Polonia Winnipegu
 Numer 113

11 lutego 2010      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu

INDEX

Powrót..

FAKTY ZE ŚWIATA

Środa, 2010-02-10

Kosmiczne spotkanie na orbicie okołoziemskiej

Załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (MSK) i amerykańskiego wahadłowca Endeavour spotkały się na orbicie okołoziemskiej. Jako pierwszy do MSK przez luki przejściowe dotarł dowódca Endeavoura George Zamka, a za nim pozostali członkowie załogi.

Połączenie Endeavoura i MSK odbyło się zgodnie z planem i przeprowadzone zostało dzięki ręcznym manewrom. Operacją połączenia obu obiektów kierował 47-letni pułkownik marynarki wojennej USA George Zamka. Astronauta ten ma polskie korzenie i zabrał na pokład promu kosmicznego kopię rękopisu Preludium A-dur op. 28 nr 7 Chopina, a także płytę z koncertem Karola Radziwonowicza i Orkiestry Sinfonia Viva utworzonej przez studentów i absolwentów Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie.

Po połączeniu MSK z Endeavourem na orbicie okołoziemskiej utworzono tymczasowy zespół kosmiczny z 11-osobową załogą, w której skład wchodzą przedstawiciele USA, Rosji i Japonii.

Wahadłowiec przywiózł na stację moduł Tranquility oraz kopułę obserwacyjną. Moduł jest skupiskiem aparatury, zapewniającej astronautom normalne warunki życiowe, m.in. urządzenia do oczyszczania powietrza z dwutlenku węgla i produkcji tlenu oraz do przetwarzania moczu, a także dodatkową toaletę.

Dzięki siedmiookiennej kopule załoga MSK będzie miała rozległy widok na stację i jej otoczenie oraz możliwość wizualnej kontroli prac wykonywanych zdalnie sterowanym wysięgnikiem. Centralny iluminator kopuły o średnicy 79 centymetrów jest największym oknem, zainstalowanym w aparacie kosmicznym.

Astronauci z Endeavora trzykrotnie będą wychodzić w otwartą przestrzeń kosmiczną. Misja wahadłowca - z 6-osobową załogą - przewidziana jest na 12 dni i 18 godzin, a lądowanie powinno nastąpić 19 lutego. Załogę stanowią wyłącznie obywatele USA, w tym jedna kobieta.
(PAP)

"Wybory na Ukrainie zostały sfałszowane"

Druga tura wyborów prezydenckich na Ukrainie została sfałszowana na rzecz Wiktora Janukowycza - oświadczył Ołeksandr Turczynow, szef sztabu wyborczego rywalki Janukowycza, Julii Tymoszenko. Janukowycz, zwycięzca niedzielnych wyborów prezydenckich - według nieoficjalnych wyników głosowania - wezwał swą konkurentkę Julię Tymoszenko do ustąpienia ze stanowiska premiera i zwrócił się do rodaków już jako prezydent.

Wiktor Janukowycz, zwycięzca wyborów prezydenckich na Ukrainie, po objęciu urzędu szefa państwa spotka się z przywódcami Rosji, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, najpierw jednak chce, by jego konkurentka, premier Julia Tymoszenko, ustąpiła ze stanowiska.

"Oficjalnie zwracam się do premier: proszę podać się do dymisji i przejść do opozycji. Członków koalicji wzywam do ogłoszenia jej rozwiązania, bym mógł rozpocząć rozmowy z klubami parlamentarnymi o formowaniu nowego rządu" - napisał Janukowycz w odezwie do narodu opublikowanej przez Partię Regionów, na czele której stoi.

Choć Centralna Komisja Wyborcza opublikowała na razie nieoficjalne wyniki niedzielnej, drugiej tury wyborów, Janukowycz zwrócił się do obywateli Ukrainy już jako prezydent.

"Jako nowy prezydent uważam, że zadanie odrodzenia Ukrainy można zrealizować. (...) Zjednoczę Ukrainę, wprowadzę porządek we władzach, dam każdemu Ukraińcowi możliwość życia i pracowania w stabilnym państwie, które jest szanowane i przez sąsiadów i przez cały świat!" - napisał.

Janukowycz obiecał reformy i rozwój, które przyniosą Ukrainie dobrobyt, zaś partnerów zagranicznych zapewnił, iż Kijów będzie rozwijać z nimi równoprawne relacje.

"Szanujemy niepodległość i jedność terytorialną wszystkich naszych partnerów i liczymy, że ich stosunek do nas będzie taki sam" - czytamy w odezwie. Janukowycz zadeklarował jednocześnie, że po objęciu urzędu prezydenta będzie chciał się spotkać się z przywódcami Rosji, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

"Potrzebujemy pomocy z Zachodu i Wschodu dla stabilizacji sytuacji gospodarczej oraz restrukturyzacji zobowiązań finansowych. (...) Priorytetem będą dla nas stosunki z Rosją oraz Wspólnotą Niepodległych Państw. Nasze kraje połączone są ścisłymi więzami gospodarczymi, kulturalnymi oraz historią" - zaznaczył Janukowycz.

"Wybory na Ukrainie zostały sfałszowane"

"Oświadczam, że w trakcie drugiej tury wyborów prezydenta Ukrainy doszło do fałszerstw, które w istotny sposób wpłynęły na wynik głosowania i pozwalają wątpić w jego ostateczny rezultat" - czytamy w udostępnionym mediom oświadczeniu Ołeksandra Turczynowa, szefa sztabu wyborczego Julii Tymoszenko.

- Przekazaliśmy Centralnej Komisji Wyborczej (CKW) dokumenty z wnioskiem o ponowne przeliczenie głosów w ponad 900 lokalach wyborczych - powiedział Turczynow.

Bliski współpracownik Tymoszenko wyjaśnił, iż na ślady fałszerstw wyborczych sztab Tymoszenko trafił w lokalach wyborczych na południu i wschodzie Ukrainy, gdzie pozycja Janukowycza jest najsilniejsza.

Jak relacjonował, po ponownym przeliczeniu głosów w jednym z lokali wyborczych w mieście Kercz okazało się, iż dane przekazane do CKW wykazują o 8% głosów więcej dla Janukowycza, niż było w rzeczywistości.

- Następnie udało się nam wywalczyć ponowne liczenie głosów w jeszcze sześciu lokalach. We wszystkich przypadkach miały miejsce podobne fałszerstwa na korzyść kandydata Janukowycza. Jego przedstawiciele w odpowiedzi zablokowali możliwość ponownego podliczenia głosów w innych lokalach wyborczych - mówił Turczynow.

- Fakty te pozwalają nam mówić o systematycznym i masowym charakterze podobnych naruszeń - podkreślił szef sztabu wyborczego Tymoszenko.

"Milczenie Tymoszenko to milczenie lwicy, która szykuje się do skoku"

Ukraińscy komentatorzy prognozują, że pani premier, która od dnia wyborów nie pojawiła się publicznie, prawdopodobnie nie pogodzi się z porażką. Jej otoczenie twierdzi, że wyniki wyborów mogą być zaskarżone w sądach.

- Milczenie Tymoszenko nie jest milczeniem jagnięcia. Jest to milczenie lwicy, która szykuje się do skoku, by bronić swych interesów - ocenił ukraiński politolog Wołodymyr Fesenko.

W środę, po przeliczeniu głosów ze wszystkich lokali wyborczych, CKW w Kijowie poinformowała, że w niedzielnych wyborach Janukowycz uzyskał 48,95% głosów. Jego konkurentka otrzymała 45,47% poparcia. Wyniki te nie są jeszcze oficjalne.
(PAP)

Andrzej Wajda króluje we Francji


W obecności Andrzeja Wajdy rozpoczęła się retrospektywa jego twórczości w Filmotece Narodowej w Paryżu. Pierwszego wieczoru paryscy widzowie obejrzeli film "Tatarak", który za tydzień wejdzie do francuskich kin.

Jak podkreśla główny organizator cyklu paryska Filmoteka Narodowa, to pierwszy we Francji przegląd niemal całego dorobku Andrzeja Wajdy. Do 21 marca paryscy widzowie będą mogli zobaczyć ponad 40 jego filmów fabularnych, a także kilka zrealizowanych przez niego dokumentów.

W szczelnie wypełnionej sali Filmoteki wyświetlono najnowszy film polskiego reżysera "Tatarak", wyróżniony w ubiegłym roku na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie - Berlinale nagrodą im. Alfreda Bauera. Obraz ten od 17 lutego będzie wyświetlany we francuskich kinach.

Specjalny pokaz otworzyli znany reżyser i prezes Filmoteki Narodowej Costa-Gavras oraz ambasador RP w Paryżu Tomasz Orłowski. Po nich głos zabrał sam Andrzej Wajda. - Nigdy się nie spodziewałem, że po tylu latach będę mógł pokazać moje filmy we francuskiej Filmotece Narodowej - powiedział. Przypomniał o swoich związkach z Francją i wyróżnieniach dla jego filmów na festiwalu w Cannes. - Tu się zaczęła moja kariera, dzięki Francji świat zwrócił na mnie uwagę - zaznaczył, poprawiając się po chwili: "świat to może za dużo, raczej Europa", co wzbudziło na sali śmiech.

Mówiąc o swoim ostatnim dziele, "Tataraku", Wajda zauważył, że był to dla niego szczególnie osobisty film. - Robiąc go poczułem się człowiekiem, który może zrobić coś niespodziewanego dla siebie samego. Cieszę się, że się na to odważyłem - dodał, nawiązując do wątku "Tataraku", złożonego z autobiograficznych wyznań Krystyny Jandy po nagłej śmierci jej męża Edwarda Kłosińskiego. - Oceńcie sami, czy wolno robić takie rzeczy w filmie - zwrócił się do widzów, zapraszając ich na pokaz.

Po projekcji publiczność zgotowała polskiemu reżyserowi gorącą owację.

Główny twórca programu przeglądu Jean-Francois Rauger z francuskiej Filmoteki Narodowej powiedział, że chciałby przyciągnąć na filmy Wajdy także młodych francuskich widzów. - To prawda, że począwszy od lat 80. Wajda jest we Francji nieco zapomniany. Ale ostatnio znowu zaczęło być o nim głośno najpierw z powodu "Katynia" , a potem po sukcesie "Tataraku" na Berlinale w ubiegłym roku - podkreślił Rauger. W jego opinii Francuzi, którzy jeszcze nie znają twórczości Wajdy, mogą odnaleźć w jego filmach wiele interesujących ich tematów, jak np. analizę komunistycznej dyktatury, relacje niezależnych artystów i władzy czy problem społecznej pamięci o czasach wojny.

W czasie półtoramiesięcznego cyklu oprócz klasycznych już pozycji polskiego reżysera - w tym "Kanału", "Ziemi obiecanej", "Człowieka z żelaza", "Panien z Wilka" - w Paryżu pokazane zostaną inne, dużo mniej znane filmy. Wśród nich znajdą się francuskie "Biesy" z 1988 roku (według powieści Fiodora Dostojewskiego z rolą Isabelle Huppert), niemiecko-francuska "Miłość w Niemczech" z 1983 roku i "Smuga cienia" z 1976 roku. Dla znawców twórczości polskiego reżysera dużą atrakcją będzie pokaz krótkometrażowej etiudy studenckiej Wajdy z łódzkiej filmówki - 6-minutowego "Złego chłopca" z 1951 roku.

Swój udział w paryskich projekcjach zapowiedziały francuskie osobistości: kompozytor muzyki filmowej Michel Legrand i reżyser Costa-Gavras, a także polscy aktorzy Wajdy: Andrzej Seweryn i Wojciech Pszoniak. Ten ostatni ma prezentować w ramach przeglądu film "Korczak", w którym sam zagrał tytułową rolę.

Współorganizatorem retrospektywy, obok paryskiej Filmoteki Narodowej, jest Instytut Polski w Paryżu.
(PAP)

Wtorek, 2010-02-09

Pierwsza Dama chce rozruszać dzieci

Pierwsza Dama USA Michelle Obama oficjalnie rozpoczęła ogólnokrajową kampanię "Let's Move" (Ruszajmy się), której celem jest walka z otyłością amerykańskich dzieci.

- Jedno na troje dzieci cierpi na nadwagę lub jest otyłe, a na leczenie chorób wywołanych otyłością wydajemy 150 mld dolarów rocznie - powiedziała Michelle Obama w wywiadzie w programie "Good Morning America" telewizji ABC.

Program "Let's Move" ma promować zdrowy tryb życia wśród dzieci i ich rodziców, oparty na większej aktywności fizycznej i odpowiednim sposobie odżywiania, zalecanym przez dietetyków.

Jedną z propozycji jest wyeliminowanie ze sprzedaży w amerykańskich sklepikach szkolnych wysokokalorycznych produktów, takich jak słodzone napoje gazowane, słodycze czy chipsy, i zastąpienie ich zdrowymi odpowiednikami.

Pierwsza Dama USA wyraziła opinię, że sama inicjatywa rządu federalnego w walce z otyłością nie wystarczy. - Potrzebne jest tu zaangażowanie wszystkich zainteresowanych stron - dodała.

Prezydent Barack Obama podpisał memorandum w sprawie utworzenia pierwszej rządowej instytucji do walki z otyłością dzieci w USA. W jej skład wejdą przedstawiciele kilku ministerstw: rolnictwa, zdrowia i opieki społecznej oraz edukacji.

- To olbrzymia obietnica poprawy zdrowia naszych dzieci - powiedział prezydent, który wsparł kampanię walki z otyłością zainicjowaną przez żonę.

Obama planuje także przywrócenie ustawy o zdrowym dożywianiu dzieci w szkołach (Child Nutrition Act), w ramach której na ten cel przeznaczano by przez 10 lat miliard dolarów rocznie. Ustawa, dzięki której 31 mln dzieci skorzystało w szkołach z dofinansowanych przez państwo posiłków, wygasa z końcem września bieżącego roku.

Ważnym elementem walki z otyłością amerykańskich dzieci jest także stworzenie im odpowiednich warunków do większej aktywności fizycznej.

- Moje dzieci muszą się ruszać. Nie mogą siedzieć przed telewizorem - powiedziała Pierwsza Dama Ameryki, matka 11-letniej Malii i 8-letniej Sashy. - Musimy zachęcać je do uprawienia sportów - dodała.

Ogólnokrajową kampanię "Let's Move" poparło 40 największych producentów żywności, którzy już wprowadzili na amerykański rynek około 10 tys. produktów niskosłodzonych i o obniżonej zawartości tłuszczu.

Z ostatnich danych Ośrodka Zwalczania Chorób Zakaźnych (CDC) w Atlancie wynika, że 32% amerykańskich dzieci w wieku od 2 do 19 lat ma nadwagę lub cierpi na otyłość. Wskaźniki te są jeszcze wyższe wśród czarnoskórych i dzieci pochodzenia latynoskiego.

Według najnowszych badań Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego otyłość jest najpowszechniej występującym problemem zdrowotnym wieku dziecięcego, wraz z nią rośnie ryzyko wystąpienia wśród dzieci cukrzycy typu II, nadciśnienia tętniczego czy problemów ze snem.
(PAP)

Józef Światło żył o 20 lat dłużej, niż przypuszczano

Prawie 20 lat dłużej niż przypuszczano żył Józef Światło - stalinowski śledczy Urzędu Bezpieczeństwa, który w 1953 roku uciekł do USA. Jak się okazuje zmarł on we wrześniu 1994 roku, a nie jak dotychczas podawano - w 1975.

Do tej pory uważano, że Światło zmarł w 1975 roku, 22 lata po swej ucieczce. Gdy decydował się na nią, był zastępcą Anatola Fejgina - dyrektora Departamentu X Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zajmującego się "dbaniem o czystość" szeregów partyjnych.

Bojąc się, że po śmierci Stalina zostanie osądzony, Światło "wybrał wolność" w grudniu 1953 roku w Berlinie Zachodnim. Oddał się tam w ręce Amerykanów i został natychmiast wywieziony za ocean, gdzie udzielono mu azylu. Światło zdradził wiele tajemnic komunistycznego reżimu. Rewelacje te ujawnił następnie podczas słynnych audycji Radia Wolna Europa z cyklu "Za kulisami bezpieki i partii".

O życiu Światły w USA i jego fałszywej tożsamości wiadomo niewiele. Podobno używał nazwiska panieńskiego matki (Wieseltur) i osiadł na farmie, gdzie hodował ukochane zwierzęta. Ostatni potwierdzony kontakt ze światem miał w połowie lat 60., gdy Radio Wolna Europa chciało u niego zamówić tekst. Potem trop się urywał.

Najczęściej mówiło się, że zmarł w 1975 roku. Według innej wersji zginął w wypadku samochodowym pod koniec lat 60. Mogły to być dezinformacje chroniących go amerykańskich służb specjalnych.

IPN, szukający od lat stalinowskiego zbrodniarza, dostał z amerykańskiego departamentu sprawiedliwości lakoniczną informację, że Światło zmarł 2 września 1994 roku na terenie Stanów Zjednoczonych - podaje RMF FM, który dotarł do tej informacji.

Katowicki IPN bada bezprawne aresztowania Polaków i ich wywóz do obozów pracy, za które odpowiedzialny był Światło.
(IAR)

Miedwiediew pogratulował Janukowyczowi

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew w rozmowie telefonicznej pogratulował Wiktorowi Janukowyczowi sukcesu odniesionego w wyborach prezydenckich na Ukrainie - poinformowała służba prasowa Kremla.

Nie podała ona, kiedy doszło do tej rozmowy.

Przekazała tylko, że Miedwiediew pogratulował także Janukowyczowi kampanii wyborczej, która - jak zauważył - zyskała wysoką ocenę ze strony obserwatorów międzynarodowych.

W czasie poprzednich wyborów prezydenckich na Ukrainie - w 2004 roku - ówczesny rosyjski prezydent Władimir Putin dwukrotnie gratulował Janukowyczowi zwycięstwa. Ostatecznie prezydentem został jednak Wiktor Juszczenko, którego do władzy wyniosła pomarańczowa rewolucja. Była ona odpowiedzią na sfałszowanie wyników wyborów przez obóz Janukowycza.
Jerzy Malczyk (PAP)

Poniedziałek, 2010-02-08

Stolica USA sparaliżowana; zamknięte szkoły i urzędy

Waszyngton powoli odgrzebuje się spod śniegu po "historycznej" śnieżycy, a tymczasem synoptycy zapowiadają nowy atak zimy już we wtorek. Rząd federalny, największy pracodawca w stolicy USA, ogłosił poniedziałek dniem wolnym od pracy. Około 230 000 pracowników administracji zajmowało się głównie odkopywaniem swoich samochodów i usuwaniem śniegu sprzed domów.

Zamknięte były wszystkie szkoły oraz wiele sklepów i zakładów usługowych. Na pokrytym śniegiem Mallu - wielkim placu-skwerze przed Kapitolem - widać było narciarzy na biegówkach i dzieci jeżdżące na sankach.

Od niedzieli ponad 100 tysięcy mieszkańców wielkiego Waszyngtonu pozbawionych jest prądu elektrycznego wskutek awarii spowodowanych śnieżycą. Metro kursuje tylko pod ziemią - wstrzymano pociągi na zasypanych śniegiem odcinkach naziemnych. Odwołano także część autobusów.

Na międzynarodowym lotnisku Dulles przywrócono tylko część lotów - spadło tam pół metra śniegu. Nadal nie startują ani nie lądują samoloty z krajowego lotniska im. Reagana.

Tymczasem meteorolodzy zapowiadają, że we wtorek znowu spadnie śnieg - przewiduje się, że nagromadzić się może do 30 cm.

Śnieżyca w sobotę była największą na wschodnim wybrzeżu USA od 90 lat. Amerykańska Krajowa Służba Pogodowa nazwała ją historyczną. Pod ciężarem śniegu zawaliło się wiele dachów i drzew, które zatarasowały drogę samochodom.
(PAP)

"Ameryka upadnie jak szlachecka Polska"

Publicysta i laureat Nagrody Nobla z ekonomii Paul Krugman dostrzega analogię między Sejmem w szlacheckiej Polsce a Senatem USA, przepowiadając półżartem upadek Ameryki.

Paul Krugman pisze w gazecie "New York Times" o regułach proceduralnych w Senacie, które umożliwiają pojedynczym senatorom blokowanie nominacji do rządu po to, by wytargować dla swego stanu korzystne inwestycje albo fundusze.

Senator z Partii Republikańskiej (GOP) Christopher Bond użył tych reguł, aby zmusić rząd i zdominowany przez Demokratów Kongres do zaaprobowania projektu budowlanego w Kansas City w jego macierzystym stanie Kansas.

Bond przez dziewięć miesięcy blokował w tym celu nominację szefa General Services Administration, agencji federalnej, która zajmuje się budynkami i zakupami rządowymi.

Ostatnio inny senator republikański Richard Shelby zablokował w ten sposób wszystkie 70 nominacji na stanowiska nie obsadzone jeszcze przez administrację prezydenta Baracka Obamy.

Shelby domaga się zgody administracji i Kongresu na powstanie centrum antyterrorystycznego w swoim stanie Alabama i kontraktu na budowę tankowca.

Krugman zwraca uwagę, że w przeszłości senatorowie rzadko korzystali ze wspomnianej możliwości blokowania posunięć rządu. Obecnie jednak życie polityczne w USA jest dużo bardziej spolaryzowane i będąca w opozycji GOP - jak twierdzi autor - robi wszystko, aby utrudnić pracę ekipie Obamy. Efektem - kontynuuje - jest paraliż procesu legislacyjnego, który uniemożliwia przeprowadzenie ważnych reform.

Noblista przywołuje przykład polskiego Sejmu w XVII i XVIII wieku, który - jak przypomina - był unieruchomiony przez liberum veto, co doprowadziło do upadku Polski. Podobny los - dodaje półżartem - grozi Ameryce z powodu samowoli senatorów.

"Jesteśmy sparaliżowani przez procedurę. Zamiast powtórki zmierzchu i upadku Cesarstwa Rzymskiego, powtarzamy rozpad XVIII-wiecznej Polski" - pisze prowokacyjnie.

Przypominając, że po rozbiorze Polski powstał Mazurek Dąbrowskiego zaczynający się od słów: "Jeszcze Polska nie zginęła", autor konkluduje: "Cóż, Ameryka jeszcze nie zginęła, ale Senat nad tym pracuje".
(PAP)

Milicja siłą wyrzuciła Polaków z ich Domu na Białorusi

- Władze białoruskie przejęły siłą Dom Polski w Iwieńcu i wyprowadzono stamtąd działaczy Związku Polaków na Białorusi lojalnego wobec Andżeliki Borys - powiedział działacz ZPB Andrzej Poczobut.

- Białoruskie władze przejęły siłą w całości Dom Polski. Siłą wyciągnięto osoby z naszego związku, które były wewnątrz budynku - po prostu za ręce. Użyto przemocy wobec starszych osób, bo w trakcie dnia pracy mogli tam być tylko emeryci. Teraz budynek w całości jest pod kontrolą białoruskich władz - oświadczył Poczobut.

Wcześniej Poczobut powiedział, że w drodze do Iwieńca został zatrzymany przez milicję drogową w okolicach miejscowości Skidel i, że milicja zarzuciła kierowcy samochodu, iż ma podrobione prawo jazdy.

Według Poczobuta, który powoływał się na informacje od osób znajdujących się przed Domem Polskim, białoruska milicja wkroczyła do Domu Polskiego w towarzystwie komorników. Telewizja Biełsat informowała zaś, że milicjanci działali na podstawie nakazu sądowego.

21 stycznia w Domu Polskim w Iwieńcu odbyło się zebranie ZPB, na które przyjechali działacze z kręgu Andżeliki Borys, nieuznawanej przez oficjalny Mińsk za prezesa organizacji. Zebranie zwołano w reakcji na decyzję uznawanego przez władze białoruskie kierownictwa ZPB, które odwołało Teresę Sobol, będącą też dyrektorką Domu Polskiego, z funkcji szefowej iwienieckiego oddziału. Zdaniem działaczy ZPB popierających Borys, chodziło o przejęcie Domu Polskiego - jednego z trzech, które pozostawały w ich rękach.

Białoruskie władze nie uznają za szefową ZPB Andżeliki Borys. Dla Mińska legalne są władze Związku Polaków kierowane obecnie przez Stanisława Siemaszkę, a wcześniej przez Józefa Łucznika, który został wybrany na prezesa w sierpniu 2005 roku. Do rozłamu na dwa kierownictwa polskiej organizacji doszło w marcu 2005 roku po zjeździe ZPB, na którym wybrano na prezesa Andżelikę Borys. Władze białoruskie nie uznały tego wyboru; doprowadziły do powtórzenia zjazdu i powierzenia stanowiska prezesa Łucznikowi, czego z kolei nie uznały władze polskie.

Niedziela, 2010-02-07

Tego samolotu nie wykryje radar - udany test Iranu

Iran z powodzeniem przeprowadził testy niewykrywalnego dla radarów samolotu - poinformowała agencja Fars powołując się na jednego z dowódców sił powietrznych Aziza Nasirzadeha.

Według Nasirzadeha prototyp samolotu spełnia "wszystkie wymagane przez nas charakterystyki". - Prowadzimy ocenę informacji zebranych podczas lotu próbnego i zaczniemy produkcję po przeprowadzeniu dodatkowych testów - zapowiedział.

W sobotę Iran, zaangażowany w dotyczący programu atomowego konflikt z krajami zachodnimi, oficjalnie rozpoczął produkcję dwóch nowych typów rakiet. Trzy dni wcześniej irańskie media podały, że wystrzelono rakietę kosmiczną zdolną do wyniesienia na orbitę okołoziemską satelitów. Według agencji Reutera Iran ogłasza postępy w swoich programach zbrojeniowych, aby pokazać, że jest przygotowany na ewentualne ataki.

Dodatkowo między 1 i 11 lutego Iran obchodzi 31. rocznicę rewolucji islamskiej, która obaliła wspierany przez USA reżim szacha Mohammada Rezy Pahlawiego.
(PAP)

Iran rozpoczyna produkcję wzbogaconego uranu 2010-02-07 (11:10)

Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad nakazał w niedzielę państwowej Organizacji Energii Atomowej rozpocząć produkcję uranu wzbogaconego do 20 procent.

Prezydent Iranu podał tym samym w wątpliwość perspektywę zawarcia porozumienia z Zachodem w sprawie wymiany irańskiego nisko wzbogaconego uranu na przetworzone paliwo jądrowe - pisze agencja Reutera.

W krótkim przemówieniu telewizyjnym Ahmadineżad zwrócił się do szefa Irańskiej Organizacji Energii Atomowej, Alego Akbara Salehiego, o "rozpoczęcie prac nad produkcją uranu wzbogaconego do 20 procent".

- Powiedziałem: dajmy światowym mocarstwom dwa-trzy miesiące, by zastanowiły się nad porozumieniem w sprawie wymiany uranu. Jeśli się nie zgodzą na warunki Teheranu, zaczniemy sami produkować wysoko wzbogacony uran - oświadczył irański prezydent. Na koniec dodał, że drzwi do - jak to ujął - "wzajemnych relacji pozostają otwarte".

W styczniu Teheran zagroził, że wyprodukuje uran wzbogacony do 20 proc., jeśli społeczność międzynarodowa nie przyjmie do końca zeszłego miesiąca jego oferty wymiany nisko wzbogaconego (3,5 proc.) uranu na materiał wysoko wzbogacony. Iran potrzebuje 20-procentowego uranu do swego reaktora atomowego w Teheranie.

Nie dalej jak w sobotę minister spraw zagranicznych Iranu Manuszehr Mottaki, po rozmowie z szefem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), Yukiyą Amano, przyznał, że Teheran ma wolę polityczną porozumienia z światowymi mocarstwami. Zachód podejrzewa, że pod pozorem cywilnego programu wzbogacania uranu Teheran dąży do wyprodukowania materiału pozwalającego mu na zbudowanie bomby jądrowej.

Mottaki powtórzył w tej rozmowie swe piątkowe deklaracje, że Iran zaakceptował propozycję wymiany wzbogaconego uranu na paliwo jądrowe do swego reaktora badawczego. Przyznał, że wcześniej Teheran miał szereg wątpliwości, które w minionych miesiącach udało się jednak wyjaśnić. "Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości osiągniemy porozumienie" - dodał Mottaki w Monachium na marginesie Konferencji o Bezpieczeństwie.

Zaproponowana kilka miesięcy temu i, jak dotąd, odrzucana przez Iran propozycja MAEA przewidywała, że Iran przekaże dwie trzecie swoich zasobów nisko wzbogaconego uranu za granicę, gdzie zostaną przetworzone w celu wykorzystania w reaktorach produkujących izotopy do celów medycznych. W minionych tygodniach mocarstwa zachodnie zagroziły zaostrzeniem sankcji wobec Teheranu, jeśli ten w zadowalający sposób nie odpowie na ofertę Agencji.

Dopiero w miniony wtorek prezydent Ahmadineżad oznajmił w państwowej telewizji, że nie widzi problemu, jeśli chodzi o wysyłanie przez Iran wzbogaconego uranu za granicę w zamian za paliwo jądrowe.

W wywiadzie z niemieckim dziennikiem "Sueddeutsche Zeitung" Mottaki zastrzegł, że należy jeszcze doprecyzować pewne warunki proponowanej wymiany, w tym dotyczące ram czasowych, ilości uranu, która miałaby zostać wysłana za granicę, oraz miejsca przekazania.

Deklaracja Mottakiego wywołała w sobotę sceptyczne reakcje przedstawicieli USA oraz Niemiec.
(PAP)

Udana próba rakiety Ogień III

Indie przeprowadziły udaną próbę rakiety dalekiego zasięgu Agni III (Ogień III), zdolnej do przenoszenia ładunków nuklearnych - poinformował przedstawiciel indyjskiego ministerstwa obrony.

Jak powiedział minister obrony, niedzielny test był czwartym z kolei. Pierwsza próba, dokonana w roku 2006, nie powiodła się, ale następne dwie zakończyły się sukcesem.

Indyjski arsenał rakietowy budowany jest na wypadek ewentualnej konfrontacji z Pakistanem. Oba kraje łączą umowy, na mocy których zazwyczaj powiadamiają się wzajemnie o planowanych testach rakietowych.

Pakistan i Indie, które w ubiegłym wieku stoczyły ze sobą trzy wojny, od lat prowadzą wyścig zbrojeń. Zarówno Islamabad jak i Delhi dysponują bronią atomową i środkami do jej przenoszenia.

Rakieta Agni III ma zasięg do 3 tysięcy kilometrów, a więc mogłaby razić cele bardziej odległe - w Chinach i na Bliskim Wschodzie.
(PAP)

Największe gospodarki uradziły, jak dalej zwalczać kryzys

Ministrowie finansów i szefowie banków centralnych państw G7 zobowiązali się do kontynuowania działań na rzecz stabilizacji rynków finansowych i podtrzymania niepewnego wciąż ożywienia gospodarczego.

Oświadczenie to przedstawiciele G7 (Francja, Japonia, Kanada, Niemcy, USA, Wielka Brytania i Włochy) wydali na zakończenie dwudniowego szczytu w kanadyjskim miasteczku Iqaluit, położonym tuż pod kołem podbiegunowym.

- Choć wciąż nie mamy silnie ugruntowanego ożywienia gospodarczego, widać już pierwsze tego zwiastuny - powiedział gospodarz spotkania kanadyjski minister finansów Jim Flaherty. - Musimy kontynuować działania stymulacyjne, do których się zobowiązaliśmy - dodał.

Jednocześnie zapewnił, że uczestnicy szczytu omawiali również strategie wycofania się z działań stymulacyjnych oraz powrotu do odpowiedzialnej polityki fiskalnej, gdy fundamenty ożywienia gospodarczego staną się wystarczająco mocne.

Do spotkania doszło w momencie, gdy trwającą od marca 2009 r. hossę na światowych giełdach przerwały obawy o stan finansów publicznych Grecji oraz - w mniejszym stopniu - Hiszpanii i Portugalii. Ekonomiści spekulują nawet, że rządowi w Atenach może grozić bankructwo, co zdestabilizowałoby strefę euro. Był to więc dominujący temat rozmów delegatów G7.

PKB. Komisja Europejska dała rządowi w Atenach czas do 2012 r. na zmniejszenie tej luki do obowiązującego w UE limitu 3% PKB.

- Oczekujemy i jesteśmy pewni, że grecki rząd podejmie wszelkie decyzje niezbędne do osiągnięcia tego celu - oznajmił prezes Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude Trichet.

Także amerykański sekretarz skarbu Timothy Geithner wyraził zaufanie, że Unia Europejska poradzi sobie z problemami Grecji.

Szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego Dominique Strauss-Kahn, który także był obecny na szczycie w Iqaluit, w ubiegłym tygodniu zapewnił, że waszyngtońska instytucja gotowa jest pomóc Grecji, gdyby zaszła taka konieczność. Przewodniczący Eurogrupy (ministrów finansów krajów strefy euro) Jean-Claude Juncker zapewnił jednak, że wsparcie MFW nie będzie Atenom potrzebne.

Przedstawiciele najbardziej uprzemysłowionych gospodarek świata omówili również propozycje umorzenia zagranicznych długów Haiti, aby wspomóc odbudowę tego państwa po styczniowym trzęsieniu ziemi.

Flaherty oświadczył, że szczyt pod kołem polarnym potwierdził istotną rolę G7 jako "forum dyskusji nad wspólnymi wyzwaniami". Zapewnił też, że przedstawiciele G7 tradycyjnie zamierzają spotkać się przy okazji wiosennego szczytu MFW.

Odniósł się w ten sposób do spekulacji części komentatorów, że posiedzenie ministrów finansów i szefów banków centralnych G7 w Iqaluit będzie ostatnim w tak wąskim gronie. W związku z wzrostem potęgi Chin oraz innych państw rozwijających się, za najważniejsze forum do omawiania międzynarodowych problemów gospodarczych światowi liderzy w ubiegłym roku uznali bowiem G20.

- G7 nie może już odgrywać takiej roli jak kiedyś. Może jednak i musi wciąż zajmować przywódczą pozycję - dodał szef kanadyjskiego ministerstwa finansów.
(PAP)

Sobota, 22010-02-06

Czegoś takiego nie było w USA od 90 lat

Zamiecie śnieżne sparaliżowały atlantyckie wybrzeże USA. Nagłe i duże opady śniegu zablokowały drogi i spowodowały, że obciążone drzewa przewracały się na domy i samochody. Zmiecie spowodowały setki wypadków drogowych, Amerykanie wykupują ze sklepów najpotrzebniejsze towary.

Władze wezwały mieszkańców, aby przez weekend pozostali w domach i nie przeszkadzali służbom próbującym usunąć skutki burzy śnieżnych. Według meteorologów w Waszyngtonie mogą być one najsilniejsze od 90 lat.

Przewiduje się, że w stołecznym dystrykcie spadnie rekordowa ilość śniegu - 75 cm. Pod Białym Domem zalegało 25 cm puchu, a część Marylandu i Zachodniej Wirginii przykryta była 50-centymetrową jego warstwą. Wiatr, zwłaszcza na wybrzeżu, osiąga prędkość 60 km/h.

Ostrzeżenia przed zamieciami wystosowano dla okolic Waszyngtonu, New Jersey, Delaware i niektórych regionów na zachód od zatoki Chesapeake Bay. Pozwala to na włączenie do działań m.in. Gwardii Narodowej.

- Mamy wszystko pod kontrolą, ale drzewa zaczynają się łamać - mówi przedstawiciel straży pożarnej z Waszyngtonu. Na razie nie ma informacji o rannych. Natomiast w Wirginii zginął ojciec i syn, na których przewróciła się przyczepa, kiedy zatrzymali się, by pomóc innemu kierowcy.

Linie lotnicze odwołują loty, nie kursują pociągi, kościoły odwołują niedzielne msze, a mieszkańcy zastanawiają się, czy nie utkną w domach na kilka dni, ponieważ region ten nie jest przygotowany na taką ilość śniegu. W okolicach Waszyngtonu ponad 120 tys. domów nie ma prądu.

W Waszyngtonie i okolicach transport miejski zawiesił wszystkie połączenia z wyjątkiem metra. Wiele stanów przekroczyło swoje budżety przeznaczone na odśnieżanie.

Z powodu zamieci waszyngtońscy urzędnicy w piątek wyszli z pracy cztery godziny wcześniej.

Zdaniem władz zamiecie spowodowały setki wypadków drogowych, Niektóre szpitale apelują do posiadaczy samochodów z napędem na cztery koła, aby pomogli w przywożeniu do pracy lekarzy i pielęgniarek.

Ze sklepów znikają mleko, chleb, łopaty do odśnieżania, sól do posypywania dróg.
(PAP)

Polska nadal atrakcyjna dla inwestorów

Według dziennika "Financial Times" wpływ problemów finansowych Grecji, Portugalii i Hiszpanii na nasz region był niewielki, a zainteresowanie inwestorów Polską i Czechami jest nadal duże.

Waluty i giełdy Europy Centralnej - w tym warszawska - zareagowały spadkami na doniesienia o trudnościach niektórych gospodarek eurostrefy; ale ogólny wpływ kłopotów gospodarczych Grecji, Portugalii i Hiszpanii na nasz region był mniejszy niż oczekiwano - pisze sobotni FT. Pismo zauważa, że w odróżnieniu od ubiegłorocznego kryzysu, gdy region został dotkliwie poszkodowany przez globalny kryzys finansowy, tym razem zainteresowanie inwestorów krajami, których gospodarka oparta jest na zdrowych fundamentach takimi, jak polska i czeska, pozostaje duże.

Denominowane w euro polskie obligacje państwowe są wyceniane, jako zagrożone mniejszym ryzykiem niewykupienia ich przez rząd niż greckie papiery dłużne, a obligacje czeskie uznaje się za prawie tak samo ryzykowne, jak brytyjskie.

- Jesteśmy postrzegani jako bezpieczna przystań. Polska stała się alternatywą dla inwestorów rozglądających się za możliwościami na obrzeżach eurostrefy. Obserwujemy wzrost zainteresowania zagranicznych inwestorów polskim długiem - powiedział gazecie wiceminister finansów Dominik Radziwiłł.

W ocenie analityka Danske Bank Larsa Christensena powodem stosunkowo spokojnej reakcji zagranicznych inwestorów obecnych w naszym regionie jest to, iż nauczyli się dostrzegać różnice między jego poszczególnymi rynkami. - Jakość aktywów w państwach Europy Centralnej takich, jak Polska, czy Czechy wydaje się znacznie wyższa niż Grecji, Hiszpanii, lub Portugalii" - zaznacza analityk.

Polska jako jedyne państwo UE uniknęła w ub. r. recesji i osiągnęła wzrost PKB na poziomie 1,7% - przypomina FT, wskazując na atrakcyjność kraju dla inwestorów z punktu widzenia wyższych stóp procentowych niż w eurostrefie i perspektywę umocnienia złotego.

Czeski sektor bankowy uważany jest za najbardziej stabilny w eurostrefie. Najbardziej podatne na zarażenie się kryzysem, z którym zmagają się trzy państwa eurostrefy są Węgry i Rumunia, otrzymujące wsparcie z MFW, choć także wobec nich wycena ryzyka ostatnio się poprawiła.
(PAP)

Piątek, 2010-02-05

NIEPOTRZEBNE WYDATKI NABIŁY KASĄ KONCERNOM
Miliardy (zmarnowane?) na szczepionki


Wielka Brytania zamówiła 132 miliony szczepionek. Lobby występujące w obronie interesów podatnika TaxPayers Alliance (TA) oskarża brytyjski rząd o alarmistyczną reakcję w związku z zagrożeniem grypą A/H1N1. Zdaniem TA działania te kosztowały podatnika miliardy funtów, a wynikły z niewłaściwej oceny ryzyka.
Tymczasem rząd zdecydował, że zlikwiduje w najbliższych dniach gorącą linię telefoniczną i uruchomi portal z poradami, jak postępować w przypadku zarażenia wirusem A/H1N1.
Jest zupełnie niezrozumiałe, że można było podpisać tak wiele dużych kontraktów przy tak niewłaściwym rozpoznaniu zagrożenia.

- Oczywiście rząd powinien być w pogotowiu na wypadek zagrożeń dla zdrowia publicznego, ale w tym przypadku posunął się za daleko, obciążając podatnika dużym rachunkiem za zakup niepotrzebnych szczepionek - powiedział dziennikarzom dyrektor TA Matthew Elliott.

- Jest zupełnie niezrozumiałe, że można było podpisać tak wiele dużych kontraktów przy tak niewłaściwym rozpoznaniu zagrożenia - dodał.

Wielkie marnotrawstwo na Wyspach

Brytyjski resort zdrowia zamówił 132 mln szczepionek przeciw nowej grypie, po dwie dla każdego mieszkańca Wysp. Wkrótce okazało się, że jedna szczepionka jest wystarczająca. Stosunkowo łagodny przebieg choroby w ogóle zniechęcił wielu ludzi do szczepień.

Szczepionki zaoferowano 17 mln ludzi z grupy zwiększonego ryzyka (personel szpitalny, kobiety ciężarne, emeryci czy chorzy na cukrzycę), ale faktycznie zaszczepiło się tylko 4,25 mln osób.

Rząd brytyjski rozesłał też do wszystkich gospodarstw domowych ulotkę informacyjną o tym, jak w prosty, zdroworozsądkowy sposób wystrzegać się infekcji, zalecającą m.in. mycie rąk i kasłanie w chusteczkę. Ulotka, portal, gorąca linia i plakaty informacyjne pochłonęły ok. 7 mln funtów.

Ok. 500 mln funtów kosztowało przygotowanie zaplecza na wypadek epidemii, w tym magazynów do przechowywania szczepionek. Rachunku za szczepionki nie ujawniono, ale duży wzrost przychodów i zysku odnotowały w ubiegłym roku obrachunkowym koncerny GSK i AstraZeneca.
(TVN24)

Prezes Toyoty przeprasza za wadliwy pedał gazu

Prezes Toyoty, Akio Toyoda, przeprosił za sytuację, w której z całego świata napływają sygnały o zacinającym się pedale gazu w produkowanych przez firmę samochodach. Gestem tym producent aut usiłuje naprawić nadszarpniętą reputację i spadek sprzedaży.

Toyoda powiedział też, że jego firma wciąż zastanawia się, jaki działania podjąć, aby skorygować problemy z hamulcami w hybrydowym gazowo-elektrycznym modelu Priusa, i obiecał poprawienie kontroli jakości w swoich zakładach.

Dodał, że firma ustanowi specjalną komisję, której sam będzie przewodniczył. Przeprowadzi ona przegląd sposobów przeprowadzania kontroli wewnętrznych, zajmie się skargami konsumentów i skonsultuje z zewnętrznymi ekspertami, aby znaleźć rozwiązanie problemów z jakością.

-Chcę przeprosić za obawy. - Wielu konsumentów zastanawia się, czy ich samochody są w porządku - powiedział.

Dodał, że Toyota szybko odpowiada na sygnały o zacinaniu się pedału gazu, dotyczące około 4,5 mln pojazdów, z tego połowy w USA. Dealerzy dokonują napraw, wymieniając jedną z części.

- Proszę mi wierzyć. Zawsze najbardziej cenimy konsumentów - zaznaczył.

Toyoda jest wnukiem założyciela firmy Toyota. Objął stanowisko prezesa w ubiegłym roku.
(PAP)

Dziwne zjawisko - Pluton robi się coraz bardziej czerwony

Orbitalny teleskop Hubble wykrył, że powierzchnia jednego z najbardziej odległych od Słońca ciał Układu Słonecznego - Plutona zmienia kolor a znajdujące się na powierzchni pola azotowego lodu zmieniają kształt.

Zdjęcia wykonane przez Hubble'a wykazały, że powierzchnia Plutona jest obecnie o ok. 20-30% bardziej czerwona niż w ciągu poprzednich dziesięcioleci.

Na zdjęciach widać też, że pola lodowe złożone z zestalonego azotu w jednych rejonach zanikają a w innych rozszerzają się, przy czym na półkuli północnej stają się jaśniejsze, a na południowej ciemniejsze.

Zdaniem astronomów powierzchnia Plutona, który w 2006 r. stracił status "pełnoprawnej" planety ze względu na jego niewielkie rozmiary i został uznany za "planetę-karła", zmienia się w stopniu większym niż jakiegokolwiek innego ciała w Układzie Słonecznym. Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że pory roku na Plutonie zmieniają się bardzo wolno - co ok.120 lat ziemskich. Pluton potrzebuje aż ponad 248 lat ziemskich aby wykonać jedno okrążenie wokół Słońca.

- Widok tych zmian, tak dużych i tak szybkich, jest nieco zaskakujący. To jest bez precedensu - powiedział astronom Marc Buie z Southwest Research Institute w Boulder, w stanie Kolorado.

Dodał, że w latach 1954-2000 Pluton fotografowany z Ziemi nie zmieniał koloru. Potem jednak zaczęły następować zmiany, które ustabilizowały się ok. roku 2002. Naukowiec powiedział, że wykrył te zmiany już wtedy, ale nie opublikował swojego odkrycia obawiając się, że popełnił pomyłkę lub, że zawiodła aparatura teleskopu.

Jednak wykonane w tym samym czasie zdjęcia satelity Plutona, Charona, nie wykazały żadnych zmian i Buie zdecydował się na ujawnienie swych ustaleń.

Astronom powiedział, że można podać prawdopodobną przyczynę zmian, ale nie ich szybkość. Na Plutonie jest dużo metanu, który zawiera atomy węgla i wodoru. Wodór jest uwalniany przez strumienie zjonizowanych cząstek wysyłanych przez Słońce, tzw. wiatr słoneczny. Pozostaje węgiel, który nadaje otoczeniu czerwonawo czarny kolor.

Naukowcy nie potrafią też wyjaśnić zaskakujących zmian gęstości i obszaru pól azotowego lodu. Temperatura na Plutonie wynosi ok. minus 230 st. Celsjusza, przy czym na obszarach ciemniejszych jest o ok. 17 st. wyższa.

Bardzo długi okres obiegu Plutona wokół Słońca powoduje, że naukowcy nie wiedzą jakie panują na nim warunki gdy znajduje sie najdalej od Słońca. Ostatni taki okres nastąpił w 1870 r., czyli na kilkadziesiąt lat przed odkryciem Plutona.
(PAP)

Epicki utwór Polaka wykonano w katedrze westminsterskiej

W katedrze westminsterskiej - największej katolickiej świątyni w Londynie - odbyła się brytyjska premiera utworu polskiego kompozytora Romana Maciejewskiego (1910-98) Requiem - Missa pro defunctis.

Wykonanie tego przejmującego grozą i siłą ekspresji epickiego utworu, dedykowanego ofiarom wojen i przemocy, zbiegło się z setną rocznicą urodzin kompozytora i obchodami polskiego roku kulturalnego w Wlk. Brytanii "Polska! Year".

Utwór wykonała orkiestra symfoniczna i mieszany chór BBC pod batutą Michała Dworzyńskiego. Partie solowe wykonały Iwona Hossa, Agnieszka Rehlis, Aleś Briscein i Tomasz Konieczny.

O utworze było głośno jeszcze przed jego wykonaniem. Dziennik "The Times" wymienił go na liście czołowych wydarzeń muzycznych roku, a konkurencja jest duża. W ramach "Polska! Year" w najbliższym czasie wystąpią z koncertami Krystian Zimmerman i Nigel Kennedy. Plakaty Zimmermana od pewnego czasu zdobią londyńskie metro.

Krytycy stawiają Requiem Maciejewskiego obok innych epickich, antywojennych utworów muzycznych XX wieku skomponowanych przez Benjamina Brittena, Johna Fouldsa i Alfredo Casellę. Wszystkie wykorzystują tekst mszy łacińskiej za zmarłych, choć nie wszystkie w całości.

Requiem jest szczytowym osiągnięciem Maciejewskiego, który pracował nad nim 14 lat mieszkając w tym czasie w Szwecji, Anglii, Szkocji oraz USA.

Fragment utworu został wykonany pod dyrekcją kompozytora w 1960 r. w ramach Festiwalu Muzyki Współczesnej "Warszawska Jesień" z udziałem m. in. wybitnej sopranistki Haliny Łukomskiej. Jak napisano w programie londyńskiego koncertu, utwór nie wywołał jednak wówczas takiego wrażenia na jakie zasługiwał, ponieważ rozminął się z dominującym wtedy muzycznym smakiem. W tym czasie w Polsce modna była awangarda i Requiem wydawało się staromodne.

Utwór wykonano w całości po raz pierwszy w 1975 r. w Los Angeles.

Maciejewski jest stosunkowo słabo znany w Polsce, ponieważ jeszcze przed wojną osiadł w Szwecji i po wojnie pozostał na Zachodzie. Znany jest ze współpracy ze szwedzkim reżyserem filmowym Ingmarem Bergmanem i choreografem Kurtem Joosem. Przyjaźnił się m. in. z Arturem Rubinsteinem, ale był obojętny na sławę i zaszczyty (nie przyjął oferty pracy w hollywoodzkim studio MGM). Był głęboko religijny i żył jak asceta.

Kompozytor studiował przed wojną w konserwatorium muzycznym w Warszawie, skąd został usunięty w 1932 r. za zorganizowanie strajku poparcia dla odchodzącego rektora, wybitnego kompozytora Karola Szymanowskiego (1882-1937), zmuszonego do odejścia z uczelni przez część ówczesnego grona pedagogicznego.

W swoim dorobku Maciejewski ma m. in. 60 mazurków i innych utworów na fortepian, Allegro concertate na fortepian i orkiestrę oraz liczne kompozycje kameralne.
(PAP)

Czwartek, 2010-02-04

Haiti: misjonarze odpowiedzą za porwania i zmowę

Dziesięcioro amerykańskich misjonarzy zostało na Haiti oskarżonych o kidnaping i zmowę przestępczą, mającą na celu nielegalne wywiezienie dzieci z tego dotkniętego katastrofalnym trzęsieniem ziemi kraju.

Po przedstawieniu tych zarzutów zastępca prokuratora generalnego Haiti Jean Ferge Joseph poinformował Amerykanów, że ich sprawa zostaje przekazana sędziemu śledczemu.

- Ten sędzia może was zwolnić, ale też może przedłużyć wasze zatrzymanie dla celów dalszego postępowania - powiedział.

Dziesięcioro misjonarzy - pięć kobiet i pięciu mężczyzn - Kościoła baptystów z Idaho zatrzymano w zeszłym tygodniu, gdy próbowali wywieźć z Haiti do Dominikany 33 dzieci. Misjonarze nie poczuwają się do winy i twierdzą, że chcieli pomóc dzieciom, które straciły rodziców podczas trzęsienia ziemi z 12 stycznia.
(PAP)

Rosjanie zrzucali broń chemiczną do Bałtyku

Na początku lat 90. Rosjanie pozbyli się starej broni chemicznej i odpadów atomowych, zrzucając je do Morza Bałtyckiego w rejonie Gotlandii - ujawnił reportaż wyemitowany przez szwedzką telewizję publiczną SVT.

Proceder ten miał miejsce w latach 1989-1992. Łotwa odzyskała wówczas niepodległość i likwidowano radziecką wojskową bazę morską w Lipawie.

- Rosjanie musieli opuścić port i zrobić coś ze "śmieciami", więc postanowili zrobić prezent Szwedom - twierdzą twórcy filmu dokumentalnego.

Do szwedzkiej strefy ekonomicznej Morza Bałtyckiego na wschód od Gotlandii miały trafić m.in. gazy paraliżujące system nerwowy oraz pojemniki z odpadami promieniotwórczymi. Mniej więcej w tym samym rejonie ma się wkrótce rozpocząć budowa Gazociągu Północnego.

Szwedzi wiedzieli, ale nic nie zrobili?

Źródłem rewelacji o działaniach Rosjan jest były agent wywiadu szwedzkiego. Z ustaleń dziennikarzy wynika, że władze Szwecji dowiedziały się o składowisku odpadów w pobliżu Gotlandii pod koniec lat 90., ale nie podjęły żadnych działań w tej sprawie.

Według socjaldemokratycznych polityków z otoczenia zamordowanej w 2003 roku minister spraw zagranicznych Anny Lindh, operacja lokalizacji niebezpiecznych odpadów i ich ewentualnego wydobycia byłaby zbyt kosztowna.

Twórcy reportażu bezskutecznie próbowali uzyskać komentarz od ambasady Rosji w Sztokholmie.
(PAP)

Waszyngton zaniepokojony - Clinton dzwoniła do Buzka  

Waszyngton jest zaniepokojony, że Parlament Europejski odrzuci porozumienie SWIFT ws. przekazywania danych bankowych do USA. Sekretarz stanu USA Hillary Clinton zadzwoniła w tej sprawie do szefa PE Jerzego Buzka.

Chodzi o tymczasowe porozumienie między UE a USA, zaaprobowane już przez ministrów spraw wewnętrznych "27", które przewiduje, że USA będą dalej miały dostęp do danych bankowych Europejczyków w ramach walki z terroryzmem.

W tej sprawie będą głosować europosłowie komisji ds. wolności obywatelskich PE, a na sesji w przyszłym tygodniu w Strasburgu cały PE. Zapowiedzi niemal wszystkich frakcji politycznych wskazują, że PE odrzuci porozumienie.

Chodzi o dane SWIFT (Society for Worldwide Interbank Financial Telecommunication) z siedzibą pod Brukselą, które jest rodzajem skrzynki kontaktowej między blisko ośmioma tysiącami banków we wszystkich krajach świata, także w Polsce, umożliwiającej międzynarodowy przepływ pieniędzy.

Ale na porozumienie w obecnej formie nie chce zgodzić się Parlament Europejski w trosce o ochronę danych osobowych Europejczyków. Jeśli europosłowie je odrzucą, wówczas porozumienie upadnie. By wywrzeć presję na eurodeputowanych do PE pofatygował się w tym tygodniu nawet ambasador USA przy UE. Dodatkowo, jak donoszą źródła zbliżone do Buzka, do przewodniczącego PE zadzwoniła sekretarz stanu Hillary Clinton.

- To świadczy, że PE jest coraz ważniejszy - cieszyła się holenderska europosłanka z największej chadeckiej frakcji Europejskiej Partii Ludowej Corien Wortmann-Kool. Okazuje się, że nawet chadecy, zazwyczaj najbardziej "proamerykańscy" spośród wszystkich frakcji politycznych, są podzieleni w sprawie SWIFT-u. - Niemiecka delegacja jest bardzo sceptyczna i jest przeciw porozumieniu w obecnej formie - powiedział eurodeputowany CDU Manfred Weber.

Jak tłumaczył, niemieckich posłów niepokoi np. fakt, że porozumienie z USA w obecnej formie nie wyjaśnia, czy Stany Zjednoczone będą mogły przekazywać dane Europejczyków krajom trzecim, np. Pakistanowi.

Głosowanie przeciw SWIFT-owi w obecnej formie zapowiedział też szef frakcji europejskich socjalistów Martin Schulz, a także inne frakcje jak liberałowie, Zieloni i komuniści.

Dziennie przez biuro SWIFT przepływa ok. 9 milionów zleceń o wartości w sumie 6 bilionów dolarów. Ze względu na przeniesienie głównej europejskiej bazy danych do Amsterdamu pojawiła się konieczność pilnego podpisania z USA porozumienia o dalszym przekazywaniu informacji, które pomagają śledzić działalność terrorystyczną. Serwery w USA będą obsługiwały wyłącznie transakcje amerykańskie.

Na ten pośpiech oburzył się Parlament Europejski, bowiem do porozumienia ministrów doszło w ostatnim dniu obowiązywania Traktatu z Nicei, który nie daje eurodeputowanym możliwości wpływania na treść ugody z USA (ale mogą ją odrzucić). Traktat z Lizbony, który wszedł w życie w grudniu przewiduje, że PE ma w tej kwestii równy głos z krajami członkowskimi (czyli Radą UE).

Unijny komisarz ds. wewnętrznych i sprawiedliwości Jacques Barrot tłumaczył, że porozumienie było potrzebne i musiało być podpisane, a m.in. ze względu na zastrzeżenia PE ma charakter tymczasowy i będzie obowiązywać tylko dziewięć miesięcy. Argumentował, że każde porozumienie jest lepsze niż jego brak. Zapowiedział, że w lutym Komisja Europejska zaproponuje mandat na negocjacje długoterminowego porozumienia. I to na to nowe porozumienie, negocjowane już w pełni z PE, chce poczekać dziś większość europosłów.

Władze USA konsekwentnie bronią legalności i zasadności współpracy z firmą SWIFT, uważając, że chodzi o jeden z kluczowych elementów międzynarodowej walki z terroryzmem i zapewniając, że poufność danych "zwykłych" obywateli i firm nie była nigdy zagrożona.
(PAP)

"Zaproszenie Tuska do Katynia to szyderstwo Kremla"

- Zaproszenie do Katynia Donalda Tuska to ze strony Kremla zabieg, by obniżyć rangę uroczystości jedynie do szczebla premierów - powiedział w rozmowie z Polską Agencją Prasową Nikita Pietrow, rosyjski historyk i wiceszef Memoriału. - Dla mnie to szyderstwo Kremla - zaznaczył.

Pietrow jest autorem wielu książek na temat stalinowskich zbrodni, w tym wydanej przez Memoriał - organizację pozarządową dokumentującą zbrodnie stalinowskie i broniącą praw człowieka w Rosji - pracy "Kto kierował NKWD w latach 1934-41", zawierającej biogramy głównych oprawców z NKWD. Teraz pracuje nad książką przedstawiającą katów NKWD z Katynia.

Premier Rosji Władimir Putin zaprosił premiera Polski Donalda Tuska do Katynia...

Nikita Pietrow: Jest to przebiegłe posunięcie Kremla, które ma na celu obniżenie rangi uroczystości upamiętniających tę tragiczną rocznicę. Wszak na uroczystości do Katynia mógłby przyjechać prezydent Polski. A tak Kreml daje do zrozumienia, że można się ograniczyć do szczebla premierów.

Myślę, że ze strony Kremla nie zostanie tam powiedziane nic nowego. Putin powie to, co mówił już we wrześniu zeszłego roku w Gdańsku - że jest to tragiczna data, łącząca dwa narody.

Z mojego punktu widzenia to szyderstwo. Śledztwo zakończono sześć lat temu, a opinia publiczna w naszych krajach do dzisiaj nie została zapoznana z jego rezultatami. Ujawniona została tylko część akt. Nie odpowiedziano na podstawowe pytania - jak i kto? Przede wszystkim - kto ponosi odpowiedzialność? Jest to kpina z rosyjskiego prawa.

Czy to oznacza, że nie można liczyć na to, iż w ślad za wspólnym uczczeniem pamięci ofiar mordu NKWD na polskich oficerach nastąpi odtajnienie pozostałych akt śledztwa?

- Można, a nawet trzeba domagać się odtajnienia wszystkich akt. Jednak Kreml próbuje zamknąć sprawę tymi wspólnymi obchodami.

Jeśli prezydent Lech Kaczyński wyraziłby wolę przyjazdu do Katynia, to - oczywiście - nikt by mu w tym nie przeszkodził i by przyjechał. Byłaby to jednak niezręczna sytuacja dla Kremla. Wymagałaby to bowiem obecności rosyjskiego prezydenta. Jego nieobecność mogłaby zostać odczytana może nie jako brak szacunku, lecz jako przejaw niewystarczającego współczucia z jego strony. Jeśli do Katynia przyjechałby prezydent państwa, którego obywatele zginęli tam z rąk złoczyńców, to także prezydent Rosji winien tam przyjechać i wyrazić żal.

Z drugiej strony - Moskwa rzeczywiście powinna zdobyć się na gest i opublikować postanowienie Głównej Prokuratury Wojskowej o umorzeniu śledztwa. Wyjaśnić wszystko obu naszym narodom.

Nie ma więc mowy o pojednaniu między Rosją i Polską?

- Pojednanie jest faktem. Wszak między Rosją i Polską nie ma wzajemnej wrogości. Nie można powiedzieć, że taki czy inny gest Kremla nie oznacza pojednania. Moskwa chciałaby się pojednać i zapomnieć o przeszłości. Ja uważam, że pojednanie z zapomnieniem o przeszłości nie może być szczere. Co więcej - to cynizm.
(PAP)

INDEX

Powrót..


Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228