Polonia Winnipegu
 Numer 28

                    22 maja, 2008      Archiwa Home Kontakt

Wydawca


Bogdan Fiedur
Bogdan Fiedur
 

 

zapisz Się Na Naszą listę


Proszę kliknąć na ten link aby dotrzeć do formularza gdzie można zapisać się na listę dystrybucyjną i w przyszłości otrzymywać biuletyn bezpośrednio od nas.

Aby zapisać się szybko bez wypełniania formularza, proszę wysłać E-mail bez żadnego tekstu poprzez kliknięcie tego linku.

 

 

Przyłącz się

Jeśli masz jakieś informacje dotyczące polskich wydarzeń i chciałbyś albo chciałabyś podzielić się nimi z naszymi czytelnikami, to prześlij je do nas. Mile widziane są wywiady, felietony, zdjęcia i poezja. Proszę informować nas o wszystkich wydarzeniach polonijnych.

 

 

Promuj polonię

Każdy z nas może się przyczynić do promowania Polonii w Winnipegu w bardzo prosty sposób.  Mój apel jest aby dodać dwie linie do waszej stopki (signature) aby zacząć promować Polonijne wydarzenia w Winnipegu kiedykolwiek wysyłamy maila.

Tutaj są instrukcj
e jak dodać stopkę używając Outlook Express.

Kli
knij Tools-->Options --> Signatures

Zaznacz poprzez kliknięcie
Checkbox gdzie pisze

Add signature to all outgoing messages


W pole gdzie jest napisane Edit Signature proszę wpisać.

Polonijny link Winnipegu
http://www.polishwinnipeg.com

albo

Polish Link for Winnipeg
http://www.polishwinnipeg.com


Po tym kliknij Apply

I to wszystko. Od tej pory będziemy promować polskie wydarzanie w Winnipegu automatycznie kiedy wyślemy maila do kogoś. Wszystkie programy mailowe mają taką opcję tzw. signature i sposób jej dodania będzie bardzo podobny do tego co opisałem dla Outlook Express

Polonijny Biuletyn Informacyjny w Winnipegu

Powrót..
 

POLONIJNE  ROZMOWY  NA  LINKPOLONIA


Tutaj można komentować i podać swoje propozycje.

Polonia

Jest nas Polonusów w Thunder Bay dużo. Nie widać tego po stanie liczebnym w organizacjach. Dlaczego tak się dzieje?

Niektórzy twierdzą, że jest pięć tysięcy mieszkańców Thunder Bay z polskimi korzeniami, z czego tylko niewielka grupa należy do jakiejś polonijnej organizacji. Tak wychodzi, że miejscową Polonię reprezentuje mniejszość zrzeszonych. Nieobecni nie mają racji. Dlaczego tak jest? Dlaczego brak nowych członków w polonijnych organizacjach? Dlaczego nie ma w nas potrzeby należenia do jakiejś zorganizowanej grupy polonijnej? Czy są jakieś animozje, przeszkody, jakaś niechęć? Jeśli udałoby się te przyczyny zidentyfikować, można by wtedy szukać rozwiązań, w jakiś sposób to naprawić. Najpierw należy pacjenta zbadać i odkryć co go boli, a potem można znaleźć jakieś lekarstwo na jego dolegliwości. Pozwolę sobie na próbę odpowiedzi na tak postawione pytania.

- Dlaczego Polacy nigdzie nie chcą należeć?

- Co zrobić żeby tę sytuację poprawić?

 Dlaczego?

Jest nieprawdą, że nie lubimy się zrzeszać. Choć są osoby, które mają uraz do swego rodzaju ograniczenia, zbiorowego zaszufladkowania i nie chcą przynależeć nigdzie po smutnych doświadczeniach jeszcze z Kraju. Większość nie ma takich awersji. Jaki mamy wybór? Jest kilka większych i kilka mniejszych (to jest względne, bo dużych już nie ma) organizacji, które wydawałoby się powinny zaspokajać zainteresowania nowego członkostwa. Od paramilitarnych (czytaj weterańskich) poprzez wzajemnej pomocy, socjalnych, wreszcie katolickich. Są różne, co z tego? - one wszystkie robią pierogi i tylko pierogi. Proszę mnie źle nie zrozumieć, to jest bardzo ważne i potrzebne. Większość już dawno by nie istniała, gdyby nie pierogi. Ale to za mało dla młodego kandydata na członka. Cóż on miałby robić wstępując do organizacji?! Pierogi! Bankiety – kiedyś były w modzie, teraz nawet darmowe świecą pustkami i nie one przyciągną rzesze. Piknik Polski – jest coraz uboższą atrakcją. Czy to ważne czy ktoś jest członkiem organizacji i do tego jakiej? Dajcie mu tą kiełbaskę. Niech to będzie piknik wszystkich Polaków, tych co należą i tych co nie. Osoby, które nigdzie nie należą nie są gorszymi Polakami. To nie na tym polega. Jeśli ktoś należy do trzech organizacji, też nie znaczy, że jest lepszy od tego co należy tylko do jednej, albo do żadnej. To są sprawy bardziej uczuciowe, sentymentalne, niż fizycznie terytorialne. Siłą nas nikt nigdy nie wynarodowił, ale sami robimy to bardzo skutecznie. Czemu dzieci nie mówią po polsku? Największym darem jaki możemy dać dziecku to nauczyć go języka polskiego!

 No i oczywiście afery też temu nie pomagają. Status moralny niektórych zrzeszeń odpycha członków i rezygnują z przynależności, nie mówiąc o naborze nowych. Brak opłacanych składek - to nie brak 20 dolarów, tylko brak zaufania. Jak można mieć zaufanie do organizacji, która zawiesza byłego prezesa bo śmiał mieć inne zdanie (upraszczając) od sprawującego władzę zarządu? Prezesa, który przejawiał wiele inicjatyw i dbał o dobro organizacji, przysparzał jej zasobów, oskarżyć o działanie na jej szkodę? Przyszła nowa władza, oskarżyła i skazała byłego prezesa o działanie na szkodę organizacji, a halę doprowadziła do ruiny, doprowadziła organizację do ruiny. Obecny zarząd „boryka się” z rozwiązaniem problemu. Bo winowajcy postanowili, że oni sami dopuścili do takiej sytuacji więc oni sami ja wyjaśnią. Nigdy nie rozumiałem tej logiki, aby podejrzany sam się oskarżał i bronił i jeśli winny, to pewnie też by się skazał, albo prosił o surowy wymiar kary. Tym postanowieniem o samo wyjaśnienie pozbawiono mnie nadziei w uwierzenie w dobre intencje. Zresztą tak zabezpieczono dokumenty, że do tej pory nie można ich znaleźć. Władze naczelne raczyły pozbawić członkostwa odpowiedzialnych (za organizację w tym czasie) i wydać zakaz przebywania im na terenie organizacji. To jest też ciekawostka, bo niby kto ma go egzekwować - kolejna bzdura polonijnych wodzów. Życzę szybkiego wyjaśnienia, bo niedługo nie będzie komu wyjaśniać.

Ludziom należy przebaczać. Jest jeszcze „mały” szczegół odpowiedzialności za funkcję, którą się sprawowało i tu jest miejsce na rozliczenie. Tak jak chłopcu, który grając w palanta na ulicy wybił sąsiadowi okno. Poszedł do niego i przeprosił, dobry sąsiad oddał mu piłkę i powiedział: ja się nie gniewam, tylko szybę musisz odkupić. Przebaczył, ale straty należy powetować Człowiekowi należy wybaczyć, ale na sprawowanej funkcji ciąży odpowiedzialność.

 Aby uniknąć wyrzucania z organizacji po skończonej kadencji, należy daną pozycję wypełniać właściwie. Coroczne wybory są po to, by wybierać nowe twarze, które mają nowe pomysły. Raz wybrany na jakąś funkcję nie powinien traktować tego jako funkcję dozgonną. Wybieramy nowe osoby nie dlatego, że obecne są złe, tylko dlatego, że nowi mają nowe pomysły i są pełni zapału, po paru latach taki najlepszy zapał gaśnie. To ogromna sztuka wiedzieć kiedy odejść.

Odchodzącemu prezesowi należy się wdzięczności i szacunek za wykonaną prace, a nie zapomnienie i lekceważenie, jak to ma niekiedy miejsce. Szanujcie byłych prezesów i zapraszajcie ich na rocznicowe bankiety.

Czy wolno mi krytykować? Jeśli ktoś zdecydował się na publiczne stanowisko, podlega też publicznej krytyce. Automatycznie razem ze splendorem, szacunkiem, oklaskami i zaproszeniami na bankiety, przychodzi niechciane dziecko - krytyka. Nie jest prawdą, że dar nieomylności jest tego częścią.

Gwoli wyjaśnienia, robienie „osobom piastującym” zdjęcia w czasie ogólnodostępnych polonijnych imprez nie wymaga ich zgody (chyba, że aparat należy do tej osoby) i zamieszczanie ich w gazetkach - tej czy innych jest zupełnie normalne i naturalne. Nie ma się co wstydzić, chyba że ktoś ma powody?...

Następnym mankamentem, bolączką, kością niezgody - są nazwiska. Nazwiska? Nazwiska! Tak nazwiska - nie jest ważne, co kto mówi, ale kto mówi. Jest kilka obozów nazwisk, powiedzmy że pan X by coś powiedział i dobrze by chciał i przedstawił naprawdę wspaniały pomysł, to dlatego że ma „złe nazwisko”, należy się temu przeciwstawić i z tym walczyć. Zniszczyć pomysł a najlepiej i pomysłodawcę, bo ma „złe” nazwisko. Sprawa jest groteskowa, ale jest tak po stronie „X” „Y” i „Z”. Zresztą ma to głębokie podwaliny historyczne w naszym mieście.

Celem działacza polonijnego ma być dobro Polonii, a nie stołek np. prezesa!!! Stołek prezesa jest środkiem do działania, a nie celem. Nie jest nim własne zdanie i „wyłączność na rację”, czy nieomylność. To nie są cele działacza polonijnego. To rozbija, a nie jednoczy. Bywa, że własna racja pozbawia obiektywizmu i ta nieomylność komplikuje nam życie. Ktoś nie mógł pogodzić się z krytyką! Po co dwie gazetki? Celem jest dobro Polonii. Należy mieć własne zdanie, ale to nie jest cel, celem jest dobro ogółu. Kopanie kolegi pod stołem z błaganiem o podanie na jakieś stanowisko, to właśnie sygnał, który powinien zaniepokoić – jaki ja mam cel? Stołek czy działanie?

Dyskutujmy - dyskutujmy na temat, z opinią innej osoby a nie z inną osobą. Czy patrz wyżej innym nazwiskiem? Np. nie można powiedzieć, że ktoś jest głupi, ale że to co mówi jest głupie (jeśli już ten wyraz „głupi” musi być użyty). Nie obrażajmy się nawzajem, to nie jest cel udowodnić komuś, że jest boleśnie oderwany od rzeczywistości. Celem jest dobro Polonii.

Trudna sytuacja kulturalna. Nie mamy nic własnego w tej dziedzinie, a przyjezdni artyści zaglądają rzadko i w połowie tygodnia. Bez mocnej reklamy imprezy takie są skazane na deficyt. Bilety na Masztalskich w Winnipegu były po $40, u nas za pół darmo i co z tego? I tak fiasko! Na marginesie, na sali było duże grono osób „nienależących”. Potrzebny jest nam jakiś pokarm dla dusz naszych sarmackich, jakieś przeżycia artystyczne, jakieś chwile, które można tylko czuć duszą, każdy z nas tego potrzebuje, czy to jest jakaś muzyka, że aż serce rośnie i chce się śpiewać, książka, w której ludzki geniusz przenosi nas w stan myśli i czucia innej osoby (jak to trafnie opisał), film czy teatr, który wycisnął nam łzy, czy występ nieznanych ludzi, którzy doprowadzili nas do takiego śmiechu, że żołądki nas bolą. Cudowny zachód słońca, przebywanie z przyjaciółmi, zachwyt ludzkim geniuszem, cudownością natury, bliskością serc z innym człowiekiem. To wszystko jest Miłością Bożą, która obdarzyła nas duszą, byśmy mogli się w niej zanurzyć. Musimy o nią dbać i pozwolić duszy się zachwycać. Z przyjemnością słuchamy ulubionej muzyki, powracamy do książki, wspominamy film, powtarzamy najśmieszniejsze dowcipy. Spotykamy się z przyjaciółmi. Są takie stany, że jest nam dobrze i nie potrafimy powiedzieć dlaczego, nie da się tego zważyć, złapać, zjeść, kupić, nie do się tego racjonalnie wytłumaczyć. Wspólne przebywanie czasami ma takie efekty. Jeśli udałoby się to rozwinąć i na tej bazie budować ruch polonijny, skutki mogłyby być fascynujące.

Połączenie różnych organizacji w jedną. Nie chcę zastanawiać się nad techniczną strona takiego pomysłu i wykonalnością, niczego to nie zmieni, tylko przedłuży okres rozkładu. Z piętnastu w dwóch organizacjach zrobi się trzydzieści w jednej. Skazanych na wygaśnięcie z powodu braku nowych chętnych. Brak perspektyw - chodzi o to by mieć komu to przekazać, o kontynuację. Jak „odejdzie” ten dwudziesty dziewiąty to trzydziesty będzie się musiał rozwiązać. Łączenie nie tworzy czegoś nowego tylko skupia już istniejący stan, może wydać się chwilowym rozwiązaniem, ale tak naprawdę nie daje podstaw do długoletniego sukcesu.

Nie ma się co dziwić, że kadry organizacji nie rosną, a maleją. Z organizacji kombatanckich odchodzą kombatanci na wieczny spoczynek. To jest naturalne, choć smutne.

 Mamy kilku wybitnych krzewicieli polskiej kultury odznaczonych krzyżami zasługi przez prezydenta Rzeczypospolitej, może oni pomogą w rozwiązywaniu problemu?

 Niezdrowa atmosfera w organizacjach, brak inicjatyw skierowanych w stronę rodziny, zaściankowość, kołtunizm, krzykactwo, brak szacunku dla współczłonka, nieumiejętność dyskusji, zawiść ( „złe nazwiska”). Powoduje to niechęć, brak potrzeby spotykania się z ludźmi, którzy ciągle walczą i rozdrabniają się nad nieistotnymi szczegółami. Jest wiele więcej przyjemności w życiu, niż słuchanie kłótni w niedzielne popołudnie. Trzeba cieszyć się życiem, pogodą, rodziną. Zrezygnować z rzeczy mniej istotnych. Kiedyś wczesnym latem widziałem ogrodnika, który w sadzie brzoskwiniowym podchodził do każdego drzewa i nim trząsł, tak że część tych małych zalążków owoców spadała na ziemię - barbarzyństwo pomyślałem sobie, tyle brzoskwiń na marne. Pytam się sadownika dlaczego on tak robi, dlaczego niszczy tyle owoców? Opowiedział mi po zastanowieniu – Jeśli tego nie zrobi i pozostawi wszystkie, to drzewo może połamać gałęzie, a plon będzie duży ale marny. Owszem, one dojrzeją, ale będą takie sobie. Muszę je oberwać – kontynuował – zerwać, zniszczyć nawet te dobre, nie tylko słabe i dać pozostałym miejsce. To małe drzewo nie jest w stanie wszystkich wyżywić i czasu nie wystarczy. Żeby te, które pozostaną były soczyste i smaczne, by były pełnowartościowym owocem. Samo życie, też rezygnujemy z rzeczy czasami nawet dobrych, żeby w pełni dojrzeć, mieć czas i miejsce by cieszyć się życiem. Nie możemy mieć wszystkiego, musimy dokonać wyboru. Jeśli nie to nasze życie będzie jak ten sad bez ogrodnika selekcjonera, marne i przeciętne.

Jeśli nasze polonijne organizacje będą tą pozostawioną do wzrostu brzoskwinią, to jest nadzieja. Może ktoś nas będzie kiedyś rozliczał jakimi byliśmy Polakami, ale na pewno nie do jakiej polonijnej organizacji należeliśmy.

 Co robić? -W następnym numerze. Proszę o pomysły, dla dobra Polonii.

Jacek Łuczak

Tutaj można komentować i podać swoje propozycje.

 

  Powrót..

 

 



Copyright © Polonijny Link Winnipegu
Kopiowanie w całości jest dozwolone bez zgody redakcji pod warunkiem nie dokonywania zmian w dokumencie.

23-845 Dakota Street, Suite 332
Winnipeg, Manitoba
R2M 5M3
Canada
Phone: (204)254-7228
Toll Free US and Canada: 1-866-254-7228