Polonia Winnipegu
 

                            Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu

Przez boje, przez znoje, przez trud-kombatanckie losy
Kazimierz Patalas

INDEX

MARIAN  LISOWSKI

 

 

Marian Lisowski

WSPOMNIENIA
Spisane
w czerwcu 1986

 



Urodziłem się 5-go kwietnia 1919- go roku w Obuchowiczach w powiecie Grodno, województwo białostockie. Przed wojną w wojsku nie służyłem. Pamiętam wejście Sowietów do naszej miejscowości we wrześniu 1939-go roku. Samoloty rosyjskie krążyły i zrzucały ulotki, że nas wyzwalają z jarzma "pańskiej" Polski. W naszym mieście było około 50% Polaków i 50% Białorusinów. Tworzyły się na początku komitety witające "oswobodzicieli".Zmuszano moją ciocię, aby zrywała kwiaty na swoim ogródku i rzucała je podnogi wmaszerowujących żołnierzy. Już po dwóch tygodniach Białorusini żalili sięnam, że jednak "za Polski było nam lepiej".

Ogłoszono pobór do Czerwonej Armii. Wszyscy płakali. Załadowali nas na wagony towarowe i powieźli na wschód, do Baku na Kaukazie. W jednym tylko budynku w koszarach było nas 86-ciu Polakow z województwa białostockiego. Była to szkoła oficerska artylerii przeciw lotniczej, a my mieliśmy pełnić rolę obsługi. Przydzielili mnie do szkoły kierowców samochodowych. Szkoła trwała
6 miesięcy. Nie znałem dostatecznie języka rosyjskiego, więc notowałem sobie instrukcje w języku polskim. Dzięki temu systemowi zdałem kurs na 95%. Również pozostali Polacy zdawali egzaminy znacznie lepiej, niż miejscowi.


W pierwszy dzień wojny z Niemcami zebrano nas wszystkich Polaków i wysłano do przejściowego obozu, a potem do Gruzji. Chodziły słuchy, że chcą zorganizować armię polską do walki z Niemcami. Podobno pierwsze próby nie okazały się pomyślne, bo wielu Polaków uciekało do Niemców. Rosjanie zmienili plany i przekazali nas do roboczych batalionów.


Dowiedzieliśmy się, o tworzeniu się polskiej armi na południu Rosji. Chcieliśmy się tam dostać, ale nie pozwalali.


Grupę kierowców odesłano znów do Baku. Przewieziono nas łodziami na małą wysepkę na południe od Baku. Budowali tam jakieś specjalne urządzenia obronne i magazyny na słodką wodę. Chłopcy nie mogli wytrzymać głodu i warunków pracy. Wielu naszych pomarło tam z niedożywienia i bardzo ciężkiej pracy. Bywały wypadki samobójstw. Byłem tam 6 miesięcy.


Wywieźli nas następnie do Armenii pod samą granicę turecką. Nasza grupa 7-miu kolegów planowała uciekać do Turcji. W ostatniej chwili ostrzeżono nas, że Turcy oddają zbiegów Sowietom. W tej sytuacji zrezygnowaliśmy z ucieczki. Uparcie dopytywaliśmy się o możliwość wstąpienia do polskiej armii. Namawiano nas bez przerwy do zapisywania się na listę białoruską i do klubów młodych
komsomolców. Niektórzy ulegli namowom. Opierałem się skutecznie.


Sprawa polskiej armii dojrzała. Zrobili spis wszystkich obywateli polskich i mieliśmy wyjechać do organizujących się oddziałów. Wtedy wszyscy, którzy dali się zbałamucić i zapisać na listę białoruską, rwali sobie włosy z rozpaczy. Nas odwieźli do Guzaru w centralnej Azji i przekazali już polskim władzom wojskowym. Był tam jeden z punktów zbornych. Klimat był nie do zniesienia.
Rozszalały się choroby zakaźne, tyfus plamisty, brzuszny, dezynteria. Ludzie marli jak muchy. Dochodziło do tego, że nie było zdrowych ludzi do kopania grobów dla zmarłych.


Dostałem przydział do batalionu łączności. Wreszcie nastąpił oczekiwany przez wszystkich wyjazd do Persji, do Pahlavi. Karmili nas tłustą baraniną. Wielu pochorowało się z przejedzenia. Organizm nie znosił takich gwałtownych przeskoków z warunków głodu do obfitości jedzenia. Nastąpiło odwszawianie, palenie starych mundurów, golenie owłosienia. Dostaliśmy nowiuteńkie mundury angielskie i przydział do pułku ułanów. Wynajęto kierowców i ciężarówki
miejscowe, które miały nas przewozić do Iraku. Na krętych i stromych
drogach górskich było wiele wypadków. Brakowało kierowców dlatego miałem pełne ręce roboty. Na gwałt szkolono nowych, młodych kierowców. Przeniesiono nas do Quizil Ribat. Stacjonowały tam oddziały kobiece, t.zw."Pestki". Służyły w łączności i transporcie. Dostaliśmy olbrzymią ilość sprzętu do przewozu.

Z Iraku, kołową drogą, przerzucono nas do Palestyny. Droga była bardzo monotonna i trzeba się było pilnowac, by nie zasnąć. W dalszym ciągu prowadzono akcję odkarmiania wycieńczonych organizmów po przejściach w Rosji.


Generał Anders miał szczególny sentyment do Pułku Ułanów Podolskich. Wyposazono nas obficie w sprzęt. Załadowano na statki i popłynęliśmy do Aleksandrii. Transporty były mieszane, składały sie z różnych rodzajów broni. Był to angielski system, polegający na założeniu, że gdy statek zostanie storpedowany, jednostka nie przestaje istnieć. Do każdego pojazdu był przeznaczony jeden kierowca. Spaliśmy na pokładzie. Pierwszy wyładunek nastąpił w Taranto we Włoszech. Weszliśmy do akcji natychmiat po wylądowaniu. Braliśmy czynny udział w patrolach. W bitwie pod Monte Cassino nasz 12-ty Pułk Ułanów Podolskich miał zaszczyt zatknąć proporczyk na ruinach zdobytego klasztoru.


Po zdobyciu Monte Cassino przesunięto nas pod Piedimonte. Pułk został spieszony. Wielu kierowców zginęło i trudno nam było obsłużyć cały pozostały sprzęt. Musieliśmy wracać po nastepną serię pojazdów. W czasie akcji na Monte Cassino byłem przydzielony do szwadronu dowodzenia. Wiele razy woziłem dowódcę pułku. Był nim pułkownik Fudakowski, bardzo lubiany przez żołnierzy. Innym dowódcą był pułkownik Florkowski, świetny gospodarz. Dbał o to, żeby jego ułani byli zawsze dobrze najedzeni. Akcja przeniosła się nad
Adriatyk, pod Bolonię. Zajmowaliśmy kolejne miasteczka, przeprawialiśmy się przez zaminowane rzeki.


Skończyła sie wojna. Mimo to dalej prowadziliśmy ćwiczenia, szkolenia kierowców. Często sie zdarzało, że ułan był instruktorem i uczył oficerów prowadzić pojazdy mechaniczne. Smutnym wydarzeniem było zdawanie sprzętu. Żołnierz przywiązywał się do niego, czyścił, utrzymywał w stanie najlepszej
sprawności. Nic więc dziwnego, że gdy nadszedł moment pożegnania się z nim, łzy stawały w niejednych oczach, gdy olbrzymie buldożery zgniatały te wypieszczone pojazdy . Zdawaliśmy sprzęt w Tingoli. Taka była logika wojny. Żołnierz bez sprzętu czuł się zupełnie zagubiony.


Wyjechaliśmy z Tingoli do Anglii. Nie miałem żadnych wahań w sprawie ewentualnego powrotu do Kraju. Ci wszyscy, którzy przeszli przez Rosję, nie mieli złudzeń. Nie znałem ani jednego, który by, po doświadczeniach rosyjskich, chciał wracać. Przechodziliśmy przez komisje, kwalifikujące na wyjazd do Kanady. Zwracano uwagę na stan cywilny (żonatych nie kwalifikowano), stan fizyczny oraz na elementarną znajomość rolnictwa, łącznie z umiejętnością dojenia krów. Dostałem przydział do Winnipegu w Manitobie. Jeszcze w Anglii
przyczepiono mi na płaszczu wojskowym karteczkę z tym przydziałem.
Musze przyznać, że było mi wtedy zupełnie obojętnie, dokąd pojadę. Przywykliśmy, ze nas jako wojsko, przerzucano stale z miejsca na miejsce. Wypłyneliśmy więc z Southampton do Halifax w Kanadzie. Załadowali nas do pociągu. Pierwsze wrażenie jakie pamiętam, było uczucie zimna. Spoglądając przez okno widziało się tylko śnieg i biel. A było to już 25-go maja 1947-go roku. Dotarliśmy do Winnipeg. Przywitała nas serdecznie miejscowa Polonia oraz kanadyjskie wojsko, które przewiozło nas do Osborn Barracks. Zaraz po przyjeździe braliśmy udział w defiladzie. Pamiętam rzęsiste oklaski, które
towarzyszyły nam w przemarszu na Portage Avenue.


Po tygodniu wyjechaliśmy do Emerson do pracy na plantacje buraków. Zajęliśmy baraki pozostałe po jeńcach niemieckich. Nasza grupą kierował Kazimierz Klimaszewski. Znał dobrze język i był naszym tłumaczem. Trafiliśmy na złą pogodę. Deszcze padały bardzo często. Niewiele zarobilismy na tych burakach. W dzień wypłaty wezwano mnie do urzędnika. Powiedział: "Ty byłeś dobrym
robotnikiem, bo jesteś nam winien tylko jednego dolara. Inni mają znacznie więcej długu!". Po zakończeniu prac przy burakach, przyjeżdżali farmerzy i zatrudniali nas przy pracach żniwnych. Trafiliśmy z dwoma innymi kolegami na bardzo porządną rodzinę. Farma była starannie prowadzona i obchodzono sie z nami jak z ludźmi. Zarabiałem na traktorze po 7 dolarów na dzień. Dobrze się pracowało, tylko bardzo nam dokuczały komary. Jesienią wróciliśmy do buraków. Tym razem pracowaliśmy przy wykopkach. Płacili nam na akord od
wykopanej tony i pracując ciężko, można było zarobić więcej niż przy przecinkach.


Przekazali mnie potem do pracy na farmie w miejscowości McGregor w Manitobie. Farmer nie chciał nam płacić więcej niż wynosiła minimalna stawka ustalona przez rząd - 40 dolarów namiesiąc. Po miesiącu pracy na traktorze, po 14 godzin dziennie, zdecydowałem się opuścić farmę. W Urzędzie Pracy przydzielili mnie do pracy w elewatorach zbożowych w "Grain Company".
Otrzymywaliśmy tutaj już 60 centów za godzinę, ale praca była bardzo
ciężka. Przepracowałem tu jednak do końca kontraktu. Zdrowie zaczęło mi niedomagać. Rozchorowałem się od nadmiaru kurzu w elewatorze. Zdecydowałem się zmienić prace. Poszedłem na kurs fryzjerski. Skończyłem go i w 1954-ym roku dostałem pracę. W tym zawodzie przepracowałem 20 lat. Po zlikwidowaniu zakładu fryzjerskiego, w którym pracowałem, zdecydowałem się zmienić pracę. Wraz z dwoma innymi kolegami zacząłem pracować w "Maintenance and Engineering".


W wieku 40-tu lat zdecydowałem sie ożenić. Kupiliśmy pierwszy domek, który wymieniliśmy po czterech latach na drugi domek, w którym mieszkamy do dzisiaj. Przez ostatnich 12 lat pracowałem przy sprzątaniu na Uniwersytecie i tam wypracowałem sobie emeryturę. Tak sie złożyło, że przeszedłem na emeryture w roku, w którym przypadła 40-letnia rocznica bitwy pod Monte Cassino. Zdecydowałem sie pojechać i odwiedzić stare miejsca. Zastałem duże
zmiany. Włosi bardzo ładnie odbudowali swój kraj po zniszczeniach wojennych. Wszędzie widzi się piękne autostrady, hotele, motele. Miasteczko Monte Cassino zostało również odbudowane i nie mogłem nawet znaleźć znanych mi miejsc. Jedynie maki pozostały te same. Przywiozłem wiązankę zasuszonych czerwonych maków.


Do SPK należałem od pierwszego dnia. Wstąpiłem do organizacji jeszcze we Włoszech w Tingoli. Pracując na farmach utrzymywaliśmy częsty kontakt z organizacją. Otrzymywaliśmy również tygodnik "CZAS". Miałem krótką przerwę z powodu choroby. Odnowiłem członkostwo w 1956-ym roku i należę do dziś. Od wielu lat służę w poczcie sztandarowym, zarówno w okazjach wesołych jak i smutnych, gdy odprowadzamy na cmentarz zmarłych kolegów. Jestem z życia zadowolony, mam finansowo zapewnioną starość i z optymizmem patrzę w przyszłość.

  INDEX



Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

 

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228