Polonia Winnipegu
 Numer 70

            16 kwietnia 2009      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu

Poza gniazdem. Wizerunki emigrantki polskiej w Kanadzie w XX wieku. Książka prof. Marii Anny Jarochowskiej.

INDEX

POZA  GNIAZDEM. WIZERUNKI  EMIGRANTKI  POLSKIEJ 
W  KANADZIE  W  XX  WIEKU

ZAMIAST ZAKOŃCZENIA

Nie byłoby niczym oryginalnym stwierdzenie, że ewolucja wizerunku emigrantki polskiej w ubiegłym stuleciu była dokładnym odbiciem rozwoju Kanady, gdyby nie fakt, obecności i działalności uciekinierek wojennych, które na własną rękę, bez wielkiej zachęty i pomocy nagle i na zawsze przyczyniły się do zmiany wyobrażenia Kanadyjczyków o Polakach i o Polsce. Idee zorganizowania P.I.N.K. i Biblioteki Polskiej im. W. Stachiewiczowej były wprawdzie wspaniałe i na miarę budowy poczucia narodowego imigrantów wojennych, ale nie zyskałyby swoich wymiarów, gdyby nie setki tysięcy godzin dobrowolnej i bezpłatnej pracy wolontariuszek ( i mniej licznych wolontariuszy), które/rzy przez ponad pół wieku codziennie szły/szli na 1479 Peel Street w Montrealu, aby tam budować polską placówkę kulturalną, nie znając jeszcze, a nawet nie wyobrażając sobie jej późniejszego znaczenia dla Polonii. Pracę, którą imigrantki tak chętnie ofiarowywały społeczności imigranckiej traktowały jako rzecz naturalną, albo jako swój patriotyczny obowiązek. Honory za Bibliotekę Polską im W. Stachiewicz należą się więc po równo inicjatorkom/inicjatorom jak i wykonawczyniom.

Obowiązek pracy społecznej służącej współrodakom imigrantom podczas wojny i po niej stał się więc prerogatywą życia imigrantów tych czasów.Jeszcze w czasie wojny został on rozszerzony o pomoc dla Polaków tułających się po obozach niemieckich i w Związku Radzieckim, a w parę lat później objął także niesienie pomocy społeczeństwu polskiemu pod reżymem komunistycznym. W ten sposób wolontariat stał się pierwszym z trzech czynników kształtujących wizerunki polskiej emigrantki w Kanadzie.

Drugim czynnikiem jest ewolucja pochodzenia społecznego imigrantek także bardzo ważna dla zrozumienia Polki mieszkającej w Kanadzie. Zatoczyła ono pełne koło. Od chłopek i robotnic, opuszczających ziemie polskie jeszcze pod zaborami, przez wszystkie warstwy społeczne : elity wojska i arystokracji, inteligencję pracującą , zamożne mieszczaństwo, zdemilitaryzowanych żołnierzy z poboru, młodych obu płci przez 5 lat wywożonych do Niemiec na przymusowe roboty albo do obozów koncentracyjnych, aż po wszystkich uchodzących z Europy w czasie II wojny światowej i po jej zakończeniu. Wszyscy ci Polacy i Polki zaczynali od imigranckiej biedy, tego społecznego walca, który w Kanadzie równał klasy społeczne przedwojennej Polski. Bieda utraciła wówczas element wstydu, a pomysłowość i energia zyskały podziw i szacunek. Było wiadomo, że los każdej rodziny zależał od jej członków i waga aktywnego udziału kobiet w nadawaniu nowego kształtu rodzinie na obczyźnie wyprzedziła kanadyjską formułę rodzinną. Ta nowa formuła wśród społeczności imigranckiej oparta została na wspólnym budowaniu przyszłości przez imigranckie pary i były częstsza niż tradycyjny model polskiego małżeństwa. Dla następnych fal imigrantek i uciekinierek z PRL-u wzbogacony w ten sposób wzorzec imigrantki polskiej był synomimem postępu i zachodniej wolności.

Wreszcie nowa emigracja z ostatnich dwóch dekad XX-go wieku, w dużej mierze złożona znowu z córek i wnuczek chłopek i robotnic, ale tym razem stanowiących pierwsze lub drugie pokolenie powojennej polskiej inteligencji, która opuściła Polskę już w czasie rozpadu komunizmu i pierwszych lat III Rzeczpospolitej, przyniosła ze sobą znowu nowe wzorce kobiet, wolnych od klasowości, samodzielnych zawodowo i często decydujących za siebie i męża.

Powstałe stąd wymieszanie kulturalne społeczności polonijnej w Kanadzie dało w rezultacie tyle wzorców społeczno - kulturowych, że dzisiejsza imigrantka lub jej córka nie mają już problemów ani ze swoją identyfikacją narodową, ani z wyszukiwaniem dla siebie indywidualnych wzorców - role models.

Trzecim czynnikiem kształtującym zmieniające się oblicza emigrantki polskiej jest ewolucja jej pozycji społecznej w Kanadzie, wynikająca ze zmian w polityce imigracyjnej i w postawie społeczeństwa kanadyjskiego, które, w drugiej połowie ub. wieku stało się programowo tolerancyjne i postępowe. To dzięki temu wykształcone emigrantki z PRL-u rozpoczynały swoje nowe życie nie od sprzątania cudzych domów, lecz od otwierania gabinetów lekarskich, dentystycznych, od nostryfikacji swoich dyplomów na uniwersytetach kanadyjskich i od otrzymywania pozycji akademickich, od zakładania własnych przedsiębiorstw albo firm zawodowych i pracy na własny rachunek. Zyczliwość kanadyjskich urzędów i banków chętnym okiem patrzących na rozwijane przez te kobiety inicjatywy i talenty nie tylko obejmowała sfery ich pracy zawodowej, ale wspierała nie mniej chętnie ich działalność artystyczną i społeczną, rozumiejąc, że w ten sposób wzbogacają one kulturę Kanady i ułatwiają asymilację później przybyłym lub potrzebującym pomocy.

Dziś imigrantki polskie rozproszone po całej Kanadzie, po jej miastach i miasteczkach, a także po terenach wiejskich od Atlantyku po Pacyfik wybierają sobie zawody według upodobań, wykształcenia, choć najcześciej swoje wykształcenie dopasowują do konieczności zyciowej. Można je znaleźć we wszystkich zawodach, od żony farmera, do samodzielnej pani profesor na uniwersytecie, od prospektora geologicznego, która swoją fortunę zebrała własną pracą, aż po specjalistkę od grafiki komputerowej, po artystkę produkującą wytworne tkaniny, aktorkę ze scen kanadyjskich i amerykańskich po urzędniczkę biur rządu federalnego lub agentkę handlu nieruchomościami po lekarkę lub dentystkę z własnym gabinetem i w jeszcze wielu wielu innych zawodach. Samodzielne, fachowe, dobrze zaadaptowane i łatwo się asymilujące niczym już nie przypominają pionierek z pierwszej połowy XX wieku.

Jest znane, że Polacy łatwo się asymilują i jak tylko nauczą się Canadian way of life już czują się wrośniętymi w ziemię Kanadyjczykami. Ale tylko naiwny może sądzić, że taka asymilacja, nawet najlepsza, wystarczy, aby się czuć już zupełnie u siebie. Przecież gdzieś, kiedyś, nawet może bardzo prędko ktoś zapyta where are you from, bo go uderzył nietutejszy akcent, albo nazwisko trudne do wymówienia. I to niewinne pytanie skierowane do "paroletniej" imigrantki otworzy nagle przepaść pomiędzy nią i społeczeństwem w którym żyje. Za pierwszym razem odpowie grzecznie, że z Polski...że wojna i reżym komunistyczny... ale kiedy to samo pytanie padnie po raz setny, wtedy niekiedy gdzieś w wnętrznościach może może się czasem podnieść złość . " że co, że nie rodziłam się tutaj, czy dlatego mam być obca" Czy ta złość jest usprawiedliwiona, czy nie kryje ona istniejącego jeszcze uczucia wyobcowania, braku własnego miejsca w społeczeństwie ? A może jest to poczucie niższości wywołane faktem, że ta imigrantka nie jest jeszcze pewna swojego miejsca w nowej kulturze ?

Jest odwiecznym prawem społeczeństwa sprawdzić kim jest obcy. W ten sposób przed wiekami sprawdzano, czy obcy nie są wysłannikami nieprzyjaciela, później chciano wiedzieć co obcy przynosili, a w epoce imigracji politycznych XX wieku przed czym uciekają i czego chcą. Dziś polityka rządowa i postawy społeczeństwa mówią, że dopomnienie się o korzenie Kanadyjczyka ma być jak podanie ręki. "To jest moja kultura, a jaka jest twoja ", ale, aby tę rękę przyjąć trzeba mieć świadomość własnej kultury i tradycji, trzeba wiedzieć skąd się czerpie normy własnego postępowania i jakie są tradycje pozostawione nam w spadku przez przodków i bogów do których oni się modlili. W chwili takiej konfrontacji niektórzy nowi Kanadyjczycy zaczynają nagle szukać swego bagażu kulturalnego, który przywieśli ze sobą a potem, ukryli go gdzieś po kątach pamięci, bo wydawał się zbędny, a który stanowi przecież, że nie jesteśmy jak sieroty z sierocińca bez przeszłości i bez przodków. To w takim momencie okazuje się, że ten bagaż jest legitymacją i właściwym kluczem do zajęcia naszego miejsca w nowym społeczeństwie. Pierwsi imigranci polscy z początków XX wieku nie mieli takiego klucza. Dobierani przez Kanadyjczyków według siły fizycznej i wytrzymałości, borykali się ze swoją polskością na poziomie tradycji świątecznych, śpiewów kościelnych, tańców ludowych i zawsze tego samego rytuału obchodów świąt narodowych . Te wyrazy polskości były i tak wielkim osiągnięciem ubogich imigrantów polskich, ale jako obrazy przeszłości nie dawały im własnego wzorca kulturowego mającego cechy przydatne dla ich przyszłości w życiu w Nowej Ojczyźnie. A jak potrzebowali takich wzorców widać było przy okazji uroczystości stulecia ( w 2002 roku) Towarzystwa Białego Orła, polonijnej organizacji montrealskiej, która w chwili założenia w 1902 roku liczyła, aż 8 czlonków i miała pomagać im zachowywać dumę narodową oraz bronić uciśnionych emigrantów polskich. Potwierdziły to także, w 1995 roku, w Edmonton, obchody stulecia przybycia do Kanady Zachodniej pierwszego polskiego osadnika, Stanisława Banacha. Dowodem tej potrzeby była też gotowość do pieniężnych ofiar zbieranych wśród Polonii w latach 1939 -45 na potrzeby Starego Kraju uwikłanego w przegrywaną, a wyniszczającą wojnę. Tysiące dolarów przekazane wówczas na pomoc Polsce lub polskiemu społeczeństwu, świadczą do dziś do jakiego stopnia ówczesna uboga Polonia kanadyjska gotowa była ponosić ofiary na rzecz Kraju, którego od lat nie widziała i którego prawdopodobnie nigdy nie miała zamiaru nawet odwiedzić

Wyrazem potrzeby własnego wzorca kulturowego były polskie parafie, w których księża Oblaci budowali poczucie ciągłości narodowej wśród polskich osadników na zachodzie Kraju na malutką skalę indywidualnych parafii oraz w miastach Kanady wschodniej. Liczne lokalne towarzystwa, lub związki, koła, stowarzyczenia Polaków powstające zazwyczaj wokół parafii w preriach lub w poszczególnych miastach Kanady zazwyczaj miały dwa główne cele zachowywanie dumy narodowej i udzielanie pomocy w bieżących kłopotach imigranckiego życia.

Nic więc dziwnego, że kiedy w początkach drugiej wojny światowej przybyli do Kanady inteligenccy uchodźcy z Europy , to po intensywności życia społecznego i kulturalnego w Polsce przedwojennej, wydało im się, że życie imigrantów polskich w Kanadzie toczy się w kategoriach kultury ludowej, chóralnych śpiewów i skansenu, by pożyczyć określenie Krzysztofa Zanussiego, z jednego z jego felietonów w czasopiśmie Polityka[284]. To było życie tradycją jako przeszłością bez odnośników polskich do bieżącego życia w Kanadzie nawet jeśli polonijna prasa podawała bieżące, choć ogólne informacje dotyczące Starego Kraju.

Nie wiadomo jakby się potoczyły losy polskiej diaspory w Kanadzie, gdyby nie działalność uchodźców wojennych i nie warto tracić czasu na dociekanie tego. Można jednak powiedzieć, że przez utworzenie kilku poważnych placówek kulturalnych w Montrealu i Toronto, których działalność publiczna wtedy zbiegła się i wsparła rosnące w Kanadzie zainteresowanie Polakami wyrażane także studiami polskiej historii i literatury, uchodźcy wojenni, ta elita polskiej przedwojennej arystokracji i inteligencji spełniła jedno wielkie zadanie : najbiedniejszym ludziom swego przedwojennego społeczeństwa, którzy z braku pracy opuścili Polskę w początkach XX wieku , pokazała tu w Kanadzie, jeszcze w czasach II wojny światowej, drogę do żywej kultury polskiej. W ten sposób spłaciła częściowo dług, stary, bo sięgający czasów przed-rozbiorowych. oraz wprowadziła całą polską imigrację w Kanadzie do grupy rozwijających się etnicznych kultur kanadyjskich. Po wojnie, przybycie tysięcy zdemilitaryzowanych żołnierzy i DiPisów wzmocniło gorączkę organizacyjną Polonii, a jej organizacje kobiece jako pierwszy punkt swoich statutów przyjmowały upublicznianie żywej polskiej kultury. Zrodziło się poczucie wspólnoty polskich kulturowych korzeni, dzięki czemu osiągnięcia jednostek stawały sią własnością grup lokalnych, regionalnych lub nawet krajowych

Dzisiaj w Kanadzie jest wiele wizerunków polskiej imigrantki. Nie sposób wzmienić wszystki zawodów i nie dodać najczęstszego - matki. I nie ma chyba zawodu w Kanadzie, w którym nie byłoby choć jednej polskiej imigrantki lub jej córki. Niektóre pozmieniały nazwiska, powychodziły zamąż, inne rozwiodły się, albo ponownie wyszły zamąż, owdowiały, miały dzieci, albo już mają wnuki, jeszcze inne ukończyły studia, już od dawna uczą na uniwersytetach, przeszły różne kursy zawodowe, są artystycznie uzdolnione i już znane ze swojej produkcji . Wszystkie "uczyły się Kanady" nabywały doświadczeń i w kolejności czasu - siwych włosów. śUczciwie oddawały Kanadzie w miarę sił i umiejętności swoich" jak powiedział polski ksiądz na kazaniu - i przez tę swoją pracę wrastały w kanadyjską glebę.

Czy stały się bi-cultural? W ogromnej większości tak, nawet jeśli same nie są tego świadome. Poszerzyły horyzonty myślowe, pojęły zasady organizacji innego społeczeństwa, zetknęły się z wielokulturowością i uczestniczyły w niej. Brały udział w życiu zawodowym, kulturalnym działały społecznie i powoli obok poczucia polskości spontanicznie rosła w nich przynależność do Kanady, w której miały swoje domy, rodziły dzieci, grzebały rodziców i do której wniosły swój wkład kultury bieżącego zycia.

Niektóre czując się już dwu-kulturowymi Kanadyjkami przemyśliwują jeszcze jakby tę daleką Polskę zbliżyć rodzinie i dzieciom, wyrosłym w Nowym Kraju, a nawet samej Kanadzie, jakby lepiej połączyć swoją kanadyjskość z polskością. Inne mają już dwa języki macierzyste, łatwiej piszą i mówią po angielsku niż po polsku, a zajęte codziennymi sprawami nie zaprzątają sobie głowy, do której kultury im bliżej.

Dołączają do nich kobiety z ostatniego etapu emigracji z lat 1979-2000. Mniej sentymentalne, mniej zapatrzone w symbole patriotyczne, trzeźwe i świadome rzeczywistości Nowego Kraju. Nie spieszą się z okazaniem swojej imigranckiej tożsamości, powoli włączają się do udziału w organizacjach polonijnych. Aktywne w swoich zawodach głębiej i szybciej wchodzą w społeczeństwo kanadyjskie, łatwiej startują do nowego życia. Są lepiej przygotowane do przechodzenia na " kanadyjskość" i przyjmowania dwu-kulturowości. Mimo to wiele z nich tęskni za Starym Krajem i jego kulturą dnia codziennego, chociaż automatycznie integrują się z Nowym Krajem.

Powoli dołączają do poprzedniczek, chcą nadal być dumne ze swoich polskich korzeni, zgodnie z językiem swoich dzieci zwanych roots. Wszystkie dzień po dniu budują swoją kanadyjskość zaliczając do niej kolejno początkowe przygody, kłopoty, osiągnięcia, przyjaźnie, przemyślenia. Nie zawsze przy tym wiedzą, że razem z tymi przeżyciami ich tożsamość się poszerza i obok myśli, życia i oceny świata po kanadyjsku, istnieje w nich przywiązanie do Polski, jej kultury, tradycji i spontanicznej polskiej emocjonalności.



Po roku 1989 z emigracji z Polski zniknęła jej poprzednia dziwaczność wymuszona podziałem na świat wolny i komunistyczny. Nie ma już potrzeby uciekania z wycieczek, przechodzenia przez zieloną granicę, kłamania i fałszowania danych. Można także łatwo odwiedzić Polskę i zastanowić się nad własnym wyborem emigracji. Zniknęła obawa przed utrudnianiem przez władze reżymowe powrotu do domu w Kanadzie i przed traktowaniem Polonii jako wroga narodowego. Wizyty w Polsce zależą teraz od własnych chęci i pieniędzy potrzebnych na podróże i prezenty. Wynormalniała dzięki temu i polska imigracja, znikło poczucie katastrofalnego zniszczenia swego życia w Starym Kraju, związane z nielegalnym opuszczeniem go, świadomość że decyzja wyjazdu musi być ostateczna i nieodwołalna. Nie ma przymusu rozpoczynania nowego życia od jego rudymentarnych początków. Na emigrację wyjeżdżają kobiety i mężczyźni dobrze osadzenie w rzeczywistości obu krajów, nie zastępując jej swoją imaginacją.

 

 
INDEX



Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228