Polonia Winnipegu
 Numer 51

              27 listopada, 2008      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu


INDEX

 

WIADOMOŚCI PROSTO Z POLSKI

Środa, 2008-11-26

Prezydent: nie dopuszczę do prywatyzacji służby zdrowia

Prezydent Lech Kaczyński zawetował trzy z sześciu ustaw zdrowotnych: o zoz-ach, o pracownikach zoz-ów oraz ustawę wprowadzającą reformę służby zdrowia. Jak powiedział, "nie dopuści do prywatyzacji służby zdrowia". Dodał też, że w ten sposób spełnia swoje obietnice wyborcze. Prezydent podpisał natomiast trzy inne ustawy zdrowotne: o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, o akredytacji w ochronie zdrowia, oraz o konsultantach w ochronie zdrowia.
Prezydent podkreślił, że zdecydował się na weto, ponieważ nie otrzymał zgody na referendum ws. kierunku reformy służby zdrowia. Dodał, że zmiany w służbie zdrowia są potrzebne, dlatego podpisał trzy z przedstawionych mu ustaw.
- Zdrowie i życie ludzkie to nie towar. Jestem gotów do rzeczowej dyskusji na temat zmian zarówno z rządem, jak i z opozycją oraz ze środowiskami lekarzy, pielęgniarek, związkami zawodowymi i z każdym, kto może przedstawić rzeczowe, zgodne z konstytucją plany - powiedział prezydent.
- Od początku nie kryłem wątpliwości co do rozwiązań idących w kierunku komercjalizacji i prywatyzacji służby zdrowia. Jestem gotów do rzeczowej dyskusji na temat zmian zarówno z rządem, jak i z opozycją oraz ze środowiskami lekarzy, pielęgniarek, związkami zawodowymi i z każdym, kto może przedstawić rzeczowe, zgodne z konstytucją plany - powiedział prezydent.
Podkreślił, że docenia zalety rynku, ale w gospodarce, a nie w tak wrażliwej sferze, jaką jest ludzkie zdrowie. - Ludzkie zdrowie, pacjent, to nie jest towar taki jak samochód czy meble - zaznaczył Lech Kaczyński.
Doradca prezydenta Tomasz Zdrojewski powiedział PAP, że na razie trzeba poczekać na opinie prawników co do tego, czy ustawy mogą wejść w życie na podstawie obowiązujących przepisów, czy potrzebna jest nowelizacja podpisanych przez prezydenta ustaw mówiąca o terminie ich wejścia w życie.
Podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Duda ocenił zaś, że rząd "rękami posłów" tak przygotował przepisy wprowadzające w życie ustawy, aby "utrudnić prezydentowi możliwość ich zawetowania".
Niepodpisanie ustaw przez prezydenta oznacza, że ponownie zostaną one skierowane do Sejmu. Do odrzucenia weta potrzebna jest większość 3/5 głosów (w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów); koalicja PO-PSL nie ma takiej większości.
Decyzję prezydenta krytykują przedstawiciele koalicji rządowej. Natomiast poparcie weta do ustawy zakładającej obligatoryjne przekształcanie szpitali w spółki zapowiedzieli politycy PiS, SLD i SdPl.
Jeszcze zanim Lech Kaczyński ogłosił swą decyzję, o to, by prezydent nie wetował ustaw reformujących system ochrony zdrowia apelowali premier Donald Tusk i szef klubu PO Zbigniew Chlebowski. Premier przekonywał, że jeśli ustawy zdrowotne zostaną zawetowane, to będzie "trudniej i drożej ratować szpitale".
Tusk oświadczył, że jeżeli prezydent nie wysłucha prośby o niewetowanie ustaw zdrowotnych, to rząd będzie szukał takich rozwiązań - we współpracy z samorządem - które tak czy inaczej uczynią szpitale "bardziej gospodarnymi" i "odpowiedzialnie gospodarującymi środkami finansowymi".
Chlebowski apelował do prezydenta o odpowiedzialność. W jego opinii weto do ustaw zdrowotnych oznacza uprawianie "polityki na zdrowiu polskich pacjentów".
Z kolei zdaniem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego to rząd Donalda Tuska ucieka od odpowiedzialności za służbę zdrowia. Szef PiS proponuje realizację planu b. ministra zdrowia prof. Zbigniewa Religi zakładającego m.in. wzrost nakładów na służbę zdrowia.
Poparcie weta do ustawy zakładającej obligatoryjną komercjalizację szpitali zapowiedział szef SLD Grzegorz Napieralski. Podkreślił, że nie można w dobie kryzysu światowego prywatyzować w Polsce służby zdrowia. Jego zdaniem szpital jest po to, żeby leczyć, a spółka - żeby zarabiać; państwo ma obowiązek leczyć pacjenta i rozpoczynanie reformy od prywatyzacji szpitali jest według SLD "nie do przyjęcia".
Za poparciem weta opowiedzieć ma się także koło SdPl-Nowa Lewica. Posłów tego koła zobowiązał do tego Zarząd Krajowy SdPl. Według SdPl proponowana w zawetowanej ustawie o zoz-ach obligatoryjna komercjalizacja szpitali oznaczałaby "ograniczenie dostępu do usług medycznych dla ludzi o średnich i niskich zarobkach oraz obniżenie jakości opieki medycznej". Co prezydent podpisał?
Pierwsza z podpisanych ustaw zakłada utworzenie urzędu Rzecznika Praw Pacjenta, którego na pięcioletnią kadencję będzie powoływał premier.
W ustawie zebrano najważniejsze prawa i obowiązki pacjenta. Obok oczywistych praw do udzielenia pacjentom świadczenia w stanie nagłego zagrożenia zdrowia czy porodu, zapisano też prawo do świadczeń zdrowotnych odpowiadających aktualnej wiedzy medycznej, a w sytuacji ograniczonego do nich dostępu - do "rzetelnej, opartej na kryteriach medycznych, procedury ustalającej kolejność dostępu do tych świadczeń". Zgodnie z ustawą, pacjent ma też prawo żądać, aby udzielający mu świadczeń lekarz zasięgnął opinii innej osoby wykonującej zawód medyczny lub zwołał konsylium lekarskie (ustawa pozwala jednak lekarzowi odmówić, jeśli uzna żądanie za "oczywiście bezzasadne").
Ustawa o akredytacji reguluje możliwość wystąpienia przez podmiot udzielający świadczeń zdrowotnych z wnioskiem o potwierdzenie spełniania określonych standardów ich udzielania. Potwierdzenie ma wydawać minister zdrowia, na wniosek Rady Akredytacyjnej, w formie certyfikatu. W przypadku gdy podmiot nie spełnia wymaganych standardów, nastąpi odmowa akredytacji.
Ustawa o konsultantach w większości sankcjonuje przepisy już obowiązujące w rozporządzeniach. Określa tryb powoływania i odwoływania konsultantów w ochronie zdrowia, zarówno na poziomie krajowym, jak i wojewódzkim.
Czego prezydent nie podpisał?
Zgodnie z pierwszą z zawetowanych ustaw, zoz-y byłyby obligatoryjnie przekształcane w spółki kapitałowe działające w oparciu o prawo handlowe. Samorządy miały otrzymać 100% kapitału zakładowego, którym mogłyby dysponować. To one podejmowałyby decyzje o ewentualnej sprzedaży udziałów. Taki zapis dawał samorządom możliwość całkowitego wyzbycia się kapitału zoz-ów, ale także zachowania całości lub większości udziałów.
W ustawie wprowadzającej reformę określono m.in. szczegółowe zasady przekształcenia zoz-ów w spółki. Zakładała ona możliwość umorzenia zobowiązań publicznoprawnych przekształcającym się zoz-om. Spółki kapitałowe zarządzające zoz-ami miały otrzymywać ich nieruchomości w dzierżawę.
Ustawa o pracownikach zoz-ów m.in zrównywała ich czas pracy, a tym samym wydłużała czas pracy zatrudnionych w warunkach, które mogą być szkodliwe, m.in. radiologów, patomorfologów, pracowników prosektoriów i medycyny sądowej, którzy do tej pory pracowali 5 godzin dziennie. W myśl ustawy czas pracy pracowników zoz-ów nie mógłby przekraczać 7 godz. 35 min. dziennie, a w przypadku pracowników technicznych, obsługi, gospodarczych i administracyjnych - 8 godz. dziennie.
PAP

6 grudnia - przełomowy dzień dla polskiej armii

Armia żegna się z powszechnym poborem. W przyszłym tygodniu odbędzie się ostatnie przymusowe wcielenie do sił zbrojnych. - Datą symboliczną będzie 6 grudnia - powiedział szef MON Bogdan Klich. Wtedy wejdzie w życie mała nowelizacja ustawy o powszechnym obowiązku obrony.
Nowelizacja ustawy o powszechnym obowiązku obrony rozszerza nabór do służby nadterminowej. - Od tego dnia ma obowiązywać wewnętrzne prawo, które pozwala obsadzać wszystkie stanowiska przyznane dla służby zawodowej, także szeregowych zawodowych - powiedział Bogdan Klich.
Pytany o rolę Wojskowych Komend Uzupełnień po uzawodowieniu armii minister podkreślił, że mają być one instytucjami, które "w pewnym sensie" będą prowadziły działalność jak firmy headhunterskie, czyli tzw. łowcy głów, zajmujący się wyszukiwaniem pracowników. Klich przypomniał także, że WKU w ciągu najbliższych trzech lat czeka reorganizacja - m.in. zmniejszenie liczby ze 123 do 80, a także dostosowanie ich struktur do nowych zadań.
Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Franciszek Gągor przekonywał, że wojskowe komendy są przygotowane do pełnienia nowej roli, którą będzie m.in. promowanie wojska i zachęcanie do wstąpienia w jego szeregi.
- Do tej pory oficerowie WKU uczestniczyli w komisjach poborowych, w tej chwili ich rola będzie podobna w komisjach kwalifikujących; na określonym etapie będą prowadzić rozmowy z młodymi ludźmi - wskazał.
W Sejmie trwają już prace nad projektem nowelizacji ustawy o powszechnym obowiązku obrony RP, który przewiduje kwalifikację wojskową.
Po zawieszeniu obowiązku odbywania zasadniczej służby wojskowej pozostanie obowiązek stawienia się przez poborowego do kwalifikacji. Do kwalifikacji wojskowej będą mogli się stawić także ochotnicy, w tym kobiety, jeśli ukończyli 18 lat i zamierzają w przyszłości pełnić służbę w ramach ochotniczych form służby wojskowej.
W projekcie przewiduje się zmianę sposobu prowadzenia rejestracji osób na potrzeby powszechnego obowiązku obrony kraju. Dotychczasowe osobiste stawiennictwo do rejestracji osób, które ukończyły osiemnasty rok życia, ma zostać zastąpione rejestracją w oparciu o dane znajdujące się w systemie PESEL.
Zgodnie z założeniami armia w 2010 r. ma liczyć 120 tys. żołnierzy. Wojsko będzie wyposażone w instrumenty, które pozwolą na przywrócenie obowiązku służby w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa państwa.
PAP

Zakończono badanie szczątków gen. Sikorskiego

W Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie zakończono badanie zwłok generała Władysława Sikorskiego. Znane są już wstępne ich wyniki, według których charakter obrażeń u gen. Władysława Sikorskiego jest inny niż ten opisany przez lekarza w 1943 r.
- Badania były prowadzone w nocy. Po kilkugodzinnej przerwie sekcję wznowiono o godz. 7.30 w środę - powiedziała prokurator Ewa Koj. Dzisiejsza sekcja ma być prowadzona do godz. 13.00.
Jak powiedziała naczelnik pionu śledczego IPN w Katowicach prokurator Ewa Koj, wszystkie zaplanowane działania przebiegały bez przeszkód, ale o ich wyniku opinia publiczna będzie mogła dowiedzieć się z ekspertyzy, która powstanie za kilka tygodni.
Prokuratorzy IPN mają nadzieję, że uda się ustalić przyczynę zgonu generała. Takich informacji nie zawiera raport komisji powypadkowej z 1943 r. ani zeznania lekarza, który dokonywał oględzin po wyciągnięciu zwłok z wody na nabrzeże.
Jak powiedziała prokurator Koj w radiu RMF, stwierdzony wstępnie charakter obrażeń u gen. Sikorskiego jest jednak inny, aniżeli opisany wtedy przez lekarza. - Jak bardzo stwierdzony charakter obrażeń odbiega od tego opisu, dowiedzą się państwo w ekspertyzie. Jak stwierdziliśmy, jest on inny od zawartego w opisie - powiedziała prok. Koj.
Prokurator Koj zaznaczyła jednak, że są duże szanse, by naukowcy mogli określić przyczynę i mechanizm zgonu generała.
Zgodnie z wcześniejszymi założeniami, specjaliści szukali śladów ewentualnych złamań, urazów i uszkodzeń kości oraz obrażeń wewnętrznych. Zaplanowano także m.in. analizy DNA, histopatologiczne i toksykologiczne. Wcześniej, we wtorek wieczorem, szczątki generała przewiezione zostały do Zakładu Radiologii Collegium Medicum UJ, gdzie poddano je badaniom tomografem komputerowym. Na podstawie tomografii komputerowej czaszki ma być odtworzona m.in. twarz generała.
Ekshumacja zwłok gen. Władysława Sikorskiego została przeprowadzona we wtorek przed południem. Podniesienie sarkofagu i wydobycie trumny odbyło się bez komplikacji. Po godz. 14 trumna ze szczątkami gen. Władysława Sikorskiego została przewieziona z Wawelu do Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie, gdzie została otwarta.
Okazało się, że szczątki są nadal zmumifikowane, ale postąpił ich znaczny rozkład. Ciało było owinięte w wojskowy koc koloru brunatnego. Podczas wstępnych oględzin odsłonięto głowę i tułów. Lekarze pobrali próbki do badań bakteriologicznych i mykologicznych. Możliwe było to jedynie tuż po otwarciu trumny, zanim doszło do zakażenia bakteriami z powietrza. Ze względu na bezpieczeństwo osób uczestniczących w badaniach, zrobiono to w minimalnym składzie lekarskim.
Szczątki generała zobaczyły najpierw wnuczka jego siostry oraz córka pułkownika Andrzeja Mareckiego, który zginął razem z Sikorskim w katastrofie nad Gibraltarem. W czynnościach na sali Zakładu Medycyny Sądowej zaangażowanych było bezpośrednio kilkanaście osób, przede wszystkim lekarze medycyny sądowej i technicy. Obecni byli też prokuratorzy z katowickiego IPN. Dyrektor katowickiego oddziału IPN Andrzej Drogoń powiedział w TVN24, że nie widział śladów po kuli w czaszce generała. Tadeusz Szumowski, ambasador Polski w Dublinie, który w 1993 r. będąc zastępcą ambasadora w Wielkiej Brytanii uczestniczył w ekshumacji szczątków generała w Newark, po zobaczeniu szczątków powiedział dziennikarzom, że odniósł wrażenie, że są te same zwłoki, które widział 15 lat temu w Newark.
Pożegnanie i ponowne złożenie szczątków gen. Władysława Sikorskiego w sarkofagu na Wawelu odbędzie się w środę po południu. Ceremonia rozpocznie się o godz. 16.00 pod Krzyżem Katyńskim u podnóża Wawelu. O godz. 17.00 w Katedrze na Wawelu odprawiona zostanie msza św., a wieczorem - po złożeniu trumny w krypcie św. Leonarda - zostanie zamknięty marmurowy sarkofag.
Oficjalna wersja wydarzeń jest taka, że gen. Władysław Sikorski zginął 4 lipca 1943 w katastrofie lotniczej nad Cieśniną Gibraltarską.
PAP   

Wtorek, 2008-11-25

Świadek ekshumacji Sikorskiego: Nie widziałem śladu po kuli

- Nie widziałem w czaszce śladu po kuli - stwierdził w TVN24 Andrzej Dragoń, szef katowickiego IPN i świadek dzisiejszej ekshumacji ciała wyjętego z trumny gen. Władysława Sikorskiego. Dodał, że chodzi o część potyliczną czaszki. Jeśli taka opinia znajdzie się w wynikach sekcji wyklucza to jedną z hipotez - zabójstwo przez strzał w tył głowy.
Andrzej Drogoń dyrektor katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, prowadzącego śledztwo w sprawie śmierci gen. Sikorskiego w "Magazynie 24 godziny", że nie widział w czaszce ekshumowanego ciała śladu po kuli. - Spoglądałem dzisiaj na zwłoki złożone w tej trumnie i mogę stwierdzić, że żadnych śladów po kuli w tej części czaszki, którą widzieliśmy nie ma. możemy więc już zweryfikować tezę, że generał został zastrzelony strzałem w tył głowy - stwierdził.
Lekarze sądowi, którzy badali szczątki są ostrożniejsi: - Na razie wiemy tylko, że jest to ciało mężczyzny - brzmi lakoniczny komunikat.
Wyzwanie dla lekarzy
Ponad 40 minut trwało otwieranie trumny gen. Władysława Sikorskiego. Najpierw odsłonięto głowę i tułów. Szczątki miały bardzo ciemny kolor i na pierwszy rzut oka były bardzo wilgotne. Głowa generała był zwrócona w prawą stronę. Zachowały się pozostałości ubrania. Koc rozwinięto tylko w części ze względu na planowane później badania radiologiczne.
Badanie przeprowadzają pracownicy Katedry i Zakładu Medycyny Sądowej Collegium Medicum UJ. - Z informacji, jakie mieliśmy wcześniej, wynikało, że zwłoki są zmumifikowane, suche. Natomiast to, co teraz widzimy, wskazuje na to, iż środowisko było dużo bardziej wilgotne niż było to wcześniej w Anglii. Postąpił dalej rozkład zwłok – relacjonował dr Tomasz Konopka z Zakładu Medycyny Sądowej
- Na razie wiemy tylko, że jest to ciało mężczyzny – zastrzegł.
Próbki bakteriologiczne
Na wstępie lekarze pobrali próbki do badań bakteriologicznych i mykologicznych. Możliwe było to jedynie tuż po otwarciu trumny, zanim doszło do zakażenia bakteriami z powietrza. Ze względu na bezpieczeństwo osób uczestniczących w badaniach, zrobiono to w minimalnym składzie lekarskim.
Szczątki zobaczyły najpierw wnuczka jego siostry i córka pułkownika Andrzeja Mareckiego, który zginął razem z Sikorskim w katastrofie nad Gibraltarem. Według Tadeusza Szumowskiego, który w 1993 r. jako zastępca ambasadora w Wielkiej Brytanii uczestniczył w ekshumacji szczątków w Newark, najprawdopodobniej są te same zwłoki, które widział 15 lat temu.
- Włosy są też ciemniejsze, wtedy były bardziej siwe czy siwo-brązowe. Twarz była dużo lepiej zachowana. Teraz koc jest wilgotny i bardzo mocno zespolony z ciałem. To nadal jest mumia, a nie szkielet, ale w znacznie bardziej mokrym stanie – ocenił Szumowski.
Czas na badanie DNA
Wieczorem szczątki mają być przewiezione do Zakładu Radiologii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaplanowano, że wszystkie badania obejmujące m.in. tomografię komputerową, analizy DNA, histopatologiczne i toksykologiczne potrwają do środy. Ponowne złożenie ciała gen. Sikorskiego do krypty nastąpi o godz. 16.
Twarz generała ma być odtworzona na podstawie tomografii komputerowej jego czaszki. Eksperci przeprowadzą identyfikację genetyczną i analizę toksykologiczną. Badania zakończą się do środy, ale na ich wyniki trzeba będzie poczekać od kilku do kilkunastu tygodni.
Przykryta biało-czerwoną flagą trumna ok. godz. 14.25 została wyniesiona z Katedry na Wawelu przez honorową asystę dziewięciu wysokich oficerów Wojska Polskiego. Kolumnę prowadził ulicami miasta policyjny radiowóz na sygnale Szef katowickiego oddziału IPN Andrzej Drogoń poinformował, że trumna zachowała się w bardzo dobrym stanie, była nienaruszona, o czym świadczyły dwie zalakowane pieczęcie. Według niego ekshumacja zwłok gen. Sikorskiego może być przełomem w śledztwie. - Ma ona ogromne znaczenie społeczne i procesowe - powiedział.
Ekshumacja szczątków gen. Sikorskiego ma pomóc w ustaleniu przyczyn śmierci Naczelnego Wodza i premiera polskiego rządu na uchodźstwie, który zginął 4 lipca 1943 r. w katastrofie nad Cieśniną Gibraltarską.
Skomplikowane badania
Specjaliści ustalą wzrost, wiek, płeć, zmiany urazowe i chorobowe oraz dokładnie określą datę śmierci. Po wykonaniu badań będzie można stwierdzić jakiego rodzaju uszkodzeń ciała doznał generał i jak one powstały. Następnie wyniki te zostaną skonfrontowane z okolicznościami śmierci Władysława Sikorskiego, po czym zostanie ustalona przyczyna zgonu.
- Jeśli była to katastrofa lotnicza, to mogą być obrażenia w obrębie rusztowania kostnego: kończyn dolnych, górnych, klatki piersiowej i czaszki - tłumaczył lekarz sądowy Erazm Baran. Podobnie - jeśli doszło do otrucia generała, na co wskazują niektórzy historycy, to - zdaniem Barana - uda się wykryć. - Natomiast stwierdzenie uduszenia (inna wersja śmierci Sikorskiego - red.) będzie bardzo trudne - ocenił medyk.
TVN24, PAP

Prezydent: to oczywiste, że strzelali Rosjanie

- To było oczywiste, że to byli Rosjanie - powiedział prezydent Lech Kaczyński we wtorek w TVN24, pytany o niedzielny incydent w Gruzji. Jak podkreślił, w materiale dyplomatycznym czytał o rosyjskim posterunku kontrolnym.
Prezydent powiedział, że teren, który odwiedził z prezydentem Gruzji Michaiłem Saakaszwilim to był "teren, który nie był zajęty przez Rosjan przed 7 sierpnia, a teraz jest". - Trafiliśmy na rosyjski posterunek kontrolny - dodał.
W opinii Lecha Kaczyńskiego, sytuacja w Gruzji dowodzi, że Rosjanie są tam, gdzie nie powinno ich być zgodnie z sześciopunktowym planem pokojowym wynegocjowanym przez francuskiego prezydenta Nicholasa Sarkozy'ego.
- Nie dotrzymali umów i twierdzenia inne są twierdzeniami wynikającymi z filozofii: po pierwsze - ustępować Rosji, po drugie - ustępować Rosji, po trzecie - ustępować Rosji i po czwarte - ustępować Rosji - powiedział prezydent.
Dopytywany, czy nie żałuje tej "wycieczki" w Gruzji, odpowiedział, że "nie żałuje" i że nie była to wycieczka.
PAP

Do Polski może wrócić nawet pół miliona emigrantów

Eksperci szacują, że w ciągu kilku lat do Polski może wrócić nawet pół miliona emigrantów. Resort pracy nie ma jednak dokładnych danych, ilu Polaków wraca do kraju. - Każdy obywatel UE sam decyduje o terminie i kierunku wyjazdu - podkreśla dyrektor Departamentu Migracji w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej Janusz Grzyb.
Podczas poniedziałkowej wizyty w Londynie premier Donald Tusk zainaugurował program informacyjny "Masz PLan na powrót?". To program wsparcia ułatwiający emigrantom powrót do Polski. Przygotowany został przez rząd we współpracy z organizacjami pozarządowymi i ekspertami. W najbliższych miesiącach jego działaniami objęte zostaną wszystkie kraje, w których czasowo przebywają Polacy.
Grzyb powiedział, że należy spodziewać się powrotów pracowników m.in. z Wielkiej Brytanii, gdy dotrze tam dekoniunktura w budownictwie. - Mamy sygnały, że i tam deweloperzy nie dostają kredytów na nowe inwestycje, a co za tym idzie, będą zwalniać pracowników. W związku z tym część osób pracujących w budownictwie zapewne wróci do kraju. Jednak ci, którzy z powodu kryzysu zdecydują się wyjechać z kraju, w którym pracują, nie muszą wracać do Polski, np. część naszych rodaków, którzy pracowali w Islandii, szuka pracy w Norwegii, która odczuła skutki kryzysu w znacznie mniejszym stopniu - powiedział Grzyb.
Dodał, że sam fakt podjęcia zatrudnienia nie jest w większości państw rejestrowany. Choć kursują formularze dotyczące ubezpieczenia zdrowotnego czy emerytalnego, są problemy z ewidencją mobilnych pracowników.
Jak informuje Departament na swoich stronach internetowych, w najbliższych kilku latach może do Polski wrócić co najmniej pół miliona emigrantów. Przeprowadzone przez socjologów badania wykazały bowiem, że swój pobyt na emigracji jako czasowy traktuje ponad połowa Polaków. Ostatnio liczba tych, którzy deklarują chęć powrotu, zaczęła nawet wzrastać.
Oprócz powodów ekonomicznych, do powrotu do Polski naszych rodaków skłaniają też m.in. chęć stabilizacji życiowej i wykonywania zawodu związanego z wykształceniem. Na Wyspach wśród młodych emigrantów panuje nastrój tymczasowości, a na dodatek aż 90% Polaków wykonuje zajęcia, które nie wymagają żadnych kwalifikacji.
W ramach programu "Masz PLan na powrót?" przygotowano specjalny poradnik zatytułowany "Powrotnik. Nawigacja dla powracających", który będzie dostępny w polskich placówkach konsularnych, polonijnych instytucjach społeczno-kulturalnych, w wybranych tytułach prasy polonijnej oraz w specjalnie przygotowanym serwisie internetowym www.powroty.gov.pl. Na portalu tym Internauci będą mogli również zadawać konkretne pytania, na które mają odpowiadać eksperci, wyspecjalizowani pracownicy Europejskich Służb Zatrudnienia (EURES) oraz pracownicy ministerstw i wybranych urzędów państwowych.
- Nasi rodacy wyjeżdżający do pracy za granicę często nie korzystają z dostępnych informacji na temat kraju, do którego się wybierają. A tych informacji nie trzeba długo szukać, są w jednym miejscu, na naszym portalu - mówił Grzyb. Dodał, że "Powrotnik" ma właściwie pokierować tych, którzy przygotowują się do powrotu do kraju - żeby wiedzieli, do kogo się zwrócić po poradę i gdzie szukać kolejnych możliwości.
Podkreślił, że ze swojej strony resort apeluje do urzędów pracy o odpowiednie traktowanie powracających z emigracji, choć, jak zaznaczył Grzyb, nie traktuje ich jako potencjalnych bezrobotnych. - Zakładamy, że większość z nich to ludzie mobilni, którzy wyjechali za granicę, by szukać lepszych możliwości - powiedział.
PAP

Poniedziałek, 2008-11-24

Montują konstrukcję, by podnieść sarkofag gen. Sikorskiego

W krypcie św. Leonarda na Wawelu rozpoczęły się przygotowania do podniesienia sarkofagu gen. Władysława Sikorskiego. Do rana montowana będzie specjalna konstrukcja, który umożliwi uniesienie w górę ważącej ponad dwie tony bryły marmuru i wyjęcie znajdującej się w środku trumny. Podnoszenie sarkofagu rozpocznie się we wtorek rano i zajmie około ośmiu godzin.
W poniedziałek po południu na Wawel przyjechali przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej i firm zaangażowanych w przedsięwzięcie.
- Psychoza uszkodzenia sarkofagu jest duża. Podjęliśmy wszystkie działania, by zminimalizować ryzyko. Zrobiliśmy specjalny projekt i skonstruowane zostało specjalne urządzenie. Mam nadzieję, że nie stanie się nic złego - powiedział Czesław Balak, prezes firmy Eko-Energia, której zlecono podniesienie sarkofagu.
Wykonany z marmuru ze Sławniowic sarkofag, popękał już przed laty i został sklejony. W krypcie św. Leonarda jest niewiele miejsca, a pracę dodatkowo utrudnia to, że sarkofag znajduje się bardzo blisko jednej ze ścian i innych zabytkowych grobowców, które na czas prac zostaną zabezpieczone. Eko-Energia ma doświadczenie w wykonywaniu trudnych zleceń, bo w 2001 r. zajmowała się zdjęciem starego i zawieszeniem nowego serca Dzwonu Zygmunta.
Trumna ze szczątkami gen. Sikorskiego po wyjęciu z sarkofagu zostanie przewieziona do Zakładu Medycyny Sądowej. Specjaliści dokonają oględzin zwłok i pobiorą próbki do specjalistycznych badań. Uroczyste ponowne złożenie szczątków generała w sarkofagu zaplanowano na środę.
PAP

BOR namawiał prezydenta, by nie jechał na granicę Osetii

Rzecznik Biura Ochrony Rządu Dariusz Aleksandrowicz powiedział, że kiedy funkcjonariusze BOR zorientowali się, że podążają w kierunku granicy z Osetią Płd., próbowali odradzić prezydentowi wizytę w tym miejscu. - Szef ochrony Lecha Kaczyńskiego rozmawiał z nim i namawiał na zmianę decyzji - mówił Aleksandrowicz. Teraz postępowanie w tej sprawie prowadzi BOR, ale sprawą zajęło się także MSZ i prokuratura.
MSZ: poprosiliśmy o wyjaśnienia
MSZ zwróciło się o "pełne wyjaśnienie" do strony gruzińskiej oraz "z zapytaniem" do strony rosyjskiej w związku z niedzielnym incydentem w Gruzji z udziałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego - poinformował szef resortu Radosław Sikorski. Z kolei minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski mówi, że na te informacje czeka prokuratura, która już wyjaśnia sprawę.
Szef polskiego MSZ zaznaczył, że informacje o niedzielnym incydencie "otrzymywał na bieżąco" i informował o przebiegu wydarzeń premiera Donalda Tuska.
W niedzielę po południu w Gruzji konwój samochodów z prezydentami Lechem Kaczyńskim i Michaiłem Saakaszwilim został zatrzymany przy granicy z Osetią Południową. W pobliżu rozległy się strzały. Nikomu nic się nie stało. Kolumna samochodów miała jechać z lotniska w Tbilisi do jednego z osiedli przy granicy z Osetią Płd. Po incydencie prezydenci wrócili do Tbilisi.
Według informacji przekazywanych przez stronę gruzińską, strzały padły zza rosyjskiego posterunku, z terytorium Osetii Południowej. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow informacje o ostrzelaniu z terytorium Osetii Płd. kolumny samochodowej z prezydentami Polski i Gruzji określił mianem prowokacji, która jego zdaniem mogła być częścią planu zdyskredytowania Rosji i jej sojuszników w separatystycznych regionach Gruzji.
Prezydent Kaczyński jeszcze w Gruzji pytany, z czego wnosi, iż to Rosjanie oddali strzały, odpowiadał, że stwierdził to po ich okrzykach w języku rosyjskim, i że od dawna słyszał od prezydenta Gruzji oraz z innych źródeł, że w tym miejscu są rosyjskie posterunki, że Rosjanie się z tej okolicy nie wycofali.
Polska prokuratura zbada sprawę
Sprawę bada również Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Śledczy sprawdzą, czy są podstawy do przyjęcia, że popełniono przestępstwo czynnej napaści na prezydenta - za co grozi do 5 lat więzienia - lub wymuszenia przemocą określonego zachowania się - za co grozi do 3 lat pozbawienia wolności.
Prowadzimy czynności sprawdzające. Planujemy zwrócić się do Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Biura Ochrony Rządu o materiały mogące okazać się pomocnymi w naszym postępowaniu - poinformował rzecznik prokuratury Mateusz Martyniuk.
Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski powiedział, że prokuratura musi zaczekać na oficjalne materiały z Ministerstwa Spraw Zagranicznych. - Wydarzenie działo się poza granicami kraju, więc znacznie trudniej dotrzeć do materiałów, ale ponieważ w tym wypadku, ewentualnie, istnieje możliwość popełnienia przestępstwa, prokuratura podjęła już stosowne kroki - dodał minister.
W jego ocenie, "wydarzenie jest dość niejasne". - Nie wiadomo do końca, czy te strzały oddano w kierunku konwoju, czy to były strzały w górę, jakie było realne zagrożenie, czy konwój pojechał drogą planowaną, czy nie planowaną, czy zmieniono trasę. To są pytania do prokuratury, prokuratura tym będzie musiała się zająć - dodał Ćwiąkalski.
BOR: odradzaliśmy zmianę planów
Również Biuro Ochrony Rządu wyjaśnia okoliczności wydarzenia. Rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz informuje, że szef biura - po rozmowie z ochroniarzami prezydenta Kaczyńskiego - nakazał wszcząć postępowanie wyjaśniające. Szef BOR chce ustalenia, dlaczego oficjalny program pobytu Lecha Kaczyńskiego w Gruzji został nagle zmieniony.
Rzecznik Biura Ochrony Rządu podkreślił, że wizyta Lecha Kaczyńskiego w Gruzji od strony bezpieczeństwa była bardzo starannie przygotowana i konsultowana. Zaznaczył, że o wyjeździe w kierunku Osetii Południowej ochrona Lecha Kaczyńskiego dowiedziała się pięć minut przed faktem.
Rzecznik poinformował, że gdy funkcjonariusze BOR zorientowali się, gdzie jadą, próbowali odradzić prezydentowi wizytę w tamtym miejscu. Z relacji Dariusza Aleksandrowicza wynika, że szef ochrony Lecha Kaczyńskiego rozmawiał z nim i namawiał na zmianę decyzji.
Wszczęte przez BOR postępowanie ma wyjaśnić między innymi, kto podjął decyzję o zmianie programu i jak przygotowała się do tego strona gruzińska. PAP

Nowa szansa dla pacjentów z guzem mózgu


Po raz pierwszy w Polsce usunięto guz mózgu przy jednoczesnym obserwowaniu funkcji włókien nerwowych. Operacja przeprowadzona została przez zespół prof. Mirosława Ząbka z Kliniki Neurochirurgii Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. - Operacje wykonywane przy pomocy tej metody są wielką szansą na lepszą jakość życia chorych po operacjach mózgu - podsumował neurochirurg.
Dzięki nowoczesnemu oprogramowaniu StealthViz DTI do tzw. traktografii w czasie operacji wycięcia guza mózgu u młodego chorego można było uwidocznić - w czasie rzeczywistym - czynność i funkcje włókien nerwowych. Dane te zostały następnie wykorzystane przez system do nawigacji neurochirurgicznej do bardziej precyzyjnego usunięcia nowotworu, co znacznie zwiększyło bezpieczeństwo operacji oraz obniżyło ryzyko powikłań.
Jak przypomniał prof. Mirosław Ząbek, ordynator Kliniki Neurochirurgii i Urazów Układu Nerwowego, operacje mózgu uważa się za jedne z najtrudniejszych zabiegów chirurgicznych. Wymagają one niezwykłej precyzji i wiążą się z dużym ryzykiem wystąpienia u chorego ciężkich neurologicznych powikłań.
Aby ich uniknąć nie wystarczy dobra znajomość anatomii mózgu. Kluczową rolę odgrywa tu również szczegółowa diagnostyka choroby z wykorzystaniem najnowocześniejszych metod obrazowania mózgu.
- Przy pomocy tych metod neurochirurg jest w stanie dokładnie zlokalizować położenie guza mózgu, ocenić jak blisko guza przechodzą włókna nerwowe i jakie są ich relacje z mózgiem, ale w żaden sposób nie przekłada się to na przebieg operacji - wyjaśnił prof. Ząbek. Nawet mając najdoskonalsze oprzyrządowanie na sali, chirurg nie jest bowiem w stanie ocenić czynności i funkcji tkanki przyległej do guza. - Z tych przyczyn, aż do chwili obudzenia się chorego po operacji, nie wiemy, czy operując - tak jak dzisiaj - pacjenta, który ma guza w okolicy ruchowej, nie uszkadzamy dróg nerwowych w tym obszarze i nie spowodujemy porażenia - powiedział neurochirurg.
- Dzięki wykorzystaniu nowoczesnego oprogramowania do traktografii, w czasie operacji lekarze mogli śledzić funkcje poszczególnych dróg nerwowych i ich relacje z operowanym guzem. Umożliwiło to tak zaplanować dostęp do guza i jego usunięcie, aby nie uszkodzić żadnej z dróg nerwowych mózgu - podkreślił prof. Ząbek.
Operację przeprowadzono u 30-letniego chorego, który cierpiał z powodu guza mózgu o bardzo trudnym i niebezpiecznym położeniu - w okolicy odpowiedzialnej za ruch jednej połowy ciała. Do szpitala trafił z powodu nagłego zasłabnięcia, któremu towarzyszył napad drgawek padaczkowych.
- Program do traktografii - StealthViz DTI - wejdzie do praktyki medycznej w grudniu 2008 r. Klinika Neurochirurgii CMKP Szpitala Bródnowskiego jest jednym z pierwszych ośrodków w Europie, który dostał ten program do testów. Ośrodek planuje zakupić to oprogramowanie - podkreślił prof. Ząbek.
PAP

Niedziela, 2008-11-23

 Zakończył się Festiwal Krzysztofa Pendereckiego

Wykonanie "Siedmiu bram Jerozolimy" w Teatrze Wielkim Operze Narodowej zakończyło w Warszawie Festiwal Krzysztofa Pendereckiego. Festiwal odbywał się z okazji przypadających dziś 75 urodzin kompozytora. Dwie orkiestry - Orkiestrę Teatru Wielkiego Opery Narodowej i Sinfonia Varsovia poprowadził sam jubilat.
Krzysztof Penderecki dziękował gościom, artystom i publiczności oraz miastu Warszawie za to, że tutaj odbył się festiwal, "który nie mógł się odbyć w Krakowie". Kompozytor dziękował też swojej żonie, Elżbiecie Pendereckiej, za zorganizowanie festiwalu.
Życzenia z okazji 75 urodzin skierowali do Krzysztofa Pendereckiego między innymi prezydent Lech Kaczyński i premier Donald Tusk. Gościem uroczystego koncertu była między innymi Irina Szostakowicz, wdowa po wielkim rosyjskim kompozytorze Dymitrze Szostakowiczu.
Wśród oficjalnych gości byli także Maria Kaczyńska, wicepremier Waldemar Pawlak, Nuncjusz Apostolski w Polsce arcybiskup Józef Kowalczyk i metropolita warszawski arcybiskup Kazimierz Nycz.
W czasie koncertu wystąpiły trzy chóry: Opery Narodowej, Filharmonii Narodowej oraz Opery i Filharmonii Podlaskiej. Solistami byli: sopranistki - Izabela Matuła i Izabella Kłosińska, Agnieszka Rehlis - alt, tenor - Adam Zdunikowski, bas - Romuald Tesarowicz i jako recytator - były śpiewak Boris Carmeli, który recytował Psalmy Dawida w języku hebrajskim.
Napisany w 1996 roku utwór Krzysztofa Pendereckiego "Siedem bram Jerozolimy" powstał na zamówienie miasta Jerozolimy z okazji jubileuszu 3000 lat Świętego Miasta. Prawykonanie utworu odbyło się w Jerozolimie w styczniu 1997 roku.
Dzisiejszy koncert odbywał się w specjalnej oprawie, z udziałem tancerzy i towarzyszeniem projekcji animacji Tomasza Bagińskiego. Po koncercie wszyscy artyści odśpiewali jubilatowi "Sto lat".
Nagranie z tego koncertu zostanie zaprezentowanie w styczniu, na międzynarodowych targach MIDEM w Cann. Program Drugi Telewizji Polskiej wyemituje je w lutym.
Polskie Radio było patronem medialnym Festiwalu Krzysztofa Pendereckiego.
IAR

Zawieje i burze śnieżne - tysiące osób bez prądu

Do Polski na dobre zawitała zima. Szczególną ostrożność powinni zachować kierowcy - na drogach mogą się tworzyć zaspy, możliwe są także zawieje i zamiecie śnieżne. Wiatr zachodni będzie wiał w porywach z prędkością do 70 kilometrów na godzinę. W województwie pomorskim przed południem przewidywane są lokalnie burze i intensywne opady śniegu. Około 10 tys. mieszkańców powiatów: drawskiego, białogardzkiego, koszalińskiego i szczecineckiego nie ma prądu. Także w świętokrzyskim kilkaset osób pozostaje od piątku bez prądu.
Obfite opady śniegu w całym kraju spowodowały trudne warunki na drogach. Dotyczy to szczególnie dróg lokalnych, na których jest bardzo ślisko. Policja i służby drogowe ostrzegają kierowców i proszą o zachowanie większej ostrożności. Po pierwszych opadach śniegu w całym kraju doszło do wielu groźnych wypadków.
Lubelszczyzna
W Lublinie w wypadku zginęła jedna osoba, a 4 są ranne. Podczas tego weekendu na drogach Lubelszczyzny zginęło siedem osób.
Jadąca od strony Kraśnika mazda prawdopodobnie wpadła w poślizg i stanęła w poprzeg drogi. W bok samochodu uderzył ford jadący od strony Lublina. 5 osób przewieziono do szpitala, gdzie zmarła 33-letnia pasażerka mazdy. Ruch na krajowej drodze nr 19-ście odbywa się już normalnie.
Wszystkie drogi na Lubelszczyźnie są przejezdne. Kilkadziesiąt piaskarek i solarek przez cały dzień stara się odśnieżać nawierzchnię na drogach krajowych. Większość tras ma czarne i mokre nawierzchnie.
Większość głównych dróg ma czarne i mokre nawierzchnie. Na trasach krajowych o niższym standardzie odśnieżania jest błoto pośniegowe - informuje dyżurny Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Najtrudniejsze warunki są na drodze krajowej nr 74 w rejonie Zamościa.
Gorsze warunki jazdy na drogach wojewódzkich i lokalnych. Według Zarządu Dróg Województwa na wszystkich trasach jest ślisko. W rejonie Puław, Łukowa i Zamościa na jezdniach leży warstwa zajeżdżonego śniegu.
Policja apeluje o bardzo ostrożną jazdę, dostosowaną do zimowych warunków. W sobotę na lubelskich drogach doszło do 9 groźnych wypadków. Na śliskiej nawierzchni auta wypadały z trasy. Zginęło siedem osób.
Lubuskie
Wszystkie drogi w województwie lubuskim są przejezdne. Na drogach wojewódzkich jest jednak ślisko. Nawierzchnie tras krajowych są mokre. Policja apeluje o uwagę, bo temperatura spadła poniżej zera.
W sobotę w nocy i w niedzielę rano doszło do pięciu groźnych wypadków. Zginęła jedna osoba, a trzy zostały ranne. Zanotowano wiele stłuczek.
Świętokrzyskie
Wszystkie drogi krajowe w regionie świętokrzyskim są przejezdne - zapewnia dyżurny w kieleckim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Trasy w większości są czarne i mokre. Zdarzają się jednak miejsca, w których na drogi nawiewany jest śnieg z pól.
Kierowcy mogą napotkać utrudnienia na drodze numer 74 z Kielc do Piotrkowa. Na górze Raszówka kilka kilometrów za Kielcami przejazd mogą blokować tiry, które mają problem z podjazdem na wzniesienie.
Gorzej jest na drogach wojewódzkich i lokalnych. Policja informuje, że nieprzejezdna jest trasa wojewódzka numer 751 przy wjeździe do Suchedniowa, od strony Nowej Słupi. Tu również droga jest zablokowana przez ciężarówki, które nie radzą sobie z podjazdem. Na miejscu ruchem kierują policjanci
Pierwszy atak zimy w województwie świętokrzyskim w nocy z piątku na sobotę - obfite opady śniegu i silny wiatr - spowodował, że prąd nie docierał do 17 tys. odbiorców. Najwięcej awarii było w okolicach Kielc, Skarżyska-Kamiennej i Końskich.
W niedzielę późnym wieczorem energetycy usunęli ostatnią z awarii spowodowanych pierwszym atakiem zimy w województwie świętokrzyskim. Jak poinformował Ryszard Bryś z Zakładu Energetycznego Okręgu Radomsko-Kieleckiego, energetycy przed godz. 21.00 usunęli ostatnią awarię w trudnym terenie w okolicach Stąporkowa, gdzie m.in. musieli wymienić połamane słupy. Warmia i Mazury
Trudne warunki jazdy na Warmii i Mazurach. Przez całą noc padał śnieg i miejscami sypie nadal. Tak jest m.in. w Olsztynie i okolicach. W całym regionie pracuje ponad 40 pługopiaskarek, solarek i pługów. Najwięcej sprzętu jest na drodze krajowej numer 7, z Warszawy do Gdańska. Drogowcy zapewniają, że trasa jest czarna i mokra.
W województwie warmińsko-mazurskim częściowo zablokowana jest droga krajowa numer 7 z Warszawy do Gdańska. W okolicach Komorowa Żuławskiego koło Elbląga przewrócił się tir. Ruch w tym miejscu odbywa się wahadłowo.
Przechodząca nad Olsztynem burza śnieżna, wraz z intensywnymi opadami śniegu spowodowała, że na drogach regionu panują fatalne warunki jazdy.
Niebezpiecznie może być także w rejonie Lidzbarka Warmińskiego, Bartoszyc, Szczytna i Giżycka, gdzie śnieg zamienił się w błoto.
Podobnie jest w okolicach Elbląga na drodze krajowej numer 22 do przejść granicznych w Gronowie i Grzechotkach. Droga krajowa numer 7 Gdańsk-Warszawa jest odśnieżona, jej nawierzchnia jest czarna i mokra.
Pomorze
Trudne warunki panują też na drogach Pomorza. Pada śnieg, miejscami bardzo intensywnie. Najgorsze warunki jazdy panują na lokalnych drogach na Kaszubach. Dodatkowo na Pomorzu jazdę samochodem i pracę drogowców utrudniają zawieje i zamiecie śnieżne.
Na gdańskich drogach pracuje ponad dwadzieścia pługopiaskarek. W Sopocie służby pracowały przez całą noc. Siedem pługów odśnieża trójmiejską obwodnicę. Przeszła tamtędy burza śnieżna.
W okolicach Sztumu spadło do dziesięciu centymetrów śniegu. Mimo to nie ma tam na razie większych utrudnień. Od rana w rejonie Lęborka trwa intensywne odśnieżanie. Na tamtejszych drogach leży sporo śniegu i błota pośniegowego.
Zachodniopomorskie
W Zachodniopomorskiem porywisty wiatr i śnieżyce uszkodziły 250 stacji transformatorowych.
Około 10 tys. mieszkańców powiatów: drawskiego, białogardzkiego, koszalińskiego i szczecineckiego nie ma prądu. Wyłączonych jest 15 linii średniego napięcia i ok. 500 stacji transformatorowych.
Jak powiedziała PAP Jolanta Szewczyk z koszalińskiego rejonu energetycznego, powodem awarii jest mokry, ciężki śnieg, spadający z drzew oraz łamiące się gałęzie pod jego ciężarem, które uszkadzają linie energetyczne. Wszystkie ekipy zakładu pracują w terenie - dodała.
Trudne warunki jazdy panują też na trasach województwa zachodniopomorskiego. Jak informują drogowcy, drogi krajowe i wojewódzkie na Pomorzu Zachodnim są przejezdne. Jednak na większości wojewódzkich dróg zalega cienka warstwa zajeżdżonego śniegu lub błota pośniegowego. Na drogach krajowych miejscami występuje błoto pośniegowe.
W zachodniej części regionu na drogach krajowych widać czarną nawierzchnię. Gorzej jest na południowym-wschodzie, gdzie występują błoto i zajeżdżony śnieg.
Na drogach krajowych nr 3 i 6 leży błoto pośniegowe. Wszędzie nawierzchnie są mokre po opadach śniegu. Jak zapewnił dyżurny Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad pługi i piaskarki od kilku godzin pracują na drogach.
Jak poinformowano w szczecińskim biurze prognoz meteorologicznych, w niedzielę nadal spodziewane są w województwie przelotne opady śniegu, najwięcej ma padać we wschodniej części regionu. Jednak - jak zapewnił dyżurny synoptyk, opady będą słabsze niż w sobotę. Ma spaść w ciągu 12 godzin do 5 cm śniegu.
W nocy i rano nie doszło do żadnych groźnych wypadków na drogach regionu. Policja jednak apeluje jednak do kierowców o wyjątkową ostrożność i spokojną jazdę.
IAR

Sobota, 2008-11-22

Mija 68 lat od pierwszej masowej egzekucji w Auschwitz-Birkenau

W sobotę 22 listopada mija 68. rocznica pierwszej masowej egzekucji w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Niemcy rozstrzelali wówczas 40 Polaków, w odwecie za działalność ruchu oporu na Śląsku.
Wydarzenie z 22 listopada 1940 roku dało początek masowym rozstrzeliwaniom więźniów w obozie. Do 1945 roku zgładzono w ten sposób co najmniej kilka tysięcy osób.
40 skazanych przywieziono do obozu w Auschwitz z Katowic. Ich nazwiska wybrał Reichsfuehrer SS Heinrich Himmler z czterech list przekazanych mu przez niemiecką policję. Polacy trafili do obozu 22 listopada, a niedługo potem rozpoczęła się egzekucja, która trwała 20 minut. Najmłodszy z zamordowanych miał 21 lat, a najstarszy - 63 lata. Egzekucję przeprowadziło 20 SS-manów z załogi wartowniczej obozu.
W 60. rocznicę pierwszej masowej egzekucji w Auschwitz na oświęcimskim kościele ojców salezjanów odsłonięto tablicę upamiętniającą śmierć Polaków. Poświęcił ją ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej biskup Tadeusz Rakoczy.
Hitlerowski obóz zagłady Auschwitz-Birkenau, założony w 1940 roku, był jednym z największych miejsc męczeństwa i zagłady II wojny światowej. Przyjmuje się, że mogło tam zginąć nawet półtora miliona osób, głównie Żydów, a także przedstawicieli kilkudziesięciu innych narodów.
27 stycznia 1945 roku Armia Czerwona uwolniła z Auschwitz-Birkenau niespełna 8 tysięcy więźniów, w tym ponad 500 dzieci. Pozostałych więźniów, ponad 56 tysięcy, hitlerowcy ewakuowali wcześniej w głąb Niemiec w tak zwanym "marszu śmierci", w którym zginęły tysiące ludzi.
IAR

Leczenie chorób reumatycznych będzie szybsze

Pierwszy w Europie Środkowo-Wschodniej nowoczesny system do wykrywania chorób reumatycznych zaczął działać w krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim - pisze "Dziennik Polski".
Urządzenia będą najbardziej przydatne w badaniu stawów rąk i stóp, nadgarstka, łokciowych, kolanowych, skokowych i śródstopia.
- Mamy szansę na bardzo wczesne wykrycie zmian reumatycznych - tłumaczy Andrzej Urbanik, kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej.
Nowoczesny system, zaproponowany przez Zakład Diagnostyki Obrazowej, ma też bezpośrednie przełożenie na efekty leczenia. Pod kontrolą USG można precyzyjnie podawać leki dokładnie w chore miejsce, co w oczywisty sposób poprawia skuteczność terapii. Jak dotąd podstawowym badaniem w diagnostyce reumatologicznej jest klasyczny rentgen. Niestety, jeśli daje on informację o stanie ścięgien lub mięśni, to oznacza, że choroba jest już mocno zaawansowana.
PAP

Piątek, 2008-11-21

"NIE CHCĘ STAWIAĆ JEJ W NIEZRĘCZNEJ SYTUACJI"
Andrzej K. opuszcza fundację Kwaśniewskiej


Podejrzany o pranie brudnych pieniędzy Andrzej K. rezygnuje z kierowania radą fundacji Jolanty Kwaśniewskiej - podaje "Rzeczpospolita". O swojej decyzji poinformował już żonę byłego prezydenta.
Jak podaje gazeta, Andrzej K. miał rozmawiać z Jolantą Kwaśniewską o swojej przyszłości w fundacji zaraz po postawieniu zarzutów.
– Umówiliśmy się na kawę jak będzie w Warszawie. Zapowiedziałem jednak odejście z fundacji, bo nie chciałbym stawiać jej w niezręcznej sytuacji w związku z moimi problemami – przyznaje w rozmowie z "Rzeczpospolitą".
Stanowisko w sprawie mecenasa podejrzanego o niezgodne z prawem operacje finansowe, zajął także zarząd fundacji Kwaśniewskiej. "Wierzymy, że nasi darczyńcy oceniają nas po owocach naszych programów i że medialne zamieszanie wokół tej sprawy nie będzie miało wpływu na ich hojność" - czytamy w piśmie zarządu.
Wtorkowe zatrzymanie
Szef rady fundacji Jolanty Kwaśniewskiej Andrzej K. został zatrzymany we wtorek rano przez CBŚ na polecenie katowickiej prokuratury. Mecenas podejrzewany jest o pranie brudnych pieniędzy. Zatrzymanie nie ma związku z fundacją byłej prezydentowej - zapewnia prokuratura.
K. pełnił funkcję prezesa rady fundacji Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez barier" od lutego 2002 r. Od tego czasu do kwietnia 2004 r. był jednocześnie członkiem Rady Nadzorczej PKN Orlen. (PKN Orlen był jednym z tzw. złotych sponsorów fundacji).
W grudniu 2004 r. prokuratura i Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przeszukały kancelarię prawną KNS, której K. jest współwłaścicielem. O zabezpieczenie akt wnosiła komisja śledcza, która chciała dowieść, że za pośrednictwem tej spółki mogły być transferowane pieniądze z PKN Orlen do firm powiązanych z politykami lewicy. Prokuratura umorzyła jednak śledztwo w sprawie podejrzenia prania brudnych pieniędzy przez Andrzeja K.
Rzeczpospolita

SONDAŻ: CO DRUGI POLAK ŹLE OCENIA ZMIANY W KRAJU
Rośnie lawina niezadowolonych Polaków


Aż 55 proc. Polaków uważa, że zmiany zachodzące w Polsce idą w złym kierunku - wynika z najnowszego badania TNS OBOP. Szczególnie dużo niezadowolonych jest wśród ludzi starszych i mieszkańców wsi.
To oznacza pogorszenie nastrojów społecznych - komentują socjologowie i przypominają, że niezadowolenie odczuwa o 2 pkt. proc. więcej respondentów niż w październiku i o aż 19 pkt. proc. więcej niż przed rokiem. Zadowolenie wyraziło tylko 30 proc. respondentów.
Pesymiści
Szczególnie pesymistycznie nastawione są osoby powyżej 60. roku życia. Tylko 22 proc. spośród nich wierzy, że zmiany będą korzystne dla nich i dla Polski. Optymizm udzielił się za to aż 43 proc. ankietowanych w wieku od 20 do 29 lat.
Jak wynika z sondażu, najchętniej narzekają mieszkańcy wsi i małych miast, osoby niewykształcone, wyborcy PiS, PSL i LPR.
Tylko 19 proc. sympatyzujących z partią Jarosława Kaczyńskiego jest zadowolonych z obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce.
Optymiści
Ankietowani odnieśli się także do obecnej sytuacji gospodarczej. Z optymizmem patrzą ludzie młodzi, wykształceni, wyborcy PO (68 proc.) i osoby o poglądach centrolewicowych (60 proc.).
39 proc. Polaków nie spodziewa się w ciągu najbliższych trzech lat zmiany warunków materialnych, 33 proc. obawia się, że ich warunki się pogorszą, a 23 proc. oczekuje poprawy swojej sytuacji.
Sondaż TNS OBOP przeprowadzono na reprezentatywnej losowej próbie 1001 mieszkańców Polski w dniach od 6 do 10 listopada tego roku.
PAP 

Sejm znowelizował Kartę Nauczyciela

Sejm znowelizował Kartę Nauczyciela. Odrzucono przy tym poprawki i wnioski zakładające m.in. podwyższenie wynagrodzeń nauczycieli na wyższych stopniach awansu zawodowego oraz wydłużenie prawa nauczycieli do wcześniejszych emerytur.
Rządowy projekt nowelizacji Karty Nauczyciela poparło 224 posłów, przeciw było 127, a 37 wstrzymało się od głosu.
- Głosowanie za tą ustawą to głosowanie za, lub przeciw, podwyżkom dla nauczycieli - podkreśliła w Sejmie minister edukacji Katarzyna Hall.
Według nowych regulacji, zwiększyć się ma, w stosunku do innych stopni awansu zawodowego, wynagrodzenie nauczycieli stażystów - czyli rozpoczynających pracę.
Istnieje też zapis, zgodnie z którym każdy nauczyciel w szkole podstawowej i w gimnazjum będzie musiał w ramach swojego 40- godzinnego tygodnia pracy przepracować dodatkowo dwie godziny z uczniami poza ich obowiązkowymi lekcjami, np. w kółku zainteresowań lub w świetlicy. Każdy nauczyciel w szkole ponadgimnazjalnej musiałby przepracować w ten sposób jedną dodatkową godzinę.
Sejm odrzucił w piątek wniosek, w którym proponowano, by średnie wynagrodzenie nauczyciela stażysty stanowiło co najmniej 100% kwoty bazowej oraz aby średnie wynagrodzenie pozostałych nauczycieli stanowiło odpowiedni procent powyższego wynagrodzenia - dla nauczyciela kontraktowego co najmniej 130% (tego, co otrzymuje stażysta), dla nauczyciela mianowanego co najmniej 180%, a dla nauczyciela dyplomowanego co najmniej 230%.
Posłowie odrzucili ponadto poprawkę zakładającą, że nauczyciele urodzeni po dniu 31 grudnia 1948 r., a przed dniem 1 stycznia 1969 r. zachowają prawo do przejścia na emeryturę bez względu na wiek, jeżeli spełnili warunki do uzyskania emerytury i podjęli zatrudnienie jako nauczyciele przed wejściem w życie ustawy o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych.
PAP

Czwartek, 2008-11-20

Holland i Warlikowski laureatami Medali Europejskich

Reżyserzy Agnieszka Holland i Krzysztof Warlikowski oraz historyk prof. Henryk Samsonowicz są wśród laureatów Honorowych Medali Europejskich, które przyznano w Warszawie za promowanie tradycji wielokulturowości oraz idei Unii Europejskiej.
Honorowe Medale Europejskie to wyróżnienia przyznawane wspólnie przez Urząd Komitetu Integracji Europejskiej (UKIE), Business Centre Club (BCC) i Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny.
Oprócz Agnieszki Holland - reżyserki filmowej, Krzysztofa Warlikowskiego - reżysera teatralnego, dyrektora artystycznego Nowego Teatru w Warszawie, oraz historyka prof. Henryka Samsonowicza, członka prezydium PAN, otrzymali je: Krzysztof Czyżewski - poeta i eseista, dyrektor Ośrodka "Pogranicze" w Sejnach, Stefan Bratkowski - honorowy prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Roman Gutek - prezes firmy Gutek Film zajmującej się dystrybucją filmową, Maciej Jankowski - b. przewodniczący "Solidarności" Regionu Mazowsze oraz gen. Andrzej Matejuk - Komendant Główny Policji.
Medali nie mogli odebrać osobiście Holland i Czyżewski. Pozostali laureaci byli obecni na ceremonii, którą prowadzili wspólnie prezes BCC Marek Goliszewski, przewodniczący Rady Głównej BCC Maciej Grelowski oraz dyrektor Departamentu Analiz i Strategii w UKIE Małgorzata Kałużyńska.
- Uhonorowano osoby pielęgnujące i rozwijające tradycje wielokulturowości oraz tolerancji w Polsce - wyjaśniła Kałużyńska. - Nagrodzeni twórcy filmowi i teatralni nie tylko podejmują w swojej twórczości temat przenikania się kultur i obyczajów, ale rozsławiają polską sztukę i naukę za granicą. Słowa uznania należą się także tym animatorom kultury, którzy promują ambitne kino europejskie w Polsce - powiedziała.
Grelowski dodał natomiast, że doceniono również ludzi, którzy "promują idee europejskie w Polsce oraz w rzetelny i kompetentny sposób mówią o konsekwencjach przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wspominając o dobrych, a także o słabszych stronach integracji".
Podczas ceremonii przyznano ponadto Medale Europejskie dla Wyrobów - powędrowały one w ręce przedsiębiorców. Wśród prawie setki laureatów są m.in. firmy: Budvar Centrum SA, Ceramika Paradyż Sp. z o.o., Grupa Lotos SA, Mazowiecka Spółdzielnia Mleczarska "Ostrowia", Petrochemia-Blachownia SA, Polski Koncern Naftowy Orlen SA, Przedsiębiorstwo Wyrobów Cukierniczych Odra SA, Rafineria Trzebinia SA, Warszawskie Zakłady Zielarskie "Herbapol" oraz Zakłady Mięsne "Sobkowiak".
Medale Europejskie są przyznawane od ośmiu lat w celu wspierania polskich produktów i usług na rynku Unii Europejskiej oraz w celu promowania idei UE w środowisku przedsiębiorców. Medalem wyróżniane są wyroby i usługi spełniające standardy europejskie. Wśród ponad 2 tysięcy nagrodzonych dotychczas firm są m.in. banki, instytucje ubezpieczeniowe, firmy działające w branży budowlanej, firmy informatyczne i telekomunikacyjne.
PAP

Jan Machulski nie żyje

W wieku 80 lat zmarł Jan Machulski, znany aktor, reżyser, pedagog, ojciec reżysera Juliusza Machulskiego. Zagrał 70 ról teatralnych oraz 45 ról filmowych. Wystąpił m.in. w filmach "Vabank", "Kingsajz", "Rękopis znaleziony w Saragossie".
Jan Machulski urodził się 3 lipca 1928 roku w Łodzi. W 1954 roku ukończył wydział aktorski Państwowej Wyższej Szkoły Aktorskiej w Łodzi, a w 1971 roku uzyskał dyplom wydziału reżyserii Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie. Zobacz galerię: Nieśmiertelny Kwinto w obiektywie
Na początku kariery aktorskiej był związany z mniejszymi teatrami, między innymi, w Opolu i Olsztynie. Potem występował na deskach Teatru Lubelskiego, Teatru Nowego w Łodzi, teatrów: Polskiego oraz Narodowego w Warszawie. W 1970 roku był jednym z założycieli Teatru Ochota w Warszawie.
W latach 70. i 80. zrealizował szereg ambitnych teatralnych projektów reżyserskich. Wyreżyserował między innymi "Antygonę", "Hamleta" i "Sen nocy letniej", oraz sztuki własnego autorstwa - "Lęk", "Niebezpieczne zabawy".
W filmie zadebiutował w 1952 roku rolą w obrazie Ewy Poleskiej "Trzy opowieści", a w teatrze dwa lata później, tuż po skończeniu studiów.
W 1981 roku po raz pierwszy zagrał w filmie swojego syna - reżysera filmowego Juliusza Machulskiego. Był to film "Vabank", w którym Machulski wcielił się w postać Henryka Kwinto. W kolejnych latach wystąpił w następnych filmach syna, między innymi: "Kingsajz", "Deja vu", "Kiler", "Vinci". Młodsza widownia znała go z filmu "Wyspa złoczyńców", gdzie wcielił się w postać Pana Samochodzika i oraz filmu "Podróż za jeden uśmiech".
Najnowszym przedsięwzięciem filmowym Jana Machulskiego była rola w filmie Michała Rosy "Co słonko widziało" z 2006 roku. Od 1999 roku Machulski prowadził prywatną szkołę aktorską.
Jest również autorem książek: "Zawód - aktor: rozmyślania i projekty" oraz tomu wspomnień "Chłopak z Hollyłódź". W 2003 roku ukazał się "Benefis" - wywiad-rzeka, przeprowadzony z aktorem przez Marka Pająka.
Jan Machulski został uhonorowany wieloma wyróżnieniami. Przyznano mu Złoty Krzyż Zasługi. W 2002 roku podczas VII Festiwalu Gwiazd w Międzyzdrojach odcisnął dłoń na Promenadzie Gwiazd, a rok później otrzymał "Specjalną Żabą" - nagrodę operatorów dla polskiego aktora podczas Festiwalu Camerimage 2003.
Jan Machulski od wielu lat mieszkał w Warszawie, ale zawsze podkreślał swój bliski związek z Łodzią. Był pomysłodawcą łódzkiej "Alei Gwiazd" na ulicy Piotrkowskiej - polskiego odpowiednika Bulwaru Hollywodzkiego, a niedawno otrzymał tytuł honorowego obywatela Łodzi.
wp.pl

Porwany Polak napisał list z Pakistanu

Polski geolog porwany przez talibów 28 września w Pakistanie napisał list do rodziny. List znajduje się w siedzibie Prokuratury Krajowej w Krakowie, która sprawdza, czy rzeczywiście był pisany przez porwanego. Prok. Marek Wełna nie chciał zdradzać treści. Tymczasem w rozmowie z TVN24 siostra porwanego Polaka poinformowała, że rodzina otrzymała 12 listopada inny list - nie od brata, ale od pakistańskiej firmy, kooperanta Geofizyki Kraków, w której pracował uprowadzony.
Jak wyjaśnił prok. Wełna "dokument został przejęty przez ABW z Ministerstwa Spraw Zagranicznych". Wełna nie chciał jednak wypowiadać się na temat treści dokumentu, ani okoliczności jego pozyskania. Rzecznik ABW mjr Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska powiedziała, że Agencja nie komentuje medialnych doniesień w tej sprawie. Dodała, że uprawniona do udzielania informacji jest jedynie prokuratura.
Ministerstwo nigdy nie otrzymało i nigdy nie przekazywało napisanego do rodziny listu od porwanego - poinformował z kolei rzecznik MSZ Piotr Paszkowski.
- Dostaliśmy list datowany na 10 października. W liście zapewniali mnie, że zostały podjęte wszelkie możliwe działania zmierzające do uwolnienia brata - powiedziała siostra porwanego. - Wątpię, czy porywacze pozwoliliby napisać bratu bezpośrednio do mnie. Czekam i mam nadzieję, że polski rząd robi wszystko, żeby uwolnić mojego brata - dodała siostra porwanego.
W piśmie pakistańska firma zapewniała o pełnym zaangażowaniu w sprawę i przesłała wyrazy współczucia.
Informacji tych nie chce też komentować Magdalena Pachocka, rzeczniczka Geofizyki Kraków, firmy zatrudniającej porwanego mężczyznę.
Pracownik Geofizyki Kraków został uprowadzony 28 września ok. 200 km na południowy zachód od Islamabadu. Uzbrojeni napastnicy zabili trzech towarzyszących mu Pakistańczyków.
W połowie października ujawniono nagranie, na którym porwany Polak apelował do pakistańskiego rządu o spełnienie żądań talibskich porywaczy, co ma ocalić mu życie. Według rzecznika talibów warunkiem uwolnienia Polaka jest zwolnienie talibów przetrzymywanych w pakistańskich więzieniach. tvn24.pl
 

INDEX


Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228