Polonia Winnipegu
 Numer 61

             12 lutego, 2009      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu

Poza gniazdem. Wizerunki emigrantki polskiej w Kanadzie w XX wieku. Książka prof. Marii Anny Jarochowskiej.

INDEX

POZA  GNIAZDEM. WIZERUNKI  EMIGRANTKI  POLSKIEJ  W  KANADZIE  W  XX  WIEKU


CZĘŚĆ DRUGA : W pojedynkę

ROZDZIAŁ V A co pozostało po Starym Kraju ?


Jak powiedział mi niedawno jeden ze znajomych imigrantów z Vancouveru. "Jestem w Kanadzie 20 lat i już nie jestem ani stąd ani stamtąd". To pojęcie wykorzenienia z Polski i braku zakorzenienia w Kanadzie jest wśród imigrantów dobrze znane. Polega ono na nieuchronnym oddalaniu się imigrantki lub imigranta od udziału w wydarzeniach w Polsce oraz na uświadamianiu sobie różnic między własnym postępowaniem i Polaków z Polski, przy jednoczesnej kontynuacji wyobcowania w Kanadzie. Skupieni na stabilizowaniu finansowym swojej rodziny tacy imigranci po prostu nie mają czasu na zastanawianie sią nad obu Krajami, tym w którym żyją i tym który opuścili. Nie interesuje ich to co się dzieje wokoło nich, bo wszystkie myśli pochłonięte są zarabianiem pieniędzy i dopiero kiedy przyjdą nagłe olśnienia w widzeniu świata, zaczynają rozumieć, że stworzyli wokoło siebie pustkę i nie są już ani stąd ani stamtąd.

Coraz wyraźniejszy rozziew pomiędzy życiowymi interesami imigrantek i ich rodzin w Polsce pogłębiający się z czasem spędzonym na obczyźnie prowadzi nieraz do bolesnych konsekwencji. Pisze o tym Baśka w dalszym ciągu swoich wspomnień : " ... A tymczasem z listów otrzymywanych z domu wynikało, że na przyjazd moich chłopaków do Kanady nie ma co liczyć. Jednakże- co gorsza - z ich tonu wcale nie wiało tęsknotą do mnie. Wręcz przeciwnie, zgadzali się na mój pobyt tutaj przez dodatkowych kilka miesięcy w nadziei, że może mi uda się otrzymać prawo stałego pobytu do końca roku."

"Zaczynałam mieć tego wszystkiego dość. Powoli zaczynałam nabierać podejrzeń, że mojej rodzinie już na mnie nie zależy. Ważniejsze są pewnie otrzymywane ode mnie dolary, które im tam w kraju otwierają znacznie lepszą Kanadę niż ja mam tutaj. Ja tu bowiem muszę ciężko harować i liczyć się z każdym groszem, a oni tam po prostu używają życia co się zowie." [221] Baśka zrozumiała, że jej rodzina w Polsce wcale nie dzieli z nią jej pragnienia zapracowania sobie na nowe życie w Kanadzie, nie zależy im także na emigracji, natomiast chętnie przyjmują pieniądze zarobione przez nią w "bogatej Kanadzie, gdzie tak łatwo się zarabia ". Zjawisko dość częste wśród rodzin, wysyłających swoich członków na czasową emigrację zarobkową

Niektóre z respondentek naszej mini-ankiety podkreślały, że pobyt na imigracji zmienił ich stosunek do Polski jako państwa i do społeczeństwa polskiego. Może w najmniejszym stopniu do polskiej kultury. Na pytanie w naszej ankiecie co pobyt na emigracji zmienił w uczuciach do Polski padały następujące odpowiedzi :" W zasadzie nie zmieniłam uczucia wobec Polski, ale wśród codziennej pracy oddaliłam się od spraw, które w Polsce wydawały mi się bardzo ważne. Trochę żałuję, że nie dzielę z Polakami ich wszystkich trosk i radości codziennych, ale z drugiej strony mam dzięki temu może bardziej obiektywny obraz Polski."[222] Inna respondentka pisze : "...oddaliłam się od spraw,które w Polsce zdawały się być bardzo ważne - nie mam czasu."[223] Jeszcze inna odpowiada :" Zmienił się. Oczywiście że tak. Moją tezą...jest, że proces adaptacji imigranta trwa całe życie, jest dynamiczny i prowadzi nieuchronnie do oddalenia się od tożsamości (narodowej, osobistej itp) obecnej w chwili przyjazdu."[224] Respondentka o symbolu W nie żałuje, że jej stosunek do Polski sią zmienił : "Tak, oddaliłam się. Nie żałuję i tak zawsze żyłam z boku wszystkich ważnych spraw."[225] , a respondentka o symbolu ZA dzieli swoje uczucia patriotyczne na dwie grupy : " Wzrosła moja duma narodowa, bardziej doceniam kulturę polską, ale oddaliłam się od spraw, które w Polsce zdawały się być bardzo ważne. Na to nie mam wpływu."[226]. Są także gorzkie wypowiedzi kobiet, które nawet po wielu latach pobytu nie mogą znaleźć w Kanadzie miejsca dla siebie, a do Polski nie mogą wrócić ze względów rodzinnych. Ich frustracja bardzo dobrze odzwierciedla ich wewnętrzną konfuzję. Z jednej strony utracony kontakt z Polską spowodował zobojętnienie wobec Starego Kraju, a z drugiej nadal tkwi w nich niesprecyzowana pretensja do Kanady : "Kraj i kultura mi zobojętniały. Załuję wogóle przyjazdu do Kanady."[227] Wydaje się, że w takich przypadkach oba kraje są obwiniane przez imigrantki za ich niezadowolenie z obecnego życia. Jeśli jednak porównamy powyższą wypowiedź z przytoczonym na poprzednich stronach zdaniem..."już nie jestem ani stąd ani stamtąd" to, być może sięgniemy do spraw ogólniejszych i głębiej leżących w podświadomości. Być może, że te imigrantki same nie posiadają dość sił psychicznych, aby znieść takie stresy imigracji jak samotność i wyobcowanie kulturowe, a ich rodziny nie rozumieją, albo nie potrafią im pomóc w przebiciu się przez własne poczucie przegranej w życiu.

Na dalsze pytanie ankiety, czy respondentka stała się bardziej krytyczna wobec Polaków padały następujące odpowiedzi : " Na emigracji po roku 80-tym znalazła się duża grupa polskiego marginesu społecznego, która działa na niekorzyść Polsce." [228] "Denerwuje mnie brak tolerancji , przesadne chwalenie się bohaterstwem i martyrologią i poczucie wyjątkowości Polski i jej ważności dla świata." [229] "Zawsze byłam krytyczna, jest to może bardziej konkretne, ale to co ceniłam (i nadal cenię) u Polaków stało się bardziej wyraźne.[230] "...spotkałam Polaków za których się wstydziłam."[231] Pięć respondentek z czternastu uważa jednak, że emigracja nie wywarła żadnego wpływu na ich stosunek do Polaków poza granicami Polski.

Członkowie ostatniej, solidarnościowej i post - solidarnościowej emigracji są także bardzo chętni do podkreślania znaczenia kontaktów międzyludzkich, szczególnie między imigrantami pochodzącymi z tej samej fazy historycznej. Respondentki ankiety podkreślają w swoich odpowiedziach, że po przybyciu do Kanady szukały środowiska polskiego., " ze względów obyczajowo-kulturowo-językowych",[232] " by dzieci lepiej zachowały język polski, miały polskich przyjaciół"[233], " Wspólne problemy- łatwiej nawiązać kontakt"[234], " Ta sama mentalność jest mi bliższa"[235], "Tak, by nie czuć się samotnie i wyizolowana"[236]

I znowu jak w poprzednich etapach emigracji hermetyczność, z jaką niektóre grupy zamykały się wewnątrz polskiej kultury, ich szczególna potrzeba życia " w grupach między przyjaciółmi" nie pozwoliła bardzo wielu nowo przybyłym na trzeźwą ocenę własnej sytuacji i na zrozumienie tego, co ich czeka. Niekiedy już na wstępie pojawiały się sygnały rozbieżności pomiędzy realiami i oczekiwaniami. Czasem przybierały one formę wymagającą pomocy specjalistycznej jak w przypadkach opuszczonych polskich żon w Vancouverze w latach 90-tych (omawianych przez nas w rozdziale pt. Kobiety Federacji Polek w Kanadzie), inne, w swoisty sposób interpretowały niewinne pytania stawiane im przez zasiedziałą Polonię. Tak np. pytanie "Czemu przyjechaliście do Kanady, czemu wybraliście emigrację?"[237] zadane grupie nowoprzybyłych Polaków przez delegatkę Polonii w r. 1981 zostało zrozumiane jako zazdrosna niechęć widzenia nowych rodaków w kraju "powszechnego dobrobytu". A przecież równie dobrze słowa te mogła podyktować ciekawość powodów emigracji, lub pamięć biedy, ciężkiej pracy i upokorzeń przez które, emigrantki powojennego etapu (bo z tego okresu pochodziła delegatka), musiały przejść zanim jako tako zadomowiły się w Kanadzie. Wkrótce po przylocie na głowy nowo przybyłych posypały się dalsze niespodzianki. Przeważnie były to niemiłe zaskoczenia, ponieważ większość imigrantów okresu solidarnościowego nie miała pojęcia, że podstawowym składnikiem imigracji jest szok kulturowy wynikający w dużej mierze z ówczesnego braku kontaktów społeczeństwa polskiego ze światem północnej Ameryki. W pustce powstałej przez brak rzetelnych informacji o kulturach świata, Polacy w Polsce budowali sobie światy fantazji, o tym jaki wspaniały jest Zachód. Po przybyciu imigrantów do Kanady porównanie tych fantazji z kanadyjską rzeczywistością wywoływało oczywiście wiele frustracji. Nic w tym dziwnego.

Potwierdza to spostrzeżenie zupełnie inna postawa tych imigrantów, którzy zanim zdecydowali się na emigrację, mieli okazję znaleźć się poza Polską, zazwyczaj dzięki kontraktom zawieranym na prace specjalistyczne. To były często kontrakty na prace w krajach afrykańskich. Pisze o tym kilka respondentek w swoich odpowiedziach na ankietę. Respondentka o symbolu 0, która wiele lat spędziła podróżując z mężem zatrudnianym w różnych krajach tak pisze :"Przez 21 lat, a od wyjazdu z Polski 25 lat, trudno żeby człowiek był taki sam, ale rozwija się wszędzie, im więcej widzi, tym bardziej. Ale ja byłam w bardzo wielu krajach i to nie Kanada, a całokształt mnie uformował. U mnie głównie liczy się to co się dzieje w Polsce"[238] A więc z jednej strony przyznaje, że "uformował ją całokształt" podróży po świecie, a z drugiej "to co się dzieje w Polsce", tak jakby stwierdzenie, że mogła się zmienić, czegoś nauczyć się lub poszerzyć swe horyzonty umysłowe tylko przez podróże poza Polską, było czymś co koniecznie musi być uzupełnione przez kontakty z Polską. Jednocześnie na jedno z poprzednich pytań o jej stosunek do kraju macierzystego pisze : "...kocham mój Kraj tak jak się kocha matkę, rodzinę, a jednocześnie wiem, że już na stałe trudno by mi było, też bym chyba nie mogła ,- 25 lat dużo, inne były drogi moje, inne mego narodu [239].." Warto dodać że autorka powyższych słów nie uważa się ani za Kanadyjkę ani za osobę dwu-kulturową, ale za Polkę mieszkającą zagranicą. Wpływ podróży zagranicznych na uformowanie się jej osobowości jeszcze bardziej podkreśla następna respondentka " Opuściliśmy z mężem Polskę w roku 1980, jak mąż został zaangażowany przez FAO do pracy w Afryce. Po 6-letnim pobycie za granicą ( w tym ostatnie 2 lata w Rzymie, gdzie męża przeniesiono) decyzja nie wracania do kraju stała się logiczna. Sprawy standartu życia, możliwości pracy dla męża, edukacja dzieci już w systemie francuskim, "zachodni" styl życia - wszystko to ważyło na naszej decyzji."[240]

Jak pisze Benedykt Heydenkorn we wstępie do publikacji o imigrantach z okresu 1981 - 1989 zatytułowanej "Ale i słaby nie zginie" - ..." wszyscy przechodzili okresy przystosowania się. Dłuższe, krótsze, trudne, bolesne, gładkie, łatwe. Różnorako uczyli się Kanady "[241] W tej samej publikacji na 31 pamiętników imigranckich kobiety są autorkami aż 21 opracowań. Ta ogromna przewaga kobiet w swobodnym opisywaniu własnych uczuć i przeżyć imigracyjnych , jest dowodem głębokości różnic pomiądzy imigrantkami ostatniego etapu i poprzednich. O ile we wszystkich poprzednich etapach kobiety wręcz unikały pisania o sobie i swoim życiu, o tyle na podstawie świadectwa owych "Pamiętników" widać, że kobiety z solidarnościowej i post-solidarnościowej imigracji gotowe były pisać o sobie bez skrępowania i chociaż książka pt. "Ale i słaby nie zginie" jest tylko małym ułamkiem reprezentującym różne oblicza ostatniej fazy imigracji polskiej, to jednak jest wyraźnym dowodem inności ludzi tego etapu imigracyjnego.

Tę inność podkreślał również stosunek imigrantek ostatniego etapu do Starej Ojczyzny. One przybywały do Kanady z Kraju, który istniał nie tylko w umysłach polskich imigrantów, ale i w rzeczywistości. Miał ustój, którego społeczeństwo polskie nie lubiło, lecz to był ustrój w którym się wychowały - był swój. W jego kulturze przyszli imigranci rośli i formowali swoje spojrzenie na świat. Kultura Starego Kraju dawała im poczucie przynależności społecznej, własnej wartości i przebojowości. Ta świadomosć posiadania własnego, choć nie lubianego państwa stanowiła wielką różnicę pomiędzy pokoleniami. Większość imigrantek przybywających do Kanady w trzech poprzednich etapach, miała głębokie poczucie bezpaństwowości, ponieważ "ich Polska", albo jeszcze była pod zaborami, albo po roku 1945 już nie istniała jako wolne państwo. Ponadto dekretem z 1945 r. reżym komunistyczny pozbawił obywatelstwa polskiego wszystkich, którzy wtedy pozostali na Zachodzie. Także imigrantki, które w pierwszych powojennych latach uciekały z PRL-u świadomie wyrzekały się swego Startego Kraju. Jak napisała w ankiecie imigrantka z 1951 roku "Nie tęskniłam za Polską, bo uciekłam z komunistycznego kraju, gdzie stale obawiałam się wpadki i stale drażniło mnie to, co się działo wokoło."[242]. Było to więc ostateczne wyrzeczenie się swego Starego Kraju, coś na kształt : "Mojej Polski już nie ma". To poczucie utraty lub nie posiadania własnego państwa dawało czasami znać o sobie w najbardziej niespodziewanych okazjach. Podczas spotkania z dwojgiem moich przyjaciół, byłym oficerem armii polskiej z 1939 r. i Polką, która w 1972 roku właśnie otrzymała obywatelstwo kanadyjskie zapamiętałam następującą rozmowę : "Dzień otrzymania obywatelstwa kanadyjskiego przepełnił mnie szczęściem, bo nareszcie znowu mogłem należeć do grupy, do społeczeństwa, w którym żyję" - powiedział starszy pan przez wiele lat tułający się po świecie. Moja przyjaciółka odparowała "... a dla mnie ten dzień ma podwójny i sprzeczny ze sobą charakter, .zadowolona jestem, że dostałam nareszcie obywatelstwo Kraju praworządnego, uczciwego i spokojnego, ale także czuję się upokorzona, bo mój Kraj ojczysty zmusił mnie do wyrzeczenia się go i przysięgania wierności innemu."[243] W latach powojennych sprawa otrzymywania obywatelstwa kanadyjskiego była wśród Nowej Polonii uważana za delikatną, a nawet żenującą. Niektórzy byli członkowie Armii Polskiej na Zachodzie niechętnie przyznawali się do tego, że przyjęli obywatelstwo kanadyjskie, bo uważali to za pewnego rodzaju zdradę sprawy narodowej polskiej. Bardzo lojalni wobec Kanady, czuli się jednak związani przysięgą na wierność Polsce. Powoli jednak, w miarę upływu lat zimnej wojny ta postawa zaczynała po prostu zanikać pod naciskiem logiki życia codziennego.

A jak patrzyli na otrzymanie obywatelstwa kanadyjskiego emigranci solidarnościowi ? Odpowiedź daje cytowana już przez nas Anna : "Przyjęliśmy obywatelstwo, była uroczysta chwila, chociaż wahałam się czy to zrobić. Czułam się jakby nieuczciwie wobec mego sumienia, że to jakby diabłu duszę sprzedać. Moja irlandzka przyjaciółka pomogła mi i tutaj, miała kiedyś takie same wahania."[244]

Początki "uczenia się Kanady" o których mówi Benedykt Heydenkorn zaczynały się nieraz od nieporozumień ze sponsorami. Jeśli to była rodzina, która złożyła gwarancję za swoich krewnych, to po ich przyjeździe zazwyczaj starała się dać im do zrozumienia, aby jak najprędzej się usamodzielnili ponieważ sponsorship w Kanadzie jest traktowany bardzo poważnie i oznacza nie tylko zapewnienie sponsorowanemu dachu nad głową i codziennego pożywienia, ale także ponoszenie wszelkich kosztów związanych z jego osobą, w tym także z jego ewentualną chorobą. W warunkach kanadyjskich choroba gościa zawsze oznaczała duże wydatki, a czasami mogła zrujnować kompletnie rodzinę[245]. Nowoprzybyli przeważnie tłumaczyli sobie te namowy jako zwykłą chciwość albo skąpstwo. Stąd ostre i łatwe oskarżenia o materializm rodzin kanadyjskich przez nowoprzybyłych. Oczywiście były także przypadki nadużywania nowoprzybyłych przez dawniej osiadłych rodaków. Zdarzały się takie przypadki nawet w bliskich rodzinach, jak to opisuje Samotna Magda w swoich tragicznych wspomnieniach : "Dziecko choruje, męża rodzina szczuje, że mnie się pracować nie chce. Jak coś zażądam od męża to dostaję dobre bicie. To dobry synalek, tak umie żonę pokaleczyć, posiniaczyć. Dzieci się go boją jak złego ducha. Kiedyś poprosiłam męża o dolara, ale wmieszała się szwagierka i ja zamiast dolara dostałam od męża takie bicie, że plułam tydzień krwią..." [246] Ponieważ Magda wspomina, że w Polsce mąż jej nie bijał, więc może jego kanadyjskie zachowanie wynikało z poduszczeń rodziny i faktu, że Magda nie umiejąca po angielsku nigdzie nie szukała pomocy. A kiedy nareszcie znalazła tę pomoc, to mąż poważnie upomniany przez władze, przestał ja bijać

Inaczej działo się jeśli sponsorem była wieś albo parafia wiejska. W porywie współczucia dla " nieszczęśliwych i prześladowanych Polaków" a czasami z chciwości[247] drugie, a nawet trzecie pokolenie osadników z zachodu Kanady sponsorowało kilkadziesiąt rodzin przebywających w obozach przejściowych europejskich zakładanych w Europie Zachodniej w latach 80-tych ub. wieku dla uciekających Polaków. Wiejscy sponsorzy przeważnie nie byli ludźmi bogatymi, ani też wykształconymi i nie oczekiwali "inteligentów z miast, " ale prawdziwych robotników i chłopów nawykłych do pracy w polu. Liczyli, że oni im pomogą na ich farmach. To też dla obu stron spotkanie było szokiem kulturowym i emocjonalnym. Gospodarze ciągle pamiętający ciężką pracę fizyczną rodziców lub dziadków, a także nauczeni mnogimi przykładami, które widzieli wokoło chcieli mieć tanią służbę roboczą do pracy w polu. Tak samo ich ojcowie odpracowywali swój przyjazd do Kanady kilkadziesiąt lat wcześniej. Nowi imigranci natomiast, dumni ze swego awansu społecznego w Polsce odmawiali ciężkiej pracy fizycznej, graniczącej z wyzyskiem, uparcie żądając pracy inteligenta. To niepomiernie irytowało gospodarzy, którzy tłumaczyli sobie, że nowo przybyli są zadufani w sobie i czują pogardę dla pracy fizycznej. Wracały niedobre wspomnienia klasowe, chociaż sponsorowani goście często sami byli pierwszym pokoleniem, które dopiero co ukończyło szkoły i zdobyło kwalifikacje inteligenckie. Nieporozumienie polegało zarówno na przewrażliwieniu obu stron jak i na ich wyfantazjowanych oczekiwaniach, które rozciągały się od życzliwej lecz odpłatnej pomocy, aż po próby nielegalnej wprawdzie eksploatacji nowo przybyłych, lecz często stosowanej przez różne grupy etniczne wobec przybywających rodaków. W Kanadzie praca fizyczna nie była i nadal nie jest żadnym upokorzeniem społecznym, lecz takim samym zarobkiem jak każdy inny i nie oznacza degradacji społecznej, ale jak wszędzie na świecie, ci którzy mogą jej uniknąć, spychają ciężkie i nisko płatne trudy na innych. Nowi imigranci tego wiedzieć nie mogli, więc oprócz zrozumiałego bronienia się przed robotą w polu widzieli w niej chęć upokorzenia ich. Nic więc dziwnego, że w Kanadzie nie chcieli rezygnować z tego co sobie zdobyli w Starym Kraju.

Było jednak sporo ludzi wśród Starej i Nowej Emigracji którzy wczuwali się w położenie nowo przybyłych i nie tylko okazywali im życzliwość, ale znaczną pomoc, oddając im meble, naczynia kuchenne, lub inne używane rzeczy, których nowo przybyli narazie nie mogli sobie kupić. Także potrafili doradzić w sprawach urzędowych.

W zamożnej Kanadzie, pod opieką rządów federalnego i prowincjalnych starannie przestrzegających praw imigrantów, życie tych ostatnich wydawać by się mogło łatwe i szczęśliwe. Wszakże są prawa, które chronią przed eksploatacją i dają czas na naukę języka oraz asymilację. W praktyce jednak nowo przybywający imigranci do dziś stanowią grupy na których chętnie żerują ludzie nie obarczeni finezyjnym sumieniem. Nie tylko pracujący "na czarno" niejednokrotnie muszą się godzić ze stratą swoich zarobków , niewypłacanych przez zatrudniających ich "na lewo" pracodawców. Do grupy eksploatowanych należą robotnice sweat shops - pokątnych nielegalnych lub pół-legalnych przedsiębiorstw - zwykle istniejących w innych niż polska , grupach etnicznych. Zdarza się jednak, że eksploatowane są także i polskie gosposie i niańki. Te ostatnie nadal przyjeżdżają do Kanady na kontrakty podpisywane z indywidualnymi pracodawcami i jak dawniej obowiązane są do odpracowania ich. Opinia wystawiana przez pracodawczynie daje następnie podstawę do ubiegania się o stały pobyt i prawo wyboru pracy. Rządowy nadzór nad wykonywaniem zobowiązań wobec gospoś i nianiek jest minimalny, jeśli więc przybyszka z Polski trafi na rodzinę, która ją wykorzystuje, to jej pierwsze lata w Kanadzie mogą być bardzo ciężkie. Odwoływanie się do urzędu imigracyjnego nie jest proste i wiele nianiek i gospoś na to się nie odważa, szczególnie, kiedy ich znajomość języka jest słaba i pracownica domowa nie zna swoich praw. Przy tym opinia publiczna stoi naogół po stronie pracodawczyń. Polskie gosposie i niańki wnoszą dodatkowe komplikacje. Na odpowiednie ogłoszenia zgłaszają się często kobiety z wykształceniem biurowym, czasami po latach pracy zawodowej np. nauczycielki z przekroczoną trzydziestką oraz wysoko rozbudzonymi nadziejami na "załapanie" podczas pobytu w Kanadzie rozmaitych kursów językowych, komputerowych itp. Ponadto wizytę w Kanadzie traktują one jako okazję do "zobaczenia miasta, prowincji lub kraju". Przy tym wszystkim liczą na uzbieranie jak najwyższej sumy dolarów na koncie. Dla takiej Polki , praca niańki ma więc być wytrychem, który jej pozwoli wykorzystać wszystkie możliwości jakie Kanada może ofiarować osobie ciekawej świata , jego kultur i cywilizacji. To już nie jest dawna skromna i pokorna emigrantka, która prosi o pracę i godzi się na wielogodzinny dzień pracy za pół-darmo, ale pewna siebie kobieta, która w Polsce nauczała się liczyć i kalkulować i w Kanadzie nie zamierza zrezygnować ze swoich planów . W rezultacie elementy konflików są już przygotowane przed przybyciem "niańki" lub "gosposi" na miejsce. Baśka, autorka opublikowanych wspomnień pt. "W drodze do raju" tak opowiada o swoich przygodach w roli niańki i gosposi w Kanadzie :"Jako nauczycielka języka polskiego musiałam codziennie slęczeć do północy nad zeszytami uczniowskimi, co ostatecznie zaważyło na mojej decyzji o konieczności opuszczenia tej krainy pracą i troskami słynącej i poszukania sobie na Ziemi miejsca bardziej do życia znośnego ". Przyszła chlebodawczyni - mój przypisek - wyjaśniła mi przez telefon, że chce mnie zatrudnić "miła nieformalna młoda rodzina kanadyjska która ma córeczkę i psa i - spodziewa się bliźniaków. Czy mi to odpowiada? Moja entuzjastyczna odpowiedź spodobała się po drugiej stronie oceanu" Czy Baśka uświadomiła sobie, że będzie miała posadę z trójką malutkich dzieci do opieki ? Wątpliwe - być może , że usłyszała to co jej przyszła chlebodawczyni mówiła, ale jej "entuzjastyczna odpowiedź" wskazuje, że jedyne co wyciągnęła z rozmowy, to , że poleci do Kanady. Już po przybyciu, w samochodzie : "Udało mi się zrozumieć...że dzieciaki mają się dobrze i wogóle dobrze, że nareszcie raczyłam się zjawić, bo Kim ( jej procodawczyni) chce od poniedziałku rozpocząć pracę. Najstarsza córeczka na razie uczęszcza do przedszkola, gdyż matce trudno poradzić sobie z miesięcznymi bliźniakami i ponad połtoraroczną Emily. Dusza we mnie zamarła z przerażenia - Na razie " Czyli na jak długo " I jeśli matka nie daje sobie rady ze swoimi dziećmi, to jakże mnie ma się to udać ? Kim, jakby idąc za ciosem uderzenia, wyjaśniła,czego ode mnie oczekuje. Mój rozkład zajęć obejmował więc większość obowiązków domowych. Zaczynałam od ścielenia lóżek. Potem śniadanko bliźniaków oraz odkurzanie, zmywanie naczyń, pranie i suszenie bielizny, żeby nie wspominać o łazience i pucowaniu kuchni. W ramach relaksu obiad bliźniaków, a potem ich dwugodzinny spacer. Po nim należało dzieciątka wykąpać i dać im podwieczorek gotując jednocześnie obiad dla szefowej i jej starszej córeczki. Następnie należało dać również mieszankę mleczną bliźniakom i zmienić im na pożegnanie pieluchy. Wszystko to na papierze wygląda niewinnie, natomiast w rzeczywistości bywało różnie.[248] Można bardzo współczuć Baśce z Polski, ponieważ miała nadzieję, że jej praca niańki w Kanadzie będzie lżejsza niż poprawianie zeszytów uczniowskich i pozwoli jej załapać dla siebie uboczne zyski z przyjazdu do Kanady. Ale jej oczekiwania zbliżały się do kategorii "wyczekanego szczęścia" Malwy, innej autorki wspomnień z początków życia w Kanadzie. Obie panie, jakkolwiek różne - Baśka bowiem gotowa była pracować żeby zdobyć dolary , a Malwa chciała dostać szczęście jako prezent - swoją imaginacją zastępowały brak informacji na temat kraju i społeczeństwa do którego jechały. Co więc zrobiły ze swoją emigracją? Baśka po bolesnych szarpaniach się ze swoją pozycją najętej niańki-gosposi zaczęła się przebijać do Kanady w której otrzymała status imigrantki (landed immigrant), a rozgoryczona Malwa poprostu wróciła do Polski, zostawiając męża i swoją nastoletnią córkę, która nie chciała z nią wrócić.

Praca nad sobą, którą wiele emigrantek polskich ostatniej fazy musiało wykonywać, aby dostosować się do Nowego Kraju jest jednak imponująca, ponieważ przyjechały one do Kanady nie z innego kraju, ale z "innej planety" gdzie jako normy społeczne dominowały absurdy komunizmu, a retoryka albo "drętwa mowa" zastępowały rzetelną informację.

Kasia, autorka wspomnień zatytułowanych "Wolna i niezależna" tak pisze o ewolucji jaką musiała przejść w związku ze swoim rozwodem w Kanadzie :" W tym okresie po raz pierwszy zaczęłam odczuwać kompleks z powodu bycia Polką i z moją polskością lączyłam swoje małżeńskie niepowodzenia. Zanim zostałam mężatką, częstokroć myślałam z dużą dozą krytycyzmu o ludziach, którym się nie układało małżeństwo. Uważałam wtedy ich za istoty niejako niższego rzędu i byłam przekonana że mnie nigdy to nie spotka. Kiedy jednak mnie samej przytrafiło się to nieszczęście, to sama przed sobą nie przyznawłam się do fiaska, aby nie czuć się istotą niższego rzędu. A do tego będąc Polką na obcej ziemi, podświadomie obawiałam się o moją godność narodową. Sama przed sobą bałam się odsłonić prawdę, aby nie zburzyć szacunku wobec siebie. Kiedy dokonuję tej analizy z perspektywy kilku lat, wydaje mi się ona ciekawa jako zjawisko.Ow kompleks tkwił wyłącznie we mnie. Nigdy ze strony moich współpracowników czy znajomych Kanadyjczyków nie odczuwałam nawet najmniejszych przejawów poniżenia czy niechęci. Okazywali mi oni wszyscy bardzo dużo serca.[249]. Kasia przełamała swoje stare przekonania, z których wywodziła opinie o wyższości mężatek nad rozwódkami w ciągu procesu wewnętrznego rozwoju związanego z asymilacją w Kanadzie. Ale zanim do tego doszła wykonała ogromną pracę zrozumienia co to znaczy asymilacja i adaptacja do Nowego Kraju i jak oba te procesy wpływają na rozszerzenie lub zmienianie pojęć wyniesionych ze Starego Kraju.Tak pisze o znajomych Kanadyjczykach : "Równocześnie coraz lepiej poznawałam gnębiące ich problemy. Jakże różne od mojego było pojmowanie przez nich świata. Jakże różne są problemy ludzi wychowanych w społeczeństwie konsumpcyjnym. Większość "prawdziwych Kanadyjczyków" ( to jest ludzi nie mających żadnego związku z żadną nacją etniczną) nie orientuje się na czym polega różnorodność kultur i stosunków społecznych. Ci " prawdziwi" Kanadyjczycy...opowiadają o innych krajach używając wyłącznie kryteriów północno- amerykańskich. Jako przykład podam różne pojmowanie wolności na kontynencie amerykańskim i w krajach arabskich. Otóż w Ameryce Północnej ludzie dążą do wysokiej wydajności w gospodarowaniu czasem. Osiągnięcie takiej umiejętności daje ludziom poczucie władzy nad swoim życiem a więc i wolność osobistą. Arabowie natomiast uważają, że wszelkie przejawy gospodarowania czasem za oznaki utraty wolności względem czasu - i nie chcą być niewolnikami czasu."[250]

Po emigracji do Kanady i rozwodzie z mężem refleksje Kasi na temat różnorodności kultur wywołanej przemieszczaniem się ludzi idą dalej : "Pamiętać jednak należy, że pojmowanie świata nie zależy tylko od kultury z której się pochodzi. W moim pojęciu polski imigrancki sposób rozumowania nie jest wcale jednolity. Jest on uzależniony od stopnia adaptacji do życia w nowym kraju. Adaptacja jest procesem ewolucyjnym, przez który każdy z nas musi przejść, a którego ogólna charakterystyka jest podobna u różnych osobników"[251] . O tej banalnej, zdawało by się prawdzie nie wszyscy i nie zawsze pamiętają .

Po powstaniu III Rzeczpospolitej wielu solidarnościowych emigrantów wróciło do Polski, uważając słusznie, że ich emigracja była wymuszona przez reżym komunistyczny i że oni nie nadają się na imigrantów, ani nie mają zamiaru wykonywać całej pracy związanej z asymilacją do Nowego Kraju. Niemniej powody powrotów bywają tak różne jak przyczyny wyjazdów. Dla wielu małżeństw decyzje powrotu były logicznym wynikiem ich wspólnej postawy życiowej, dla innych bywały przyczyną rozłamu, który pozostawiał jednego małżonka w Kanadzie gdy drugi wracał do Polski. Odbijało się to także na dzieciach. W większości okres czasu spędzonego w Kanadzie był wystarczający, aby dzieci zaakceptowały Nowy Kraj i niechciały już wracać do Starego. Powstałe z tego powodu konflikty rodzinne nie zawsze były rozwiązywane ku zadowoleniu wszystkich zainteresowanych.

Pod koniec ub. wieku pojawiają się wśród imigrantów "kosmopolici i taktycy".[252] Tak nazywani są w obecnej niepodległej Polsce ludzie, którzy wyjeżdżają za granicę na upatrzone posady lub prace i nie uważają się za emigrantów, zostawiając sobie otwartą furtkę powrotu. Dla kobiet tej grupy dawne pojęcia imigracji, asymilacji czy wykorzenienia mają inne znaczenia , aniżeli dla wszystkich poprzednich grup emigranckich. Przeniesienie się z jednego kraju do drugiego traktują jako zmianę miejsca zamieszkania w związku ze zmianą pracy. Bardzo trzeźwe w ocenie otaczającej je rzeczywistości, nie są tak zaangażowane emocjonalnie w swoich opiniach na temat emigracji jak dawniejsze emigrantki. Jeśli mieszkają i pracują w Kanadzie to dlatego , że tu im praca odpowiadała. W przyszłości być może będą pracować i mieszkać gdzie indziej. Małżeństwo z Kanadyjczykiem, lub Polakiem też nie jest dla nich problemem: "Wybiorę tego, który będzie mi odpowiadał niezależnie od narodowości" powiedziała mi młoda, samodzielna Polka , która w latach 90-tych wyjechała z Polski do St. Zjednoczonych, ale przeniosła się do Kanady, ponieważ tutaj dostała lepszą pracę i ma milsze środowisko. Podobnie ustosunkowuje się do wychowania swoich przyszłych dzieci " To będą obywatele świata bez kompleksów jednokulturowców" powiedziała.





 

 
INDEX



Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228