Polonia Winnipegu
 Numer 53

             11 grudnia, 2008      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu


INDEX

 

WIADOMOŚCI PROSTO Z POLSKI

Środa, 2008-12-10

Kancelaria prezydenta tłumaczy, czym jest weto

Na internetowej stronie Kancelarii Prezydenta umieszczono pismo wyjaśniające, czym jest prezydenckie weto i czemu jest stosowane. Napisano w nim, że weto nie jest narzędziem hamującym ani blokującym, bo zmusza posłów do "pogłębionej debaty" nad zawetowaną ustawą.
Koalicja rządowa zarzuca Lechowi Kaczyńskiemu nadużywania weta. Premier Donald Tusk mówił w zeszłym tygodniu, że "kiedy patrzy na niektóre weta dzisiaj, to liberum weto mu się przypomina". Ocenił, także że jest to "narzędzie ostre jak brzytwa".
"Prezydent RP dzięki prawu weta aktywnie uczestniczy w procesie legislacyjnym" - stwierdzono w dwustronicowym dokumencie zamieszczonym na stronie internetowej Kancelarii.
Jak podkreślono, wbrew powszechnej opinii, sam fakt zgłoszenia weta przez prezydenta nie oznacza natychmiastowego, całkowitego przekreślenia ustawy.
"Weto ma jedynie charakter zawieszający proces legislacyjny i nie zamyka jego dalszej drogi. W rzeczywistości bowiem Sejm, po ponownej debacie, może weto prezydenckie odrzucić większością 3/5 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów" - czytamy.
Według dokumentu, weto nie jest "narzędziem destrukcyjnym, hamującym, czy wręcz blokującym możliwość wejścia w życie ustawy". "Wprost przeciwnie, ten przejaw aktywności prezydenta zmusza posłów do pogłębionej debaty nad daną regulacją prawną, co jest szczególnie ważne w przypadku ustaw o istotnym znaczeniu dla życia społeczno-gospodarczego kraju, jak np. pakiet ustaw reformujących służbę i ochronę zdrowia" - podkreślono.
"Nie można również uznać, że weto prezydenta paraliżuje prace rządu. Rząd musi bowiem brać pod uwagę obowiązującą konstytucję RP, która daje prezydentowi takie uprawnienie i zakłada konieczność współdziałania z prezydentem w procesie tworzenia prawa" - czytamy w piśmie.
Ponadto - jak podkreślono - "już w czasie uzgodnień międzyresortowych dotyczących projektu ustawy zazwyczaj znane jest stanowisko prezydenta w danej kwestii". Zaznaczono, że koalicja rządowa "może zatem spodziewać się możliwości zastosowania weta".
"Mając tę wiedzę rząd powinien przedstawiać takie rozwiązania, które będą przyjęte przez większość parlamentarną, zdolną do odrzucenia weta, albo znaleźć akceptowalne dla obu stron rozwiązanie" - głosi dokument.
Zaznaczono także, że wetując ustawę prezydent może "zwrócić uwagę ustawodawcy na te rozwiązania, które są szczególnie ważne dla odbioru społecznego, albowiem funkcjonowanie prawa przekłada się w praktyce na jakość naszego życia."
"Dlatego im wnikliwiej pan prezydent będzie przyglądał się kierowanym do jego podpisu ustawom, tym lepiej dla Polski i Polaków, zwłaszcza że zapisy konstytucyjne nie wyznaczają panu prezydentowi normy odnośnie częstotliwości stosowania prawa weta" - czytamy.
W podsumowaniu zaznaczono, że "od początku kadencji do 24 listopada br. Lech Kaczyński zawetował 5 ustaw, natomiast Aleksander Kwaśniewski od wejścia w życie konstytucji z 2 kwietnia 1997 roku do końca pierwszej kadencji zawetował 11 ustaw, zaś łącznie w obu kadencjach zawetował 35 ustaw, w tym np. ustawę z dnia 7 marca 2001 roku o reprywatyzacji".
Po 24 listopada prezydent zawetował jeszcze siedem ustaw, w tym trzy dotyczące ochrony zdrowia. Łącznie Lech Kaczyński odmówił do tej pory podpisania 12 ustaw.
PAP

Zmarł reżyser kultowego filmu "W pustyni i w puszczy"

9 grudnia 2008 r. odszedł reżyser, scenarzysta filmowy i dokumentalista Władysław Ślesicki. Miał 81 lat. Najbardziej znanym jego dziełem jest ekranizacja powieści Henryka Sienkiewicza - "W pustyni i w puszczy" z 1973 roku. W Polsce film obejrzało ponad 30 milionów widzów.
Dyrektor Teatru Ochoty, Tomasz Mędrzak, który wcielił się w postać Stasia Tarkowskiego nazywa "pana Władka" swoim mistrzem. Wspomina jak podczas pracy nad filmem reżyser opowiadał młodym, niedoświadczonym aktorom historie, aby wprowadzić ich w odpowiedni nastrój, na przykład tęsknoty za ojcem.
Redaktor magazynu "Kino" Andrzej Kołodyński uważa, że śmierć Władysława Ślesickiego to duża strata dla polskiej kinematografii. Przypomina, że w latach 50. i 60. zrobił on wiele filmów dokumentalnych związanych z naturą i ludźmi. Wśród nich: "Zanim opadną liście", "Płyną tratwy", "Wśród ludzi" czy "Rodzina człowiecza" nagrodzony między innymi Złotym Lwem w Wenecji. Wspólnie z Kazimierzem Karabaszem zrealizował też "Gdzie diabeł mówi dobranoc". Do najbardziej znanych filmów Ślesickiego należą: "Droga daleka przed nami", "Śpiewy po rosie", "Lato leśnych ludzi" czy "Ruchome piaski".
Władysław Ślesicki urodził się w 1927 roku w Warszawie. W styczniu skończyłby 82 lata.
IAR

Duńczycy wysłali do Polski irlandzką wieprzowinę

Nowe doniesienia na temat afery mięsnej. Co najmniej 90 ton podejrzanej irlandzkiej wieprzowiny trafiło do Polski za pośrednictwem Danii. Do tej pory była mowa, że do Polski sprowadzono bezpośrednio z Irlandii 667 ton mięsa, które może zawierać szkodliwe dioksyny.
W stolicy Belgii rozpoczyna się spotkanie władz weterynaryjnych z 27 krajów Unii Europejskiej. Główny Lekarz Weterynarii Janusz Związek będzie chciał dowiedzieć się w Brukseli, dlaczego Duńczycy nie ujawnili polskim władzom, że wysłali do naszego kraju trefny towar.
Wątpliwości budzi milczenie Brukseli w sprawie skażonej irlandzkiej wołowiny. Dublin nie przekazał do tej pory informacji o rzeźniach, w których ubijano zwierzęta. Podejrzanego mięsa nie można więc wykryć w Polsce
RMF FM


Lech Kaczyński spotkał się z Dalajlamą XIV

Prezydent Lech Kaczyński spotkał się w Warszawie z duchowym przywódcą Tybetańczyków Dalajlamą XIV. Rozmowa miała charakter prywatny. Wizyta w Warszawie jest ostatnim punktem pobytu Dalajlamy w Polsce.
Dalajlama XIV przybył do Pałacu Prezydenckiego w otoczeniu funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Nieplanowane wcześniej spotkanie było jednym z pierwszych punktów wizyty duchowego przywódcy Tybetańczyków w Warszawie. Ponieważ spotkanie było nieoficjalne, nie zaplanowano żadnych wypowiedzi dla prasy.
W czwartek Dalajlama odbędzie oficjalną wizytę w Sejmie. Spotka się z marszałkiem Bronisławem Komorowskim, weźmie też udział w posiedzeniu sejmowej komisji spraw zagranicznych.
Po południu Dalajlama wygłosi wykład "Odpowiedzialność powszechna we współczesnym świecie" dla mieszkańców stolicy na warszawskim Torwarze. Swój pobyt w Polsce zakończy w piątek. Nie jest wykluczone, że tego dnia spotka się jeszcze z przedstawicielami społeczności tybetańskiej w naszym kraju.
PAP

Wtorek, 2008-12-09

PRZED SZCZYTEM UE: JEST ZROZUMIENIE, ALE ROKOWANIA TRWAJĄ
Polska i Niemcy podkręcają optymizm


Głównym tematem dwustronnych polsko-niemieckich konsultacji był pakiet klimatyczny, z którego zapisami nie zgadza się Warszawa. Kanclerz Angela Merkel zapowiada, że w czwartek i w piątek w Brukseli może dojść do kompromisu, skoro "jest dobra wola". Trzeba jednak pamiętać, że rokowania trwają - zaznacza.
W świetle intensywnych konsultacji przed rozpoczynającym się w czwartek szczytem UE, Donald Tusk podkreślił tymczasem, że "strona niemiecka rozumie polski punkt widzenia (...) a strona polska zrozumiała, że Niemcy także mają swoje specyficzne problemy i interesy związane z pakietem klimatyczno-energetycznym".
Unijny pakiet klimatyczno-energetyczny ma na celu redukcję emisji CO2 o 20 procent do 2020 roku (w porównaniu do poziomu z 1990 roku). Kompromisowa propozycja francuska zakłada, że państwa opierające się na węglu, będą mogły w latach 2013-2019 udostępniać bezpłatnie uprawnienia do emisji CO2 sektorowi energetycznemu. Państwa te w tym okresie stopniowo dochodziłyby do kupowania 100 proc. uprawnień na aukcjach w
Niepokoją głównie koszty
Polska nie godzi się na zapisy traktatu, bo dostosowanie emisji CO2 do proponowanych limitów odbije się negatywnie na polskiej gospodarce. Niektórzy eksperci uważają, że wprowadzenie zmian, oznacza także wzrost cen prądu nawet o 100 proc.
Obawy mają także same Niemcy i Włosi głównie z powodu spodziewanego wzrostu kosztów dla sektora przemysłowego, co obniżyłoby ich zdolności konkurencyjne. W poniedziałek Angela Merkel zapowiedziała w rozmowie z dziennikiem "Bild", że nie zgodzi się na takie zapisy pakietu klimatyczno-energetycznego UE, które negatywnie wpłynęłyby na niemiecki rynek pracy i koniunkturę gospodarczą
Wspólne obchody rocznic
Inną konsultowaną sprawą były przyszłoroczne obchody 20. rocznicy wolnych wyborów w Polsce i obalenia muru berlińskiego, a także 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Padły deklaracje, ale na zobowiązujące decyzje przyjdzie jeszcze poczekać.
- Będziemy współpracować, aby obchody tych ważnych dla całego świata zdarzeń, i te w Gdańsku i te w Berlinie, były obchodami wspólnymi - powiedział szef polskiego rządu. Niemiecka kanclerz podkreśliła zaś, że oba kraje są gotowe "podjąć obszernie" sprawy naszej historii, jednocześnie kierując się ku przyszłości.
Wcześniej - rozmowy w Berlinie
Tymczasem w Berlinie minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski spotkał się z szefem niemieckiej dyplomacji Frankiem-Walterem Steinmeierem. Jak obaj podkreślili, zarówno Polska, jak i Niemcy chcą kompromisu w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego UE. Według Sikorskiego, następuje zbliżenie stanowisk w tej sprawie i trwają intensywne konsultacje.
Steinmeier pytany, czy Niemcy są skłonne poprzeć polskie argumenty w sprawie pakietu klimatyczno-energetycznego, odparł iż sprawa ta - tak jak kilka innych - jest "otwarta".
Zdaniem Sikorskiego, to że oba kraje rozmawiają o wspólnych politykach Unii Europejskiej jest najlepszym dowodem na to, iż "stosunki polsko-niemieckie są najlepsze w historii".
Niemcy popierają "Partnerstwo Wschodnie"
Steinmeier zapewnił też, że Niemcy będą nadal popierać propozycje dotyczące polityki ze wschodnimi sąsiadami Unii Europejskiej. Sikorski powiedział, że zainicjowany latem przez Polskę i Szwecję projekt Partnerstwa Wschodniego UE "uważamy za kontynuację priorytetów prezydencji niemieckiej w UE" w pierwszej połowie 2007 roku.
Komisja Europejska przyjęła w środę założenia Wschodniego Partnerstwa, które przewiduje stopniową i daleko idącą integrację sześciu wschodnich sąsiadów (Ukrainy, Mołdawii, Azerbejdżanu, Armenii, Gruzji i Białorusi) z unijnymi politykami, gospodarką i prawem.
Wspólna polsko-niemiecka nagroda
Przy okazji polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych wręczono Polsko-Niemiecką Nagrodę za 2008 rok. Otrzymały ją wspólnie Fundacja "Krzyżowa" dla Porozumienia Europejskiego oraz "Akcja Znak Pokuty - Służba Pokoju". Nagroda jest przyznawana za szczególne zasługi dla rozwoju stosunków polsko-niemieckich. Doradca premiera ds. międzynarodowych Władysław Bartoszewski, mówiąc o nagrodzonych organizacjach podkreślił, że symbolizują one "znaczenie i ciągłość stosunków polsko-niemieckich".
Przypomniał, że Polsko-Niemiecka Nagroda jest przyznawana od 1991 r. Dodał, że "Akcja Znaku Pokuty" jest inicjatywą kościoła ewangelickiego w Niemczech i w tym roku obchodziła swoje 50-lecie.
Natomiast, jak podkreślił, Fundacja "Krzyżowa" jest "symbolem nowego początku" od słynnego spotkania kanclerza Niemiec Helmuta Kohla i premiera Tadeusza Mazowieckiego w 1989 roku.
"Myśląc o przyszłości, pamiętajmy o historii"
- Nagrody te pokazują jak wielką wagę przywiązujemy do porozumienia polsko-niemieckiego - ocenił minister SZ Radosław Sikorski podczas uroczystości.
Szef MSZ zaznaczył, że przyszłoroczne obchody 70. rocznicy wybuchu II wojny światowej "sprawią, że w naszych relacjach dwustronnych będziemy wracać do dyskusji o przeszłości".
Dodał, że ważną przesłanką pozostaje, aby "myśląc o przyszłości, pamiętać o historii". Zwrócił też uwagę, że wraz z szefem niemieckiego MSZ Frankiem-Walterem Steinmeierem podjął prace nad polsko-niemieckim podręcznikiem historii.
Steinmeier: To dobry znak
Natomiast minister spraw zagranicznych Niemiec podkreślił, że "Akcja Znak Pokuty i Fundacja 'Krzyżowa' wniosły wkład w głębsze porozumienie między Polską a Niemcami wynikające z osobistego doświadczenia i spotkań". Według szefa niemieckiej dyplomacji, wręczenie nagrody jest dobrym znakiem, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy stosunki między Polską a Niemcami rozwijały się intensywnie i pozytywnie.
Jak mówił, częste spotkania z przedstawicielami Polski, "są dowodem tego, że mamy bardzo intensywną współpracę ze sobą, że przyjaźnie się traktujemy". Ocenił, iż to przyczyniło się do wznowienia polsko-niemieckich konsultacji międzyrządowych.
TVN24

MSWIA WYCOFUJE SIĘ ZE SZTANDAROWEGO POMYSŁU
Nie będzie dowodów z odciskami palców

Zbyt dużo kosztują i nie są do niczego potrzebne. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji wycofuje się z pomysłu wprowadzenia biometrycznych dowodów osobistych.
Jak ustaliło radio RMF FM, resort wycofuje się ze swojego sztandarowego pomysłu, bo nowe dokumenty za dużo kosztują oraz nie są do niczego potrzebne. - Biorąc pod uwagę bieżące potrzeby bezpieczeństwa w tym zakresie, nie ma pełnego uzasadnienia dla wprowadzania odcisków palców do dowodu osobistego - tłumaczy rozgłośni wiceminister spraw wewnętrznych Witold Drożdż.
Naruszałyby prywatność
Poza tym dowody biometryczne naruszałyby prywatność. - Zbieranie odcisków palców najczęściej kojarzy się nam z jakimiś scenami z amerykańskich filmów. To pewnie nie jest sytuacja taka, w której sami chcielibyśmy się widzieć - zaznacza Drożdż.
Ostatecznie od 2011 r. sukcesywnie będą wydawane nowe dowody osobiste z chipami, w których znajdą się jedynie nasze dane teleadresowe. Chyba, że MSWiA znów zmieni zdanie – informuje RMF FM.
 

Poniedziałek, 2008-12-08

POLACY PLANUJĄ POWRÓT, DO POLSKI CIĄGNĄ TEŻ IRLANDCZYCY
Tysiąc powrotów z Irlandii na tydzień


Około jednej trzeciej Polaków planuje powrót z Irlandii na stałe do kraju w ciągu najbliższego roku. Kolejne 13 proc. w przeciągu najbliższych dwóch lat - wynika z sondażu przeprowadzonego przez czołową irlandzką agencję pośrednictwa pracy CPL. Głównym powodem powrotów jest pogłębiająca się w Irlandii recesja.
Szacuje się, że w Irlandii przebywa obecnie ok. 200 tys. Polaków. Znaczy to, iż wyspę opuści aż 1,3 tys. osób tygodniowo. CPL ocenia, iż 66 tys. spośród nich wyjedzie do Polski do końca 2009 r. Daje to ponad tysiąc powrotów na tydzień. Rok 2009 zapowiada się jako najgorszy dla irlandzkiej gospodarki od wielu lat.
Sondaż przeprowadzono za pośrednictwem e-maili w pierwszych trzech tygodniach listopada w grupie ok. 1,5 tys. Polaków.
Recesja - impuls do powrotu
Z sondażu wynika, że głównym powodem powrotów jest pogłębiająca się w Irlandii recesja, na tle której perspektywy dla polskiej gospodarki nie wydają się takie złe.
Według Agnieszki Walter, która odpowiada za region Polski w CPL, powodem zachęcającym imigrantów do powrotu jest również reforma podatkowa, obniżająca najwyższy próg podatkowy od przychodów osobistych do 32 proc. Rekompensatą niższego poziomu zarobków w Polsce są według niej niższe koszty życia. Większość powracających imigrantów spodziewa się, że znajdzie pracę w Polsce w ciągu trzech miesięcy.
Teraz Irlandczycy przyjadą do Polski
CPL odnotowała też wzrost zainteresowania pracą w Polsce ze strony samych Irlandczyków zatrudnionych na średnich i wyższych stanowiskach w irlandzkim sektorze usług finansowych. Ta gałąź gospodarki dotkliwie ucierpiała na skutek globalnego kryzysu finansowego.
W bazie danych dublińskiego oddziału CPL jest aż 450 wolnych miejsc pracy w Polsce dla wysoko wykwalifikowanych profesjonalistów m.in. dla finansistów, architektów, specjalistów IT i innych. Możemy spodziewać się więc w najbliższym czasie napływu coraz większej liczby Irlandczyków.
PAP

SĄD PRZESUWA TERMIN ROZPRAWY
Sprawa rehabilitacji ofiary Katynia odroczona


Do 12 grudnia Sąd Rejonowy w Moskwie odroczył postępowanie ws. rehabilitacji jednej z ofiar Katynia - porucznika Stanisława Karnkowskiego, zamordowanego przez NKWD w 1940 r. Oczyszczeniu oficera sprzeciwia się prokuratura.
Główna Prokuratura Wojskowa odmawia rehabilitacji Karnkowskiego i innych ofiar zbrodni katyńskiej, twierdząc, że dokumenty dotyczące tego mordu nie zachowały się, więc nie może ona rozpatrzyć wniosków o ich rehabilitację.
Sędzia Igor Tiuleniew postanowił jednak zapytać prokuratorów czy istnieją akta sprawy Karnkowskiego.
Stanisław Karnkowski, syn Józefa i Janiny, urodził się w 1901 roku w Miastkowie Kościelnym. Był architektem, mieszkał w Warszawie. We wrześniu 1939 roku - porucznik 9. dywizjonu artylerii konnej. Jeniec obozu w Kozielsku, rozstrzelany i pogrzebany w Katyniu.
PAP 

Niedziela, 2008-12-07

KONIEC WIZYTY NA DALEKIM WSCHODZIE
Prezydent wrócił do Polski

Kilka minut przed wpół do pierwszej, w nocy z soboty na niedzielę, prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką wylądował w Warszawie. Zakończył w ten sposób tygodniową podróż po Dalekim Wschodzie.
Lech Kaczyński odwiedził w tym czasie Mongolię, Japonię i Republikę Korei. We wszystkich tych krajach prezydent złożył wizyty oficjalne.
W drodze powrotnej z Seulu prezydencki Tu-154M miał dwa międzylądowania - w Ułan Bator i w Astanie. W stolicy Kazachstanu doszło do nieplanowanego spotkania Lecha Kaczyńskiego z kazachskim premierem Karimem Masimowem.
Pechowa wizyta
Wizyta prezydenta w Azji postrzegana jest jako "pechowa" a to przez awarię prezydenckiego samolotu TU - 154M, który zamarzł na lotnisku w Ułan Bator, co doprowadziło do awarii i prezydent musiał kontynuować podróż wyczarterowanym mongolskim samolotem. Potem cesarz Japonii odwołał spotkanie z Lechem Kaczyńskim z powodu choroby. Prezydent zdecydował się ostatecznie skrócić swoją azjatycką podróż i wcześniej wrócił do kraju.
PAP

KOMENTARZE PO OBCHODACH 25-LECIA PRZYZNANIA NOBLA
Wałęsa: udało się lepiej niż przypuszczałem

- Wszystko się udało, lepiej niż przypuszczałem - tak Lech Wałęsa skomentował uroczystości z okazji 25. rocznicy przyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla. Wychodząc z uroczystej mszy wieńczącej obchody były prezydent powiedział: myślałem, że będzie trochę gorzej.
Poproszony przez dziennikarzy o ocenę uroczystości, b. prezydent powiedział: "moim zdaniem, nie mam co się chwalić bo samo dzieło się chwaliło. Wszystko się udało, lepiej niż przypuszczałem, myślałem, że będzie trochę gorzej".
"Czasami przesadzamy"
Na pytanie, czy jest zmartwiony nieobecnością głowy państwa, Wałęsa odpowiedział: "ktoś tu stracił, ja nie". Z kolei zapytany o szeroko już komentowaną wypowiedź Radosława Sikorskiego na temat "karłów moralnych", Wałęsa oświadczył: - Każdy jakoś tak stara się nie przesadzać, ale czasami przesadzamy.
Tysiąc osób na mszy
Ponad tysiąc osób uczestniczyło w niedzielę w Gdańsku w Bazylice Mariackiej w uroczystej mszy dziękczynnej z okazji 25. rocznicy przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. We mszy uczestniczył były prezydent wraz z żoną Danutą i córką Anną. W bazylice byli także przedstawiciele władz miasta i województwa oraz grupa działaczy dawnej "Solidarności".
"Wałęsa buduje ideę pokoju"
Nabożeństwo odprawił nuncjusz apostolski, arcybiskup Józef Kowalczyk. Rozpoczynając uroczystości podkreślił, że są one podziękowaniem za 65 lat życia Lecha Wałęsy i wręczoną mu 25 lat temu Pokojową Nagrodę Nobla. - Za to, że były prezydent buduje ideę pokoju w Polsce i za granicą - podkreślił arcybiskup Kowalczyk.
Dodał, że msza jest dedykowana także "wszystkim ludziom ze stoczni i nie tylko, którzy podzielali idee Solidarności". Homilię wygłosił arcybiskup Sławoj Leszek Głódź - metropolita gdański.
- Tamta Pokojowa Nagroda Nobla, panie prezydencie, stała się w wymiarze świata takim jaśniejącym znakiem zwycięstwa - pięknym i mocnym znakiem wrażliwego sumienia Europy i świata - mówił kapłan.
Jak dodał metropolita, nagroda była także "odpowiedzią na tamten znak jedności i wspólnoty z Polską, z panem, z losem internowanych - z płonącą świecą solidarności, zapaloną w papieskim oknie na Watykanie po wprowadzeniu stanu wojennego".
Głódź: Każdy czuł się potrzebny i odpowiedzialny
- Patrzymy na tamten czas, który pozwolił związać węzłem wspólnoty miliony i je upodmiotowić. Przecież każdy z członków tego wielkiego ruchu czuł się potrzebny i odpowiedzialny. Znajdował swoje miejsce pośród wspólnoty. Realizował swoje ambicje nie w konflikcie, nie w zajadłej politycznej grze, nie wygrywaniu jednych przeciw drugim - mówił arcybiskup Głódź.
I pytał dalej: - Czy to nie obraz naszego czasu, kondycji moralnej politycznych elit, których członkowie jakże często zapominają, że tam ich początek - w ruchu "Solidarności"?
Uroczystości na finiszu
We mszy w Bazylice Mariackiej uczestniczyli także arcybiskup Tadeusz Gocłowski - b. metropolita diecezji gdańskiej oraz arcybiskup gnieźnieński Henryk Muszyński.
Goście z całego świata, znani politycy, laureaci pokojowego Nobla - świętowali w sobotę w Gdańsku 25. rocznicę przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. - Jesteśmy tu po to, by Lech Wałęsa nigdy nie był sam - mówił premier Donald Tusk podczas uroczystości w Filharmonii Bałtyckiej.
Politycy oceniają
Wieczorem w "Magazynie 24 Godziny" na antenie TVN24 politycy typowali najważniejsze ich zdaniem momenty dwudniowych uroczystości. - Bardzo dobre było wystąpienie premiera Tuska, a także Lecha Wałęsy i Nicholasa Sarkozy'ego. Średnia miał natomiast Radosław Sikorski - ocenił Tadeusz Iwiński.
- Te słowa Sikorskiego będą zauważone tylko w Polsce. Natomiast inna rzecz, że wiele osób chce ostatnio budować swoją pozycję poprzez kontestowanie Lecha Wałęsy i to nie są osoby moralnie wielkie - ripostował Sławomir Nitras z PO.
W ocenie Jarosława Sellina z "Polski XXI" najważniejsze słowa padły z ust prezydenta Francji. - Sarkozy powiedział, że Polacy byli dla innych wzorem i pokazali jak można w beznadziejnej sytuacji walczyć o wolność - powiedział
PAP

KURIOZALNE POMYSŁY WŁADZ MIASTA
Prohibicja w Zakopanem

Jakby mało było problemów z dojazdem do Zakopanego, władze miasta pozbawiły część zakopiańskich karczm koncesji na alkohol. Stolica Tatr robi wszystko, by zniechęcić do siebie polskich i zagranicznych turystów - donosi "Gazeta Krakowska".
Miasto pod Giewontem znowu zaczęło prowadzić wojenkę, tym razem alkoholową. Radni Zakopanego nie dość, że nie zwiększyli liczby punktów, w których można sprzedawać wysokoprocentowy alkohol, to jeszcze zaostrzyli przepisy antyalkoholowe. Do tej pory odległość punktu sprzedaży od szkoły, przedszkola czy kościoła nie mogła być mniejsza niż 100 metrów. Teraz będzie ona mierzona nie od drzwi wejściowych do budynku, a od wejścia na posesję. Koncesję straci wiele zakopiańskich restauracji i karczm - czytamy w "Gazecie Krakowskiej".
- Znowu staliśmy się pośmiewiskiem na cały kraj - mówią właściciele restauracji, karczm i sklepów, których zakopiańscy radni nowym przepisem pozbawili koncesji na alkohol. Karczmarze mówią, że z całej Polski wydzwaniają stali klienci i śmieją się z Zakopanego.
- Radni nie zdają sobie sprawy, jak poważne reperkusje niosą te ich sławne już w Polsce sto metrów odległości baru od kościoła - podkreśla Agata Wojtowicz, dyrektor zakopiańskiego Biura Podróży Orbis.
- Idzie przecież kryzys, w turystyce jest on już odczuwalny. Turyści ze Wschodu masowo rezygnują z wypoczynku u nas. A tu do tego taka uchwała!
Właściciele lokali i sklepów, którym rygorystyczna uchwała rady miasta zabierze koncesję, spotkali się ostatnio w Tatrzańskiej Izbie Gospodarczej, aby omówić trudną sytuację, w jakiej znalazło się miasto. Zakopiańscy przedsiębiorcy podkreślają, że dla turystycznego kurortu to cios w plecy.
- Przecież ludzie przyjeżdżają tu, żeby się zabawić. A my im zabraniamy się napić, na przykład w 150-letniej karczmie U Wnuka! - mówi Andrzej Kawecki, prezes Tatrzańskiej Izby Gospodarczej.
Według przedsiębiorców, działania radnych wymierzone są już nie tylko w małą grupę ludzi, ale w całe Zakopane, które żyje z turystyki.
Za dużo sklepów monopolowych?
Radni mieli także zwiększyć o 20 liczbę punktów sprzedaży wysokoprocentowego alkoholu, przeznaczonego do spożycia poza miejscem sprzedaży. W ten sposób w Zakopanem byłoby ich 80 - twierdzi tygodnik podhalański.pl. Sprzeciwił się temu radny Józef Figiel z komisji rodziny i spraw społecznych. – Wokół tych miejsc jest nieporządek, z którym nie radzi sobie ani policja, ani straż miejska. To nie jest dobra wizytówka dla miasta – stwierdził Figiel. – Nie wiem, czy chlubą dla miasta jest potykanie się o sklepy monopolowe. Gdyby ktoś wypił jedno piwo w każdej knajpie przy Krupówkach, idąc od dołu, to nie doszedłby do Kościuszki – dodał radny Jerzy Zacharko.
Zofia Martyniak, naczelnik wydziału spraw społecznych i ewidencji podkreśliła, że miasto się rozwija, a liczba oczekujących na możliwość sprzedaży alkoholu jest bardzo duża. Wielu przedsiębiorców czeka na zezwolenia od 2005 roku. Radni się tym nie przejęli. Tylko Zbigniew Figlarz był za zwiększeniem liczby punktów sprzedaży. Przeciwko zagłosowało 5 radnych, reszta wstrzymała się od głosu.
Gazeta Krakowska, tygodnikpodhalanski.pl

75 TYSIĘCY ZŁOTYCH W PORZUCONEJ TORBIE
Na Mikołajki - torba pełna pieniędzy

Znalazł 75 tys. złotych
sxc.huTo nie był podarunek od Mikołaja, choć rzecz zdarzyła się w Mikołajki. Pewien mieszkaniec Warszawy w czasie wyprawy do supermarketu natknął się na porzucona torbę. Zdziwienie okazało się dużo większe, gdy zajrzał do środka: była tak okrągła suma 75 tysięcy złotych...
37-letni mężczyzna przyjechał na przedświąteczne zakupy do jednego z hipermarketów na Targówku. Wysiadając z samochodu na parkingu przed sklepem natknął się na torbę. Okazała się wypełniona banknotami. Nie było w niej żadnych dokumentów, które mogłyby podpowiedzieć, do kogo należała niebagatelna suma 75 tys. zł w nominałach po 100 i 50 złotych.
Uczciwy znalazca postanowił poszukać właściciela zguby. Od pracowników ochrony dowiedział się, że podobną sumę skradziono z jednego z samochodów. Postanowił zwrócić pieniądze - torbę z gotówką zawiózł na komisariat policji.
Sprawa jest w toku. Policjanci sprawdzają teraz wszystkie okoliczności, w jakich mogło dojść do kradzieży pieniędzy. Kiedy sprawa będzie zakończona, pieniądze mają wrócić do prawowitego właściciela.
tvn24.pl

Sobota, 2008-12-06

ENERGIA Z ATOMU POPŁYNIE U NAS ZA 13 LAT
Francja pomoże nam wybudować elektrownię atomową

Elektrownia atomowa w Polsce będzie na pewno. Oficjalnie tę decyzję rząd ogłosi w styczniu przyszłego roku - dowiedział się dziennik "Polska". Energia z atomu ma popłynąć w Polsce w 2021 roku. Wszystko wskazuje na to, że nowoczesny reaktor kupimy we Francji, która przoduje w tej technologii na świecie.
O polsko-francuskim "dealu" premier Donald Tusk ma rozmawiać z prezydentem Nicolasem Sarkozym już dzisiaj. Francuzi chcą nie tylko sprzedać nam nowoczesny reaktor, ale pomóc też polskiemu rządowi w przeprowadzeniu kampanii społecznej, która przekona Polaków, że energia atomowa jest bezpieczna.
Przekonać sceptyków Internauci chcą polskiego atomu
– Najpierw planujemy zaprosić do rozmów aktywistów organizacji ekologicznych, które są przeciwne energetyce jądrowej. Przewidujemy też kampanię informacyjną w telewizji, radiu, prasie i na billboardach o konieczności budowy takiej siłowni jądrowej – mówi "Polsce" poseł PO Andrzej Czerwiński, przewodniczący podkomisji sejmowej ds. energetyki.
Według prof. Stefana Chwaszczewskiego z Instytutu Energii Atomowej budowa elektrowni jądrowej w naszym kraju jest konieczna, bo dzięki niej Polska będzie w stanie wywiązać się z pakietu klimatycznego. Cena energii z atomu jest o ponad 20 proc. niższa niż z elektrowni węglowej. I prawie czterokrotnie niższa niż ze źródeł odnawialnych.
Prawo najważniejsze
A gdzie stanie elektrownia? Najbardziej prawdopodobną lokalizacją jest Żarnowiec na północy kraju, chociaż brane są pod uwagę także inne miejsca. Na pewno będzie ona wybudowana na północy lub wschodzie kraju, bo tam jest najbardziej zaniedbana infrastruktura energetyczna.
Prąd z pierwszego reaktora popłynie u nas już w 2021 roku. – Mogę potwierdzić, że w tej chwili program uzgadniany jest z posłami. Najważniejsze jest przygotowanie odpowiedniego prawa – mówi Czerwiński.
Za sprawą Czech, które będą przewodniczyć Unii Europejskiej w pierwszej połowie przyszłego roku, rozwój energetyki jądrowej może stać się programem wspólnoty. Milena Vicencova, czeska ambasador przy Unii Europejskiej, poinformowała, że Czesi będą chcieli wykorzystać swoje przewodnictwo, by otworzyć dyskusję o energii nuklearnej. Jest to ważne w kontekście kłopotów związanych z nasileniem efektu cieplarnianego przez paliwa kopalne. Elektrownia atomowa w ogóle nie emituje CO2.
PAP

SZEF MSZ FRANCJI BERNARD KOUCHNER W GDAŃSKU
"Wałęsa nie zmienił się, ma ciągle tę samą siłę i wąsy"

W Gdańsku trwają obchody 25. rocznicy przyznania Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla. W piątkowy wieczór byłemu prezydentowi nagrody gratulowali szef francuskiego MSZ - Bernard Kouchner oraz Władysław Bartoszewski, który pokreślił, że Lech Wałęsa jest jednym z najwybitniejszych Polaków. - Nie wiadomo z kogo jeszcze będziemy dumni, ale na pewno nie z ludzi nienawistnych krętaczy, obłudników, fałszerzy, ale z wielkich i takim na pewno jest Lech Wałęsa - mówił Bartoszewski.
Szef MSZ Francji wypowiadał się o byłym prezydencie Polski w sposób bardzo przyjazny. - Wałęsa nie zmienił się, ma ciągle te same wąsy, tę samą siłę, ten robotnik ze Stoczni Gdańskiej pokazał nam drogę - mówił Kouchner przemawiając w piątek wieczorem w Gdańsku podczas rozpoczęcia konferencji "Solidarność dla przyszłości".
"To było tchnienie nadziei"
Z kolei Władysław Bartoszewski wspominał moment przyznania nagrody Wałęsie. - Dla mnie to było tchnienie nadziei i poczucie wielkiej dumy i radości, takie jakie w jakimś stopniu wytworzyło się w nas wszystkich w październiku 1978 r., kiedy Polak został dostrzeżony przez cały katolicki świat - mówił Bartoszewski.
- To, że nam Bóg dał, że ja człowiek stary 87-letni i on (Wałęsa - red.) prawie w wieku mego syna, razem możemy to świętować, to wielki dar boży. Ale to nie musiało tak być, to się stało dzięki sile, solidarnego, wspólnego, braterskiego działania. Nie dzięki nienawiści, nie dzięki obrażaniu się na kogokolwiek, nie w wyniku okrzyków - podkreślił Bartoszewski.
Dodał, że kiedy będzie "odchodził z tego świata", kiedy będzie kończył działalność publiczną, odejdzie "w głębokim przekonaniu, że było mu dane być świadkiem rzeczy wielkich". Należy do nich - podkreślił - Nagroda Nobla dla Wałęsy.
"Wszystkiego w solidarność nie włączymy"
Jako ostatni zabrał głos Lech Wałęsa. Przekonywał, że nie uda się zbudować zjednoczonej Europy bez fundamentu wartości. - Musimy ponad religijnie, nie religijnie - wybrać wartości i uznać je za fundament. Na razie to nie będzie dużo. Ojciec Święty mówił, że musimy wychować człowieka sumienia - to jest blisko tego. To muszą być podstawowe wartości, na których postawimy wszystko inne - apelował Wałęsa.
Były polski prezydent tłumaczył, że jedną z takich wartości może być solidarność. "Ale w jakiej sprawie? Bo wszystkiego przecież w solidarność nie włączymy. I wtedy powiemy np. w stosunku do Chin w paru rzeczach, do Rosji w paru rzeczach i to utrzymując, uwzględniając wartości, rzeczywiście zbudujemy piękniejszy świat i bezpieczniejsze jutro - zaznaczył.
Goście z całego świata
Podczas otwarcia konferencji "Solidarność dla przyszłości" Wałęsa otrzymał od prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza "talary gdańskie" - okolicznościowe monety (ze złota, srebra, mosiądzu i bimetalu) wybite przez miasto dla uczczenia 25. rocznicy przyznania Wałęsie pokojowego Nobla. Awers monety przedstawia herb Gdańska oraz panoramę miasta, a rewers postać Lecha Wałęsy.
W uroczystej kolacji inaugurującej konferencję uczestniczyli też m.in. zaproszeni przez Wałęsę laureaci Pokojowej Nagrody Nobla, syn króla Arabii Saudyjskiej, b. premierzy: Tadeusz Mazowiecki, Jan Krzysztof Bielecki, Jerzy Buzek, prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, Zbigniew Bujak, Czesław Bielecki, Leszek Balcerowicz, Marek Borowski, Janusz Kaczmarek, Edmund Wittbrodt i Jolanta Kwaśniewska.
W sobotę na konferencje przyjedzie prezydent Francji Nicolas Sarkozy i premier Donald Tusk.
PAP, TVN24

Piątek, 2008-12-05

EKSPRESOWE TEMPO PRACY POSŁÓW
Sejm przyjął Budżet 2009


Budżet na 2009 r. przyjęty. Za głosowało 236 posłów, przeciw było 190, dwóch wstrzymało się od głosu. Zgodnie z ustawą deficyt budżetu w przyszłym roku wyniesie 18,2 mld zł. Posłowie planowali debatę do późnych godzin nocnych, ale poszło znacznie szybciej.
W piątek podczas trzeciego czytania ustawy budżetowej w Sejmie, posłowie mieli do rozpatrzenie ponad 250 poprawek, wniesionych do projektu rządowego.
Sejm przyjął m.in poprawkę, która umożliwi udzielanie przez Skarb Państwa poręczeń i gwarancji do kwoty 40 mld zł, a także autopoprawkę zakładającą zmniejszenie o prawie miliard złotych przyszłorocznych rezerw celowych, i o ponad 700 mln zł wydatków m.in. na niektóre instytucje publiczne.
Cięcia są konsekwencją prognoz niższego wzrostu gospodarczego; dochody budżetu będą niższe o ponad 1,7 mld zł niż wcześniej planowano. Jednocześnie rząd założył cięcia wydatków o taką samą kwotę, co ma umożliwić utrzymanie deficytu budżetowego na planowanym poziomie.
Kto dostanie mniej?
W czasie debaty przed gmachem parlamentu odbywała się kolejna pikieta niezadowolonych związkowców (fot. PAP/Paweł Supernak)
Zgodnie z poprawką, Sąd Najwyższy dostanie 12 mln zł mniej, NSA - 10 mln zł mniej, na budownictwo przeznaczono o 70 mln zł mniej, a Ministerstwu Obrony Narodowej obcieto 72 mln zł.
Na rozwój wsi zostanie przeznaczone 30 mln zł mniej, na sprawy wewnętrzne - 35 mln zł mniej, zabezpieczenie społeczne - 191 mln zł mniej, Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego - 86 mln zł mniej. Budżet w części "środki własne UE" zostanie zmniejszony o 200 mln zł.
Rezerwy celowe zostaną zmniejszone łącznie o 973,2 mln zł. Najwięcej, bo 324 mln zł, straci rezerwa związana z finansowaniem świadczeń opieki zdrowotnej. 267 mln zł mniej znajdzie się w rezerwie na finansowanie projektów z udziałem środków z UE, związanych m.in. ze wspólną polityką rolną i rybacką oraz naprawą i budową dróg lokalnych.
Zmniejszono też dotację do Funduszu Emerytalno-Rentowego KRUS o 50 mln zł. Pozyskane w ten sposób fundusze zostaną przeznaczone na rezerwy celowe związane ze zwalczaniem chorób zakaźnych zwierząt i finansowanie programów zwalczania takich chorób.
Mniej dostanie także Kancelaria Sejmu. Wydatki na nią zmniejszono o 14,8 mln zł. Pieniądze te mają zostać przeznaczone na rezerwę celową, przewidującą środki na zadośćuczynienie rodzinom ofiar wystąpień wolnościowych w latach 1956-1983.
Będzie "rezerwa solidarności" i pieniądze na restrukturyzację stoczni
W budżecie na 2009 r. pojawił się za to zapis o utworzenie "Rezerwy solidarności społecznej". Przeznaczone na nią zostanie 1,14 mld zł. Z rezerwy będą mogły skorzystać grupy społeczne dotknięte przez światowy kryzys finansowy.
O 540 mln zł wzrosną wydatki Funduszu też Restrukturyzacji Przedsiębiorców (FRP). Kwota ta ma umożliwić sfinansowanie kosztów restrukturyzacji stoczni w Gdyni i Szczecinie.
tvn24.pl, PAP

KONFERENCJA "SOLIDARNOŚĆ DLA PRZYSZŁOŚĆI"

Dalajlama uważa się za marksistę

- Jeśli chodzi o teorię gospodarki społecznej, uważam się za marksistę - powiedział XIV Dalajlama na konferencji "Solidarność dla przyszłośći". W Gdańsku spotkali się nobliści m.in. Lech Wałęsa i duchowy przywódca Tybetańczyków.
- Jeśli chodzi o teorię gospodarki społecznej, uważam się za marksistę. Ale z pewnością nie jestem leninistą, bo Lenin stworzył system totalitarny. [..] Jestem raczej buddyjskim socjalistą - podkreślił Dalajlama, który przyjechał do Gdańska na obchody 25. rocznicy wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla Lechowi Wałęsie.
Sam jubilat wydawał się zaskoczony takim oświadczeniem. - Jako marksisty nie widziałem Waszej Świątobliwości. Marksiści ładnie pisali, ale realizacja tego jest niemożliwa – podkreślił Lech Wałęsa w odpowiedzi na słowa Dalajlamy.
Współczucie znaczy zdrowie
Przywódca duchowy Tybetańczyków podkreślił, że choć jest tylko jednostką, to stara się angażować w trzy istotne sfery. Po pierwsze stara się etycznie żyć i promować wartości ogólnoludzkie. - Wszyscy są tacy sami umysłowo, wszyscy mają takie samo prawo wieść szczęśliwe życie - podkreślał XIV Dalajlama.
Dlatego niezmiernie ważne jest promowanie współczucia. Jego Świątobliwość podkreślał, że badania naukowe wskazują, iż altruistyczna postawa przynosi wymierne korzyści, że im więcej okazujemy współczucia, tym lepszy jest nasz stan zdrowia.
Wszystkie religie są równe
Drugim obszarem działalności Kunduna (bo tak często jest nazywany) jest zaangażowanie w sprawy religijne. Z całą stanowczością podkreślał, że wszystkie główne religie niosą to samo przesłanie – współczucia, tolerancji i szczęścia. Dlatego, że wyrażają się one z równych podejściach filozoficznych, istnieje wiele ścieżek urzeczywistnienia tych celów.
Dalajlama stanowczo odrzucił pogląd, że można oceniać islam na podstawie wydarzeń z 11 września 2001 roku jako religię przemocy. - Wydarzenie spowodowane przez garstkę muzułmanów nie może rzutować na całą religię - mówił w Gdańsku.
Tybet bez oddzielenia
Trzecią płaszczyzną, na której działa Dalajlama, jest działalność na rzecz Tybetu, z którego musiał uciekać w 1959 roku. Po raz kolejny podkreślił, że nie chce oddzielenia swojej ojczyzny od Chin, ale poszanowania dla kultury i religii Tybetańczyków. - Nie szukamy oddzielenia, chcemy przestrzegania praw zapisanych w chińskiej konstytucji - mówił XIV Dalajlama na konferencji.
Jego zdaniem, w dialogu z Pekinem najważniejsze są determinacja i cierpliwość. Podkreślał, że na porozumieniu nie może stracić żadna ze stron i obie muszą czuć, że coś zyskały. Sam tybetański buddyzm zaś może pomóc wielu Chińczykom odnaleźć się we współczesnym świecie, stojącym pod znakiem pogoni za pieniądzem.
Będzie spotkanie z Tuskiem
Wciąż nie wiadomo, czy dojdzie do skutku zaplanowane na jutro spotkanie Dalajlamy z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym, któremu zdecydowanie sprzeciwia się Pekin. Przywódca duchowy Tybetańczyków powiedział, że trzeba będzie poczekać do jutra, by się o tym przekonać.
Za to Centrum Informacyjne Rządu potwierdziło, że jutro w Filharmonii Gdańskiej spotkają XIV Dalajlama spotka się z premierem Donaldem Tuskiem.
Jak noblista z noblistą
Podobnie jak Lech Wałęsa, gospodarz spotkania, Dalajlama w 1989 roku został uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla. W ten sposób Komitet Noblowski wyróżnił go za kilkadziesiąt lat pokojowych starań na rzecz pokoju na świecie, w szczególności w dialogu z Pekinem, który w 1949 roku najechał na Tybet.
tvn24

PREZYDENT W POLSCE WYLĄDUJE JUŻ W SOBOTĘ
Skrócona wizyta w Azji


Prezydent Lech Kaczyński zdecydował się skrócić swoją wizytę w Azji i wrócić do kraju dzień wcześniej - w sobotę. W Korei Południowej prezydent opuści jednak tylko jeden bankiet.
Przyczyny skrócenia wizyty nie są znane. Nie wykluczone jednak, że prezydent - jak wynika z relacji reportera TVN24 - jest zmęczony.
Zła passa
Wyjazd był bowiem pełen niespodzianek. Najpierw rządowy Tu-154 zamarzł na lotnisku w Ułan Bator i Lech Kaczyński był zmuszony polecieć do Japonii samolotem wyczarterowanym w Mongolii.
Potem okazało się układany od wielu miesięcy plan wizyty w Azji spalił na panewce. Audiencja u cesarza Japonii - główny plan podróży – została bowiem odwołana.
Twarde lądowanie
W piątek prezydentowi znów dała się we znaki podróż wysłużonym, rządowym samolotem. Tu-154 wpadł w silne turbulencje i dwa razy podchodził do lądowania w Seulu.
Prezydencka para po raz pierwszy wybrała się do Azji. W czasie wizyty Lech i Maria Kaczyńscy odwiedzili Mongolię, Japonię i Koreę Południową.
TVN24, tvn24.pl.  

Czwartek, 2008-12-04

Talent młodego muzyka

Choć 17-letni Marcin Pawłowski z Bydgoszczy muzykę tworzy dopiero od dwóch lat, jego twórczość usłyszało już kilka milionów Polaków. Młody artysta stworzył podkłady muzyczne do występów duetu "Melkart Ball", który wygrał pierwszą edycję programu "Mam Talent".
Współpraca z "Melkart Ball" zaczęła się 8 miesięcy temu. Wówczas artyści - gimnastycy sami zaproponowali, by Marcin stworzył muzykę do ich występów. - A miesiąc później Bartek powiedział, że jest taki program "Mam Talent" i chcą się na to zgłosić po prostu - mówi Marcin.
Wpółojciec sukcesu
Maturzysta skomponował muzykę do wszystkich występów "Melkart Ball" w "Mam talent". To właśnie jemu podczas koncertu dziękowali zwycięzcy. Choć w telewizji Bartek szczególnie podkreślał rolę kompozytora, Marcin nie czuje się współojcem sukcesu. - Ja wiem, że Bartek i Jacek to są bardzo skromni ludzie i najchętniej cały swój sukces przełożyliby na mnie. Ale ja wiem jak jest naprawdę, że sukces zależy od tego, jak oni wyglądają, jak się zachowują na scenie - mówi Marcin.
Dopięte na ostatni guzik
Nie kryje jednak, że włożył dużo pracy w przygotowania do finału programu. - Od początku właściwie, utwór tak jak go miałem w głowie, tak go przełożylem. Bartek mówił mi, gdzie mogą zwolnić, gdzie można przyśpieszyć. Wszystko musiało być na ostatni guzik dopięte - mówi Marcin. Jednak choć w swoją pracę włożył wiele wysiłku w czasie finałowego występu denerwował się, by wszystko wyszło jak najlepiej. - Cały czas był stres i emocje. Balem się, że zatnie się pianino choć przecież nic nie grałem, ale wiedziałem, że zawsze mogą się zdarzyć jakieś techniczne problemy. I to martwiło mnie najbardziej. Bo ja wiem, że oni są perfekcyjni w tym co robią i oni raczej błędów nie popełniają - dodaje Marcin.
TVN24

Jarosław Kaczyński biesiadował z górnikami

- Polskie górnictwo nie może być traktowane jak masa upadłościowa, jest ważnym działem gospodarki - mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński, który w czwartek przyjechał na uroczystości barbórkowe do Rudy Śląskiej. - Bardzo lubię uczestniczyć w tego rodzaju uroczystościach. Po prostu lubię polski obyczaj - dodał prezes PiS.
Były premier wziął udział we mszy św. w intencji górników, później uczestniczył w obiedzie jubilackim w pobliskiej hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Podziękował też setkom zgromadzonych górników z kopalni "Halemba-Wirek" za "wyjątkowo ciężką, ryzykowną i potrzebną Polsce" pracę. Życzył górniczego szczęścia i wszelkiej pomyślności.
Jarosław Kaczyński podkreślał też, że szanuje kulturę i obyczaje górnicze. - Bardzo lubię uczestniczyć w tego rodzaju uroczystościach, nie tylko górniczych. Po prostu lubię polski obyczaj. Lubię to wszystko, co buduje polską tradycję - zaznaczył.
Zapewnił, że razem ze współpracownikami będzie robić wszystko, by były podejmowane decyzje korzystne dla branży, by polskie górnictwo mogło "nie tylko trwać, ale i się rozwijać".
Węgiel jest potrzebny
- W dzisiejszym świecie czarny węgiel jest potrzebny. Chciałbym, żebyście wiedzieli, że tę świadomość mają nie tylko mieszkańcy tej ziemi, nie tylko górnicy. Mają ją wszyscy rozsądni Polacy - podkreślił Kaczyński.
Podczas konferencji prasowej b. premier przekonywał, że stosunek do górnictwa jest jedną z cech dzielących obecny rząd od poprzedniego. - Nie ma środków budżetowych na dopłaty do budowy nowych ścian, a jeżeli nie ma takich środków (...), to praktycznie nie będzie można budować nowych ścian - powiedział.
Były premier mówił, że rząd PiS "bardzo poważnie" zajął się branżą górniczą. - Została opracowana strategia dla górnictwa, byliśmy pierwszym rządem, który nie traktował górnictwa jako swego rodzaju masy upadłościowej, tylko budował perspektywy dla polskiego górnictwa - przekonywał.
"Pomogliśmy realnie"
- Byliśmy pierwszym rządem, który może uczciwie powiedzieć, że po wielkim wypadku, po wielkiej tragedii w kopalni "Halemba" pomógł rodzinom i to nie symbolicznie, tylko realnie - dodał. Zginęło wtedy 23 gówników.
- Sądzę, że górnicy mają pełne podstawy do tego, by sądzić, że moja obecność tutaj nie ma charakteru przypadkowego czy też związanego z propagandą, tylko wynika z pewnego stosunku do tego problemu, bo to jest pewien problem w Polsce, i tego sporu, który toczy się o nasze górnictwo - czy podtrzymywać i dawać szansę na rozwój - dodał.
PAP

ARMIA (CIĄGLE) NA TROPIE POBOROWYCH
Nie wsadzą cię w kamasze, ale dopadną i tak


Płonne są nadzieje tych, którzy przez lata uchylali się od służby wojskowej, a teraz myślą, że wraz z ostatnim poborem ich problemy się skończyły. Bo chociaż Wojskowe Komendy Uzupełnień do jednostki nikogo już na siłę nie wyślą, to jednak ze ścigania migających się do tej pory od służby zrezygnować nie zamierzają. Uwaga, bo WKU są podobno na tropie 70 tysięcy młodych Polaków.
- Tylko jedna z warszawskich Wojskowych Komend Uzupełnień tropi kilka tysięcy poborowych, którzy unikali służby - pisze "Dziennik". Do pomocy WKU mają prokuraturę i policję. Co grozi tym, którzy wpadną w sidła wojskowych? Nawet dwa lata więzienia. I dotyczy to każdego, wobec którego WKU wszczęła formalne poszukiwania.
"Ci ludzie złamali prawo"
Płk Adam Bednarz, komendant WKU Warszawa-Śródmieście, która na swojej czarnej liście ma kilka tysięcy nazwisk, tłumaczy: - Uchylając się od służby, ci ludzie złamali prawo, a my mamy obowiązek ich ścigać. I będziemy to robić, dopóki nie zgłoszą się do nas i nie załatwią sprawy.
- My szukamy około 500 osób - przyznaje z kolei major Wojciech Sukiennik z WKU we Wrocławiu. I dodaje: - Prawo zmuszało nas do rozpoczęcia formalnych poszukiwań w przypadku osób, które nas unikały i nikt nas z tego obowiązku nie zwolnił.
Abolicji brak, prawo jest prawem
Póki co, komendy nie mają więc wyjścia i muszą szukać tych, którzy stosowali wojskowe uniki. Ale ponoć jest światełko w tunelu, bo nad celowością i sensem takiego karania zastanawia się nawet Ministerstwo Obrony Narodowej.
Tyle że MON zrzuca z siebie odpowiedzialność i twierdzi, że kwestia tego, co zrobić z tymi, którzy nie przestrzegali starego prawa o poborze, nie leży w gestii ministerstwa. - My w opracowanej nowelizacji ustawy wszystkich mężczyzn przenosimy do kategorii osób o uregulowanym stosunku do służby wojskowej. Nie zależy nam na ich ściganiu i mówimy o tym wyraźnie - podkreśla przedstawicielka MON Anna Kliś.
Czekają na rozwój wypadków
Zgodnie z prawem jedyną szansą dla stosujących uniki przed WKU jest tylko abolicja. Chce jej część opozycji. - Właśnie teraz jest najlepszy czas żeby wyzerować sytuację - apeluje były wiceszef MON Janusz Zemke z SLD.
A poborowi, którymi WKU nadal muszą być zainteresowane, czekają w napięciu. - Jeszcze poczekam na rozwój wypadków. Do WKU nie pójdę, bo się zwyczajnie boję kary - przyznaje Grzegorz, hydraulik z Poznania, który od wojska "miga się" już czwarty rok.
"Dziennik".  

INDEX


Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228