Polonia Winnipegu
 Numer 102

      26 listopada 2009      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu


INDEX

 

WIADOMOŚCI PROSTO Z POLSKI

Środa, 2009-11-25

Licealiści z Dolnego Śląska pionierami w Unii

Sycowscy licealiści, jako jedni z nielicznych, mogli wziąć udział w pierwszej w całej Unii Europejskiej próbnej maturze. Trzecioklasiści pisali ją, wykorzystując komputery i internet.

Uczniowie sycowskiego Liceum Ogólnokształcącego, jako jedni z nielicznych w Polsce mogli, wziąć udział w próbnej maturze z matematyki za pośrednictwem internetu.

29 października 10 tysięcy uczniów z całej Polski brało udział w pionierskiej e-maturze przygotowanej przez Politechnikę Łódzką. Do tej pory w żadnym kraju Unii Europejskiej nie przeprowadzono matury w tej formie i na taką skalę. W naszej placówce przystąpiło do niej 39 licealistów. Wynik próbnego egzaminu maturalnego przyniósł uczniom sycowskiego liceum spokój przed najważniejszą rozgrywką, ponieważ wszyscy zdali. Uczeń z najsłabszym wynikiem zdobył 40 proc., a z najwyższym osiągnął 82 proc. Średnia wyników wyniosła 63 proc.

- Ten sprawdzian był ciekawy i nietrudny. Jednak z uwagi na to, że w zadaniach otwartych uczniowie musieli rozwiązywać zadania wg ustalonych "sztywnych" schematów, wielu z nich potraciło punkty. Nie mogli rozwiązywać zadań swoimi sposobami, które dawały również dobre efekty - tłumaczy Anna Chowańska - Morozowicz nauczycielka matematyki z ogólniaka.

W kolejnym zmaganiu, jakim była próbna matura z matematyki, ale przeprowadzana już w tradycyjny sposób, brali udział wszyscy uczniowie z klas maturalnych. Pieniądze na ten cel pochodziły z Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach programu Kapitał Ludzki. 3 listopada z królową nauk zmagało się w LO 138 maturzystów.

- Poziom próbnej matury z tą prawdziwą pokrywa się. Uczniowie z klas o profilach, gdzie przedmioty ścisłe są wiodące wychodzili zadowoleni z sali. Gorsze nastawienie do sprawy mają uczniowie, którzy zdają matematykę z przymusu. Sądzę jednak, że mają dużą szansę zdobyć co najmniej 30 proc. - uspokaja Anna Chowańska- Morozowicz. Wyniki listopadowej matury poznamy w grudniu.

Około 140 uczniów zmaga się od wczoraj z próbną maturą, która została ufundowana z pieniędzy unijnych. Arkusze przygotuje Wydawnictwo Pedagogiczne "Operon". Egzamin z języka polskiego odbył się 24 listopada, dziś maturzyści piszą "matmę", w czwartek język obcy, a w piątek przedmiot dodatkowy.

Młodzież z sycowskiego liceum nie ma czasu na wytchnienie. Starostwo Powiatowe w Oleśnicy zdecydowało się zakupić diagnozy, które zostały opracowane przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, dla klas programowo najwyższych. Próbne egzaminy maturalne na poziomie podstawowym odbędą się między 8 a 10 grudniem 2009 r. Język polski zaplanowano na 8 grudnia, matematykę na 9, a test z języka obcego na 10 grudnia.

Dyrekcja Liceum Ogólnokształcącego w Sycowie nie marnuje żadnej okazji i wykorzystuje wszystkie możliwe szanse. Do końca roku rusza projekt o nazwie "Z peryferii do centrum" finansowany ze środków unijnych przy udziale budżetu państwa. Wykonawcą tego przedsięwzięcia będzie firma Optima z Opola. Projekt przewiduje systematyczną pracę edukacyjną z uczniami dwóch kolejnych roczników. Podstawowym schematem działań będzie utworzenie pięciu kół z matematyki, fizyki, chemii, biologii i języka angielskiego, na dwóch poziomach: dla uczniów mających trudności i dla tych bardziej uzdolnionych.
(Polska Gazeta Wrocławska)

Kolejna kontrowersyjna wypowiedź o. Rydzyka

- Hitler nie miał Boga w sercu. To tak jak Unia Europejska teraz - mówił ojciec Tadeusz Rydzyk podczas spotkania Rodziny Radia Maryja w parafii św. Jerzego w Kętrzynie. Szef Radia Maryja skomentował w ten sposób niedawny wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który nakazał usunięcie krzyża w jednej z włoskich szkół. O sprawie można przeczytać na blogu "Głos Rydzyka".

O. Ryzyk porównał Unię Europejską do Hitlera podczas spotkania w Kętrzynie, czyli w pobliżu Wilczego Szańca. Stąd też prawdopodobnie pojawiło się to dość szokujące zestawienie.

O. Rydzyk nawiązał również do inicjatywy posłanki Joanny Senyszyn, która chce usunąć krzyże z polskich szkół. - I co jedna tam jakaś niby profesorka, nie wiem po jakich akademiach pierwszomajowych czy innych, mówi: krzyże pousuwać! Boże mój, toż to przecież kara Boska, zgodzicie się czy nie? – mówił szef Radia Maryja. Wierni odpowiedzieli mu zgodnie: tak.

- Przecież tylko pod tym krzyżem, pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem – przekonywał redemptorysta. - I trzymajcie się, nawet gdyby was młodzież nazywała „moherowe berety”. Dla Chrystusa, dla ojczyzny cierpieć, to jest duma. Tak czy nie? – pytał wiernych. I znów padła chóralna odpowiedź: tak.

Wyrok Trybunału

Kilka tygodni temu Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł, że wieszanie krzyży w klasach to naruszenie "prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami" oraz "wolności religijnej uczniów". Orzeczenie to wydał w związku ze skargą na obecność krzyża, złożoną przez obywatelkę włoską pochodzącą z Finlandii. Ponadto trybunał nakazał państwu włoskiemu wypłatę kobiecie odszkodowania w wysokości 5 tysięcy euro za "straty moralne".

Wyrok Trybunału w Strasburgu jest szeroko komentowany m.in. we Włoszech i w Polsce. W Święto Niepodległości Prezydent RP Lech Kaczyński mówił m.in., że "nikt nie będzie w Polsce przyjmował do wiadomości, że w szkołach nie wolno wieszać krzyży".

Metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz określił natomiast orzeczenie jako "niezrozumiałe i budzące obawy o przyszłość wolności religijnej w Europie". W stanowisku przekazanym mediom 5 listopada kardynał napisał m.in., że werdykt Trybunału "nie ma nic wspólnego z ideą założycielską twórców Unii Europejskiej".
(wp.pl)

Dzieła największych polskich artystów na aukcji charytatywnej

Już po raz czwarty, 26 listopada w Muzeum Narodowym w Warszawie odbędzie się Aukcja Charytatywna „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI”. Wśród prac przekazanych na licytację znalazły się dzieła polskich i zagranicznych artystów, w tym m. in. Andrzeja Pągowskiego, Leona Tarasewicza, Andrzeja Dudka – Durera, Joanny Pawlik, Dariusza Mląckiego, Rafała Olbińskiego. Dochód z inicjatywy zostanie przekazany na organizację Integralnego Programu Pomocy Psychoonkologicznej dla osób chorych na nowotwory i ich najbliższych w 2010 r. Organizatorem inicjatywy jest Fundacja Psychoonkologii „Ogród Nadziei”.

W tym roku aukcja „ziarno SZTUKI – ogród NADZIEI” odbędzie się już po raz czwarty. Dochód ze sprzedaży prac podczas zeszłorocznej edycji projektu został w całości przekazany na realizację Integralnego Programu Pomocy Psychoonkologicznej, w ramach której przeprowadzono bezpłatne warsztaty psychoedukacyjne, 3-miesięczną grupę terapeutyczną według Programu Simontona, 6-miesięczną grupę terapii tańcem i ruchem, sesje grupowe jogi leczniczej oraz ok. 250 sesji psychoterapii indywidualnej. Z pomocy Fundacji skorzystało dotychczas ponad 700 osób chorych na nowotwory i ich bliskich.

- Podczas aukcji planujemy zlicytować ponad 170 prac. Wszyscy, którzy nie będą mogli pojawić się tego dnia osobiście, będą mogli wylicytować prace podczas równolegle prowadzonej licytacji internetowej na portalu artinfo.pl. Ceny wywoławcze obiektów to 100 zł. Wierzę, że znajdą tam Państwo prace swoich ulubionych artystów, a przy okazji wesprą działalność naszej fundacji. – mówi Oliwia Szczuka - Rodzeń, koordynator projektu z Fundacji Psychoonkologii „Ogród Nadziei”.

Parterem Aukcji jest Muzeum Narodowe w Warszawie. Miejsce: w holu głównym Muzeum Narodowego, Al. Jerozolimskie 3, Warszawa. Termin: 26 listopada, czwartek o godzinie 17.00, licytacja od godziny 18.00.

Sponsorzy: Bracia Majewscy, City Self-Storage, Niespodzianki.pl, Siódemka, Soft Script. Patronat Honorowy: Business Centre Club oraz Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie.
(wp.pl)

Wtorek, 2009-11-24

Polska rodzina wyeksmitowana przez Niemkę ma już dom

Rodzina Głowackich z Nart koło Szczytna (warmińsko-mazurskie), której sąd nakazał eksmisję z gospodarstwa należącego do Agnes Trawny, przyjęła mieszkanie zaproponowane przez wojewodę. W mieszkaniu w Kamionku koło Szczytna mają zamieszkać młodzi Głowaccy z dwójką dzieci.

W ubiegłym tygodniu Sąd Rejonowy w Szczytnie nakazał eksmisję rodzin Moskalików i Głowackich, w sumie 12 osób, z siedliska, które na mocy wyroku Sądu Najwyższego odzyskała w 2005 roku Agnes Trawny.

Jeszcze przed sprawą o eksmisję wojewoda warmińsko-mazurski zaoferował rodzinom mieszkania z zasobu Agencji Nieruchomości Rolnej.

We wtorek Władysława Głowacka powiedziała, że jej syn z rodziną przyjmą 60-metrowe mieszkanie w Kamionku, które zaproponował wojewoda warmińsko-mazurski Marian Podziewski.

- Ja z mężem się nigdzie nie wyprowadzę. W Nartach mam 92-metrowe mieszkanie. Czekam, aż nadleśnictwo w Szczytnie przekaże mnie i mężowi mieszkanie, w przeciwnym razie wytoczę nadleśnictwu sprawę o odszkodowanie - powiedziała Władysława Głowacka.

Podkreśliła, że ma ogromny żal do nadleśnictwa, ponieważ jej mąż, który pracował przez kilkadziesiąt lat w Lasach Państwowych, teraz staje się osobą bezdomną.

Nadleśniczy nadleśnictwa w Szczytnie Janusz Kleszczewski powiedział, że nie ma w zasobach mieszkania, które mógłby przekazać Głowackim. Podkreślił, że jeśli Głowaccy założą Lasom Państwowym sprawę w sądzie, to on czekać będzie na rozstrzygnięcie.

Moskalikowie nie przyjęli oferty mieszkaniowej od wojewody. Krystyna Moskalik powiedziała, że wyprowadzka daleko od Nart może wiązać się z utratą pracy czy zmianą szkół dzieci.

- To nie jest takie proste. My chcielibyśmy mieszkanie blisko dotychczasowego miejsca zamieszkania- powiedziała Moskalik.

Sąd Rejonowy w Szczytnie orzekł w czwartek, że rodziny Moskalików i Głowackich muszą opuścić dom w Nartach, który formalnie należy do obywatelki Niemiec Agnes Trawny. Sąd uznał, że lokale zastępcze obu rodzinom się nie należą, m.in. dlatego że dorośli członkowie obu rodzin mają dochody - pracują lub są na emeryturze.

Pomoc rodzinom Głowackich i Moskalików zaoferował klub PiS, który ma na ich rzecz przekazać 50 tys. zł.

Trawny odzyskała gospodarstwo w Nartach, które jest jej ojcowizną, wyrokiem Sądu Najwyższego w grudniu 2005 r. Zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów, Moskalikowie i Głowaccy mogli mieszkać w Nartach do 13 grudnia 2008 roku. Ponieważ do tej pory nie wyprowadzili się dobrowolnie, Trawny założyła im sprawę o eksmisję.

Agnes Trawny - mieszkająca na Mazurach do połowy lat 70. - otrzymała w 1970 roku jako ojcowiznę działki w Nartach i Witkówku o łącznej powierzchni 59 ha. Gdy w 1977 r. wyjechała na stałe do Niemiec, ówczesny naczelnik gminy Jedwabno wydał decyzję o przejściu tej nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa. Nieruchomość w Nartach przeszła pod zarząd Lasów Państwowych i zamieszkali tam pracownicy leśni.
(PAP)

Józef Glemp przestaje być prymasem Polski

Emerytowany metropolita warszawski kard. Józef Glemp 18 grudnia skończy 80 lat i - zgodnie z decyzją papieża Benedykta XVI - zakończy 28-letnią posługę jako urzędujący prymas Polski. Z tej okazji w środę biskupi polscy podczas mszy św. na Jasnej Górze podziękują mu za jego pracę.

W sobotę 19 grudnia tytuł prymasa Polski przejmie abp Henryk Muszyński, obecny metropolita gnieźnieński. Od tej chwili tytuł prymasa powróci do gnieźnieńskiej stolicy biskupiej, z którą jest historycznie związany.

Kard. Józef Glemp od poniedziałku bierze udział w rekolekcjach biskupów polskich na Jasnej Górze, które zakończą się w czwartek zebraniem plenarnym Konferencji Episkopatu Polski. To ostatnie wydarzenia, w których kardynał występuje jako urzędujący prymas. Z tej okazji, biskupi polscy podczas środowej mszy św. w Kaplicy Matki Bożej podziękują mu za jego 28-letnią pracę. Homilię wygłosi przewodniczący Episkopatu, abp Józef Michalik. Prymas otrzyma w darze od biskupów kielich mszalny.

52-letni Józef Glemp został mianowany arcybiskupem metropolitą warszawskim i gnieźnieńskim 7 lipca 1981 r. po śmierci Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Po reorganizacji struktur Kościoła w Polsce 25 marca 1992 kard. Glemp pozostał arcybiskupem metropolitą warszawskim, zachował jednak godność prymasa Polski jako kustosz relikwii św. Wojciecha.

Do osiągnięcia wieku emerytalnego w grudniu 2004 r. kard. Józef Glemp był przewodniczącym Rady Stałej (dawniej Rady Głównej) i Konferencji Episkopatu Polski. Był także przewodniczącym II Synodu Plenarnego w Polsce, który obradował w latach 1991-99. W latach 1981-2004 kard. Glemp przewodził Konferencji Episkopatu Polski i polskiemu Kościołowi. Przez pierwsze 13 lat pełnił tę funkcję z urzędu. Natomiast przez następne 10 lat - zgodnie z nowym statutem Episkopatu Polski - z wyboru.

Posługa prymasowska kard. Glempa rozpoczęła się w latach burzliwego okresu politycznego, kiedy rodziła się Solidarność. Już w pierwszym roku na urzędzie prymasa kard. Glempa zastał stan wojenny. Jego wezwania o zachowanie spokoju i zaniechanie bratobójczej walki, wygłoszone 13 grudnia 1981 r. w warszawskim kościele Matki Boskiej Łaskawej, komunistyczna propaganda usiłowała wykorzystać do wmówienia, że prymas kolaboruje z władzą, przypinać mu łatkę "czerwonego prymasa". Dopiero po 25 latach arcybiskup gdański Tadeusz Gocłowski wyznał, że papież Jan Paweł II popierał postawę prymasa Glempa.

W 2005 r. Katolicka Agencja Informacyjna ujawniła materiały z IPN, z których wynika, że przez 15 lat SB próbowała bezskutecznie skłonić Glempa do współpracy. Inwigilowano go w latach 1964-79; uznano nawet za kandydata na tajnego współpracownika. Teczka ks. Glempa kończy się uznaniem, że nie nadaje się on na tajnego współpracownika.

Z zemsty za odmowę współpracy władze PRL udaremniły w 1975 r. nominację Glempa na arcybiskupa wrocławskiego, a w 1977 - na arcybiskupa poznańskiego. Wpis zamykający sprawę SB sporządziła w momencie, gdy ks. Glemp został mianowany biskupem warmińskim - 4 marca 1979 r.

Po 1989 r., prymas Glemp patronował stronie solidarnościowej przy Okrągłym Stole. Po powołaniu pierwszego niekomunistycznego rządu dbał o obecność religii w życiu publicznym. To wtedy do szkół wróciły lekcje religii (1992 r.), a rząd Hanny Suchockiej podpisał konkordat ze Stolicą Apostolską (1993 r.).

Prymas był krytykowany za kontrowersyjne wypowiedzi w czasie konfliktu o klasztor karmelitanek na tzw. żwirowisku na terenie byłego obozu hitlerowskiego w Birkenau. Rabin Weiss domagał się, by siostry opuściły to miejsce. Osoby krytykujące postawę Glempa, który sprzeciwiał się temu, prymas nazwał "kundelkami".

Glemp był też inicjatorem modłów za Żydów pomordowanych w Jedwabnem, a w jubileuszowym dla Kościoła 2000 roku w wielkim nabożeństwie w Warszawie publicznie wyznał swe winy i przepraszał za popełnione błędy. Łamiącym głosem mówił, że do dziś ma sobie za złe, że nie ustrzegł od śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, zamordowanego przez SB w 1984 r. To uważa prymas za swoją największą porażkę.

Dziełem, któremu kard. Glemp poświęcił się w ostatnich latach, była budowa Świątyni Opatrzności Bożej w warszawskim Wilanowie.

Po przejściu na emeryturę zamieszkał w przygotowanym dla niego domu w Wilanowie, w pobliżu Kościoła św. Anny.
(PAP)

Poniedziałek, 2009-11-23

Na drinka tylko do Polski
POLSCY BARMANI NAJLEPSI NA ŚWIECIE


Do jakiego baru najlepiej pójść na drinka? Do polskiego, oczywiście. Podczas Mistrzostw Świata Barmanów nasi rodacy zdeklasowali swoich rywali. Pierwsze miejsce zajął Tomasz Małek, a drugie Marek Posłuszny. Na trzecim miejscu uplasował się Włoch Marco Canova.
Zawody odbyły się w niedzielę w klubie Champions w hotelu Marriott. O tytuł najlepszego walczyli profesjonaliści z całego świata, m.in. Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji i Łotwy.By przyjechać na finał do Polski musieli wcześniej wygrać lokalne eliminacje w swoich krajach.
Każdy z uczestników miał za zadanie w sześć minut przygotować cztery drinki. Jednak poza podaniem smacznych i oryginalnych napojów, barmani musieli wykazać się swoimi umiejętnościami żonglerskimi i zrobić prawdziwe show.

Polacy na podium

Bezkonkurencyjny okazał się Tomasz Małek. Polak tytuł mistrza świata zdobył po raz piąty.

- To wspaniałe uczucie. Jestem naprawdę szczęśliwy, bo ćwiczyłem naprawdę ciężko. Jeśli nie trenuję, to albo śpię, albo spędzam czas ze swoją dziewczyną - opowiadał zwycięzca.
TVN24

Naukowcy ostrzegają - Bałtyk zaleje nadbrzeżne miasta

Fińscy eksperci ostrzegają przed stopniowym wzrostem poziomu wód Bałtyku. Zjawisko to może zagrażać zalaniem części nadbrzeżnych miast.

Jak powiedział fińskiemu publicznemu radiu przedstawiciel państwowej służby ochrony środowiska, poziom Bałtyku może się podnieść w ciągu kilkudziesięciu lat od 50 centymetrów do trzech metrów. Będzie to zależeć od wielu czynników, w tym: kierunku wiatru, siły i liczby sztormów.

Eksperci uważają, że fakt wzrostu poziomu morza trzeba brać już teraz pod uwagę przy planowaniu przestrzennym w rejonach nadmorskich.

Zdaniem fińskich specjalistów, nie powinno się już budować domów na miejscach położonych poniżej czterech metrów nad średnim poziomem Bałtyku. Finowie twierdzą w związku z tym, że istnieje konieczność opracowania nowych map topograficznych, precyzyjnie odwzorowujących rzeczywiste wysokości nad poziomem morza.
(IAR)

Poznań czeka najazd młodych ludzi

Przygotowania do Europejskiego Spotkania Młodych w Poznaniu wkraczają w decydującą fazę. Za miesiąc i pięć dni do stolicy Wielkopolski może przyjechać aż 70 tysięcy młodych ludzi nie tylko ze Starego Kontynentu, ale także z Azji i Afryki. Wczoraj z apelem o gościnność zwrócił się do archidiecezjan arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański.

Europejskie Spotkanie Młodych organizuje ekumeniczna Wspólnota z Taizé od 1980 roku. Poznań jest trzecim polskim miastem po Wrocławiu i Warszawie, które będzie organizatorem tego wydarzenia. Wstępne szacunki wskazują, że w Poznaniu na przełomie roku spotka się nawet 70 tysięcy młodych ludzi. Już 15 tysięcy osób z różnych krajów świata oficjalnie potwierdziło swój przyjazd do Poznania. A trzeba pamiętać, że większość Polaków zgłosi się zapewne na ostatnią chwilę.

Taka liczba zgłoszeń to między innymi efekt działań promocyjnych. Poznań pokazał się w wakacje w samej wsi Taizé we Francji. Młodzi w koszulkach "See you in Poznań" zapraszali do Polski gości z licznych krajów świata. Na Jasnej Górze w Częstochowie umieszczono ogromny baner reklamowy z zaproszeniem do Poznania.

Na pewno przyjadą młodzi z Francji, Portugalii, Włoch i Niemiec, ale też z Ukrainy, Białorusi, Rosji, Turkmenistanu i z Uzbekistanu. Jest również dwanaście zgłoszeń z Togo, republiki w zachodniej Afryce nad Zatoką Gwinejską. Z kolei kilkudziesięciu młodych ludzi z włoskiej L'Aquili, dotkniętej w tym roku trzęsieniem ziemi, przybędzie na koszt organizatorów.

Miniony weekend w poznańskim centrum przygotowań upłynął pod znakiem odwiedzin parafialnych koordynatorów przygotowań, którzy przekazali informacje dotyczące m.in. liczby osób gotowych przyjąć młodych ludzi w swoich domach. Za tydzień okaże się, czy spełni się marzenie organizatorów, by wszystkich zakwaterować u rodzin.

- Rozdaliśmy ponad sto tysięcy broszurek na temat spotkania. A w przygotowania zaangażowało się aż 158 parafii w Poznaniu i okolicach - podkreśla brat Marek ze Wspólnoty z Taizé, poznaniak z urodzenia.

O wielkopolską gościnność apelują hierarchowie archidiecezji poznańskiej. - Zwracam się do wszystkich naszych archidiecezjan z apelem o poszerzenie serc - mówi arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański. - Mam nadzieję, że wszyscy, którzy przyjadą, znajdą zakwaterowanie w rodzinach, a nie szkołach. Dlatego zachęcam, by jak najszybciej zgłosić organizatorom deklarację gościnności. Trzeba pozbyć się lęku, bo młodzi nie są uciążliwi. Bracia podkreślają, że pielgrzymi potrzebują tylko dwa metry kwadratowe i przebywają w domach tylko od godziny 22 do ósmej rano. Byłoby więc rzeczą niewyobrażalną, gdyby ten moment szczególny dla archidiecezji, Polski i Kościoła w Europie, przeszedł niezauważony i nienależycie przeżyty - podkreśla arcybiskup Gądecki.

Europejskie Spotkanie Młodych będzie dużym przedsięwzięciem. W jego przygotowanie zaangażowały się władze miasta, powiatu i województwa. Uruchomionych zostanie dwadzieścia specjalnych pociągów, dzięki którym młodzi przyjadą na spotkania z okolicznych miejscowości - Gniezna, Środy Wielkopolskiej czy Kościana. Modlitwy będą odbywały się w halach MTP, które według organizatorów na pięć dni staną się wielką bazyliką. Europejskie Spotkanie Młodych w Poznaniu rozpocznie się we wtorek 29 grudnia i potrwa do soboty 2 stycznia.

- Chcielibyśmy, by to wydarzenie było przypowieścią o zaufaniu opowiedzianą przez młodych - podkreśla brat Marek.

Program ramowy spotkań młodych
29 grudnia: Przyjęcie uczestników. Wieczorem na terenie MTP kolacja i modlitwa.
30 grudnia: Rano w parafiach spotkania w grupach. Po południu spotkania tematyczne prowadzone przez braci z Taizé i zaproszonych gości.
31 grudnia: Od rana program jak dzień wcześniej. O godzinie 23 w parafiach czuwanie w intencji pokoju na świecie i powitanie Nowego Roku – Święto Narodów.
1 stycznia: Od rana spotkania w parafiach. W południe świąteczny obiad z rodzinami. Po południu spotkania w grupach narodowych lub regionalnych. Wieczorem kolacja i wspólna modlitwa.
2 stycznia: Rano w parafiach modlitwa pożegnalna. W południe wyjazd.
(Polska Głos Wielkopolski)

Niedziela, 2009-11-22

Polacy odznaczeni medalami "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata"

Siedmioro Polaków zostało pośmiertnie odznaczonych medalami "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata". Odznaczenia przekazał krewnym uhonorowanych osób wiceambasador Izraela w Polsce Yahel Vilan podczas uroczystej ceremonii w Książnicy Pomorskiej w Szczecinie.

Od 1963 roku Instytut Yad Vashem w Jerozolimie przyznaje tytuły "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata" osobom, które w czasie Holokaustu bezinteresownie niosły pomoc prześladowanym Żydom.

Jak podkreślił wiceambasador, nie ma bardziej zaszczytnego zadania dla izraelskiego dyplomaty niż wręczanie tego odznaczenia. Przypomniał sentencję wyrytą na medalu: "Kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat".

Odznaczenie przyznane Marii Karpiuk za uratowanie sześcioosobowej rodziny Soroków odebrał jej wnuk Henryk Łuczak. W czasie wojny pani Maria, samotnie wychowująca troje dzieci w swoim gospodarstwie we wsi Motwica, w pow. Włodawa, w ziemiance wykopanej pod stodołą ukrywała rodzinę Soroków.

Maria i Jan Lisowscy mieszkający w Wilnie, tuż przed ostateczną likwidacją tamtejszego getta we wrześniu 1943 r. przyjęli do swojego domu czworo uciekinierów. Ukrywali ich dziesięć miesięcy.

Jak opowiadał Janusz Lisowski, syn odznaczonych, rodzina Lisowskich wybudowała specjalny bunkier dla czworga Żydów. Budowali go nocą; ziemię wynosili także pod osłoną nocy nad rzekę. Do zamaskowanego schronu wchodziło się przez szafę.

Medal przyznano także Łucji i Witalisowi Łukasiewiczom, którzy w czasie wojny uratowali z getta małego chłopca, Romana Liebesa.

Uhonorowani Maria i Andrzej Tkaczowie w czasie wojny w swoim gospodarstwie w Bieszczadach udzielili schronienia żydowskim uchodźcom, ukrywającym się w okolicznych lasach. Sami mieli dziewięcioro dzieci. Wśród uciekinierów znajdowała się rodzina Segal, z której wojnę przeżył jedynie nastoletni Melech. Tkaczowie ukrywali go przez osiem miesięcy. Po wojnie Melech Segal wyjechał do Izraela, a Tkaczowie zamieszkali w Kołobrzegu.

- Chcemy, żeby świat wiedział, że warto ponieść ryzyko, bo nasz ojciec ryzykował jedenastoosobową rodziną i swoim dobytkiem. Nie dla medalu mój ojciec to zrobił, co zrobił, nie dla zaszczytu. Cieszymy się bardzo, że Melech Segal przeżył i żyje - powiedział syn Tkaczów, Mikołaj.

Uroczystości towarzyszyła wystawa "Uczynki, za które nie ma zapłaty. Sprawiedliwi z Zachodniopomorskiego", przygotowana przez szczeciński oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Medalem "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata" odznaczono dotychczas ponad 21 tys. osób, z czego największą liczbę - ponad 6 tys. - stanowią Polacy.
(PAP)


Zmarła wybitna profesor Maria Kobuszewska-Faryna


W Warszawie zmarła prof. dr hab. med. Maria Kobuszewska-Faryna. Miała 89 lat. Wybitna patomorfolog, nauczyciel akademicki, siostra aktora Jana Kobuszewskiego. Już jako studentka medycyny działała w oddziałach sanitarnych w czasie Powstania Warszawskiego. Wcześniej była krótko więźniem Pawiaka. W czasie okupacji uczyła się medycyny na tajnych kompletach.

Profesor Maria Kobuszewska-Faryna była organizatorem i wieloletnim kierownikiem Zakładu Patomorfologii Szpitala Bielańskiego w Warszawie. Zasłużony pedagog, wykształciła ogromną rzeszę lekarzy. Stworzyła Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. Przez wiele lat organizowała kursy, szkolenia i egzaminy dla lekarzy z całej Polski.

Profesor Maria Kobuszewska-Faryna jest autorką wielu publikacji, między innymi, podręcznika histopatologii ginekologicznej. Działała też w wielu polskich i zagranicznych stowarzyszeniach, między innymi Europejskim Towarzystwie Patologów i Europejskim Towarzystwie Nauczania.

Za swoją pracę otrzymała wiele nagród i odznaczeń, między innymi, godność "Medicus Nobilis" od Polskiego Towarzystwa Lekarskiego, Krzyż Kawalerski, Krzyż Komandorski Odrodzenia Polski, medal Komisji Edukacji Narodowej.
(IAR)

Ruszają konsultacje ws. "rewolucji Tuska"

W najbliższych dniach zaczną się konsultacje z szefami klubów parlamentarnych w sprawie zaproponowanych przez premiera Donalda Tuska zmian w konstytucji - zapowiedział wiceszef klubu PO, były minister w kancelarii premiera, Rafał Grupiński.

Jak powiedział Rafał Grupiński konsultacje ruszą w najbliższym czasie, bo premierowi zależy, by "w miarę szybko" rozpocząć prace nad projektami zmian w konstytucji. Jego zdaniem opozycja powinna wstrzymać się z ocenianiem propozycji do czasu, kiedy pozna ich szczegóły.

- Opozycja nie poznała jeszcze szczegółów tych propozycji, a już je neguje. To nie jest odpowiedzialne podejście - zaznaczył. Dlatego - jak dodał - uważa, że to zachowanie "niepoważne".

W sobotę premier przedstawił propozycje zmian w konstytucji, zgodnie z którymi pełną odpowiedzialność za władzę wykonawczą w państwie ponosiłby "gabinet, wspierany przez większość parlamentarną". Już w kolejnych wyborach prezydent miałby być wybierany przez Zgromadzenie Narodowe, nie powinien też mieć prawa weta. Premier chciałby również zmniejszenia wielkości obu izb - sejmu i senatu. Opowiada się też za wyborem senatorów w okręgach jednomandatowych, a posłów - według ordynacji mieszanej.
(PAP)

Sobota, 2009-11-21

Aukcja Wielkiego Serca przyniosła ponad 450 tys. zł

Ponad 450 tys. złotych przyniosła XVIII aukcja Wielkiego Serca w Krakowie, podczas której licytowano dzieła najwybitniejszych polskich artystów. Cały dochód z licytacji przeznaczony zostanie na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 w Krakowie.

Najdrożej - za 16 tys. zł - sprzedany został obraz olejny Grupy The Krasnals "Wielki Krasnal Wielkie Serce Michaela Jacksona i Jeffa Koonsa od Krasnali dla dzieci" razem z mniejszym, wykonanym kredką, o tym samym tytule. Publiczność aukcji o autorstwo "Krasnali" podejrzewała Wilhelma Sasnala, ale nie zostało to oficjalnie potwierdzone.

Wysoką cenę 15 tys. zł zapłacono za "Dachy" Jacka Sienickiego, za 13 tys. zł wylicytowano obraz "Mały łuk cytrynowy" Jerzego Kałuckiego.

W tegorocznej aukcji wystawiono 209 prac. Cena wywoławcza każdej pracy wynosiła 100 zł. Obrazy podarowali na aukcję artyści, ich rodziny lub marszandzi. Aukcję w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha tradycyjnie prowadził Andrzej Starmach, gospodynią była Anna Dymna. Podczas aukcji sprzedano prawie wszystkie prace.

Uczestnicy licytowali m.in. dzieła Wilhelma Sasnala, Jerzego Nowosielskiego, Jerzego Panka, Małgorzaty Abakanowicz.

Aukcja Wielkiego Serca to wyjątkowa okazja dla miłośników i kolekcjonerów polskiej sztuki współczesnej, którzy co roku przyjeżdżają, by w niej uczestniczyć. Jej organizatorzy szczycą się zaufaniem najwybitniejszych twórców.

- Jesteśmy bardzo zadowoleni z przebiegu tegorocznej aukcji. Wszystkie zdobyte pieniądze przeznaczymy jak zawsze na potrzeby naszych wychowanków, głównie ich rehabilitację i wypoczynek - powiedział po aukcji prezes Stowarzyszenia "Wielkie Serce" na rzecz Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego nr 1 w Krakowie Jarosław Statek.

Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy nr 1, noszący imię Jana Matejki, to najstarsza tego typu placówka oświatowa w Krakowie. Obecny rok szkolny to 63. rok istnienia ośrodka.

W ośrodku uczy się obecnie ok. 400 dzieci, z czego 80 mieszka w internacie. Na ośrodek składają się dwie szkoły: Zasadnicza Szkoła Zawodowa nr 30 i Szkoła Przysposabiająca do Pracy nr 2. Wychowankowie ośrodka to dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych, bardzo często pochodzące z rodzin biednych. Prawie połowa wychowanków pozostaje pod stałą opieką lekarską.

Podczas ubiegłorocznej licytacji, Stowarzyszenie "Wielkie Serce" - organizator przedsięwzięcia, zebrało ponad 460 tysięcy złotych. Pieniądze uzyskane z licytacji pozwoliły realizować program wyjazdów terapeutyczno-rehabilitacyjnych podopiecznych ośrodka.
(PAP)

Zwolennicy zmian w Konstytucji: trzeba uzdrowić ustrój

Premier Donald Tusk zaproponował zmiany w konstytucji, które mają m.in. wzmocnić rolę rządu i premiera, a osłabić pozycję prezydenta. Wiceszef klubu PO Rafał Grupiński uważa, że to uzdrowi ustrój polityczny w Polsce. - Kierunek zmian jest dobry, choć nie pokrywa się całkowicie z naszymi pomysłami - ocenił z kolei Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego i współautor propozycji zmian w ramach konwersatorium "Doświadczenie i Przyszłość".

Na specjalnej konferencji prasowej Donald Tusk zaproponował zmiany w polskiej Konstytucji. Wśród pomysłów są wybory prezydenta przez Zgromadzenie Narodowe (połączone izby sejmu i senatu), rezygnacja z prawa weta dla głowy państwa i zmniejszenie liczby posłów i senatorów. Szef rządu powiedział, że Konstytucję można zmienić w ciągu kilku miesięcy, wprowadzając do niej proponowane zasady. Zaproponował też wybieranie senatorów według ordynacji większościowej, a posłów według ordynacji mieszanej.

Politycy zrozumieją?

- Uważam, że propozycje przedstawione przez premiera idą w dobrym kierunku i są poważną podstawą dalszych prac - powiedział Jerzy Stępień. - Wierzę, że świat polityki zrozumie, iż w jego interesie jest uporządkowanie relacji między prezydentem i premierem - dodał, pytany o możliwość przeprowadzenia takich zmian.

Według Stępnia, propozycje przedstawione przez "Doświadczenie i Przyszłość" nie były tak radykalne, jak to, co zaproponował Donald Tusk. - My na przykład opowiadaliśmy się za utrzymaniem prawa prezydenta do wetowania ustaw, choć byliśmy za obniżeniem progu głosów potrzebnego do jego odrzucenia: z obecnych 3/5 do bezwzględnej większości - powiedział Stępień. Jego zdaniem jednak, odebranie prezydentowi prawa weta jest dobrym pomysłem, bo rolę "obrońcy konstytucji" skutecznie przejmuje Trybunał Konstytucyjny - od czasu, kiedy jego orzeczenia są ostateczne.

Uda się? "Nie jestem wróżką"

- Zmiany są rewolucyjne, ale są zgłaszane w takim momencie, w którym jest możliwe ich przeprowadzenie. Będą rozmowy i konsultacje polityczne, zobaczymy jakie będą ich efekty. Na chwilę obecną nie wiem, nie jestem wróżką - powiedział wiceszef klubu PO Rafał Grupiński.

Jego zdaniem, jeden z pomysłów powinien znaleźć uznanie PiS. Jak tłumaczył chodzi o ograniczenie liczby posłów. - Mam nadzieję, że uda się z nimi porozmawiać - zaznaczył polityk Platformy.

"Politycy nie są gotowi"

Politolog prof. Kazimierz Kik uważa, że zaproponowane przez premiera Donalda Tuska propozycje zmiany konstytucji doprowadziłyby do zmiany jakości klasy politycznej. Ale - zdaniem Kika - w tej chwili jest ona niegotowa na taką zmianę.

- Jako obywatel podpisuję się dwiema rękoma pod wszystkimi zmianami, trzymam za premierem kciuki w tej dziedzinie, ale uważam, że klasa polityczna jest do tego niegotowa - powiedział Kik.

Jego zdaniem, na szczególną uwagę zasługuje propozycja dotycząca ordynacji. - Dotychczasowa ordynacja proporcjonalna prowadziła do tzw. ilościowego charakteru polskiej klasy politycznej. Teraz byłaby to raczej rywalizacja osobowości, autorytetów, jakości. W efekcie zmieniłby się skład parlamentu, nastąpiłoby przejście z ilości na jakość - ocenił politolog.

Zdaniem Kika zaproponowane zmiany konstytucyjne są jednak "absolutnie nierealne w tej konfiguracji sił parlamentarnych". - Partie będą broniły się przed tym zwrotem ku jakości, ponieważ one żyją dzięki bylejakości - powiedział Kik.
(PAP)

Piątek, 2009-11-20

Senat przyjął ustawę hazardową - bez poprawek

Senat przyjął ustawę hazardową bez poprawek. "Za" głosowało 48 senatorów, 30 wstrzymało się od głosu, 3 przeciw. W czwartek ustawa została zatwierdzona przez sejm.

Nie uwzględniono 10 poprawek, które do ustawy zgłosili senatorowie Prawa i Sprawiedliwości. Chcieli oni zaostrzenia niektórych przepisów.

Przewodniczący komisji finansów Kazimierz Kleina z Platformy mówił, że gdyby wprowadzić zmiany proponowane przez PiS, podatek od hazardu byłby de facto wyższy od dochodów uzyskiwanych przez przedsiębiorców.

Teraz ustawa zostanie przekazana prezydentowi, który może ją podpisać, odmówić złożenia podpisu albo skierować do Trybunału Konstytucyjnego.
(IAR)

MON potwierdza: skończyliśmy negocjacje z Amerykanami

Zakończyły się polsko-amerykańskie negocjacje w sprawie statusu stacjonujących w Polsce wojsk amerykańskich w związku z planami umieszczenia elementów systemu antyrakietowego - powiedział wiceminister obrony Stanisław Komorowski. Prowadził on negocjacje ze strony MON. - Na naszym szczeblu zakończyłem negocjacje, ostateczna wersja została przedstawiona do akceptacji premierowi - dodał.

Wiceminister nie chciał ujawnić szczegółów porozumienia o statusie amerykańskich wojsk zanim nie poda ich kancelaria premiera, jednak pytany o będącą swego czasu przedmiotem sporu kwestię podległości amerykańskich wojskowych polskiej jurysdykcji, dał do zrozumienia, że "skoro negocjacje zostały zakończone, można się domyślać, że coś osiągnęliśmy".

Umowa o statusie wojsk ma zostać ogłoszona publicznie po akceptacji przez premiera i "lingwistycznym czyszczeniu tekstu".

W sierpniu ub. roku Polska i USA podpisały umowę o umieszczeniu w Polsce elementów systemu obrony przeciwrakietowej mającego chronić terytorium Stanów Zjednoczonych i amerykańskie wojska stacjonujące za granicą. W Polsce miała zostać ulokowana baza 10 rakiet przechwytujących, w Czechach planowano zainstalować radar. We wrześniu bieżącego roku administracja Baracka Obamy ogłosiła rezygnację z planów forsowanych przez rząd George'a W. Busha na rzecz rozmieszczenia w Europie mobilnych naziemnych rakiet SM-3, dotychczas wytwarzanych w wersji morskiej.

W październiku asystent sekretarza stanu USA ds. bezpieczeństwa międzynarodowego Alexander Vershbow zadeklarował w Warszawie, że USA chcą, by Polska była krajem-gospodarzem dla jednego z dwóch naziemnych zestawów rakiet krótkiego i średniego zasięgu SM-3. Już w negocjacjach dotyczących poprzedniej wersji tarczy antyrakietowej strona polska stawiała warunek, by instalacji towarzyszyło wzmocnienie polskiej obrony powietrznej, np. przez włączenie do niej zestawu przeciwrakietowego i przeciwlotniczego Patriot. Po rozmowach z Vershbowem Komorowski zapowiedział, że wkrótce w Polsce będzie stacjonować rotacyjnie bateria Patriot - z rakietami w wersji bojowej, a nie ćwiczebnej, jak wcześniej proponowali Amerykanie - i zostanie ona włączona w polski system obrony powietrznej.

Mimo zawarcia umowy głównej przeciągały się negocjacje dotyczące porozumienia SOFA (Status of Forces Agreement), które regulowałoby status amerykańskiego personelu obsługującego m. in. zestaw Patriot. Rozbieżności dotyczyły regulacji podatkowych i podległości stacjonujących w Polsce Amerykanów polskim sądom w razie naruszenia przez nich polskiego prawa.
(PAP)

"Sygnał od polskiego sejmu dla włoskich obrońców krzyża"

Ponad 2/3 klubu Platformy podpisało się pod projektem uchwały potępiającej wyrok Trybunału w Strasburgu ws. krzyży - dowiedziała się Wirtualna Polska. Wśród sygnatariuszy są m.in. przewodniczący Grzegorz Dolniak, Waldy Dzikowski, Sławomir Nowak oraz minister ds. równego statusu Elżbieta Radziszewska. Głosy wśród posłów PO zbierał poseł Jarosław Gowin. - Włoscy obrońcy krzyża powinni otrzymać czytelny sygnał poparcia ze strony polskiej opinii publicznej, a sejm reprezentuje polskie społeczeństwo - mówił.

Przeczytaj też Katolicy domagają się krzyża w polskim godle, wywiad z ateistą "Drażnią mnie krzyże w szkołach" oraz tekst "Katolicy vs. ateiści: nie damy ruszyć krzyży!"

W sumie zebrano ponad 116 podpisów przedstawicieli klubów PO, PiS, PSL i koła poselskiego Polska Plus (inicjatora uchwały). Jej sygnatariusze stawiają sobie za cel wskazanie, że krzyż to nie tylko symbol religijny, ale także element polskiej tradycji narodowej. "Znak krzyża w sferze publicznej przypomina o gotowości do poświęcenia dla drugiego człowieka i ofiary, wyraża wartości budujące szacunek dla godności każdego człowieka, praw osoby ludzkiej i praw wspólnot" - możemy przeczytać w projekcie, który trafił do laski marszałkowskiej w środę.

W uchwale zawarte są również sformułowania sugerujące, że Trybunał zakazuje obecności krzyży w klasach szkolnych we Włoszech. Nie jest to prawdą, bo orzeczenie jest "unikatowe" - dotyczy konkretnej szkoły i nikt na jego podstawie nie może domagać się ogólnego zakazu wieszania krzyży. - Domaganie się zakazu ogólnego narusza prawa tych osób, które są zainteresowane tym, żeby krzyż był obecny w klasie - mówi Wirtualnej Polsce prof. Artur Nowak-Far, szef Katedry Prawa Europejskiego Szkoły Głównej Handlowej.

Poseł PO Jarosław Gowin, który zbierał głosy poparcia dla uchwały w obronie krzyży wśród posłów Platformy, ma nadzieję, że będzie o niej głośno w całej Europie. - Chciałbym, żeby głos naszego parlamentu zabrzmiał jak najszerzej w Europie, dlatego do rozpropagowania inicjatywy będę namawiał naszych europarlamentarzystów - dodaje.

Gowin orzeczenie Trybunału w Strasburgu uważa za"przejaw nietolerancji i zamach na wolność sumienia". Jak mówi we współczesnej Europie jest wiele przejawów takiej nietolerancji. Jako przykład wymienia skandaliczną - jego zdaniem - decyzję rządu francuskiego zakazującą muzułmankom noszenia czadorów w szkołach. - Tożsamość europejska opierała się na zasadzie pluralizmu. Różnorodność jest ogromnym bogactwem Europy i trzeba ją szanować - mówi poseł PO.

Projekt uchwały potępiającej wyrok Trybunału wsparł również poseł PSL Franciszek Stefaniuk. Z jakiego powodu? - To chyba oczywiste, słowa są tu zbędne. Trybunał podjął decyzję, która godzi w uczucia wszystkich wierzących Polaków. Krzyż to symbol naszej religii i każdy, dlatego ten, kto nosi w sercu uczucia religijne, powinien zabrać taki głos, jak my zabraliśmy - mówi z przekonaniem poseł PSL.

- Ta uchwała to będzie przekaz o tolerancji dla Europy. Jeśli ktoś jest ateistą, to ja jako katolik nie zwracam mu uwagi, nie wywieram żadnej presji na jego przekonania, więc dlaczego, ci którzy są niewierzący mają wywierać presję na ludzi wierzących? Ja tak pojmuję tolerancję. Zdanie jednostki trzeba uszanować, ale jednostka nie może dyktować zdania większości - mówi Stefaniuk.

W opinii Krzysztofa Jurgiela projekt uchwały to inicjatywa zasadna i cenna. - Polska w 966 roku przyjęła chrześcijaństwo, krzyż to element naszej kultury. Krzyże powinny wisieć w miejscach publicznych i nikt z zagranicy nie może dyktować nam, co w Polsce powinniśmy w tym zakresie robić - uważa poseł PiS.

Zapytaliśmy posłów, czy zapoznali się z pisemnym uzasadnieniem wyroku Trybunału (jego treść na razie nie jest dostępna w języku polskim. Jako pierwszy tłumaczenie zamieścił serwis wolnomyślicielski Racjonalista.pl).

- Czytałem jedynie omówienia prasowe, które są wiarygodne - mówi w rozmowie z WP Gowin. - Nie będę się w ogóle do uzasadnienia odnosił, bo to nie jest konieczne - dodaje Jurgiel.

- Nie jest przyjęte w Europie, by parlamenty narodowe podejmowały uchwałę potępiającą wyrok europejskiego sądu - mówi Wirtualnej Polsce specjalista prawa europejskiego prof. Artur Nowak-Far. - To raczej rzadki precedens, który nie będzie miał absolutnie żadnych skutków prawnych. Trybunał nie uwzględni tego głosu - mówi ekspert. Jak dodaje Nowak-Far, informacja na temat uchwały na pewno przebije się do europejskich mediów, co zapewni jej spory rozgłos.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu orzekł na początku listopada, że wieszanie krzyży w klasach to naruszenie "prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami" oraz "wolności religijnej uczniów". Orzeczenie to wydał w związku ze skargą na obecność krzyża, złożoną przez obywatelkę włoską pochodzącą z Finlandii. Ponadto trybunał nakazał państwu włoskiemu wypłatę kobiecie odszkodowania w wysokości 5 tysięcy euro za "straty moralne".

Joanna Stanisławska, Wirtualna Polska
(wp.pl)

Czwartek, 2009-11-19

Sejm uchwalił ustawę hazardową

Sejm przyjął ustawę hazardową. Poparło ją 234 posłów, przeciw było 8, a 177 - głównie z PiS i Lewicy - wstrzymało się od głosu.

Ustawa o grach hazardowych podnosi podatki od hazardu i ogranicza istnienie automatów o niskich wygranych do czasu wygaśnięcia obecnych zezwoleń. Nowe zezwolenia nie będą wydawane, a gra na automatach będzie możliwa tylko w kasynach. Ustawa określa też warunki funkcjonowania kasyn i limit automatów.

W piątek ustawą o grach hazardowych zajmie się senat. Jeśli senatorowie nie wprowadzą do ustawy poprawek, to zostanie ona przekazana do podpisania prezydentowi. Prezydent ma na decyzję 21 dni. Może ustawę podpisać, zawetować lub skierować do Trybunału Konstytucyjnego.

Wcześniej prezydencki minister Paweł Wypych zapowiedział, że prezydent Lech Kaczyński podpisze ustawę hazardową, jeśli będzie ona zgodna z konstytucją, ograniczy dostępność do hazardu, zwłaszcza dla osób niepełnoletnich, ureguluje rynek hazardowy i nie spowoduje, że "znaczna część tego rynku zejdzie do hazardowego podziemia".
(IAR)

Wałęsa: to nie tak miało być

Nie tak wyobrażałem sobie historyczne wybory prezydenta UE. Zamiast przejrzystości i jasnych reguł mamy zakulisowe gry i zamknięte rozmowy. Tak wybranemu prezydentowi trudno będzie o poparcie narodów i pozycję prawdziwego lidera Europy.

Stanowisko prezydenta UE to przede wszystkim symbol, pokazujący, że państwa Unii chcą iść w jednym kierunku pod mądrym, silnym społecznie przywództwem. To podstawowa legitymacja do skutecznego prowadzenia Unii ku przyszłości i rywalizacji z coraz silniejszymi tygrysami z innych kontynentów. Zamiast tego obserwujemy niejasną biurokratyczną grę. Nie zgodzono się nawet na oficjalną prezentację kandydatów, którzy najwyraźniej "chcieliby, a boją się".

Jakim prezydentem może być kandydat, który nie ogłosi swojej chęci, nie powalczy swoją wizją o to przywództwo, bo się boi przegranej i trudnego powrotu do kraju. Nie można być trochę w ciąży. A Unia i kandydaci chyba tak chcą i próbują. Trudno więc o dobry efekt. Nie wróżę tak wybranemu prezydentowi przełomowości jego urzędowania. Będzie to raczej ciche niezauważalne administrowanie biurokratycznym molochem bez wizji i determinacji znajdującej zawsze siłę w społecznym poparciu.

Nie pierwszy to raz Unia ucieka od fundamentalnie demokratycznych zasad funkcjonowania i decydowania. Obserwowaliśmy niedawno gremialne odejście od praktyki referendum. Odbiera się w ten sposób narodom szansę na zabieranie głosu, na angażowanie się w sprawy całego kontynentu. To nie jest dobry sposób na pozbycie się opozycji unijnej. Jeśli ona nie będzie brać udziału w debacie, jeśli nie zaangażujemy szerszych mas do aktywności, to kiedyś i tak eksploduje ta energia społeczna, co odczujemy boleśnie. A przecież okazało się, choćby w przypadku jednego z niewielu w Europie referendów traktatowych w Irlandii, że naród potrafi wyrazić swoją mądrość, dojrzałość i odpowiedzialność, że można przez argumenty i dyskusję przekonać do wizji i do konieczności. Nie trzeba wszystkiego przeprowadzać pokątnie. Unia musi mieć większe zaufanie do mądrości zbiorowej narodów, przy odpowiedzialnym podejściu, przekonywaniu i argumentach.

Chciałbym taką, jak zamknięta zakulisowa procedura wyboru prezydenta UE, spisać na karb przejściowości systemu. Po wejściu koniecznego, chociaż niedoskonałego Traktatu Lizbońskiego, będzie czas na poprawę tych mechanizmów. Będzie czas na powrót do fundamentów Unii: zaangażowania społecznego i demokratycznych narzędzi decydowania. Potrzebna jednak będzie wola i wizja. Także nowego prezydenta Unii, który wybrany nie całkiem demokratycznie będzie jednak potrafił wyjrzeć dalej z okien swojego gabinetu i przypomnieć UE o jej prawdziwych fundamentach.
(wp.pl)

Jest wyrok ws. lekarki pomagającej bezdomnym

Krakowski sąd umorzył sprawę lekarki Ilony Rosiek-Koniecznej, która wypisywała bezpłatne recepty dla bezdomnych. Sąd umorzył sprawę ze względu na znikomą szkodliwość społeczną. Podkreślono fakt, że przemawiała za tym szczera i bezinteresowna chęć oskarżonej niesienia pomocy bezdomnym i najbiedniejszym. Media nazwały lekarkę "Janosikową".

Lekarka była oskarżona o to, że od grudnia 1998 r. do grudnia 1999 r. wystawiła, łamiąc prawo, ponad 2 tys. w pełni refundowanych recept dla inwalidów wojennych. Tym samym doprowadziła NFZ do niekorzystnego rozporządzenia mieniem, wyłudzając ponad 101 tys. zł.

Lekarka przed sądem przyznała się do wypisywania bezdomnym bezpłatnych recept, ale zaprzeczyła, by robiła to w celu wyłudzenia pieniędzy. - Po prostu leczyłam bezdomnych - wyjaśniła. W ostatnim słowie stwierdziła, że wyrok dotyczy nie tylko jej osobiście, ale całej grupy ludzi. - Chodzi o nadzieję dla tych ludzi, że warto im pomóc bez względu na wszystko - mówiła.

"Lekarka nie odniosła żadnych korzyści z procederu"

Ze względu na motywy, jakimi się kierowała, prokuratura wniosła o nadzwyczajne złagodzenie kary i wymierzenie lekarce 2 miesięcy ograniczenia wolności w postaci obowiązku pracy na rzecz Fundacji, w której już działa. Obrońcy chcieli uniewinnienia oskarżonej, podkreślając, że lekarka nie odniosła jakiejkolwiek korzyści. - Ona jest po prostu dobrym człowiekiem. Daje tego dowód całym swoim życiem i to był motyw jej działania - podkreślił mecenas Edward Pabian.

- Na szczęście sąd w tej sprawie nie musiał wybierać, co jest ważniejsze: człowiek czy prawo. To nie jest problem sądu, to jest problem systemowy do rozwiązania. W tym systemie lekarz bardzo często staje przed wyborem, czy pomóc człowiekowi, czy dostosować się do wymogów prawa i tej pomocy odmówić. I lekarz, który wybierze pomoc człowiekowi łamiąc przepisy prawa, musi liczyć się z odpowiedzialnością prawną - stwierdziła w uzasadnieniu wyroku sędzia Małgorzata Bartuzi.

Jak wyjaśniła, sąd w tym przypadku kierował się jednak motywami działania oskarżonej, uznając, iż społeczna szkodliwość jej czynu jest znikoma, a jej chęć pomocy ludziom z miłości do nich jest szczera i autentyczna.

Dla wyroku istotne znaczenie miało również to, że prokurator nie ustalił wysokości szkody, tj. nie wydzielił recept wystawionych dla konkretnych osób, uprawnionych do refundacji, od tych recept, które były przeznaczone dla osób nieuprawnionych.

"Nie miała czasu jeść, mieszkała w strasznych warunkach"

- Oskarżona nierzadko nie miała czasu jeść, mieszkała w warunkach, które dla wielu ludzi byłyby nie do zniesienia, ponieważ zorganizowała w mieszkaniu przytulisko dla bezdomnych, leczyła ludzi za darmo kosztem swoich relacji z córką. Te okoliczności przekonują sąd, że jej motywacja, czyli bezinteresowna chęć pomocy ludziom, jest szczera i autentyczna. I właśnie ta motywacja, w sytuacji, kiedy nie udało się ustalić szkody, przekonała sąd, że to działanie należy określić jako znikomą szkodę społeczną i postępowanie umorzyć - powiedziała sędzia.

"Nie czułam się przestępcą"

- Myślałam, że ten wyrok, który proponowała prokuratura, będzie podtrzymany, bo to było takie wyjście salomonowe z sytuacji. Ale ja się cieszę, że jest to uniewinnienie, bo nie czułam się przestępcą i bycie oskarżonym nie jest miłe. I tak sobie myślę, że chociaż przekroczyłam prawo, to nie byłoby właściwe skazanie mnie - powiedziała oskarżona dziennikarzom po ogłoszeniu wyroku.

- Dziś też są takie trudne sytuacje, że lekarze bez przerwy stoją przed trudnymi problemami. A pacjent nawet nie widzi, że to nie lekarz jest winny - dodała.

Pytana o plany na przyszłość stwierdziła, że "jej życie jest już ustabilizowane". - Ja mam swoją służbę wśród bezdomnych. Marzę, żeby apteki darów jeszcze funkcjonowały, bo ich działalność ma się ku końcowi, a ja na tym bazuję. A moje życie jest cały czas takie samo i będzie takie samo - wyjaśniła, zapowiadając dziękczynną modlitwę do Boga po powrocie do hostelu.

Lekarka wraz z mężem prowadzi obecnie w Krakowie hostel dla bezdomnych, w którym mieszka ok. 30 osób. Wydaje też obiady dla kilkudziesięciu osób. Jej podopieczni korzystają z pomocy lekarskiej, a leki otrzymują z darów.

- To nasza Boża mama. Cieszę się, że Ilonka dalej będzie z nami. Ona mi uratowała życie - płakała po ogłoszeniu wyroku jedna z podopiecznych lekarki Małgorzata Kopacz. - To sprawiedliwy wyrok - mówił inny podopieczny z całej grupy, która towarzyszyła lekarce w sądzie. Wszyscy podopieczni lekarki bili brawo po ogłoszeniu wyroku.

Wyrok jest nieprawomocny. Prokuratura nie podjęła jeszcze decyzji, czy będzie składała odwołanie.
(PAP)

INDEX


Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228