29 kwietnia 2010 | Nr 124

INDEX

Powrót...


  Wiadomości z Polski

Środa, 2010-04-28
"Są nowe dokumenty ws. Katynia, Polska je dostanie"

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew poinformował, że istnieją dokumenty dotyczące Katynia, które jeszcze nie zostały przekazane Polsce. Dodał, że polecił już przeprowadzenie stosownych procedur i przekazanie tych materiałów stronie polskiej. - Prawdopodobnie są to te same dokumenty, o których przed 7 kwietnia mówił już szef Rosarchiwu, Andriej Artizow - analizuje w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Wojciech Materski. - Nie są to raczej te dokumenty, na których nam najbardziej zależy - dodaje.

Miedwiediew dodał, że polecił już przeprowadzenie stosownych procedur i przekazanie tych materiałów stronie polskiej. Mówił o tym na konferencji prasowej w Kopenhadze, zrelacjonowanej przez rosyjską telewizję NTV. Gospodarz Kremla nie ujawnił, jakie to są dokumenty.

- Archiwa katyńskie są otwarte. Istnieje jednak szereg dokumentów, które jeszcze nie zostały przekazane naszym polskim partnerom. Zleciłem przeprowadzenie odpowiednich prac i - po stosownych procedurach - przekazanie materiałów, które interesują naszych polskich kolegów - oświadczył gospodarz Kremla.

- Z historii trzeba wyciągać wnioski. Dobrze, że te materiały ukazały się w takim sumarycznym wariancie. Będziemy dalej się tym zajmować. Uważam, że to nasz obowiązek - oświadczył prezydent Rosji.

Prof. Materski przypuszcza, że są to te same dokumenty, o których mówił szef Rosarchiwu na początku kwietnia.

Andriej Artizow podał wtedy, że rosyjscy archiwiści odnaleźli nowe dokumenty na temat Zbrodni Katyńskiej, które choć nie zmieniają znanego już opisu faktów, to pogłębiają naszą wiedzę o tych wydarzeniach. Te dokumenty miały zostać odtajnione.

Procesem odtajniana dokumentów zajmuje się w Rosji komisja prof. Siergieja Mironienki. - Znając ich sposób działania, to odtajnianie mogłoby potrwać długie miesiące - zauważa prof. Materski. Być może prezydent Miedwiediew przyśpieszył całą procedurę i to właśnie te dokumenty zostaną przekazane stronie polskiej. - Czy one są ważne? To się okaże - dodaje.

Na jakich dokumentach nam zależy?

Prof. Materski wymienia najważniejsze dokumenty ws. Zbrodni Katyńskiej, których jeszcze nie znamy. To tzw. lista białoruska, protokoły Centralnej Trójki, która miała zorganizować egzekucję 22 tysięcy polskich oficerów a także raport z pracy komand katów.

Lista białoruska to zbiór 3870 nazwisk osób rozstrzelanych przez NKWD wiosną 1940 r. najprawdopodobniej w więzieniu w Mińsku i pogrzebanych w pobliskich Kuropatach z ciałami innych ofiar stalinizmu. Do tej pory polscy historycy nie wiedzą, kto znalazł się na tej liście, ani gdzie NKWD ukryło zwłoki.

"Centralna trójka" była specjalnym organem, któremu powierzono sprawę eksterminacji polskich żołnierzy. Zasiadali w niej trzej wysocy komisarze NKWD: Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow i Leonid Basztakow. Raport z ich prac mogłyby wnieść sporo nowych informacji do naszej wiedzy o zbrodni z 1940 roku.

Jak przypomina prof. Materski jeszcze w marcu 1959 roku KGB potwierdziło istnienie tych dokumentów. - Ówczesny szef KGB Aleksandr Szelepin poinformował wówczas Chruszczowa o istnieniu w rosyjskich archiwach potężnego zasobu dokumentów nt. operacji specjalnej z 1940 r - opisuje tę historię prof. Materski. Szelepin postulował wówczas zachować raporty z pracy "trójki".

Trzecią grupą archiwaliów, która mogłaby być istotna z punktu widzenia naszej wiedzy, są raporty "komand katów". - Wiemy, że działały trzy takie zespoły, które dokonywały egzekucji. Po wykonaniu "zadania specjalnego" musiały przygotować odpowiednie raporty - sądzi prof. Materski. - Na tej podstawie ci ludzie mogli być później odznaczeni - dodaje. Dzięki tym dokumentom wiedzieli gdzie są pochowani zamordowani polscy żołnierze, których do tej pory nie udało się odnaleźć.

Przed uroczystościami rocznicowymi w Katyniu pojawiły się głosy, iż premier Putin zlecił poszukiwania listy białoruskiej w syberyjskich archiwach. Jednak sekretarz prasowy premiera Rosji rozwiał wszelkie wątpliwości. Poinformował, że tzw. lista białoruska nie znalazła się do tej pory w rosyjskich zbiorach. Według niektórych lista może znajdować się na Białorusi.

Stare dokumenty w internecie

Zanim prezydent Miedwiediew poinformował, że nowe dokumenty ws. Katynia zostaną przekazane Polsce, szef rosyjskich archiwów państwowych poinformował, że na stronie Rusarchiwu pojawiły po raz pierwszy w historii elektroniczne wersje oryginalnych not wydanych przez Józefa Stalina i Ławrentija Berię dotyczące mordu na polskich oficerach.- To ważny krok naprzód - powiedział prof. Andrzej Walicki w rozmowie z Wirtualną Polską.

Czytaj więcej na temat dokumentów opublikowanych w internecie!

"Katyń to zbrodnia Stalina"

Podczas niedawnych uroczystości pogrzebowych prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki Marii w Krakowie Miedwiediew mówił, że "katyńska tragedia to zbrodnia Stalina i jego pomagierów".

Z kolei przed przyjazdem do Polski gospodarz Kremla oznajmił, że "jest oczywiste, iż polscy oficerowie w 1940 roku zostali rozstrzelani z woli ówczesnych przywódców ZSRR, w tym Stalina". - Jeśli mówić o Stalinie i osobach, które pracowały pod jego kierunkiem, liderach ówczesnego Związku Radzieckiego, to dokonali oni zbrodni. Jest to dla wszystkich zrozumiałe i oczywiste - powiedział Miedwiediew w wywiadzie dla anglojęzycznej telewizji Russia Today.
(PAP)

Aktorka estradowa, tancerka, pisarka Stefania Grodzieńska zmarła rano w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie. Artystka miała 96 lat.
Grodzieńska urodziła się 2 września 1914 roku w Łodzi. Jako dziecko mieszkała w Moskwie, potem wyjechała wraz z rodziną do Berlina. Uczęszczała tam do szkoły baletowej; tańca uczyła się także w Łodzi.

Do Warszawy - miasta, z którym jak deklarowała czuła się najbardziej związana - Grodzieńska przyjechała w 1933 roku. Znalazła pracę w teatrzyku Cyganeria, tańczyła też w Teatrze Kameralnym, w końcu Fryderyk Jarosy zaangażował ją do zespołu Cyrulika Warszawskiego. Podczas pracy nad programem "Słońce" w Cyruliku w roku 1937 Grodzieńska poznała satyryka i komediopisarza Jerzego Jurandota - swojego przyszłego męża. Byli razem przez 42 lata, aż do jego śmierci.

Okupację Jurandotowie przeżyli w Warszawie, wyzwolenie zastało ich w Lublinie, gdzie Stefania Grodzieńska została pierwszą po wojnie spikerką polskiego radia. Pierwsze powojenne lata spędzili w Łodzi, gdzie rozpoczął pracę Teatr Syrena, który potem przeniósł się do Warszawy.

W roku 1945 Stefania Grodzieńska zaczęła pisywać felietony, m.in. do "Szpilek". Grodzieńska jest autorką wielu monologów i skeczy, które pisała samodzielnie, bądź z mężem, Jerzym Jurandotem. Ich teksty wykonywali znakomici ludzie estrady, jak Hanka Bielicka, Adolf Dymsza, Alina Janowska, Kalina Jędrusik, Bogumił Kobiela czy Irena Kwiatkowska.

Jednymi z najbardziej znanych tekstów autorki są m.in. skecze z cyklu "Mąż i żona" (w radiowej interpretacji Magdaleny Zawadzkiej i Wiktora Zborowskiego).

Przez kilkanaście lat Stefania Grodzieńska pracowała też w redakcji rozrywki TVP. Artystka jest również współautorką scenariuszy filmowych m.in. "Deszczowego lipca" (1957, reż. Leonard Buczkowski) i "Sprawy do załatwienia" (1953, reż. Jan Rybkowski, Jan Fethke).

Jej hobby były wycieczki górskie - szczególnie lubiła wysokie, skaliste Tatry. Przez lata należała nawet do ekipy wspinaczkowej.

Po śmierci męża w 1979 roku zarzuciła na dłuższy czas twórczość kabaretową, skupiając się na pisaniu wspomnień. Do pisania felietonów powróciła - z dużym powodzeniem - w latach dziewięćdziesiątych. Napisała kilkanaście zbiorów felietonów takich jak "Dzionek satyryka", "Jestem niepoważna", "Brzydki ogród", "Felietony i humoreski", "Plagi i plażki", "Rozmówki" oraz książki "Urodził go 'Niebieski Ptak'", "Wyznania chałturzystki", "Już nic nie muszę".

W 2008 roku ukazała się książka Grodzieńskiej "Kłania się PRL" - dokonany przez Marcina Szczygielskiego wybór satyrycznych tekstów Stefanii Grodzieńskiej. W krótkich historyjkach i wspomnieniach, językiem przedwojennej inteligentki, wtłoczonej w świat rządzony przez proletariat, sportretowała z wielkim humorem obraz polskiej siermiężnej codzienności sprzed kilkudziesięciu lat.

"Naprawdę myślisz, że kogoś to jeszcze dziś może zainteresować?" - pytała Grodzieńska Szczygielskiego, kiedy powstał pomysł wydania jej felietonów w zbiorze "Kłania się PRL". "Oczywiście, że tak! Ale czy 'zainteresowanie' jest właściwym słowem, określającym uczucia towarzyszące lekturze felietonów, humoresek i skeczy Stefanii z lat 40., 50. i 60.? Tak, ale nie tylko. Dla mnie ta lektura to dobry humor i wzruszenie, nostalgia, a czasem i serdeczny śmiech. To słodko-korzenny zapach pożółkłych kartek książek, które podbierałem z półek rodziców i pochłaniałem w dzieciństwie bez umiaru. To świadectwo istnienia, zapis krótkiej, dziwacznej epoki, która trwała w naszym kraju przez kilka dziesięcioleci, a teraz nieuchronnie, coraz szybciej odchodzi w niepamięć" - napisał Szczygielski we wstępie do książki.
(PAP), (Stefania Grodzieńska fot. AKPA / Euzebiusz Niemiec)

Sikorski rozpoczyna wizytę w USA

Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski w środę rozpoczyna trzydniową oficjalną wizytę w Stanach Zjednoczonych. Tematem rozmów z amerykańskimi politykami będzie bezpieczeństwo międzynarodowe - poinformowało biuro prasowe MSZ.

Wizyta Sikorskiego będzie skoncentrowana głównie na dyskusji o stosunkach polsko-amerykańskich.

Z Sekretarz Stanu Hilary Clinton oraz Sekretarzem Obrony Robertem Gatesem szef polskiej dyplomacji będzie rozmawiał m.in. o zaangażowaniu NATO w operację wojskową w Afganistanie.

W ramach siódmej zmiany polskiego kontyngentu w misji ISAF w Afganistanie, która się właśnie rozpoczyna, służyć ma 2.6 tys. polskich żołnierzy; dodatkowo 400 będzie w odwodzie w kraju gotowych do użycia.

Innym tematem rozmów Sikorskiego będzie Dialog Strategiczny między Polską a USA.

W grudniu ubiegłego roku Polska podpisała z USA umowę o statusie amerykańskich wojsk w Polsce (SOFA). Umowa była negocjowana w związku z podpisanym w sierpniu 2008 roku porozumieniem w sprawie ulokowania w Polsce elementów amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej. W ówczesnej koncepcji w Polsce miały stacjonować pociski przechwytujące rakiety dalekiego zasięgu, a w Czechach radar naprowadzający antyrakiety.

Administracja Baracka Obamy zrezygnowała z tych planów na rzecz koncepcji rozmieszczenia mobilnych rakiet SM-3, wytwarzanych dotychczas w wersji morskiej. W październiku 2009 roku USA potwierdziły zamiar ulokowania w Polsce zestawu SM-3. W negocjacjach Polska stawiała warunek wzmocnienia krajowego systemu obrony powietrznej wyrzutniami Patriot. Na miejsce stacjonowania baterii Patriot wybrano Morąg w woj. warmińsko-mazurskim. Ma tam rotacyjnie stacjonować ok. 100 amerykańskich żołnierzy.

Sikorski powiedział przed wylotem do USA, że oprócz kwestii bezpieczeństwa, będzie rozmawiał z amerykańskimi politykami o ochronie klimatu, modernizacji energetyki i wydobycie gazu łupkowego w Polsce. - Jest to bogata, ważna agenda polsko-amerykańska i ten Dialog Strategiczny będę w Waszyngtonie inicjował - podkreślił minister.
(PAP)

"Polacy wychodzą już z żałoby po katastrofie"

Po południu pochowano generała Andrzeja Błasika - ostatniego z tych, którzy stracili życie w katastrofie pod Smoleńskiem 10 kwietnia. Według badaczy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Polacy mocno przeżyli poczucie straty po śmierci 96 osób, z których wiele było im bliskich, znanych z codziennych przekazów w mediach.

- Ankietowani przez internet Polacy mówili o przygnębieniu, głębokim smutku, doświadczyli też ciągłego myślenia o katastrofie - ocenił profesor Roman Cieślak ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. Ludzie także szukali informacji na temat katastrofy, i tego co działo się wokół tego tragicznego zdarzenia. Psycholog społeczny zaznaczył, że pojawiło się też zjawisko doceniania własnego życia. Ludzie tak głęboko zareagowali na to zdarzenie, ponieważ ono przypomniało, że każdy z nas jest śmiertelny. Ponadto każdy - niezależnie od poglądów politycznych - mógł mieć poczucie straty kogoś, z kim się identyfikował.

Według profesora Romana Cieślaka, badaczy zaskoczyło, że według deklaracji badanych - przeżywali oni żałobę głęboko, ale indywidualnie, nie w poczuciu wspólnot. - Na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, czy w innych miejscach Polski ludzie spotykali się, ale interakcje między nimi nie były bardzo silne. Każdy stał samotnie i myślał o tym, co się zdarzyło - ale w tłumie - mówił psycholog społeczny. Jak podkreślił Cieślak - silniejsze reakcje pojawiły się u kobiet niż u mężczyzn. Mocniej odczuwali żal, smutek i przygnębienie także starsi ankietowani, powyżej 51 roku życia.

W ocenie psychologa społecznego z badań - które jeszcze trwają - wynika, że Polacy wychodzą już z okresu żałoby po katastrofie pod Smoleńskiem.
(IAR)

Wtorek, 2010-04-27

30 sekund przed katastrofą w samolocie wył alarm

Kilkadziesiąt sekund przed katastrofą polskiego samolotu rządowego w Smoleńsku zadziałało urządzenie ostrzegające przed zbytnim zbliżaniem się do ziemi - podała telewizja TVN24, powołując się na nieoficjalne informacje. Prokuratura nie komentuje tej informacji.

Według stacji, czarna skrzynka rozbitego samolotu zarejestrowała głośny dźwięk alarmowy, a sygnał rozbrzmiewał przez 30 sekund. Miał to być sygnał nadawany przez EGPWS (enhanced ground proximity warning system), nazywany także TAWS (terrain awareness warning system).

Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która prowadzi dochodzenie wspólnie z Prokuraturą Generalną, płk Zbigniew Rzepa powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że nie będzie komentował tej wiadomości.

- Zadaniem tego systemu jest ostrzeganie, że lot o danym kursie i prędkości grozi zderzeniem z ziemią. Lądowanie jest dotknięciem ziemi, dlatego kiedy samolot jest w konfiguracji do lądowania - wysunięte podwozie i klapy - sygnał ostrzegawczy z zasady się wyłącza - wyjaśnia specjalizujący się w tematyce lotniczej Piotr Abraszek z miesięcznika "Nowa Technika Wojskowa". Dodaje, że teoretycznie jest możliwe, że piloci, mimo podejścia do lądowania nie zdezaktywowali systemu, stąd emisja sygnału ostrzegawczego. Zastrzegł zarazem, że nie sposób powiedzieć, jak było, dopóki nie będzie jakichkolwiek oficjalnych informacji.

Abraszek zaznaczył, że to, czy system był włączony, nie ma wielkiego znaczenia w sytuacji, gdy EGPWS nie miał kompletnych danych o terenie, na którym leży lotnisko. - System pracuje na podstawie informacji o prędkości samolotu, danych z radiowysokościomierza i cyfrowej mapy terenu. Lotnisko w Smoleńsku, jako rosyjskie zapasowe lotnisko wojskowe, nie jest uwzględnione na mapach cyfrowych wspierających system, który w tych warunkach był zubożony - pracował na podstawie częściowych danych. W tej sytuacji to, czy system był aktywny, ma drugorzędne znaczenie - powiedział.

We wtorek obie prokuratury we wspólnym komunikacie oświadczyły, że badają wszystkie możliwe wersje przyczyn katastrofy samolotu w Smoleńsku, a dotychczas żadna z założonych wersji śledczych nie została w odrzucona, żadna też "nie zyskała statusu wersji dominującej".

Śledztwo jest niezależne od działań komisji badań wypadków lotniczych. Ponieważ do katastrofy doszło w Rosji, odrębne dochodzenie prowadzi też Prokuratura Federacji Rosyjskiej.

Samolot Tu-154 wiozący delegację na rocznicę zbrodni katyńskiej rozbił się 10 kwietnia w Smoleńsku przy próbie lądowania w bardzo trudnych warunkach pogodowych. W katastrofie zginęło 96 osób - prezydent Lech Kaczyński z małżonką, parlamentarzyści, najwyżsi dowódcy wojska, duchowni, przedstawiciele rodzin polskich obywateli pomordowanych przed 70 laty w Katyniu, osoby towarzyszące delegacji i załoga samolotu.
(PAP)

Nadszedł ważny dzień dla tysięcy polskich dzieci

Około 450 tys. uczniów III klas z około 7 tys. gimnazjów w całym kraju przystąpiło do egzaminu, który ma sprawdzić ich wiedzę humanistyczną. W środę uczniowie będą pisać test z wiedzy matematyczno-przyrodniczej, a w czwartek - test z języka obcego.

- Wszystko jest w porządku. Wszystkie paczki z arkuszami egzaminacyjnymi dotarły do szkół w stanie nienaruszonym. Nic złego się nie dzieje - powiedział przed rozpoczęciem egzaminu dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej prof. Krzysztof Konarzewski.

Dwie pierwsze części egzaminu potrwają po dwie godziny, dla uczniów z np. dysleksją czas może być przedłużony o dodatkową godzinę. Trzecia część (językowa) potrwa półtorej godziny, plus ewentualne dodatkowe 45 minut.

Wszyscy uczniowie w Polsce piszą takie same testy. Prace zostaną zakodowane; sprawdzać je będą egzaminatorzy z okręgowych komisji egzaminacyjnych.

We wtorkowym teście z wiedzy humanistycznej mogą się znaleźć pytania z języka polskiego, historii, wiedzy o społeczeństwie, plastyki i muzyki.

Wynik egzaminu z części humanistycznej i matematyczno-przyrodniczej będzie miał wpływ na przyjęcie ucznia do wybranej przez niego szkoły ponadgimnazjalnej. Test z języka obcego ma tylko diagnozować jego znajomość przez ucznia.

Wyniki egzaminu uczniowie poznają w połowie czerwca.

Wtorek, środa i czwartek są w gimnazjach dniami wolnymi od lekcji.
(PAP)

Pniedziałek, 2010-04-26

Zbudujemy elektrownie jądrową, ale Czarnobyl nam nie grozi

Państwowa Agencja Atomistyki, zajmująca się dozorem jądrowym, uspokaja: Polsce nie grozi powtórka z awarii w Czarnobylu. Dziś na temat zagrożeń związanych z planowaną w Polsce budową elektrowni atomowej w Żarnowcu dyskutowano podczas konferencji w Warszawie. Okazją do tego jest 24. rocznica katastrofy atomowej w Czarnobylu na terenie radzieckiej wówczas Ukrainy.

Jak powiedział prezes Państwowej Agencji Atomistyki Michał Waligórski, aby elektrownia w Żarnowcu nie zagrażała bezpieczeństwu Polaków - trzeba spełnić wiele warunków. Należy do nich między innymi prawodawstwo, które w Polsce jest wdrażane.

Celem działania Państwowej Agencji Atomistyki jest wyeliminowanie potencjalnych zagrożeń w energetyce jądrowej. Należą do nich możliwość przedostania się do środowiska substancji promieniotwórczych czy brak właściwej technologii składowania wypalonego paliwa. Te argumenty podnoszą ekolodzy oraz przeciwnicy budowy elektrowni jądrowej w Polsce.

Agencja atomistyki zapewnia jednak, że będą zapewnione środki organizacyjne oraz techniczne zapobiegające wystąpieniu zagrożeń. Dlatego, według tej organizacji, budowa elektrowni w Żarnowcu jest bezpieczna pod każdym względem. Szef agencji atomistyki nie zgodził się z przeciwnikami rozwijania energii jądrowej w Polsce, jakoby groziło nam promieniowanie od radioaktywnych odpadów. Jak dodał Michał Waligórski, w Polsce będą technologie, by bezpiecznie składować takie odpady.

W połowie marca Żarnowiec wygrał ranking lokalizacji na budowę elektrowni jądrowej. Jej planowany koszt to mniej więcej 10 miliardów euro. Zakończenie budowy przewiduje się za mniej więcej 10 lat.
(IAR)

Kraków trafi na okładkę prestiżowego przewodnika

Mamy powód do dumy. Francuscy i nasi krajowi podróżnicy zwiedzili polskie zabytki, hotele, spacerowali uliczkami, jedli lokalne przysmaki i oceniali. Najwięcej - trzy gwiazdki w zielonym przewodniku Michelin zgarnął Kraków, a Wawel awansował na okładkę przewodnika.

Nad morze, w góry, nad jezioro? W przewodniku, który przygotował Michelin wraz z wydawnictwem Bezdroża znalazło się 1 tys. atrakcji, w tym ponad 50 otrzymało maksymalną notę - trzy gwiazdki - co oznacza, że są to miejsca unikatowe, których nie można ominąć.

Kraków ma ich najwięcej. Eksperci za wyjątkowe uznali m.in. witraże w bazylice św. Franciszka, ołtarz Wita Stwosza w kościele Mariackim, drogę królewską, ulicę Kanoniczą, czy katedrę Wawelską. Polecają kramy na Kazimierzu i obwarzanki, zachwycają się muzeum książąt Czartoryskich i komnatami królewskimi.

Zielony przewodnik różni się od typowych turystycznych książek. - Polska ukazana jest w nim zupełnie inaczej niż zazwyczaj - mówi Paweł Sondej, koordynator produkcji wydawniczej Bezdroży. - Wynika to z połączenia dwóch punktów widzenia naszego kraju, z zewnątrz i od wewnątrz - tłumaczy.

Podkreśla, że przewodnik jest lekturą, która dzięki francuskim podróżnikom ukazuje świeże spojrzenie na nasze bogactwo naturalne i dziedzictwo kulturowe. Są w nim miejsca i rzeczy, które często są pomijane w naszych rodzimych publikacjach, jak Nowa Huta, czy ulica św. Bronisławy na Zwierzyńcu.
Przeczytaj więcej na stronie "Polski Gazety Krakowskiej" (Polska Gazeta Krakowska)

Jarosław Kaczyński kandydatem na prezydenta

Jarosław Kaczyński został oficjalnym kandydatem Prawa i Sprawiedliwości na prezydenta. "Tragicznie przerwane życie prezydenta, śmierć elity patriotycznej Polski, oznacza dla nas jedno: musimy dokończyć ich misję" - napisał w oświadczeniu prezes PiS.

Po tragicznej śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego Prawo i Sprawiedliwość musiało szybko znaleźć nowego kandydata na tegoroczne wybory. Do Państwowej Komisji Wyborczej zgłosił się już komitet wyborczy prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

"Jesteśmy im to winni, jesteśmy to winni naszej ojczyźnie. Choć pogrążeni w bólu i żałobie, związani wieczną pamięcią o stracie, mamy obowiązek wypełnić ich testament" - napisał Jarosław Kaczyński w oświadczeniu.

"Polska to nasze wspólne, wielkie zobowiązanie. Wymagające przezwyciężenia także osobistego cierpienia, podjęcia zadania pomimo osobistej tragedii. Dlatego podjąłem decyzję o kandydowaniu na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Mam w tej decyzji wsparcie rodziny" - oświadczył prezes PiS.

"Wszystkich, którzy chcą kontynuować dzieło ofiar smoleńskiej tragedii, którzy chcą, by prawa Polska i prawi Polacy - jak pięknie powiedział przewodniczący 'Solidarności' Janusz Śniadek - na zawsze podnieśli głowy, wzywam do współpracy. Bądźmy razem. Dla Polski. Polska jest najważniejsza" - podkreślił J.Kaczyński.

Kampania "rozsądku i wizji"

Posłanka PiS Joanna Kluzik-Rostkowska została szefem sztabu wyborczego kandydata PiS na prezydenta Jarosława Kaczyńskiego. Jak powiedziała w Kluzik-Rostkowska, kampania wyborcza powinna być kampanią "rozsądku i wizji".

- Zostałam zaproszona przez Jarosława Kaczyńskiego w sobotę na rozmowę, pan prezes zaproponował mi szefowanie sztabowi i przyjęłam to - powiedziała Kluzik-Rostkowska.

- To będą ważne lata, które zdecydują o kształcie Polski - powiedziała po wyjściu z PKW Kluzik-Rostkowska. - Jarosław Kaczyński jest człowiekiem o dużej inteligencji, wielkiej charyzmie. Czeka mnie dużo pracy, ale wierzę, że on zwycięży.

Posłanka przyznała, że na ostateczną decyzję Kaczyńskiego wpłynęły setki tysięcy Polaków, którzy składali hołd tragicznie zmarłemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.

Kluzik-Rostkowska przyznała, że liczy na merytoryczną kampanię i dyskusję o przyszłości Polski. - Nie chciałabym, aby kampania była oparta na negatywnych emocjach - powiedziała.

- W życiu publicznym po katastrofie prezydenckiego samolotu nastąpiła zmiana. Bardzo bym chciała, żeby wszystkie sztaby i kandydaci tonowali nastroje. Mam przeświadczenie, że marketing na całe szczęście odszedł na daleki plan. Jarosław Kaczyński nie jest politykiem, który wyszedł spod igły agencji reklamowych. Jest żywy i autentyczny - powiedziała.

Swoją partyjną koleżankę poparł wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości Adam Lipiński, który zaapelował do wszystkich partii o "unikanie emocji i konfrontacji" w kampanii wyborczej. Lipiński powiedział, że PiS nie zakłada prowadzenia agresywnej kampanii. Dodał, że ma nadzieję, że jego partia nie da się sprowokować przez innych.

Wiceprezes PiS zwrócił uwagę, że ostatnie lata to czas ostrej konfrontacji między Prawem i Sprawiedliwością i Platformą Obywatelską, więc wyborcy doskonale znają różnice między nimi. - Polacy powinni móc spokojnie dokonać wyboru - powiedział Adam Lipiński.
(wp.pl)

Niedziela, 2010-04-25

Znamy laureata festiwalu Off Plus Camera

Krakowską Nagrodę Filmową w wysokości 100 tys. dolarów otrzymał podczas Festiwalu Kina Niezależnego Off Plus Camera Marek Najbrt z Czech, reżyser filmu "Protektor".

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski wręczył zwycięzcy oprócz czeku na 100 tys. dolarów także statuetkę CineWoman.

- Jestem w szoku - powiedział Marek Najbrt. Jak tłumaczył na konferencji prasowej, przyjechał do Krakowa z przyjaciółmi, współtwórcami filmu, ale nie przypuszczał, że w tak silnej konkurencji "Protektor" ma szansę na nagrodę. Tymczasem reżyser nagrodzony został także grantem Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w wysokości 1 mln zł na swój kolejny film, pod warunkiem, że zostanie on zrealizowany w Polsce; kolejny 1 mln zł postanowił przekazać pod tym samym warunkiem sponsor festiwalu Leszek Czarnecki.

- Nie wiemy jeszcze, o czym będzie nasz kolejny film - mówił Najbrt. - Postaramy się, żeby był w Polsce - dodał. Reżyser zdradził jedynie, że myśli z przyjaciółmi o filmie o przyjaźni, który rozgrywałby się współcześnie.

- Decyzja jury była jednomyślna - mówił przewodniczący jury Zbigniew Preisner. - W ostatecznej selekcji były brane pod uwagę cztery filmy. "Protektor" okazał się najlepszy z nich - powiedział dziennikarzom Preisner.

Nagrodę publiczności zdobył film Dagura Kari z Islandii "Dobre serce"; po 10 tys. dolarów otrzymali jego producent i polski dystrybutor. Nagrodę dziennikarzy - "Polski Noble Filmowy" w wysokości 10 tys. dolarów - otrzymał Kyle Patrick Alvarez z USA za "Easier with Practice". Obydwie nagrody ufundował Noble Bank.

Tegoroczny festiwal Off Plus Camera został skrócony. W związku z żałobą narodową impreza rozpoczęła się z trzydniowym opóźnieniem. Z powodu kłopotów z komunikacją lotniczą w Europie zmieniono także skład jury. Jego członkami byli: Zbigniew Preisner jako przewodniczący, John Cooper, Mike Figgis, Brandon Harris i Petr Zelenka.

Gościem festiwalu była nowozelandzka reżyserka Jane Campion, autorka takich filmów jak "Fortepian", "Anioł przy moim stole" i "Portret Damy", która odebrała w Krakowie specjalną nagrodę za szczególny wkład w rozwój kina niezależnego - "Pod Prąd".

Organizatorem festiwalu jest Stowarzyszenie Sztuki Niezależnej i Nie Tylko oraz Krakowskie Biuro Festiwalowe.
(PAP)

Piotr Sommer uhonorowany za całokształt twórczości

Poeta i tłumacz Piotr Sommer został uhonorowany za całokształt twórczości przez jury Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. W 2009 r. ukazały się jego dwa tomy: "Dni i noce" oraz "Wiersze ze słów".

Gala wręczenia nagrody odbędzie się 8 maja we wrocławskim Teatrze Muzycznym Capitol. Oprócz statuetki "Silesiusa" autorstwa wrocławskiego artysty Michała Staszczaka, laureat nagrody w kategorii za całokształt twórczości otrzyma 100 tys. zł, zwycięzca w kategorii książka roku - 50 tys., zaś w kategorii debiut roku - 20 tys.

Ponadto jury pod przewodnictwem prof. Jacka Łukasiewicza nominowało siedmiu kandydatów w kategorii Książka Roku i trzech do Debiutu Roku.

Jak poinformowała Magdalena Kotowska z biura prasowego Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesiusa nominacje do nagrody Silesius za najlepszą książkę poetycką 2009 r. otrzymało siedmiu poetów.

Poeta i prozaik Mariusz Grzebalski z książką "Niepiosenki"; animator i menadżer kultury Bartosz Konstrat i jego książka "Samochody i krew"; poeta i eseista Piotr Matywiecki z książką "Powietrze i czerń"; poeta i pisarz Feliks Netz z książką "Trzy dni nieśmiertelności"; poeta Jan Polkowski z tomikiem "Cantus"; poeta i dziennikarz Marcin Sendecki z książką "22"; poeta i dziennikarz Marcin Świetlicki z książką "Niskie pobudki". Świetlicki jest również wokalistą zespołu Świetliki.

Z kolei o tytuł najlepszej książki debiutanckiej będą się ubiegać trzy tomy: Joanny Lech "Zapaść"; Dawida Majera "Księga grawitacji"; Jakobe Mansztajn "wiedeński high life".

Do tegorocznej edycji nagrody wydawcy i jury zgłosili ponad 120 tytułów. W tym roku wydawcy zgłosili więcej książek niż w roku ubiegłym. Wśród nadesłanych pozycji było 20 debiutów.

Organizatorem Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej "Silesius" jest Miasto Wrocław. Nagroda jest wyróżnieniem i promocją najważniejszych dzieł i twórców polskiej poezji. Zostanie wręczona po raz trzeci. W ubiegłym roku nagrodę za całokształt twórczości przyznano Stanisławowi Barańczakowi, za najlepszy debiut uznano książkę "Motor kupił Duszan" Dariusza Basińskiego, zaś za książkę roku uhonorowano Krystynę Miłobędzką za "Gubione".
(PAP)

Już ośmiu kandydatów na prezydenta

Do Państwowej Komisji Wyborczej wpłynęły zawiadomienia od komitetów wyborczych czterech kolejnych kandydatów na prezydenta - Bronisława Komorowskiego, Janusza Korwin-Mikkego, Bogdana Szpryngiela i Bogusława Ziętka. W sumie dotychczas do PKW zgłosiło się osiem komitetów.

W sobotę zgłosiły się komitety Andrzeja Leppera i Marka Jurka, wcześniej w piątek - Waldemara Pawlaka i Kornela Morawieckiego.

Zgłoszenie komitetu to pierwszy krok na drodze do rejestracji kandydata w wyborach prezydenckich, które odbędą się 20 czerwca.

Komitety wyborcze mają czas na zawiadomienie PKW o swoim powstaniu do poniedziałku do godz. 16.15.

Komitet może utworzyć minimum 15 osób, mających uprawnienia do głosowania. Do zawiadomienia o powstaniu komitetu, składanym w PKW, trzeba dołączyć - obok tysiąca podpisów z poparciem - zgodę kandydata na powołanie komitetu, zgodę na kandydowanie, a także oświadczenie lustracyjne kandydata - a jeśli już je złożył - informację, kiedy i gdzie to zrobił.

Jeżeli wszystkie dokumenty niezbędne do rejestracji komitetu wyborczego będą prawidłowe, PKW w ciągu trzech dni podejmie uchwałę o jego rejestracji.

Do 6 maja do północy, czyli na 45 dni przed dniem głosowania, powinni z kolei zarejestrować się kandydaci na prezydenta. Do rejestracji kandydata niezbędne jest zebranie 100 tys. podpisów. Obywatel, który chce udzielić swojego poparcia konkretnemu kandydatowi, powinien podać swoje imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL i złożyć podpis. Podpisy będą weryfikowane i liczone przez specjalnych rachmistrzów.

Marszałek sejmu Bronisław Komorowski, po śmierci Lecha Kaczyńskiego wykonujący obowiązki prezydenta, został kandydatem jeszcze pod koniec marca. Wtedy wygrał wewnętrzne prawybory w Platformie Obywatelskiej. Komorowski powiedział wówczas, że walka o prezydenturę to droga do wielkiego celu, jakim jest dogonienie głównego peletonu krajów tzw. "starej Unii". Przekonywał też, że Polsce potrzebny jest prezydent zdolny do wyznaczania i uzgadniania najważniejszych celów ogólnonarodowych i ogólnopaństwowych, zdolny do "budowania na trudnej, podzielonej z natury swojej scenie politycznej, choćby minimum politycznego obejmującego wszystkich". Podkreślał, że Polska potrzebuje prezydenta, który "pomaga, a nie przeszkadza", "nie blokuje procesu modernizacji kraju".

Partia Demokratyczna poinformowała, że w wyborach prezydenckich poprze Bronisława Komorowskiego.

Janusz Korwin-Mikke to były lider Unii Polityki Realnej, a obecnie szef partii Wolność i Praworządność. Chęć ubiegania się urząd prezydenta ogłosił pod koniec lutego. Jest wspólnym kandydatem zarówno swojej obecnej partii, jak i UPR. Tegoroczny start w wyborach prezydenckich będzie już jego czwartym podejściem do wyścigu do fotela głowy państwa. W 1995 roku zdobył poniżej 3% głosów, w późniejszych wyborach w 2000 i 2005 roku głosowało na niego mniej niż 1,5% Polaków.

Bogdan Szpryngiel w 2009 r. kandydował do Parlamentu Europejskiego z ramienia Komitetu Wyborczego Libertas. W okręgu obejmującym województwa opolskie i dolnośląskie uzyskał wówczas 286 głosów.

Bogusław Ziętek to przewodniczący Polskiej Partii Pracy i równocześnie szef znanego z radykalnych akcji związku zawodowego "Sierpień 80". PPP określa się sama mianem "największej pozaparlamentarnej lewicowej partii" w kraju. W jej programie dominują hasła socjalistyczne i antyliberalne. Niespełnioną ambicją PPP pozostaje wprowadzenie kandydatów do sejmu. W 2007 r. w wyborach parlamentarnych PPP uzyskała niespełna 1% głosów, dwa lata później w wyborach do PE - 0,7%.
(PAP)

Sobota, 22010-04-24

Jeden z najwybitniejszych polskich aktorów teatralnych i filmowych Wojciech Siemion zmarł tragicznie w sobotę. Miał 82 lata.
W piątek wieczorem aktor miał uczestniczyć w koncercie "Jazz i poezja" w ramach IV Festiwalu Muzyki Filmowej Krzysztofa Komedy w warszawskim Muzeum Literatury.

W czwartek Wojciech Siemion uległ wypadkowi samochodowemu, po którym trafił do szpitala w Sochaczewie. Jego samochód czołowo zderzył się z ciężarówką, odbił się i uderzył w jadącego za nim Opla Omegę. Wojciech Siemion i jego żona zostali przetransportowani do szpitala, życiu kobiety nic nie zagraża.

Wojciech Siemion to jeden z najpopularniejszych polskich aktorów filmowych i teatralnych.

Urodził się 30 lipca 1928 r. w miejscowości Krzczonów koło Lublina. Jego ojciec był nauczycielem wiejskim. - We wsi był teatr, który dzisiaj nazwano by ludowym, poza tym na co dzień śpiewano pieśni. Moja babcia też śpiewała - opowiadał Siemion w jednym z wywiadów ("Przegląd", 2003).

"Jeżeli myślę o Krzczonowie - wspominał w innym - to natychmiast wyświetla mi się z fotograficzną dokładnością nasz stary dom rodzinny, i stawy przy tym domu, i dziadkowa łódź, którą wypływaliśmy na połów, i bardzo piękne stare drzewa, o których wiem, że ich już tam nie ma, ale są w mojej wyobraźni. Pamiętam doskonale sąsiadów. I Józka, co grał na trąbce, i Józka Krzysiaka, który prowadził pięknie melodię na skrzypcach, i Mietka Robaka, znakomitego bębnistę" ("Kurier Lubelski", 2008).

- Moje chłopskie pochodzenie nigdy nie było dla mnie powodem do wstydu. Co prawda w rodzinie krążyły opowieści, że jesteśmy potomkami książąt porwanych z Pskowa, ale fakty jednoznacznie wskazują na chłopstwo - podkreślał Siemion ("Wprost", 2005).

Zanim został aktorem, pracował m.in. jako lustrator w Izbie Skarbowej. Jako aktor teatralny zadebiutował w 1946 r. w "Krakowiakach i góralach" Wojciecha Bogusławskiego na scenie Teatru Miejskiego w Kaliszu. W 1951 r. ukończył studia w warszawskiej PWST.

W filmie wystąpił po raz pierwszy w 1951 r., w roli ucznia szkoły morskiej w "Załodze" Jana Fethke. Dwa lata później zagrał w "Przygodzie na Mariensztacie" Leonarda Buczkowskiego - gdzie wcielił się w Bronka, członka zespołu pieśni i tańca, a w drugiej połowie lat 50. m.in. w dwóch filmach Andrzeja Munka - "Błękitnym krzyżu" (1955) i "Eroice" (1957).

Do jego znanych kreacji należą też role w filmach: "Zezowate szczęście" Munka (1960) - w którym zagrał antypatycznego urzędnika, personalnego Kacperskiego, "Jutro premiera" Janusza Morgensterna (1962) - gdzie wcielił się w inspicjenta Józia, a także "Skąpani w ogniu" Jerzego Passendorfera (1963), "Barwy walki" Passendorfera (1964), "Salto" Tadeusza Konwickiego (1965), "Kierunek Berlin" Passendorfera (1968), "Poszukiwany poszukiwana" Stanisława Barei (1972), "Ziemia obiecana" Andrzeja Wajdy (1974), "Nie ma róży bez ognia" Barei (1974), "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Barei (1978), "Przedwiośnie" Filipa Bajona (2001) - w którym zagrał służącego Maciejunia, oraz "Ubu król" Piotra Szulkina (2003).

Siemion wystąpił też w serialach telewizyjnych "Wojna domowa" - jako wychowawca Pawła (1965, reż. Jerzy Gruza), "Niewiarygodne przygody Marka Piegusa" - jako kapitan MO (1966, reż. Mieczysław Waśkowski) i "Alternatywy 4" (1983, reż. Stanisław Bareja).

W ostatnich latach zagrał m.in. w filmach: "Taxi A" Marcina Korneluka (2007) i "Niezawodny system" Izabeli Szylko (2008).

Do najbardziej znanych teatralnych ról Siemiona należą kreacje na scenie Teatru Narodowego: w "Żywocie Józefa" Mikołaja Reja w reż. Kazimierza Dejmka (1965, jako Józef), "Kartotece" Tadeusza Różewicza w reż. Tadeusza Minca (1973, jako Bohater) oraz w wyreżyserowanych przez Adama Hanuszkiewicza "Rewizorze" Mikołaja Gogola (1973, jako Osip) i "Śnie srebrnym Salomei" Juliusza Słowackiego (1977, jako Wernyhora).

Siemion wykreował również wiele ról w spektaklach Teatru Telewizji. Zagrał m.in. Chłopa w "Mazurze kajdaniarskim" Ernesta Brylla (1966, we własnej reżyserii), Księdza w "Weselu" Stanisława Wyspiańskiego (1981, reż. Jan Kulczyński) i Gruszkę w "Bigda idzie!" Juliusza Kadena-Bandrowskiego (1999, reż. Andrzej Wajda). Dla Teatru Telewizji wyreżyserował ponadto spektakl "A chruśniak malinowy trwa..." według Bolesława Leśmiana (1977).

W latach 1958-1965 był związany ze Studenckim Teatrem Satyryków (STS) w Warszawie. Zagrał tam m.in. w monodramie "Wieża malowana" z 1959 r., w reżyserii Jerzego Markuszewskiego. Nie tylko w nim wystąpił, napisał także - we współpracy z Ernestem Bryllem - jego scenariusz. Złożyły się na niego teksty zaczerpnięte z polskiej poezji ludowej.

Na początku lat 70. Siemion zrealizował swoje marzenie o stworzeniu własnego teatru poezji. Założył teatr Stara Prochownia w Warszawie. W ciągu trzydziestu lat działalności Starej Prochowni, od 1972 do 2002 r., wystąpiło na jej scenie ponad 800 aktorów, wśród nich takie sławy, jak Irena Eichlerówna, Nina Andrycz, Hanna Skarżanka, Tadeusz Łomnicki, Gustaw Holoubek, a także Krystyna Janda i Krzysztof Kolberger.

Siemion towarzyszył narodzinom tej sceny, był pomysłodawcą i animatorem wieczorów poetyckich, aktorem i reżyserem spektakli. "Warszawski underground", "kolorowy stragan ze sztuką", "niezwykłe zjawisko" - tak określano Starą Prochownię już na początku lat 70. Od 2002 r. teatr należy do Stołecznego Centrum Edukacji Kulturalnej, działa pod nazwą Stara ProchOFFnia i prezentuje twórczość młodych teatrów offowych.

Podkreślający swoje chłopskie pochodzenie Siemion był miłośnikiem polskiego folkloru. W swoim staropolskim dworku w Petrykozach (woj. mazowieckie) utworzył Wiejską Galerię Sztuki.

Zawsze wielką wagę przykładał do kultury słowa i do poprawności językowej. Od lat popularyzował polską poezję, jest autorem cyklu książek pt. "Lekcja czytania", poświęconych Adamowi Mickiewiczowi, Cyprianowi Norwidowi, Konstantemu Ildefonsowi Gałczyńskiemu, Tadeuszowi Różewiczowi i Mironowi Białoszewskiemu.

- Tylko poezja pozwala nam tworzyć to coś, co nazywa się odrębnością narodową. Jeżeli chcemy czuć wspólność narodową, która określa się słowami "Jestem Polakiem", nie wolno zapominać o tym, że głównym wyznacznikiem naszej odrębności jest język, a ten kształtują nam przede wszystkim poeci - podkreślał Siemion ("Gazeta Wyborcza", 2002). (meg)

Rząd zakupi nowe samoloty dla VIP-ów
Dwa duże samoloty zdolne bez lądowania dotrzeć za Atlantyk i cztery mniejsze maszyny - takie zakupy przygotowuje rząd. Przetarg na nowe samoloty zostanie ogłoszony jeszcze w maju. Wcześniej rządzący dostaną dwa brazylijskie embraery jako rozwiązanie tymczasowe - pisze dziennik "Polska".

W najbliższym tygodniu embraery zostaną wyczarterowane od LOT-u. Przewoźnik będzie również odpowiadał za serwis maszyn, a także da do nich pilotów. - Przygotowujemy się do czarteru na cztery lata, aczkolwiek w umowie może znaleźć się zapis o tym, że rezygnujemy z niego, jak tylko poznamy zwycięzcę przetargu - mówi Marcin Idzik, wiceminister MON odpowiedzialny za sprawy uzbrojenia i modernizacji.

Przetarg na rządowe samoloty zostanie ogłoszony w maju. Jak podał szef szkolenia Sił Powietrznych RP gen. Anatol Czaban, Dowództwo Sił Powietrznych RP przesłało w mijającym tygodniu Ministerstwu Obrony wytyczne, jakie parametry powinny spełniać samoloty dla władz. W oparciu o nie MON ogłosi przetarg na ich kupno.

Rząd nie ujawnił, kto w tym przetargu weźmie udział, ale wybór dostawców jest niewielki, jak pisze dziennik. - Samoloty średnie na odpowiednim poziomie są w stanie dostarczyć trzy firmy: Bombardier, Dassault Aviation i Gulfstream, natomiast duże Boeing oraz Airbus - wyjaśnia Tomasz Hypki, wydawca magazynu "Skrzydlata Polska". W grę mógłby wchodzić jeszcze właśnie embraer, ale zarówno siły powietrzne, jak i rząd zdecydowanie odrzucają tę możliwość.

Na razie fundamentem powodzenia najważniejszych wydarzeń w Polsce w najbliższych latach mogą być embraery. Nimi bowiem rządzący będą wozić gości, którzy przyjadą do kraju z okazji polskiej prezydencji w Unii Europejskiej w 2011 r., a także przy okazji mistrzostw Europy w piłce nożnej rok później.

Polecamy wydanie internetowe dziennika "Polska"
(Polska)

Piątek, 2010-04-23
"Miasto obiecane" - wystawa o Warszawie i Berlinie

Wystawy sztuki, fotografii, przedsięwzięcia teatralne i performensy, pokazy filmów, wykłady i dyskusje - składają się na projekt "The Promised City", w którym twórcy z Polski, Niemiec i Indii próbują w Berlinie, Warszawie i Mumbaju opowiedzieć o tych miastach. "The Promised City" (Miasto obiecane) - to wspólne przedsięwzięcia Goethe-Institut w Warszawie oraz Instytutu Polskiego w Berlinie. Do współudziału zaprosiły one Goethe-Institut w Mumbaju.

Tytuł ekspozycji przygotowanej przez berliński Kunst Werke Institute for Contemporary Art odnosi się do obu znaczeń słowa "wystawa" w języku polskim. "Wystawa" to aranżacje dziesięciu witryn sklepowych przygotowane przez znanych artystów tworzących w Berlinie.

Zdaniem kuratorki wystawy, Susanne Pfeffer, w ten sposób oknom byłego sklepu meblowego przywrócona została ich pierwotna funkcja. Jednocześnie - jak mówiła - "dzieła artystów są dostępne dla wszystkich, dla zwykłych przechodniów, przez 24 godziny na dobę, bez kupowania biletów, bez przekraczania progu budynku".

Jak mówił na konferencji prasowej dyrektor warszawskiego Instytutu Goethego Martin Waelde, do projektu zaproszono twórców, by spróbowali odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ludzie ciągną do miast, jakie nadzieje wiążą ze swoją przyszłością w metropoliach oraz czy spełniają się ich marzenia i tęsknoty o szczęściu, czy też czeka ich porażka.

Projekt zainaugurowano pod koniec lutego w Berlinie otwarciem wystawy polskiej sztuki nowoczesnej pt. "Early Years" w Kunst Werke Institute for Contemporary Art. Warszawska inauguracja projektu odbędzie się w piątek (23 kwietnia) - w pasażu przy tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej gdzie otwarta zostanie wystawa pt. "Wystawa". Składać się na nią będą aranżacje dziesięciu wielkich witryn sklepowych przygotowane przez młodych niemieckich artystów.

Jak zaznaczyła kuratorka wystawy Susanne Pfeffer, "w ten sposób oknom byłego sklepu meblowego przywrócona zostanie ich pierwotna funkcja, jednocześnie dzieła artystów będą dostępne dla wszystkich, dla zwykłych przechodniów, przez 24 godziny na dobę, bez kupowania biletów, bez przekraczania progu budynku".

W sobotę i niedzielę zaś w Teatrze Collegium Nobilium prezentowany będzie spektakl "Idealne miasto", w których brali udział licealiści z Berlina i Warszawy. W trzech językach: po polsku, niemiecku i angielsku, za pomocą kredy, kamienia, ciała i ruchu opowiadać będą oni o swoich ideałach, marzeniach i doświadczeniach dnia codziennego. Spektakl jest efektem wspólnych warsztatów teatralnych młodzieży.

To nie jedyne przedsięwzięcie teatralne w ramach projektu. W maju w Centralnym Basenie Artystycznym pokazywany będzie spektakl "West in Peace, czyli ostatnie lato Indian" przygotowany przez międzynarodowy kolektyw teatralny andcompany&Co, zaś w czerwcu odbędzie się "X-Apartments". W tym teatralnym projekcie 21 artystów, m.in.: reżyserów, filmowców, plastyków, architektów i muzyków aranżować będzie sytuacje w prywatnych mieszkaniach z udziałem lokatorów lub bez nich na Mirowie, górnym Mokotowie i na Bródnie. Widzowie przechodząc według określonej trasy, będą oglądać krótkie 10-minutowe przedstawienia.

W maju, czerwcu i lipcu wszyscy chętni będą mogli zwiedzać Warszawę z artystą z Kolonii Borisem Sievertsem, który przez rok poznawał miasto, tak by teraz móc pokazywać miasto innym, ale od tej innej - nieturystycznej strony. Wcześniej podobne wycieczki organizował po Paryżu, Rotterdamie i Luksemburgu.

Od połowy czerwca do połowy lipca będzie można też odwiedzić w Warszawie "The Knot" (Węzeł). To specjalne mobilne centrum sztuki, kultury i rekreacji, które będzie ustawiana kolejno: na Polu Mokotowskim, na Kopcu Cwila na Ursynowie oraz w Pradze. W wehikule oraz ustawionych wokół niego namiotach artyści wraz z mieszkańcami miasta będą wspólnie tworzyć, ale też gotować czy dyskutować. W maju "The Knot" będzie w Berlinie, z Warszawy wyruszy do Bukaresztu.

W czerwcu otwarta zostanie też wystawa "Poszukiwacze szczęścia". Będzie to prezentacja prac studentów i absolwentów Ostkreuzschule w Berlinie, Europejskiej Akademii Fotografii w Warszawie, Wydziału Fotografii łódzkiej Szkoły Filmowej oraz fotograficy z Mumbaju, którzy od maja do grudnia ub.r. w trzech miastach biorących udział w projekcie próbowali pokazać, jak wygląda i czym jest szczęście mieszkańców metropolii.

W lipcu w Muzeum Sztuki Nowoczesnej pokazana zaś zostanie instalacja wideo przygotowana przez Raqs Media Collective z New Delhi, trójkę znanych hinduskich dokumentalistów, którzy na kanwie wątków z życia Róży Luksemburg i jej tekstu "Akumulacja kapitału", opowiadają o obietnicach nowego początku i o klęskach. W ramach projektu "The Promised City" przygotowano także cykl wykładów antropologów, badaczy kultury miejskiej i architektów, które odbywać się będą w Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat oraz specjalny cykl filmów, który zostanie pokazany w ramach 7. Festiwalu Planete Doc Review. Zaplanowano też debatę na temat tego, czy Warszawa jest prawdziwą metropolią.

Zorganizowane zostaną też specjalne literackie i dziennikarskie podróże. "Świat w notesie" (tak w tłumaczeniu na polski brzmi niemiecki tytuł "Lapidariów" Ryszarda Kapuścińskiego") - tak nazwano przedsięwzięcie, w ramach którego kilkoro dziennikarzy "Gazety Wyborczej", "Der Tagesspiegel" i "DNA India" na kilka tygodni zamieni się miejscami pracy i będzie starało się opisywać otaczającą rzeczywistość na łamach miejscowych dzienników. Podobną wymianę i czasowy pobyt w innych miastach zaproponowano też kilku pisarzom. Ze strony polskiej do projektu zaproszono Sylwię Chutnik i Wojciecha Kuczoka.

Polska odsłona projektu "The Promised City" potrwa do sierpnia. Jesienią projekt przeniesie się do Mumbaju.
(PAP)

Polscy żołnierze będą defilować w rytm rosyjskich marszów

W uroczystościach z okazji 65. rocznicy zwycięstwa na hitlerowskimi Niemcami, które odbędą się 9 maja w Moskwie, uczestniczyć będzie 75 żołnierzy Batalionu Reprezentacyjnego WP; wkrótce czekają ich próby defilowania w rytmie rosyjskich marszów.

Pododdział - zgodnie z wytycznymi organizatorów - będzie się prezentować w składzie: dowódca, poczet flagowy, dowódcy plutonów oraz 64 żołnierzy w tzw. kolumnie ósemkowej. Wyjazd wojskowych do Moskwy jest planowany na 30 kwietnia, powrót 10 maja.

- Żołnierze będą uczestniczyć w kilku próbach odbywających się w miejscach, które będą symulować Plac Czerwony oraz na samym placu - powiedział rzecznik Dowództwa Garnizonu Warszawa ppłk Mariusz Kubarek.

Jak wyjaśnił, żołnierze muszą przygotować się do defilowania w rytm rosyjskich marszów i dostosować do tempa nieco szybszego niż w Polsce. W Rosji maszeruje się bowiem w tempie 110-120 kroków na minutę, u nas jest to 112-116 kroków.

Ponadto, jak zaznaczył ppłk Kubarek, pododdziały biorące udział w uroczystości będą wykonywać komendy podawane w języku rosyjskim, konieczne jest więc ich "zgranie".

Obecnie żołnierze batalionu reprezentacyjnego, którzy mają jechać do Moskwy, wykonują zadania w kraju, m.in. uczestniczą w uroczystościach pogrzebowych ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem.

W tegorocznej defiladzie w Moskwie weźmie udział ok. 10 tys. żołnierzy rosyjskich oraz 140 samolotów i śmigłowców. Z zagranicy - oprócz Polaków - będą też Amerykanie, Brytyjczycy i Francuzi oraz żołnierze z Azerbejdżanu, Armenii, Białorusi, Kazachstanu, Kirgistanu, Tadżykistanu, Turkmenistanu i Ukrainy.
(PAP)

Powstały dwa pierwsze komitety wyborcze

Komitety wyborcze kandydatów na prezydenta: Waldemara Pawlaka i Kornela Morawieckiego zawiadomiły Państwową Komisję Wyborczą o swoim powstaniu. Jest to pierwszy krok na drodze do rejestracji kandydata w wyborach prezydenckich, które odbędą się 20 czerwca.

Komitety wyborcze mają czas na zawiadomienie PKW o swoim powstaniu do poniedziałku do godz. 16.15.

Komitet może utworzyć minimum 15 osób, mających uprawnienia do głosowania. Do zawiadomienia o powstaniu komitetu, składanym w PKW, trzeba dołączyć - obok tysiąca podpisów z poparciem - zgodę kandydata na powołanie komitetu, zgodę na kandydowanie, a także oświadczenie lustracyjne kandydata - a jeśli już je złożył - informację, kiedy i gdzie to zrobił.

Jeżeli wszystkie dokumenty niezbędne do rejestracji komitetu wyborczego będą prawidłowe, PKW w ciągu trzech dni podejmie uchwałę o rejestracji komitetu.

Zawiadomienia o powstaniu komitetu można składać w PKW również w weekend w godz. 9-13.

Do 6 maja do północy, czyli na 45 dni przed dniem głosowania, powinni z kolei zarejestrować się kandydaci na prezydenta. Do rejestracji kandydata niezbędne jest zebranie 100 tys. podpisów. Obywatel, który chce udzielić swojego poparcia konkretnemu kandydatowi, powinien podać swoje imię i nazwisko, adres zamieszkania, numer PESEL i złożyć podpis. Podpisy będą weryfikowane i liczone przez specjalnych rachmistrzów.

Kornel Morawiecki - kandydat środka

"Kornel Morawiecki - razem" - będzie hasłem wyborczym Kornela Morawieckiego, który startuje w wyborach prezydenckich jako kandydat niezależny.

Jak powiedział Zbigniew Rudnik, reprezentujący komitet wyborczy Morawieckiego, jeszcze w lutym wystosował on list do premiera, szefa PO Donalda Tuska i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego o poparcie jego kandydatury w wyborach prezydenckich. - W ten sposób chciał namówić przywódców obu partii do zaniechania wojny PO-PiS - podkreślił Rudnik.

Dodał, że według Morawieckiego, tylko on sam jako "człowiek Solidarności" jest w stanie "przerwać wojnę między PO i PiS". - Morawiecki w swojej kampanii liczy przede wszystkim na ludzi opcji niepodległościowej i tych wszystkich z Solidarności. Chce być kandydatem środka - zaznaczył Rudnik.

Waldemar Pawlak - kandydat SLD

O tym, że Waldemar Pawlak będzie kandydatem ludowców w czerwcowych wyborach prezydenckich zdecydowała w środę Konwencja Wyborcza Stronnictwa. Sam kandydat ocenił, że kampania prezydencka będzie trudna, ale on zamierza ją prowadzić przede wszystkim w sposób godny.

- Najważniejsze będzie, aby w sposób godny, odpowiedni, w tym czasie i nastroju, przeprowadzić kampanię polityczną - mówił. Dodał, że ludowcom zależy na tym, żeby wykorzystać wszystkie doświadczenia i dorobek PSL, aby budować współpracę opartą o dialog i poszanowanie, respekt dla różnych środowisk, dla różnych poglądów. - Tak, aby urząd prezydenta był tym najwyższym urzędem jednoczącym wszystkich, którzy w Polsce aktywnie, twórczo i z pasją pracują - powiedział Pawlak.

Pawlak był jedynym zgłoszonym kandydatem i uzyskał jednogłośne poparcie wszystkich uczestników konwencji.
(PAP)

Czwartek, 2010-04-22

Do dyspozycji VIP-ów 3 samoloty i 3 śmigłowce

Po katastrofie samolotu Tu-154M pod Smoleńskiem formalnie na stanie 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego - odpowiedzialnego m.in. za przewóz najważniejszych osób w państwie - jest osiem samolotów. To jeden Tupolew, cztery Jaki-40, trzy M-28 Bryza. Do tego 12 śmigłowców: sześć Mi-8, pięć W-3 Sokół i jeden Bell 412 hp. Nie wszystkie z tych maszyn mogą latać z VIP-ami, a część została czasowo "uziemiona" m.in. z powodu remontów lub usterek. Gdyby ktoś uprawniony chciał w czwartek wylecieć w podróż, do jego dyspozycji gotowe były trzy samoloty Jak-40 i trzy śmigłowce W-3 Sokół - takie dane przekazało wojsko.

Drugi Tupolew jest w zakładzie remontowym w Samarze na obowiązkowym, generalnym przeglądzie, który każda maszyna musi przejść co pięć lat; jego powrót planowany jest na 22 lipca.

O wymianie wysłużonych samolotów obsługujących najwyższe władze mówi się od lat 90. Już w 1993 roku Wojska Lotnicze i Obrony Powietrznej sformułowały wymagania dotyczące nowych maszyn. Trzy lata później sprawą wyboru samolotu zajął się międzyresortowy zespół rządu Włodzimierza Cimoszewicza. Kolejne próby podejmowano w 1998 i 2002 roku, jednak gdy do finału doszedł jeden z trzech oferentów, rząd odstąpił od przetargu.

W grudniu 2006 r. został rozpisany kolejny przetarg na samolot dla VIP-ów, ale postępowanie zostało odwołane w połowie 2007 roku, gdy stwierdzono błędy w warunkach i kryteriach przetargu.

W 2008 roku kancelaria premiera ponownie opracowała założenia kupna trzech-czterech nowych samolotów średniego zasięgu (mniejszych niż Tu-154). Latem ubiegłego roku pojawiła się koncepcja "zagospodarowania" w drodze dzierżawy dwóch samolotów Embraer-175 brazylijskiej produkcji zamówionych przez PLL LOT, a wobec kryzysu niepotrzebnych przewoźnikowi.

W lutym MON informowało, że koncepcja wydzierżawienia maszyn jest aktualna. Rzecznik resortu obrony Janusz Sejmej mówił wówczas, że "dzierżawa nie będzie wpływać na proces zakupu nowych maszyn" w przyszłości. Informował też, że powoływany jest zespół, który przed ogłoszeniem nowego przetargu na zakup nowych samolotów określi potrzeby w tym zakresie.
(PAP)

SLD ma kandydata na prezydenta; "wóz albo przewóz"

Zarząd SLD postanowił, iż kandydatem w tych przyspieszonych wyborach będzie przewodniczący SLD Grzegorz Napieralski - poinformował Ryszard Kalisz, który będzie szefem komitetu wyborczego. - Naturalne jest, że w wyborach prezydenckich, czyli wyborach ogólnokrajowych, startuje przewodniczący partii - dodał. Wcześniej Wojciech Olejniczak mówił o tej kandydaturze: - Lider jest jeden. Musi się sprawdzić. Wóz albo przewóz.

Wyboru dokonano jednogłośnie. Kandydata, którego wskazał zarząd krajowy SLD, będzie jeszcze musiała zatwierdzić konwencja wyborcza partii.

Sam Napieralski powiedział, że decyzja o jego kandydowaniu podjęta została w wyniku bardzo "szczerej i rzetelnej rozmowy z szefami rad wojewódzkich SLD i z zarządem krajowym". - Powiedziałem "tak". Uważam, że polityka musi być inna, wydarzenia ostatnich tygodni pokazały, że może być inna. Marzę o tym, żeby nie powróciły stare standardy i nawyki - powiedział Napieralski.

Dodał, że chciałby, aby polityka była merytoryczna, a spory polityczne toczyły się wokół spraw a nie wokół ludzi. Napieralski zapowiedział, że politycy SLD będą kontynuować to co robił Szmajdziński - będą szeroko konsultować się w sprawie poparcia z innymi środowiskami lewicowymi.

Krótkie terminy

Po śmierci Jerzego Szmajdzińskiego, wiceszefa SLD i kandydata tej partii na prezydenta, Sojusz miał niewiele czasu na znalezienie nowego kandydata.

Zgodnie z prawem zawiadomienie o powstaniu komitetu wyborczego trzeba złożyć w Państwowej Komisji Wyborczej na 55 dni przed wyborami. Do takiego zawiadomienia musi być dołączona lista tysiąca podpisów. Wybory mają się odbyć 20 czerwca, więc zawiadomienie trzeba złożyć najpóźniej do 26 kwietnia. Potem partie mają czas - do 6 maja do północy - na zgłoszenie kandydatów na prezydenta i przedstawienie listy 100 tysięcy podpisów.

Kalisz, Piekarska, Siwiec? Napieralski.

Jeszcze kilka dni temu trwały gorączkowe poszukiwania kandydata. W mediach i partyjnych szeregach rzucano rozmaite propozycje na to, kto mógłby nim zostać. W SLD pojawiały się w kontekście wyborów prezydenckich nazwiska posła Ryszarda Kalisza, europosła Janusza Zemke, wiceszefowej Sojuszu Katarzyny Piekarskiej, mówiono też o Marku Siwcu.

Jednym z rozważanych kandydatów był prezydent Krakowa Jacek Majchrowski. Odrzucił jednak ofertę. W mediach pisano o "wyciągnięciu z puszczy" Włodzimierza Cimoszewicza, on jednak nawet nie rozważał kandydowania.

Padały też propozycje poparcia Andrzeja Olechowskiego, ale ostatecznie partia nawet się nad takim rozwiązaniem nie zastanawiała zastanawiać.

Ostatnio coraz częściej mówiło się o szefie partii Grzegorzu Napieralskim. Padały głosy, że to on - w nagłej sytuacji - powinien wziąć na barki odpowiedzialność za reprezentowanie partii w wyborach.

- W sytuacjach nadzwyczajnych najlepiej stosować proste, przejrzyste rozwiązania, a prostym, przejrzystym rozwiązaniem jest kandydatura przewodniczącego partii czyli Grzegorza Napieralskiego - mówił ok. godziny 16.00 w radiu TokFM Leszek Miller, b. premier, od niedawna ponownie członek SLD.

"Wóz albo przewóz"

Były szef SLD Wojciech Olejniczak również uważał, że kandydatem lewicy powinien zostać obecny przewodniczący partii. - Kiedyś niektórzy złośliwi powiadali, że liderów jest dwóch, dzisiaj lider jest jeden i powinien kandydować, sprawdzić się i albo wóz, albo przewóz - mówił przed rozpoczęciem obrad Wojciech Olejniczak. Po ich zakończeniu w rozmowie z Wirtualną Polską odmówił komentarza: - Muszę zebrać myśli. Komentowałem na gorąco, kiedy byłem młodszy - dodał.

Jak zauważają komentatorzy wybór Grzegorza Napieralskiego mógłby osłabić pozycję przewodniczącego w partii, bowiem sondaże pokazują, że kandydat SLD raczej nie ma szans na zwycięstwo.

Eksperci: niełatwa sytuacja Sojuszu

Prof. Radosław Markowski z Instytutu Studiów Politologicznych PAN uważa, że wyznaczenie Napieralskiego na kandydata SLD w wyborach prezydenckich było jedynym wyjściem dla partii. Katastrofa lotnicza - w której zginęli m.in. kandydat SLD Jerzy Szmajdziński i posłanka Jolanta Szymanek-Deresz - zdaniem prof. Markowskiego postawiła Sojusz w "niełatwej sytuacji". - Mówiło się przecież nie tylko o tym, że kandydować może Jerzy Szmajdziński, ale i Jolanta Szymanek-Deresz - zwrócił uwagę ekspert.

Jego zdaniem, SLD "nie miało innego wyjścia" niż wystawienie Napieralskiego, ale - w opinii komentatora - nie ma on szans na wygranie wyborów prezydenckich. - To, czy Napieralski uzyska lepszy, czy gorszy wynik w wyborach, jest uzależnione paradoksalnie od wyniku kandydata PiS, zwłaszcza, jeśli będzie nim szef partii Jarosław Kaczyński - uważa prof. Markowski.

- Jeśli kandydat PiS-u będzie groźny dla Komorowskiego, to bardzo źle wróży Napieralskiemu, bo elektorat SLD wesprze wówczas Komorowskiego, żeby uniknąć wygranej Kaczyńskiego - uważa politolog. - Jeśli natomiast kandydat PiS będzie na tyle słaby, że nie będzie zagrożeniem dla kandydata PO marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego, to Napieralski jest w stanie uzyskać dobry wynik w wyborach.

Z kolei socjolog, dr Jarosław Flis z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że SLD wystawiło kandydaturę Grzegorza Napieralskiego w wyborach prezydenckich z nadzieją, że lider partii może przyciągnąć więcej wyborców niż inny kandydat. - Ta decyzja wynikać może z oceny, że nie ma co kombinować z wystawianiem Ryszarda Kalisza czy Marka Siwca; że jeśli w wyborach będzie kandydować lider partii, to jej wyborcy skupią się właśnie wokół niego - uważa.

W jego opinii "nikt nie liczy na zwycięstwo SLD w tych wyborach". - To jest kandydowanie po to, aby nikt o partii nie zapomniał, by nie wypadła ona z obiegu. Niezależnie od tego, kto by wystartował, będzie mieć na sobie odium porażki - ocenił Flis. Dodał: - Może być też tak, że to jakaś intryga uprzejmych kolegów Napieralskiego, obliczona na to, że jeśli uzyska on słaby wynik, to będą się oni starali na tej podstawie pozbawić go przywództwa w partii, wytykając mu jego słabość. Inna hipoteza jest taka, że Napieralski się przy tej okazji wypromuje, będzie postacią rozpoznawalną - w końcu on także za 20 lat będzie mógł być kandydatem - ocenił Flis.

Grzegorz Napieralski. Od roku może być prezydentem

To jeden z młodszych polityków na polskiej scenie. Rocznik 1974. To oznacza, że bierne prawo wyborcze w wyborach prezydenckich (czyli możliwość ubiegania się o prezydenturę, związana m.in z wiekiem) przysługuje mu od ubiegłego roku.

Z wykształcenia - politolog. Z zamiłowania też: od 1995 roku był sekretarzem szczecińskiej Socjaldemokracji RP. Już w 1998 roku bez powodzenia kandydował do rady miasta Szczecina. Od 1999 roku był przewodniczącym rady wojewódzkiej SLD i szefem rady krajowej. Był też doradcą wojewody zachodniopomorskiego, potem zasiadał w szczecińskiej radzie miejskiej.

W sejmie zasiada od 2004 roku, kiedy zwolniło się miejsce Bogusława Liberadzkiego, wybranego do Parlamentu Europejskiego. Był wiceprzewodniczącym, a od 2009 roku jest przewodniczącym Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
Żonaty, ma dwoje dzieci.
(wp.pl)

Prom i tramwaj wodny - od maja w Warszawie

Już na początku maja w Warszawie zacznie kursować prom i tramwaj wodny; w weekendy statkiem będzie można dopłynąć do Serocka. Ulicami Starówki turystów będą wozić konne omnibusy - poinformował Konrad Klimczak z Zarządu Transportu Miejskiego.

Tramwaj wodny "Wars" będzie pływać od Podzamcza do "Grubej Kaśki". Przewidziano pięć kursów dziennie; każdy będzie trwać prawie dwie godziny. Na pokładzie będzie można posłuchać muzyki, a z przygotowanego przez ZTM audioprzewodnika zapoznać się z historią i architekturą stolicy. Bilety na rejs będzie można kupić albo na statku w dniu rejsu, albo w przedsprzedaży w biurze Żeglugi Stołecznej przy ul. Świętokrzyskiej 36, lok. 1. (od poniedziałku do piątku, w godz. 12-15).

Tak, jak w ubiegłym roku, uruchomione zostaną także trzy bezpłatne przeprawy promowe - na wysokości Łomianek, Podzamcza oraz Cypla Czerniakowskiego. Każdy prom będzie wyposażony w stojaki rowerowe. Promy z Podzamcza i Cypla Czerniakowskiego będą kursować codziennie co 20 minut, a prom z Łomianek - co 30 minut w dni robocze i co kwadrans w soboty i święta.

W każdą sobotę i niedzielę będzie można wybrać się w rejs do Serocka. Statek "Zefir" będzie wypływać o godz. 9 z przystani Podzamcze, w południe będzie w Serocku. Tam pasażerowie będą mieć ok. 1,5 godziny na zwiedzanie miasteczka. Powrót do stolicy jest planowany na godz. 18. Statek może zabrać 110 pasażerów; na pokładzie jest grill oraz bufet z napojami.

Bilety na statek będą dostępne w przedsprzedaży - w Punkcie Obsługi Pasażerów ZTM na stacji metra Centrum (od poniedziałku do czwartku, w godzinach 7-20 oraz w piątek między godz. 7 a 17) a także u armatora w dniu rejsu.

Ulicami Starówki turystów będą woziły dwa konne omnibusy - piętrowy i parterowy. Ich trasa będzie przebiegać z Pl. Zamkowego, przez Rynek Nowego Miasta, do ul. Senatorskiej i z powrotem na Pl. Zamkowy. Na trasie zaplanowano sześć przystanków: Stare Miasto, Barbakan, Rynek Nowego Miasta, pl. Krasińskich, ul. Kapitulna i pl. Piłsudskiego. Przejazd całą trasą potrwa niecałą godzinę. Oprócz poniedziałków omnibusy będą kursować codziennie - od wtorku do piątku pięć razy dziennie, a w soboty i niedziele - sześć razy dziennie. Bilety będzie można kupić bezpośrednio na przystanku przy placu Zamkowym.

Tegoroczny sezon potrwa do 12 września. W maju i we wrześniu tramwaj wodny i omnibusy będą kursować tylko w weekendy.

Przejażdżka promem będzie bezpłatna. Bilet na rejs tramwajem wodnym będzie kosztować 18 zł, rejs do Serocka - 36 zł, przejażdżka omnibusem - 14 zł. Połowę tej kwoty zapłacą m.in. uczniowie szkół podstawowych, gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych oraz studenci. 10-procentową zniżkę otrzymają pasażerowie z Warszawską Kartą Turysty. Wprowadzone mają być także bilety rodzinne. Bezpłatnie liniami turystycznymi mogą podróżować dzieci nie objęte obowiązkiem szkolnym oraz osoby, które ukończyły 70 lat.
(PAP)
.

INDEX

Powrót...

Zapisz się na naszą listę
Email
Imie i nazwisko

 

 

Spis Książek Biblioteki SPK
Polsat Centre
Człowiek Roku 2008


 


Kliknij tutaj aby zobaczyć ofertę


 



Irena Dudek zaprasza na zakupy do Polsat Centre Moje motto: duży wybór, ceny dostępne dla każdego, miła obsługa. Polsat Centre217 Selkirk Ave Winnipeg, MB R2W 2L5, tel. (204) 582-2884

Kliknij tutaj aby zobaczyć ofertę


 

 Polskie programy telewizyjne w Twoim domu 16 kanałów

TVP1, TVP2, TVN, TVN24, TVN7, Polsat, Polsat2 ,TV Polonia, TVPuls, Eurosport, Polsatsport, Nsport, AXN/Discovery, Boomerang, TV4,

Viva IPMG to system który umożliwi Ci stały odbiór tych programów To nie jest Slingbox czy Hava Potrzebny Telewizor, IPMG box, Router i internet
Box kosztuje 200CDN, miesięczna opłata 50CDN i jednorazowa opłata za aktywacje 50CDN Dzwoń na
282-2090 do Janusza


 



189 Leila Ave
WINNIPEG, MB R2V 1L3
PH: (204) 338-9510



 

 

Kliknij tutaj, aby wejść na stronę gdzie można ściągnąć nagrania HYPERNASHION za darmo!!!

 


 

Royal Canadian Legion
Winnipeg Polish Canadian Branch 246
1335 Main St.
WINNIPEG, MB R2W 3T7
Tel. (204) 589-m5493

 


 

 

189 Leila Ave
WINNIPEG, MB R2V 1L3
PH: (204) 338-9510

“Klub 13”
Polish Combatants Association Branch #13
Stowarzyszenie Polskich Kombatantów Koło #13
1364 Main Street, Winnipeg, Manitoba R2W 3T8
Phone/Fax 204-589-7638
E-mail: club13@mts.net
www.PCAclub13.com


 

Zapisz się…
*Harcerstwo
*Szkoła Taneczna S.P.K. Iskry
*Zespół Taneczny S.P.K. Iskry
*Klub Wędkarski “Big Whiteshell”
*Polonijny Klub Sportowo-Rekreacyjny