrację jako na element pozytywny, a nie przykre doświadczenie. Imigrantka, która użyła pseudonimu " Szczęściara" pisała, że powody dla których wyemigrowała cała jej rodzina były znacznie głębsze : "Wreszcie wrzesień 1981 roku... Powstaje pytanie co ja matka, inaczej my-rodzice, pozostawimy po sobie naszym dzieciom " W odpowiedzi mówi się niekiedy... byleby nie męczyły się jak my kiedyś... Odpowiedź brzmi ... przede wszystkim nie przynieść dzieciom wstydu, żeby nie wstydziły się matki i ojca... Być ojcem i matką, to nie tylko dać życie, lecz również być nosicielem rodzinnej godności i narodowego honoru. W ostatnich miesiącach weszliśmy w sytuację w której trzeba rozstrzygać: jakie dziedzictwo należy przekazać naszym dzieciom - czy dobrobyt plus mniej lub bardziej wyraźne poczucie wstydu czy dumę z dobrze spełnionego obowiązku. Ciężko było zostawić dom i rodzinę, ale na nas czas! W drogę! W nieznany, ale może lepszy świat!"[218]

Zdarzały się także emigrantki, które po prostu bagatelizowały problemy emigracji, tak bardzo były sfrustrowane własnym życiem w Polsce. Baśka opisuje to w następujący sposób : " o czym można marzyć będąc obywatelem najbrudniejszego państwa w Europie? jedna trzecia współplemieńców żyje tu w warunkach zagrażających zdrowiu i życiu, a ponad połowa nie jest w stanie wypracować sobie nawet urzędowego minimum socjalnego! Dla wszystkich stało się jasne od kilku lat, że pracowitość, uczciwość są ciężkimi kulami u nóg, które skutecznie uniemożliwiają osiągnięcie jakiegokolwiek dobrobytu materialnego. Normą społeczną przystosowania stała się dwulicowość i wewnętrzne załganie, co doprowadziło do absurdu społeczną i polityczną groteskę... Kiedy jedna z koleżanek podesłała mi czysty druk z firmy zatrudniającej w Toronto pomoce domowe..., kanadyjski rząd zapewniał bowiem, że po dwóch latach nienagannej służby domowej w charakterze niańki lub gosposi, po ukończeniu kilku kursów, biegłym opanowaniu języka angielskiego, przepracowaniu społecznie określonej liczby godzin oraz wykazaniu się odpowiednim kontem w banku można otrzymać prawo stałego pobytu i stać się samowystarczalnym członkiem społeczeństwa kanadyjskiego.. Dla takich ludzi jak ja - bez rodziny i przyjaciół na Zachodzie i bez perspektywy na Wschodzie- a za to z całym bagażem przepracowania, przeuczenia i niepowodzeń wynikających z założeń systemu promjującego jedynie ludzi z odpowiednim kręgosłupem ideologicznym-... druk z Toronto Domestic Corporation był tym, czym dla innych elegancki bilecik na obiecujące przyjęcie."[219] My możemy to dzisiaj nazwać mieszanką wykalkulowanego chciejstwa i naiwności, pochodzącą z kompletnej nieznajomości Canadian reality ( kanadyjskiej rzeczywistości). Sama autorka w dalszym ciągu swego opowiadania nadal mieszając tęsknotę za Polską i rodziną z własną frustracją wynikającą z braku znajomości kanadyjskiej kultury i z przykrościami związanymi z nielubianą pracą za to wszystko wini Kanadę.

Jeszcze inne imigrantki potrafiły kompletnie zmitologizować Kanadę i przekształcić ten kraj w złudzenie. Malwa robi to w sposób niemal doskonały : "Leciałam pełna marzeń, niesprecyzowanych nadziei pewności nierealnego szczęścia, które musi się zdarzyć. Tam w Kanadzie miało być szczęście, szczęście,które musiało się przytrafić i spełnić przez choćby samo oczekiwanie. Nie miało żadnego kształtu, żadnego istnienia, tylko kolor i przepych urzekającego marzenia. Nie miałam żadnych konkretnych planów i niczego do zrobienia, aby marzenie nabrało sensu spełnienia. Było ono najbardziej podobne do szczęścia obiecywanego w mitycznym raju i nie miało nic wspólnego z tym wykuwanym pracowicie szczęściem. Nie miało nic wspólnego z pieniędzmi, ludźmi i rzeczami. Było to szczęście "wyczekane"."[220] Nietrudno zgadnąć że to "szczęście wyczekane" nie sprawdziło się w rzeczywistości i w dalszym ciągu swoich wspomnień autorka pisze o głębokim rozgoryczeniu i zagubieniu, z którego ratuje się zostawiając kilkunastoletnie dziecko w Kanadzie, a sama wraca do Polski. Autorki obu tych wspomnień poruszają jednak ważny punkt życia polskiego imigranta. Mianowicie fakt, że nie mają pojęcia o prawdziwej rzeczywistości kraju, do którego lecą i wobec tego tworzą na własny użytek wyimaginowane obrazy raju. Jedna ma nadzieję, że pracą niańki wkupi się do raju, a druga, że raj otworzy się przed nią sam z siebie, bez najmniejszego wysiłku z jej strony.




 

 
INDEX



Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228