24 czerwca 2010 | Nr 132

INDEX

Powrót...


  Wiadomości z Polski

Środa, 2010-06-23

Sztaby się dogadały: będą dwie debaty Komorowski-Kaczyński

Przed II turą wyborów prezydenckich odbędą się dwie debaty między kandydatem PO Bronisławem Komorowskim a kandydatem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Pierwsza - w niedzielę, kolejna zaplanowana została na środę.

Poinformowali o tym rzeczniczka sztabu Komorowskiego Małgorzata Kidawa-Błońska i rzecznik PiS Adam Bielan.

Producentami debat będą trzy główne stacje telewizyjne - TVP, TVN i Polsat. Każda z trzech stacji deleguje także swojego dziennikarza. Sygnał będzie zaś - jak zaznaczył Bielan - bezpłatnie udostępniony także innym zainteresowanym transmisją stacjom.

Obie debaty mają być podzielone na trzy bloki tematyczne: polityka społeczna, gospodarka i polityka zagraniczna.

Kidawa-Błońska powiedziała, że na razie ustalono miejsce pierwszej debaty. Będzie ona realizowana w studiu TVP, rozpocznie się o godz. 20.00.
(PAP)

Premier do powodzian: wspólnie wyjdziemy z tego dramatu

Mam nadzieję, że wspólnie wyjdziemy z tego dramatu - mówił premier Donald Tusk podczas spotkania z mieszkańcami dotkniętego powodzią Bierunia na Śląsku. - Wiem, że zmarnowanego czasu nikt wam nie odda, ale przynajmniej postaramy się sobie nawzajem pomóc, żeby te szkody były do naprawienia w jak największym stopniu - powiedział premier.

Mieszkańcy Bierunia pytali Tuska m.in., na jaką pomoc mogą liczyć przedsiębiorcy, których dotknęła powódź. Tusk mówił w tym kontekście o dwóch ustawach, które mają wejść w życie w lipcu. Ustawy te przewidują m.in., że pracodawca prowadzący działalność gospodarczą, który przejściowo zaprzestał jej prowadzenia (lub istotnie ją ograniczył - w związku z powodzią) i nie ma środków na wypłaty będzie mógł uzyskać nieoprocentowaną pożyczkę z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Firmy, które przez powódź utraciły przynajmniej 15% obrotów gospodarczych, będą mogły korzystać z rozwiązań ustawy o łagodzeniu skutków kryzysu gospodarczego.

- Jeśli pracodawca utrzyma stan zatrudnienia (mimo obniżonych z konieczności obrotów), to pracownicy ci będą wynagradzani częściowo z Funduszu Pracy. Rozwiązanie to ma funkcjonować do końca 2011 roku - do czasu, kiedy firmy nie odzyskają poziomu wydajności sprzed powodzi - mówił premier.

Tusk tłumaczył też, że rząd przeprowadza przez sejm tego typu ustawy, bo pomagając firmom, nie może złamać przepisów, w tym europejskich o niedozwolonej pomocy publicznej. - Państwo nie może po prostu dawać pieniędzy firmom - tłumaczył szef rządu.

Premier powiedział też, że rząd zakłada, iż każda firma jest ubezpieczona. - Zakładamy, że każda firma uzyska odszkodowanie, a państwo musi się w tej sytuacji troszczyć o to, aby utrzymać zatrudnienie - deklarował szef rządu.

Tusk przypomniał też, że w samym województwie śląskim jest ponad 150 gmin dotkniętych powodzią, a w całej Polce - 666 gmin.
(PAP)

Przełom ws. śmierci Olewnika? Znaleziono dokumenty

Ok. 60 tomów akt operacyjnych radomskiej policji odkryli śledczy z Gdańska badający sprawę zabójstwa Krzysztofa Olewnika i nieprawidłowości w śledztwach w tej sprawie – dowiedziała się tvp.info. Akta prawdopodobnie zawierają kluczowe dokumenty w wątku postępowania dotyczącego przekazania okupu porywaczom.

Według ustaleń serwisu tvp.info, wspomniane dokumenty to ok. 60 teczek akt operacyjnych Wydziału Techniki Operacyjnej Komendy Wojewódzkiej w Radomiu. Nie wiadomo, dlaczego dopiero kilka tygodniu temu teczki „odnalazły” się w policyjnych archiwach.

Prokuratorzy nie kryją, że liczą przede wszystkim na dokumenty związane z przekazaniem okupu porywaczom Krzysztofa Olewnika. Do tej pory, jak twierdzą, dostali szczątkowe dokumenty dotyczące kluczowej operacji. – Nie chcemy spekulować na temat zniknięcia tych teczek. Dokumenty te mogą być bardzo ważne, o ile nie kluczowe w wątku dotyczącym nieprawidłowości w pracy organów ścigania – stwierdził jeden ze śledczych.

Do porwania Krzysztofa Olewnika doszło w nocy z 26 na 27 października 2001 roku. Sprawcy, żądając okupu, kilkadziesiąt razy kontaktowali się z jego rodziną. W lipcu 2003 r. porywaczom przekazano 300 tys. euro okupu, jednak porwany nie został uwolniony. Jak się później okazało, miesiąc po odebraniu przez przestępców pieniędzy Krzysztof Olewnik został zamordowany. Jego ciało zakopano w lesie w pobliżu miejscowości Różan (Mazowieckie). Odnaleziono je w 2006 r., a w 2010 r. po ekshumacji na cmentarzu w Płocku i badaniach genetycznych ostatecznie potwierdzono tożsamość Krzysztofa Olewnika.
(tvp.info)

Wtorek, 2010-06-22

Tłumaczenie akt w sprawie Smoleńska potrwa miesiąc

Około miesiąca potrwa tłumaczenie rosyjskich akt ze śledztwa w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu - poinformował rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej płk Zbigniew Rzepa. Dokumenty - łącznie sześć tomów akt, czyli 1300 kart - od poniedziałku są w Polsce, dotarły pocztą dyplomatyczną z Rosji do polskiej Prokuratury Generalnej.

Wśród przekazanych dokumentów, jak informowano, znajdują się zeznania świadków, protokoły i dokumentacja fotograficzna z oględzin miejsca katastrofy oraz protokoły z identyfikacji ciał ofiar. - Jaka jest szczegółowa zawartość przekazanych dokumentów, okaże się dopiero po ich przetłumaczeniu - powiedział Rzepa.

Jak mówił rzecznik Prokuratury Generalnej, prok. Mateusz Martyniuk, prokuratura rosyjska przygotowuje do przekazania Polsce kolejne trzy tomy akt smoleńskiego śledztwa. Prokurator dodał, na razie nie ma informacji, jakie dokumenty zawarte są w tych tomach.

O tym, że do Polski trafi z rosyjskiej prokuratury pierwsze sześć tomów akt śledztwa smoleńskiego, mówiono już w zeszłym tygodniu, po wizycie w Moskwie naczelnego prokuratora wojskowego pułkownika Krzysztofa Parulskiego i szefa MSWiA Jerzego Millera. Nie mogło się to odbyć wcześniej z formalnego powodu braku podpisu osoby, która była przez pewien czas nieobecna.

Już w końcu maja Prokuratura Generalna twierdziła, iż "przedmiotowe materiały obejmują m.in. protokoły przesłuchania świadków, protokoły oględzin przedmiotów zabezpieczonych na miejscu katastrofy i protokoły z identyfikacji ciał ofiar katastrofy". Prokuratura wojskowa musi powołać biegłych tłumaczy przysięgłych, którzy dokonają przekładu akt na język polski. Martyniuk mówił w poniedziałek, że na razie nie można dokładnie określić, czy w przesłanej dokumentacji są zeznania wszystkich świadków - w tym wszystkich kontrolerów z lotniska Smoleńsk Siewiernyj, czy są protokoły identyfikacji wszystkich ciał, itp.

Podczas wizyty w Moskwie w pierwszej połowie czerwca szef NPW rozmawiał też na temat rozpatrzenia i realizacji pozostałych polskich wniosków o pomoc prawną. Do tej pory strona polska wystosowała pięć takich wniosków. Ostatni z nich został formalnie wysłany do Rosji dwa tygodnie temu. Polska prokuratura prosi w nim o "czasowe wydanie czarnych skrzynek jako niezbędnych dowodów w postępowaniu karnym".

Śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem - poza Wojskową Prokuraturą Okręgową w Warszawie - równolegle prowadzi prokuratura rosyjska. Okoliczności katastrofy bada również w Rosji Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK), a w Polsce komisja kierowana przez szefa MSWiA Jerzego Millera.
(PAP)

Polsko-norweska wystawa rzeźby w Oslo i Krakowie

Dzieła najwybitniejszego norweskiego rzeźbiarza Gustava Vigelanda zestawione z pracami 11 współczesnych mu polskich artystów będzie można zobaczyć jesienią w Krakowie na wystawie "Na drogach duszy. Gustav Vigeland a rzeźba polska ok. 1900".

Wystawa ukazująca wpływ Vigelanda na polską rzeźbę lat 1890-1914 to wspólny projekt Muzeum Narodowego w Krakowie i Muzeum Vigelanda w Oslo - poinformowali organizatorzy na konferencji prasowej w Krakowie.

Ponad 30 rzeźb 11 polskich twórców z przełomu XIX i XX w. od 4 czerwca prezentowane jest u boku dzieł Vigelanda w jego dawnym domu w Oslo, obecnie muzeum rzeźbiarza. W ciągu pierwszych dwóch tygodni ekspozycję obejrzało kilka tysięcy osób. Norwedzy będą mogli oglądać wystawę do 22 sierpnia. Potem przyjedzie ona do Polski, od 6 października do 26 grudnia będzie pokazywana w Muzeum Narodowym w Krakowie.

Polską rzeźbę reprezentują prace: Bolesława Biegasa, Xawerego Dunikowskiego, Franciszka Flauma, Józefa Gardeckiego, Stanisława Jagmina, Henryka Kunzka, Konstantego Laszczki, Stanisława Szukalskiego, Wacława Szymanowskiego, Edwarda Wittiga i Stanisława Wyspiańskiego.

Muzeum w Oslo wypożyczy na wystawę w Krakowie ok. 30 rzeźb Vigelanda. Na ekspozycji znajdzie się też jedyna w polskich zbiorach praca rzeźbiarska tego artysty - "Pocałunek" z 1897 r., podarowana Muzeum Narodowemu w Krakowie w 1920 r. przez Feliksa Jasieńskiego.

Obydwu wystawom towarzyszy obszerny katalog prac artystów. Wstępem do jesiennej ekspozycji w Krakowie będzie międzynarodowa konferencja naukowa.

Wystawy w Oslo i Krakowie są finansowane z funduszy Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego. Łączna kwota dofinansowania wspólnego projektu wynosi 750 tys. zł.

Dotąd rzeźby Vigelanda były pokazywane w Polsce tylko raz. Poprzednia wystawa odbyła się w 1976 r. w Muzeum Narodowym w Krakowie, następnie pokazano ją w Warszawie. Miała trochę inną formułę, prezentowała 115 rzeźb Vigelanda i ponad 300 dzieł malarza i grafika Edwarda Muncha.

Gustav Vigeland (1869-1943) stworzył specyficzną odmianę symbolizmu, opartego na naturalistycznym studium ludzkiej postaci. Dziś znany jest przede wszystkim jako twórca słynnego parku rzeźb w Oslo. Jego muzeum znajduje się w pobliskim domu, gdzie artysta żył i tworzył. Dom ten podarowało mu miasto Oslo w zamian za stworzenie parku i prawa do dzieł artysty. We wczesnym okresie twórczości, w latach 90. XIX w., Vigeland przebywał w Berlinie, gdzie poznał międzynarodowe środowisko artystyczno-literackie. Przyjaźnił się z Munchem i Przybyszewskim.

- Wystawa obejmie dzieła Vigelanda z tego właśnie okresu. Zestawienie ich z pracami polskich rzeźbiarzy dowiedzie, że jego twórczość wywołała rezonans w sztuce polskiej - wyjaśnia kuratorka wystawy, Agata Małodobry, która przygotowała ją wraz z norweską kuratorką ekspozycji Trine Otte Bak Nielsen z Muzeum Vigelanda.

Twórczość Vigelanda spopularyzował wśród polskich artystów już na przełomie XIX i XX w. Stanisław Przybyszewski, który poznał Norwega dzięki swej żonie - Dagny. Była ona rodaczką wielkiego rzeźbiarza. Przybyszewski 1899 r. zamieścił w krakowskim "Życiu" dwie reprodukcje fragmentów reliefu "Piekło" Vigelanda. Jedna z nich przedstawiała postać szatana: nagiego, muskularnego młodzieńca. Pruderyjne, mieszczańskie środowisko Krakowa potraktowało to jako obrazę moralności.

Przybyszewski, zafascynowany sztuką Vigelanda, poświęcił słynnemu rzeźbiarzowi rozdział swej książki "Na drogach duszy", do której nawiązuje tytuł obecnej wystawy.
(PAP)

Pniedziałek, 2010-06-21

Ostateczne wyniki pierwszej tury - zobacz dane z PKW

PKW podała wyniki ze 100% okręgów wyborczych. Frekwencja wyniosła 54,94%. Bronisław Komorowski otrzymał 41,54% ważnych głosów. Jarosław Kaczyński zdobył 36,46% ważnych głosów. Żaden z nich nie otrzymał więcej niż połowę ważnych głosów. Będzie więc druga tura.

- Wyjaśniliśmy nurtujące nas wątpliwości co do procesu dokumentowania pewnych czynności wyborczych - mówił przewodniczący PKW Stefan Jaworski. To właśnie te wątpliwości były powodem opóźnienia w podaniu pełnych wyników.

Po przeliczeniu głosów ze wszystkich okręgowych komisji wyborczych PKW podała, że Bronisław Komorowski zdobył 41,54% głosów ważnych czyli ponad 6 milionów 980 tysięcy głosów. Jarosław Kaczyński uzyskał 36,46% głosów - czyli blisko 6 milionów 130 tysięcy głosów.

Trzecie miejsce pod względem uzyskanego poparcia zajął kandydat SLD Grzegorz Napieralski, który otrzymał 13,68% głosów wyborców. Pozostali kandydaci otrzymali: Janusz Korwin-Mikke - 2,48% głosów, Waldemar Pawlak - 1,75%, Andrzej Olechowski - 1,44%, Andrzej Lepper - 1,28%, Marek Jurek - 1,06% Bogusław Ziętek - 0,18%, Kornel Morawiecki - 0,13%.

Zaskakująco dobrą frekwencję zanotowano w większości gmin dotkniętych przez powódź - poinformowała Państwowa Komisja Wyborcza.

Jak powiedział sędzia Stanisław Zabłocki z PKW w gminie Słubice w województwie mazowieckim, powiecie płockim do urn poszło 40,87% uprawnionych do głosowania. W Tarnobrzegu, w województwie podkarpackim zagłosowało 54,69% osób, w gminie Wilków w województwie lubelskim frekwencja wyniosła - 40,28%, w Sandomierzu w województwie świętokrzyskim 50,60%, a w gminie Gorzyce w województwie podkarpackim 41,61%.

Zabłocki zauważył, że warto te wyniki porównać z miejscami, gdzie zanotowano najniższą frekwencję w kraju. Szczególnie w województwie opolskim niewiele osób poszło zagłosować. W gminie Radłów było to zaledwie 27,30%, w gminie Imielnica - 31,48%, w gminie Strzeleczki - 32,03%, w gminie Walce - 32,49%. Niską frekwencję zanotowano też w gminie Stary Dzierzgoń w województwie pomorskim, gdzie do urn poszło zaledwie 31,08% uprawnionych do głosowania.

Po przeliczeniu głosów ze wszystkich okręgowych komisji wyborczych pierwszą turę wyborów prezydenckich wygrał Bronisław Komorowski, zdobywając 41,54% głosów ważnych - ponad 6 milionów 980 tysięcy głosów. Tuż za nim jest Jarosław Kaczyński, który uzyskał 36,40% głosów - czyli blisko 6 milionów 130 tysięcy głosów.

Frekwencja wyniosła 54,94%, a kart wyborczych wydano 16 mln 929 tys. Przez pełnomocnika głosowało 6 tysięcy 456 osób. Oddano 117 tysięcy 662 nieważnych głosów.
(wp.pl)

"Przeszedł zły i jeszcze gorszy, będę głosował na złego"

Nie jestem zaskoczona, że Bronisław Komorowski nie miał większej przewagi, kampania bez entuzjazmu, a we wczorajszym przemówieniu wypadł dużo gorzej niż pełen demagogicznej energii pan Kaczyński - mówi jedna z popierających Bronisława Komorowskiego podczas sondy Wirtualnej Polski. - Jarosław Kaczyński jest bardziej wyrazisty i łatwiej trafia do ludzi - przyznaje kolejny zwolennik kandydata PO. Na kogo oddadzą głos nasi rozmówcy, których kandydaci nie przeszli do drugiej tury? Większość się zastanawia ale wybiorą mniejsze zło: - Do drugiej tury przeszedł kandydat zły i jeszcze gorszy, ja będę głosował na tego złego - mówi jeden z zapytanych.
(wp.pl)

Niedziela, 2010-06-20

Komorowski przed Kaczyńskim, Napieralski na podium

Pierwszą turę wyborów prezydenckich w 2010 roku wygrał Bronisław Komorowski - otrzymał 40.7% głosów. Pierwsze sondażowe wyniki TNS OBOP dla TVP wskazują na to, że będziemy mieli II turę wyborów prezydenckich. Z sondażu wynika, że Jarosław Kaczyński otrzymał 35.8% głosów, a Grzegorz Napieralski 14.0%.

Według TNS OBOP Janusz Korwin-Mikke otrzymał - 3%, Waldemar Pawlak - 1,9%, Andrzej Olechowski - 1,6%, Marek Jurek - 1,3%, Andrzej Lepper - 1,2%, Bogusław Ziętek - 0,3%, Kornel Morawiecki - 0,2%.

Zakończyło się głosowanie w wyborach prezydenckich. Polacy oddawali głosy na terenie całego kraju oraz w ponad 260 obwodach wyborczych poza granicami.

Komorowski: dogrywka jest najtrudniejsza

Bronisław Komorowski serdecznie podziękował za każdy oddany na niego głos. Podkreślił jednak, że najtrudniejsze dopiero przed nim. - Miejmy świadomość, że dogrywka jest najtrudniejsza Mobilizujmy siły na 4 lipca, który będzie finałem wyścigu prezydenckiego - oświadczył.

Komorowski gratulował swoim konkurentom, a w szczególności liderowi SLD. - Chciałbym również pogratulować znakomitego wyniku Grzegorzowi Napieralskiemu. Chciałbym, aby ten wynik oznaczał lepsze czasy dla polskiej lewicy, bo jest ona na polskiej scenie absolutnie niezbędna

- Będę zabiegał o wszystkie głosy, bo każdy głos w tej II turze może okazać się na wagę złota - zapowiedział kandydat PO na prezydenta.

Kaczyński: wybory nie są zakończone

- Dziękuje wszystkim za udział w wyborach - powiedział Jarosław Kaczyński. - Kluczem do zwycięstwa, do ostatecznego zwycięstwa, bo te wybory nie są zakończone, jest nasza wiara, nasze przekonanie, że zwyciężyć można i trzeba - przekonywał.

- Musimy zwyciężyć dla naszej ojczyzny, dla Polski, ale musimy też pamiętać, że to ma być zwycięstwo w ramach demokracji, tej demokracji, o której odnowie mówiłem w czasie kampanii wyborczej - podkreślił.

Kandydat PiS na prezydenta zaznaczył, że w drugiej turze dojdzie do pojedynku dwóch wizji. - W drugiej turze dojdzie do wyboru między dwiema wizjami polityki, dwiema wizjami Polski, bo są zasadnicze różnice pomiędzy mną a panem Komorowskim - oświadczył.

- My chcemy polityki na poważnie, my chcemy państwa na poważnie, my chcemy, by polskie problemy, które nie pozostały rozwiązane znalazły w końcu drogę ku rozwiązaniu - powiedział Jarosław Kaczyński.

Uprawnionych do głosowania w wyborach prezydenckich było ponad 30 mln Polaków.

Głosować można było w 25 506 lokalach wyborczych w kraju, 263 obwodach głosowania za granicą oraz na pokładach trzech statków morskich i dwóch platform wiertniczych. Blisko 7 tys. lokali wyborczych przystosowanych było dla potrzeb wyborców niepełnosprawnych.

W Polsce wybory prezydenta odbywają się co 5 lat, chyba że urząd zostanie opróżniony. Ta sama osoba może sprawować urząd prezydenta jedynie przez dwie kadencje.

Prezydentem zostaje ten kandydat, który otrzyma ponad połowę wszystkich ważnie oddanych głosów. Frekwencja wyborcza nie wpływa na ważność wyborów

Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała 10 kandydatów, którzy wystartowali w wyborach na stanowisko prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej.

1) JUREK Marek, lat 49, wykształcenie wyższe historyczne, wykonujący zawód historyka, miejsce pracy: Fundacja Św. Benedykta, zamieszkały w Wólce Kozodawskiej gmina Piaseczno, członek Prawicy Rzeczypospolitej;

2) KACZYŃSKI Jarosław Aleksander, lat 61, wykształcenie wyższe prawnicze, poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, zamieszkały w Warszawie;

3) KOMOROWSKI Bronisław Maria, lat 58, wykształcenie wyższe historyczne, poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, zamieszkały w Warszawie, członek Platformy Obywatelskiej Rzeczypospolitej Polskiej;

4) KORWIN-MIKKE Janusz Ryszard, lat 67, wykształcenie wyższe filozoficzne, wykonujący zawód publicysty i wydawcy, miejsce pracy: Oficyna Konserwatystów i Liberałów, zamieszkały w Józefowie, powiat otwocki, członek partii politycznej Wolność i Praworządność;

5) LEPPER Andrzej Zbigniew, lat 56, wykształcenie średnie, wykonujący zawód rolnika, miejsce pracy: własne gospodarstwo rolne, zamieszkały w Zielnowie gmina Darłowo;

6) MORAWIECKI Kornel Andrzej, lat 69, wykształcenie wyższe w zakresie nauk fizycznych, emerytowany nauczyciel akademicki, zamieszkały we Wrocławiu;

7) NAPIERALSKI Grzegorz Bernard, lat 36, wykształcenie wyższe politologiczne, poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, zamieszkały w Szczecinie, członek Sojuszu Lewicy Demokratycznej;

8) OLECHOWSKI Andrzej Marian, lat 62, wykształcenie wyższe ekonomiczne, wykonujący zawód ekonomisty, miejsce pracy: samodzielna działalność gospodarcza, zamieszkały w Warszawie, który złożył następujące oświadczenie: byłem współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa w rozumieniu przepisów powołanej ustawy;

9) PAWLAK Waldemar, lat 50, wykształcenie wyższe techniczne, zajmujący kierownicze stanowisko państwowe, pełniący funkcję Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Gospodarki, zamieszkały w Kamionce gmina Pacyna, członek Polskiego Stronnictwa Ludowego;

10) ZIĘTEK Bogusław Zbigniew, lat 45, wykształcenie średnie, wykonujący zawód polityka, miejsce pracy: Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80", zamieszkały w Markowiźnie gmina Ogrodzieniec, członek Polskiej Partii Pracy - Sierpień 80.
(wp.pl)

W trzech miastach Polski dwie karty do głosowania

Wyborca biorący udział w głosowaniu w okręgach wyborczych w Katowicach, Krośnie i Płocku w lokalu wyborczym dostaje dwie karty do głosowania: białą w wyborach prezydenckich i żółtą w uzupełniających wyborach do Senatu.

Wybory te okazały się konieczne z powodu tragicznej śmierci trzech senatorów w katastrofie samolotu TU154 pod Smoleńskiem. Wybory do Senatu są większościowe, więc w przypadku rezygnacji lub śmierci któregoś z senatorów konieczne jest przeprowadzenie wyborów uzupełniających.

Na senatora głosować może tylko osoba mieszkająca w okręgu wyborczym, w którym odbywają się wybory. Wyborcy udający się do lokali wyborczych powinni zabrać ze sobą dokument tożsamości ze zdjęciem.

Wyborcy otrzymują karty do głosowania z nazwiskami kandydatów na senatora. Karty są koloru żółtego. Nazwiska są umieszczone w kolejności alfabetycznej. Przy nazwiskach jest podana nazwa komitetu wyborczego, który wystawił kandydata lub skrót tej nazwy.

Głosuje się stawiając znak "x" w kratce znajdującej się z lewej strony nazwiska kandydata. Aby głos był ważny, trzeba postawić znak "x" przy nazwisku jednego kandydata. Głos jest nieważny, jeśli znak "x" nie pojawi się przy żadnym nazwisku lub przy nazwiskach większej niż jeden liczby kandydatów.

Znaki, dopiski, a nawet rysunki na karcie do głosowania nie powodują unieważnienia karty i głosu, o ile znajdują się poza kratką, przeznaczoną do wpisania znaku "x".

W okręgu wyborczym nr 30 w Katowicach, który obejmuje powiaty: bieruńsko-lędziński oraz miasta na prawach powiatu: Katowice, Chorzów, Mysłowice, Piekary Śląskie, Rude Śląską, Siemianowice Śląskie, Świętochłowice i Tychów uprawnionych do głosowania jest 825 tys. osób.

Pierwsze, cząstkowe wyniki wyborów Państwowa Komisja Wyborcza poda tej nocy. Ostateczne wyniki mają być znane jutro. Jeśli żaden z kandydatów na prezydenta nie otrzyma więcej niż 50% głosów, to za dwa tygodnie odbędzie się druga tura wyborów.
(IAR)

Sobota, 22010-06-19

Według Polaków cisza wyborcza jest potrzebna

59% Polaków uważa, że cisza wyborcza jest potrzeba - wynika z sondażu SMG/KRC dla TVN24.

Według badania, 35% ankietowanych sądzi, że cisza wyborcza, która obowiązuje od piątku o północy do czasu zakończenia głosowania w niedzielę jest zdecydowanie potrzebna, 24% osób ocenia, że jest raczej potrzebna. Zdaniem 21% cisza wyborcza raczej nie jest potrzebna, jej zdecydowanymi przeciwnikami jest 13% respondentów.

72% Polaków deklaruje, że zagłosuje w w towarzystwie najbliższej rodziny, 20% osób pójdzie do lokalu samotnie, a 8% ze znajomymi.

Większość badanych głosuje w godz. 10-14 (38%) i od 14 do 18 (36%). Przed godziną 10 udaje się do lokalu wyborczego 13% ankietowanych, po godzinie 18 - 9%

51% Polaków - odpowiadając na pytanie przy jakiej okazji bierze udział w wyborach - deklaruje, iż do lokalu wyborczego idzie specjalnie, by oddać swój głos. 28% głosuje po mszy, 13% w trakcie wyjścia na spacer. 2% osób pojawia się przy urnie wyborczej przed lub po wyjeździe na weekend; tyle samo przed lub po pracy.
(PAP)

Naukowcy zbadali DNA kobiety sprzed 4 tys. lat

Profil genetyczny kobiety ze schyłku neolitu, czyli sprzed ok. 4 tys. lat udało się odtworzyć naukowcom z Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiej Akademii Medycznej (PAM). Genetycy badają szczątki znalezione w grobie w Czelinie (Zachodniopomorskie).

- Poznaliśmy profil genetyczny człowieka sprzed czterech tys. lat po wielokrotnych, potwierdzonych badaniach. Nie mamy co do niego wątpliwości - zaznaczył prowadzący badania Andrzej Ossowski z PAM.

- Wyizolować DNA jądrowe z materiału sprzed kilku tysięcy lat jest niezwykle trudno - podkreślił Ossowski. Wyjaśnił, że tak stary materiał jest zwykle bardzo zniszczony.- Kluczową rolę gra tu czas od momentu wydobycia znaleziska do podjęcia badań. Aby była szansa na wyizolowanie DNA, kości natychmiast po wydobyciu muszą być zamrożone, nie może też ich dotykać przed badaniami żadna osoba - wyjaśnił Ossowski. Tym razem udało się natychmiast zabezpieczyć materiał do badań, bo genetycy byli wraz z archeologami w trakcie wykopalisk.

Nietypowy grób sprzed czterech tysięcy lat, ze szczątkami trzech osób, znaleźli szczecińscy archeolodzy półtora roku temu. Jak powiedział Krzysztof Kowalski archeolog ze Szczecińskiego Muzeum Narodowego szczegółowych badań znalezionych kości podjęto się, bo jest to szczególnie rzadkie znalezisko na terenie Zachodniopomorskiego.

- W tym okresie chowano ludzi w pojedynczych grobach, natrafiamy jednak czasami na groby zbiorowe. Pierwsza myśl to taka, że pochowano razem członków rodziny - ale tego nic nie potwierdza. Mogą być to równie dobrze zupełnie obcy ludzie grzebani razem z jakichś nieznanych jeszcze powodów. Kowalski ma nadzieję, że po zakończeniu badań będzie wiadomo, czy pokrewieństwo łączyło tych ludzi sprzed 4 tys. lat.

Przebadania pod kątem genetycznym podjęli się naukowcy z PAM, którzy na co dzień zajmują się badaniami szczątków szczególnie zniszczonych np. spalonych lub bardzo starych dla potrzeb medycyny sądowej. Ossowski powiedział, że rozpoznano profil genetyczny jednej z trzech osób z grobu. Kolejne badania zmierzają do ustalenia pokrewieństwa między pochowanymi razem ludźmi.

- Genetyka jest dziedziną rozwijającą się niezwykle szybko, opracowywane są nowe metody badawcze. Sadzę, że w niedalekiej przyszłości będziemy mogli przebadać to DNA pod kątem zmian i ustalić np. na jakie choroby cierpiał człowiek z neolitu - powiedział Ossowski.
(PAP)

Magdalena Abakanowicz kończy 80 lat

Magdalena Abakanowicz - jedna z najwybitniejszych polskich plastyczek, której nazwisko znajduje się we wszystkich leksykonach sztuki współczesnej; twórczyni abakanów, które zrewolucjonizowały rzeźbę i tkaninę artystyczną - kończy w niedzielę 80 lat.

Prace artystki - liczący 83 rzeźby cykl "Bambini" (1998-2007) oraz monumentalną "Głowę" - można aktualnie oglądać, na otwartej 12 czerwca, wystawie "Abakanowicz. Nareszcie w Warszawie!" w ogrodach Zamku Królewskiego. "Jeśli ktoś stojąc przed moim dziełem pyta: 'co ono znaczy?', ja odwracam pytanie. 'Co pan czy pani myśli, że ono znaczy?' Dowiaduję się jak oni je interpretują, to szalenie interesujące" - mówiła Abakanowicz na wernisażu w Warszawie. Jak oceniła, jej sztuka jest w pewnym stopniu opowieścią o niepewnościach i wątpliwościach, które towarzyszą ludzkiej egzystencji.

Przegląd twórczości artystki - od lat 60. do początku XXI wieku - zaprezentowany zostanie również w Krakowie. Na otwartej w piątek wieczorem ekspozycji zaprezentowane zostały m.in. "Abakan okrągły" (1967) czy tłum rzeźbionych w tkaninie postaci bez twarzy - "Plecy" (1976).

Magdalena Abakanowicz urodziła się 20 czerwca 1930 r. w Falentach niedaleko Warszawy. Studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Sopocie, w pracowniach: Marka Włodarskiego i Eleonory Plutyńskiej. Studia nie spełniły jednak jej marzeń. "Nauka sztuki była strasznym rozczarowaniem. Okazało się od razu, że moja wyobraźnia nie daje się nagiąć do obowiązujących reguł i przepisów, że moja skóra jeży się wobec uprawianej estetyki, że wreszcie modne filozofie nie dają się pogodzić z moją własną. Było mi źle. Byłam złą studentką" - napisała po latach Abakanowicz.

Zaraz po studiach tworzyła monumentalne gwasze, pełne dzikich barw, fantastycznych roślin i stworzeń. Szybko jednak odeszła od malarstwa. Zajęła się tkaniną, starała się nadać jej trójwymiarowość. Od połowy lat 60. tworzyła olbrzymie prace wykonane tradycyjną techniką tkacką z barwionego sizalu, które miały cechy w pełni przestrzenne: jednocześnie rzeźbiarskie i architektoniczne. Zrewolucjonizowały one spojrzenie na tkaninę artystyczną - zrywały całkowicie z płaszczyznowością tkanin przeznaczonych do dekoracji wnętrz. Od nazwiska twórczyni nazwano je abakanami.

"To samoistne twory, zawieszone swobodnie w przestrzeni, bez ścian w roli tła bądź podpory, zapętlone w środku, a przy tym otwarte, dostępne zmysłom ze wszystkich stron, również od wewnątrz" - tak Ewa Hornowska opisała abakany w katalogu jednej w wystaw artystki.

Abakany wywoływały wiele dyskusji w środowisku, spotykały się zarówno z zachwytem - artystka otrzymała za nie Złoty Medal na Biennale w Sao Paulo w 1965 r., jak i z ostrą krytyką - tak było na wystawie indywidualnej artystki w Zurychu dwa lata później.

Międzynarodową pozycję artystki ugruntowały jej prace z lat 70. z cykli "Alteracje" (obejmujący serie takie jak m.in. "Głowy", "Plecy", "Postaci siedzące") oraz "Embriologia" - ewoluujące od wydrążonych bezgłowych ludzkich tułowiów i sylwetek do form organicznych przypominających jaja. Są one także tworami pomiędzy tradycyjną rzeźbą i tradycyjną tkaniną - zostały wykonane z lin konopnych i płótna z juty nasyconych i utwardzonych żywicą syntetyczną. "Embriologia" wzbudziła ogólny aplauz na Biennale w Wenecji w 1980 r.

W latach 80. artystka zaczęła pracować w tradycyjnych materiałach rzeźbiarskich, takich jak brąz, kamień i drewno. Podobnie, jak w przypadku tkanin, wyraźnie zaznaczała ich właściwości, w tym organiczność, tak było np. w cyklu "Gry wojenne", gdzie wykorzystywała pnie i konary starych drzew ściętych przez drogowców.

Lata 80. oraz następne to także czas tworzenia przez Abakanowicz wielkich realizacji przestrzennych na wolnym powietrzu, m.in. we Włoszech, Izraelu, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Korei Południowej, na Litwie. Jedna z największych z nich "Nierozpoznani" - tworzy ją 112 postaci odlanych z żeliwa - znajduje się w poznańskim parku na Cytadeli.

"Będę zapewne zawsze porzucała jedne techniki i materiały na rzecz drugich (...) Najciekawiej jest posługiwać się techniką, której się jeszcze nie zna, i budować formy, których się jeszcze nie zna" - przyznała kiedyś artystka.

W latach 90. rzeźbiarka zafascynowana japońskim tańcem butoh - tworzyła choreografie dla tancerzy polskich i japońskich. Wzięła też udział w konkursie ogłoszonym przez władze Paryża na opracowanie planu dzielnicy, która ma być przedłużeniem osi stolicy Francji w kierunku zachodnim, poza dzielnicą La Defence. Abakanowicz, która wygrała konkurs, zaproponowała nowatorską koncepcję stworzenia idealnej ekologicznej dzielnicy - wzniesienia kilkudziesięciu budynków o wysokości ok. 25 pięter. Miały mieć one kształty organiczne, nawiązujące do drzew - stąd nazwa koncepcji "Architektura arborealna". Od dołu do góry pokrywać je miała pnąca roślinność, wyrastającą na różnych poziomach fasad.

Choć sama artystka nie wspominała dobrze swoich studiów, przez wiele lat - od 1965 r. do 1990 r. - prowadziła zajęcia w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu (obecnie noszącej nazwę Akademia Sztuk Pięknych); od 1979 r. ma tytuł profesorski. Prowadziła też zajęcia na uczelniach za granicą (m.in. w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych, w Kanadzie i Australii). Ma doktoraty honoris causa m.in. Royal College of Art w Londynie i Pratt Institute w Nowym Jorku.

Prace Abakanowicz znajdują się w zbiorach ponad 70 muzeów i kolekcji publicznych na całym świecie m.in. Muzeum Narodowego w Warszawie, Wrocławiu i Poznaniu, Muzeum Sztuki w Łodzi oraz Centre George Pompidou w Paryżu, Metropolitan Museum w Nowym Jorku i Museum of Modern Art w Kioto.
(PAP)

Watykan: nie będzie rehabilitacji abp. Paetza

Rzecznik Watykanu ksiądz Federico Lombardi oświadczył, że nie zdjęto restrykcji, nałożonych na arcybiskupa Juliusza Paetza, zdymisjonowanego 8 lat temu w związku z zarzutami molestowania seksualnego seminarzystów.

- Kryteria i restrykcje, ustalone w 2002 roku i do tej pory przestrzegane, nie zostaną zmienione - powiedział ks. Lombardi podczas rozmowy z dziennikarzami.

- Bezpodstawne jest mówienie w tym przypadku o rehabilitacji - dodał. Tak odniósł się do rozgłosu, jaki nadano sprawie byłego metropolity poznańskiego we włoskich mediach. Za polską prasą informowały one o tym, że Watykan cofnął wydany arcybiskupowi Paetzowi zakaz publicznego odprawiania liturgii i udzielania sakramentów.

Ksiądz Lombardi wyjaśnił, że przedmiotem korespondencji z Watykanem była sprawa udzielenia zgody na przewodniczenie uroczystości liturgicznej na zaproszenie jednego z proboszczów. W sytuacji, w jakiej jest arcybiskup Paetz, wymagało to zgody Stolicy Apostolskiej.

Watykański rzecznik podkreślił, że całkowicie bezpodstawne są również doniesienia o tym, jakoby obecny metropolita poznański arcybiskup Stanisław Gądecki zrezygnował z urzędu lub rozważał taką możliwość.

W 2002 roku dziennik "Rzeczpospolita" w tekście "Grzech w Pałacu Arcybiskupim" napisał, że abp Paetz molestował seksualnie kleryków i księży. Według dziennika, o skłonnościach homoseksualnych hierarchy wiadomo było wtedy od co najmniej dwóch lat. Metropolita ustąpił ze stanowiska, ale pozostał w Poznaniu jako biskup senior. Nigdy nie potwierdził stawianych mu zarzutów. Żaden z rzekomo pokrzywdzonych kleryków nie złożył zawiadomienia w sprawie molestowania, więc sprawa nie była badana też przez prokuraturę.

Polscy biskupi dementują doniesienia dotyczące przywrócenia arcybiskupa Juliusza Paetza i związanej z tym rezygnacji metropolity poznańskiego arcybiskupa Stanisława Gądeckiego. Poinformował o tym podczas konferencji podsumowującej konferencję episkopatu polski w seminarium Hosianum w Olsztynie, sekretarz generalny episkopatu biskup Stanisław Budzik. Hierarchowie podkreślili, że żadna rezygnacja nie została złożona, a rozporządzenie sprzed kilku lat odnośnie arcybiskupa Paetza pozostaje w mocy.

Szef Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski uważa, że oświadczenie rzecznika Watykanu na temat sytuacji arcybiskupa Juliusza Paetza pokazuje prawdę. Zwraca uwagę, że żadne nowe decyzje Stolicy Apostolskiej w sprawie hierarchy nie zapadły, a oświadczenie zamyka dyskusję i ucina spekulacje, z którymi mieliśmy do czynienia w ostatnim czasie.

Marcin Przeciszewski podkreśla, że w sprawie arcybiskupa Paetza była prowadzona korespondencja, ale nie zapadły żadne decyzje. Szef KAI pytany, czy arcybiskup poznański Stanisław Gądecki mógłby złożyć posługę odpowiedział, że hierarcha sprzeciwił się jedynie zmianom stanowiska Kościoła odnośnie arcybiskupa Paetza i jego zdanie zostało uszanowane.
(PAP)

Piątek, 2010-06-18

Ostatecznie pochowali Stanisława Pyjasa

Na cmentarzu w Gilowicach odbył się pochówek ekshumowanych dwa miesiące temu szczątków Stanisława Pyjasa. Uroczystość zgromadziła grono najbliższych. Trumna ze szczątkami spoczęła ponownie w rodzinnym grobie. Modlitwę nad otwartą mogiłą zmówił proboszcz miejscowej parafii ksiądz Wacław Kozicki.

Szczątki Stanisława Pyjasa, członka przedsierpniowej opozycji demokratycznej, ekshumowane zostały 20 kwietnia na potrzeby śledztwa, prowadzonego przez krakowski IPN, a mającego wyjaśnić okoliczności i przyczyny śmierci krakowskiego studenta. Wkrótce po ekshumacji w innej trumnie pochowane zostały szczątki pozostałych członków rodziny, spoczywających w tym samym grobie.

Ciało Pyjasa znaleziono 7 maja 1977 r. w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej w Krakowie. Prokuratura umorzyła wówczas śledztwo, uznając, iż zebrany materiał dowodowy prowadzi do wniosku, że wyłączną przyczyną śmierci Stanisława Pyjasa był nieszczęśliwy wypadek spowodowany przez niego samego.

Według prokuratury, najprawdopodobniej znajdujący się w stanie "poważnego stanu nietrzeźwości" student potknął się o nierówności posadzki. - To spowodowało nieamortyzowany rękami upadek, utratę przytomności, obrażenia i krwotok, w wyniku którego nastąpiło zachłyśnięcie się i uduszenie - stwierdziła prokuratura.

Dla przyjaciół i znajomych Pyjasa ta wersja okoliczności jego śmierci była od początku niewiarygodna, wiedzieli, że interesowała się nim SB. Śledztwo wznowiono w 1991 r., a potem jeszcze kilkakrotnie podejmowano i umarzano z powodu niemożności wykrycia sprawców. Według ustaleń, Stanisław Pyjas został śmiertelnie pobity. Jego śmierć była impulsem do utworzenia w 1977 r. Studenckiego Komitetu Solidarności.

Obecnie sprawę bada krakowski IPN. Jest to już piąte śledztwo ws. śmierci Pyjasa. IPN przejął je formalnie 21 maja 2008 roku w związku z pojawieniem się nowych dokumentów. W toku śledztwa przesłuchano kilkudziesięciu nowych świadków. Z nowych ustaleń wyłoniło się przekonanie, że sprawa dotyczy nie śmiertelnego pobicia, ale zabójstwa krakowskiego studenta.

W ramach tego śledztwa 20 kwietnia odbyła się ekshumacja szczątków Stanisława Pyjasa. Po oględzinach w krakowskim Zakładzie Medycyny Sądowej przewieziono je do ZMS we Wrocławiu. Biegli mają odpowiedzieć na 22 pytania, sformułowane przez IPN. Jak wynika z informacji uzyskanych przez PAP, wstępna opinia z badania szczątków ma być znana po wakacjach.
(PAP)

Eksperci tłumaczą, skąd się biorą różnice w sondażach

Różnice w wynikach sondaży są naturalne; wynikają ze stosowania przez pracownie różnych metod doboru próby i przeprowadzania wywiadu, a także formułowania pytań i prezentacji wyników - uważają eksperci z TNS OBOP i CBOS.

Dyrektor CBOS Mirosława Grabowska mówi, że różnice w wynikach sondaży różnych pracowni w odniesieniu do tych samych kandydatów są naturalne. - Biorą się one stąd, że firmy badawcze pracują na różnych próbach, robią badania w różny sposób - niektóre telefonicznie, inne osobiście - inaczej formułują pytania i inaczej prezentują wyniki. Wziąwszy pod uwagę te cztery różnice, rozbieżności w wynikach poszczególnych pracowni nie są niczym dziwnym - zaznaczyła.

- Jeżeli chodzi o pierwszy element - próbę - to może ona być wylosowana lub dobrana, może dotyczyć ludzi albo numerów telefonicznych. Jeżeli chodzi o sposób przeprowadzania wywiadów, to albo są one bezpośrednie, albo telefoniczne - podkreśliła.

- Osobiście mam nieco większe zaufanie do wywiadów "face-to-face", ale to nie oznacza, że badania realizowane przez telefon są złe, bo gdyby były złe, nikt by ich nie robił. Po prostu wydaje mi się, że bardziej wiarygodne odpowiedzi uzyskuje się w rozmowie bezpośredniej niż telefonicznej - oceniła.

Jak dodała Grabowska, jeśli zamawiającemu sondaż zależy na czasie, to badanie musi zostać przeprowadzone telefonicznie, bo nie jest możliwe bezpośrednie przebadanie 1000 osób w ciągu jednego dnia. Grabowska zaznaczyła, że CBOS nie przeprowadza badań telefonicznych.

Lider Sektora Badań Społecznych i Politycznych TNS OBOP Urszula Krassowska wskazała, że na zjawisko zróżnicowania wyników sondaży wpływa także czas przeprowadzania badania. - Nawet to, w jakich godzinach sondaż był realizowany. Szczególnie w ostatnich dniach kampanii wyborczej, kiedy do wyborców na bieżąco docierają nowe informacje - powiedziała.

- Bardzo ważny jest też sposób sformułowania pytania i co za tym idzie, sposób obliczania i prezentowania wyników - zaznaczyła. Oceniła, że obecnie panuje bałagan w prezentowaniu wyników sondaży, które - mówiła - nie są sprowadzane do jednego wspólnego mianownika. - Różnice w wynikach biorą się stąd, że wyniki nie są podawane według tej samej formuły procentowania, według tego samego sposobu obliczania - powiedziała.

Jak tłumaczyła, jeżeli poparcie dla kandydatów jest podawane w odniesieniu do wszystkich ankietowanych - łącznie z tymi, którzy udzielili odpowiedzi "trudno powiedzieć" albo "nie wiem na kogo zagłosuję" - będzie ono niższe niż w przypadku, gdy jest podawane w odniesieniu tylko do osób zdeklarowanych, na kogo zagłosują. Podobnie dzieje się w wypadku, gdy wskaźniki sympatii politycznych są obliczane w odniesieniu do całej grupy badanych bądź tylko do grupy osób, które deklarują udział w wyborach.

- Znaczenie ma też sposób dobierania próby i docierania do respondentów - powiedziała Krassowska. Zaznaczyła, że wiele osób odmawia udziału w badaniu i stąd się biorą niedoszacowania niektórych kandydatów. Jak tłumaczyła, jeśli pewne grupy odmawiają udziału w badaniu, to siłą rzeczy nie będą one w tym badaniu reprezentowane.

Jak mówiła, udziału w badaniach odmawiają często osoby popierające skrajnych kandydatów oraz takich, którzy w swoich wystąpieniach sami podważają wiarygodność sondaży. - Jeżeli elektoraty nie uczestniczą w sondażach, to koło się zamyka, ponieważ nie ma możliwości, by sondaż precyzyjnie zdiagnozował wielkość tego elektoratu - zaznaczyła Kossowska.

Jak wyjaśniła, elektoraty kandydatów są zróżnicowane także pod względem korzystania z telefonii komórkowej, co ma znaczenie przy sondażach przeprowadzanych telefonicznie. - Można powiedzieć, że w badaniach telefonicznych mogą być niedoszacowane młode grupy wiekowe, które są trudne do uchwycenia pod telefonem stacjonarnym - powiedziała.

- Z drugiej strony pojawia się pytanie, czy rzeczywiście te młode grupy pójdą głosować i czy rzeczywiście ich niedoszacowanie w sondażach przełoży się potem na efekt zgodności wyników z rzeczywistymi efektami wyborów - zaznaczyła.

- TNS OBOP stosuje metodę łączenia prób, dzwoniąc na telefony stacjonarne i komórkowe. Wykorzystujemy też taki model, w którym - jeśli badanie realizujemy w ciągu dnia - dzwonimy również do zakładów pracy i docieramy wtedy do osób pracujących, a dzwoniąc na telefony stacjonarne docieramy do osób, które w danym momencie nie pracują - powiedziała Krassowska.

- Nie można też zapominać, że to wszystko jest statystyka - podkreśliła. Zaznaczyła, że wyniki sondaży należy czytać z uwzględnieniem maksymalnego błędu statystycznego, który dla próby 1000-osobowej wynosi plus/minus 3%, a dla próby 500-osobowej 4,5%. - Im mniejsza próba, tym większy błąd - dodała. Oznacza to - wyjaśniła - że podany wynik na przykład 51% poparcia dla danego kandydata to tak naprawdę przedział 48-54% przy próbie 1000-osobowej.

Z kolei politolog dr Jarosław Flis zwrócił uwagę, że część wyborców udziela takich odpowiedzi na pytania ankieterów, które - ich zdaniem - mogą się ankieterowi spodobać. Unikają - mówił - odpowiedzi niepoprawnych politycznie.

Zaznaczył, że jest też grupa takich respondentów, którzy nie zamierzają pójść do urn wyborczych, ale wiedzą, że poprawnie jest zadeklarować udział. Ta grupa - powiedział dr Flis - często podaje w badaniu, że będzie głosować na najpopularniejszego kandydata, stąd bywa, że jest on przeszacowany. - Zwykle jest tak, że lider jest przeszacowany, bo ludzie wiedzą, że jest popularny i dobrze jest deklarować głosowanie na niego, a później nie głosują w ogóle - powiedział.

- Sondaże to obraz krótkowidza bez okularów, zawsze jest trochę rozmyty. Może to i dobrze, bo inaczej wybory nie byłyby potrzebne - dodał.
(PAP)

Do Polski przyleciało ciało kpr. Grzegorza Bukowskiego

Na wojskowej części warszawskiego lotniska Okęcie wylądował samolot z trumną zabitego w Afganistanie kaprala Grzegorza Bukowskiego. Żołnierz zginął we wtorek w trakcie ostrzału rakietowego polskiej bazy Warrior.

Przywitanie poległego na afgańskiej misji kaprala Bukowskiego odbędzie się zgodnie z wojskowym ceremoniałem.

W powitaniu żołnierza biorą udział między innymi marszałek Bronisław Komorowski oraz szef MON Bogdan Klich.
(IAR)

Czwartek, 2010-06-17

Polski MSZ do MSZ Rosji ws. dokumentów ze śledztwa smoleńskiego

Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski powiedział, że resort wystosował notę dyplomatyczną do rosyjskiego MSZ, w której wyraził oczekiwanie, że dokumentacja dotycząca śledztwa ws. katastrofy pod Smoleńskiem będzie przekazywana stronie polskiej "możliwie szybko".

- W ogólnej nocie, którą przekazaliśmy niedawno stronie rosyjskiej wzmiankowaliśmy, że oczekujemy, że dokumentacja odnosząca się do postępów śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej będzie przekazywana polskiej prokuraturze, organom śledczym możliwie szybko - powiedział Paszkowski. Jak dodał, nota ta została przekazana w ostatnich dniach.

W śledztwie prowadzonym przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem 10 kwietnia strona polska wystosowała do tej pory pięć wniosków o pomoc prawną. Chodzi w nich m.in. o przekazanie dokumentów, dodatkowe oględziny miejsca katastrofy i przesłuchanie niektórych świadków w obecności polskiego prokuratora.

W ubiegłym tygodniu w Moskwie był szef MSWiA Jerzy Miller. Był z nim tam też naczelny prokurator wojskowy, który rozmawiał o przyśpieszeniu współpracy śledczych i przekazaniu Polsce dokumentów ze śledztwa.

Pod koniec maja szef MSWiA, jednocześnie szef polskiej komisji badającej sprawę katastrofy, przywiózł z Rosji stenogram z rozmów załogi, przygotowany przez tamtejszych ekspertów, a także kopie nagrań z czarnych skrzynek samolotu, na podstawie których polscy specjaliści będę mogli przygotować własne odczyty. Stenogram z Rosji został upubliczniony.
(PAP)

Talibowie wiedzą wszystko o Polsce i dlatego atakują

Talibowie są zorganizowanym ruchem oporu. Mają rozwinięty system zbierania informacji. Wiedzą, że u nas są wybory i nie jest wykluczone, że właśnie dlatego atakują Polaków - twierdzi na łamach "Polski The Times" gen. Waldemar Skrzypczak, były dowódca sił lądowych.

Jego zdaniem "być może zaistniał tutaj casus hiszpański. Pamiętamy wszyscy wybory w Hiszpanii w 2004 r. i ówczesne deklaracje lidera lewicy Jose Zapatero, że gdy on i jego ugrupowanie zwyciężą w głosowaniu do parlamentu, natychmiast wycofają żołnierzy hiszpańskich z Iraku. Podczas tej kampanii zaczęły się kumulować ataki na hiszpańskie cele. Doszło do serii zamachów terrorystycznych na dworce w Madrycie. Hiszpańscy żołnierze stacjonujący w Iraku byli częściej i bardziej zajadle atakowani. Tak więc to, co działo się w Hiszpanii, miało bezpośredni wpływ na działania irackich rebeliantów i niejako dopingowało ich do dalszych wzmożonych działań".

W nawiązaniu do zapowiedzi rychłego wycofania polskich żołnierzy z Afganistanu, Skrzypczak mówi, że byłaby to zła decyzja, chociażby w kontekście tego, że musimy pamiętać wszyscy, iż NATO jest gwarancją naszego bezpieczeństwa. NATO jest systemem kolektywnej obrony, a my jesteśmy elementem w tym systemie. Nasze wyłamanie się teraz podważa naszą wiarygodność jako elementu całego tego systemu zbiorowego.

Sojusz północnoatlantycki jest szacowną instytucją i oczywiście przyjmie do wiadomości nasze stanowisko, uważa generał. Należy jednak pamiętać, że będzie to miało jakieś konsekwencje dla nas jako członka sojuszu. Staniemy się mało wiarygodni.
(PAP)


 

INDEX

Powrót...

Zapisz się na naszą listę
Email
Imie i nazwisko

 

 

Spis Książek Biblioteki SPK
Polsat Centre
Człowiek Roku 2008


 


Kliknij tutaj aby zobaczyć ofertę


 



Irena Dudek zaprasza na zakupy do Polsat Centre Moje motto: duży wybór, ceny dostępne dla każdego, miła obsługa. Polsat Centre217 Selkirk Ave Winnipeg, MB R2W 2L5, tel. (204) 582-2884

Kliknij tutaj aby zobaczyć ofertę


 

 Polskie programy telewizyjne w Twoim domu 16 kanałów

TVP1, TVP2, TVN, TVN24, TVN7, Polsat, Polsat2 ,TV Polonia, TVPuls, Eurosport, Polsatsport, Nsport, AXN/Discovery, Boomerang, TV4,

Viva IPMG to system który umożliwi Ci stały odbiór tych programów To nie jest Slingbox czy Hava Potrzebny Telewizor, IPMG box, Router i internet
Box kosztuje 200CDN, miesięczna opłata 50CDN i jednorazowa opłata za aktywacje 50CDN Dzwoń na
282-2090 do Janusza


 



189 Leila Ave
WINNIPEG, MB R2V 1L3
PH: (204) 338-9510



 

 

Kliknij tutaj, aby wejść na stronę gdzie można ściągnąć nagrania HYPERNASHION za darmo!!!

 


 

Royal Canadian Legion
Winnipeg Polish Canadian Branch 246
1335 Main St.
WINNIPEG, MB R2W 3T7
Tel. (204) 589-m5493

 


 

 

189 Leila Ave
WINNIPEG, MB R2V 1L3
PH: (204) 338-9510

“Klub 13”
Polish Combatants Association Branch #13
Stowarzyszenie Polskich Kombatantów Koło #13
1364 Main Street, Winnipeg, Manitoba R2W 3T8
Phone/Fax 204-589-7638
E-mail: club13@mts.net
www.PCAclub13.com


 

Zapisz się…
*Harcerstwo
*Szkoła Taneczna S.P.K. Iskry
*Zespół Taneczny S.P.K. Iskry
*Klub Wędkarski “Big Whiteshell”
*Polonijny Klub Sportowo-Rekreacyjny